czwartek, 30 sierpnia 2018

Ocean rozpaczy...( Tekst z dnia 30 sierpnia 2018 roku)


Drodzy MOI Czytelnicy! Wiem, mam tak samo, że wszyscy lubimy dyskutować o sprawach wagi państwowej, o polityce, bo w jakimś sensie nam wszystkim podnosi to samoocenę. Ale bywają takie momenty, kiedy musimy zapomnieć o polityce i wielkim świecie, a nasz wzrok skierować na kogoś stojącego obok i potrzebującego pomocy.
Moja grupa na facebooku nie jest specjalnie liczna, jest w niej nie całe 1000 mądrych osób. Wśród nich jest moja serdeczna, chociaż wyłącznie medialna przyjaciółka Danusia Suda, z którą nie jedną noc przegadałyśmy ( przepisałyśmy) o sprawach ważnych dla przyszłości Polski. Była jedną z najbardziej zaangażowanych działaczek szczecińskiego KODu, poświęcała swój prywatny czas na roznoszenie ulotek i zawsze czynnie uczestniczyła we wszystkich protestach. Podczas największej manifestacji KODu w Warszawie stała w pierwszym rzędzie. Z jej inicjatywy, w tych protestach niesiono także baner z nazwą mojej grupy. W pewnym momencie zniknęła nam z oczu i przestała żywo komentować nasze posty. Spotkało ja nieszczęście. Nie chcę powiedzieć, że niesprawiedliwie, bo coś takiego nigdy nie jest sprawiedliwe.
Dziś więc odpuszczam sobie politykę, aby zwrócić się do WAS wszystkich, którzy jesteście członkami grupy Myślę, więc jestem... Polakiem, oraz wszystkich, którzy czytają moje posty z prośbą o pomoc. Dziś, zamiast mojego banalnego, usłanego bluźnierstwami postu, wrzucam WAM w oryginale list Danusi. List z błaganiem o pomoc. Wiem, że mam czytelników nie tylko w Polsce, ale także w wielu krajach Europy, a także w USA, Kanadzie, czy nawet Rosji i Japonii. Mogę WAM wybaczyć, że słabo reagujecie na prośbę o wspieranie finansowe opozycji, albo, że odwracacie głowę, kiedy was proszę o wspieranie politycznych akcji. Ale także moja tolerancja ma swoje granice. Nie wybaczę WAM, jeśli w tej sprawie nie pomożecie, bo to już nie jest pomoc komuś anonimowemu, lecz dziewczynie, z którą często polemizowaliście w komentarzach i która walczyła za wszystkich nas. Za kilka dni opublikujemy numer konta, na który będzie można wpłacać pieniądze na rehabilitację córki Danusi i bardzo liczę na WAS, że odpowiecie na mój apel.
Danusia, w prywatnej rozmowie powiedziała mi, że jest w tej chwili OCEANEM ROZPACZY. Zanim zamkniecie swoje serca w obliczu tego oceanu, pomyślcie sobie, szczególnie WY wszyscy, którzy posiadacie własne dzieci, że to może kiedyś spotkać każdego z nas, że ten ocean rozpaczy może nas dopaść w najmniej spodziewanym momencie...Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, kiedy sam nie będzie mógł już nic zrobić i będzie błagał o pomoc innych.
Oto list Danusi i zdjęcie jej pięknej córki:

Szanowni Państwo!
W dniu 9 czerwca w Warszawie
moja starsza córka Joanna Turkowska miała wypadek.
Do dzisiaj nie odzyskała przytomności.
Po 6-tygodniowym pobycie w szpitalu,
po miesięcznej terapii w ośrodku terapeutycznym w Konstancinie,
od kilku dni jest w centrum rehabilitacji funkcjonalnej w Krakowie.
Jutro jadę na dłużej do Krakowa, aby towarzyszyć mojej córce.
Ona będzie tam wielokierunkowo rehabilitowana, a ja uczyć się będę opieki nad nią.
Pobyt nasz w tym ośrodku wiąże się z ogromnymi kosztami, ale chcemy dać Asi szansę skorzystania z najlepszych dostępnych w Polsce możliwości odzyskania kontaktu ze światem.
Moja młodsza córka Ewa finalizuje właśnie sprawę fundacji,
w ramach której będziemy mogli zbierać pieniądze na rehabilitację Asi.
Nie wiem czy w krakowskim ośrodku będę miała możliwość kontaktu z Państwem tą drogą, dlatego już dzisiaj
ZWRACAM SIĘ Z OGROMNĄ PROŚBĄ O WSPARCIE…
Ewa za kilka dni opublikuje tutaj wszelkie informacje dotyczące konta bankowego oraz własnego autorstwa stronę dotyczącą Asi.
Od Państwa wsparcia – znajomych Asi, znajomych moich, znajomych naszej rodziny i znajomych naszych znajomych - zależy jak długo będziemy mogli korzystać z pomocy świetnych krakowskich specjalistów.
Bardzo proszę!
Bardzo dziękuję!
Przepraszam…
Danuta Suda
PS. Przy okazji
DZIĘKUJĘ NAJSERDECZNIEJ ZA WSZYSTKIE SŁOWA I GESTY WSPARCIA OD MOICH PRZYJACIÓŁ W TYCH NIEZWYKLE TRUDNYCH DLA MNIE I MOJEJ RODZINY DNIACH.
Byłam i jestem wzruszona Waszą serdecznością <3 !
Pozdrawiam!
(w życiu nie pisałam trudniejszego tekstu… sorry...



środa, 29 sierpnia 2018

Nasz upragniony trojański koń. ( Tekst z dnia 29 sierpnia 2018 roku)


Lubię wypić dwie lampki wina i słuchać Cohena, a nawet płakać w ciemnościach..., i myśleć o tym, że część mnie umarłą wraz z nim. Słuchać walca i myśleć, że to jest niesprawiedliwe, że on odszedł, a przecież był częścią mojego życia. I tak umieramy powoli. A potem, na łożu śmierci nie zostaje już nas zbyt wiele. Jesteśmy bardziej tym, co już umarło, niż tym, co jeszcze żyje...
Drodzy Polacy, patrzę na nasz wspólny kraj z daleka i zupełnie nie rozumiem, jak możecie to znosić na trzeźwo. Fama o Polakach mówi, że lubią sobie solidnie popić, ale czasami WAS z tego rozgrzeszam, bo widzę, że od wieków, otaczająca WAS rzeczywistość jest nie do zniesienia na trzeźwo...
Żeby wszystko było do końca jasne. Wiem, że sytuacja Polski jest naprawdę tragiczna i może nawet z mojej strony granicy widać to wyraźniej, niż z WASZEJ. Widzę, jak zachodni świat patrzy na Polskę i po prostu oczom nie wierzy, że może istnieć taki kraj w środku Europy w XXI wieku. Taki skansen, do którego nie przedostaje się oświecenie, i nowoczesność, taki dziki kraj, gdzie szamani są bezkarni i ciągle pobierają opłaty za drogę do raju.
Ale mimo całkowitej świadomości tragizmu tej sytuacji, czasami trudno zachować powagę...To tak, jak ktoś się w naszej obecności przewraca i łamie nogę i jest to sytuacja tragiczna, ale robi to tak komicznie, że nie sposób się nie śmiać...
Niby jeszcze się sezon ogórkowy nie skończył i polityka jakby byłą na wakacjach, a mimo to, partia rządząca ciągle dostarcza nam tematów, tych śmiesznych i tych strasznych.
Muszę niestety przyznać się do tego, że czas najwyższy powtórzyć sobie język polski. Doszłam do takiego wniosku słuchając ostatniej konferencji prasowej premiera Morawieckiego na temat czegoś, co najprościej można by nazwać drugim filarem emerytalnym. Słuchałem tych opowieści, rodem opowieści z krypty, bardzo uważnie, a potem jeszcze powtórzyłam sobie całą konferencję z internetu. Często tak robią, bo za pierwszym razem umyka człowiekowi wiele szczegółów. Ale albo jestem za głupia, albo mam naprawdę kłopoty z językiem polskim, bo za grosz nie mogę zrozumieć, o co tak naprawdę panu premierowi chodzi. Najbardziej i najgłośniej wyartykułowane została bowiem to, że emeryci dostaną jakieś drobne pieniądze na jakieś powitanie, chuj właściwie wie, kto, kogo i gdzie będzie witał... a potem w ramach jakiejś niezwykłej premii kolejne drobne na powitanie każdego nowego roku, ale z zamian za to trzeba cały rok płacić, płacić i płacić. Ja oczywiście, jako rasowy humanista całkowicie nie mam pojęcia o ekonomii, ale ten pomysł na odległość śmierdzi pustkami w kasie państwa i brakami środków na obecne wypłaty emerytur. My już to wszystko żeśmy przecież przerabiali w okresie wchodzenia w życie funduszy emerytalnych niezależnych od ZUSu. Każdy z nas płacił, składał się na swoją przyszłą emeryturę, i miał obiecywane, że na starość będzie tak pięknie. Ale już po kilku latach okazało się, że te nasze niby pieniądze zostały źle zainwestowane i że nasze kochane państwo wszystko przeżarło i zamieniło w gówno. A my zostaliśmy z perspektywą 300 złotych na miesiąc emerytury. Głupotą powszechną było by nabranie się na ten numer po raz kolejny. Tak na mój nos, rząd Morawieckiego wydał już wszystko, co było w kasie państwa i dziś, za pomocą tego nowego funduszu na nasze przyszłe życie w raju zbiera pieniądze i to jest tylko sposobem na sięgnięcie do naszych kieszeni, na kolejne socjalne bzdety, którymi będzie rząd mamił obywateli przed wyborami. Mówiąc brutalnie, oni po prostu nie mają już kasy na spełnianie swoich wyborczych obietnic, chcą więc, by je sfinansowali obywatele.
Ale może ja naprawdę nie znam się na ekonomii, i może jestem za bardzo podejrzliwa w stosunku do obecnej władzy. Jeśli coś źle zrozumiałam, jeśli coś pokręciłam, to bardzo proszę mądrzejszych ode mnie o wybaczenie i sprostowanie mojego błędnego toku rozumowania.
Ale , jako humanistka, nie mam żadnej wątpliwości w następnej sprawie...
Właśnie dowiedziałam się, że Andrzej Duda będzie zachęcał nas Polaków do czytania książek, będzie nas zachęcał klasycznymi słowami naszych narodowych wieszczów., Tylko tyle, że nieco te wszystkie piękne słowa zmodyfikuje.
Drodzy Państwo, są różne wizje artystyczne. W zasadzie nie mam nic przeciwko temu, by artysta, reżyser, aktor, malarz, brał z pierwotnego dzieła jakiś motyw i pokazywał je w zupełnie innym świetle według swojej własnej wizji. Mamy wiele przykładów adaptacji klasycznych dzieł, które nie do końca są związane z intencją pierwotnego autora, bo każdy artysta odwołujący się do wielkiego dzieła, dodaje do niego coś od siebie. Mamy więc na przykład niezwykłe adaptacje dzieł Shaespeare, jak Tron we krwi. Wielu z nas bulwersowała adaptacja Balladyny, gdzie przeniesione we współczesność postacie jeździły na motorach. Mnie to zupełnie nie oburza. Gwarantuje jednak Państwu, że jeśli ktoś bierze się za adaptację klasycznego dzieła, ma swoją wizję, swój własny przekaz, ale z samego tekstu napisanego przez genialnego autora nie wyrzuca nawet przecinka. Bo wielkość tego działa właśnie na właściwym ułożeniu słów polega.
Mogę wiele wybaczyć artystom... ale Andrzej Duda nie jest żadnym z nich, nie jest nowatorskim reżyserem, a co najwyżej przechodzoną diwą ze spalonego teatru. I jako Polka nie zgadzam się, by w dowolny sposób wyrzucał cudowne słowa polskich klasyków, umniejszając rangę ich wybitnych dzieł. Nie wszystkie dzieła klasyków polskich są mi jednakowo bliskie, ale nikomu nie wolno zubażać ich dzieł. Oni napisali to, co napisali, i chcieli nam przekazać nie mniej i nie więcej, niż to co chcieli. Jakaś niedouczona menda nie ma prawa w to ignorować i zmieniać jedynych w swoim rodzaju słów, na własną modłę. I my, jako naród, który dziedziczy te wybitne dzieła, powinniśmy stanowczo się temu przeciwstawić.
I to, co teraz tu piszę w żadnym wypadku nie jest jeszcze śmieszne, jest tylko i wyłącznie tragiczne. Ale już trzeci news tego dnia, a raczej wczorajszego wieczoru, jest po prostu tak śmieszny, że nawet w obliczy tego całego tragizmu, nie sposób tego nie zauważyć. Otóż okazuje się, że podczas jakiegoś, kolejnego strajku w stoczni, zarówno Lech, jak i Jarosław Kaczyński, przebywali na jej terenie. Taki otrzymaliśmy komunikat w związku z tablicą pamiątkową na rzecz tych niezwykłych bliźniaków. No ja kurwa nie potrafię się już w tym momencie powstrzymać od śmiechu! I jest to już, drodzy Państwo, śmiech wielowarstwowy. Bo jakoś nikt nie zużywa granitu, by upamiętnić taką samą obecność w tym czasie sprzątaczek przebywających na terenie stoczni. Gdyby chciał postawić tablice pamiątkowe we wszystkich miejscach, gdzie przebywało tych niezwykle wyjątkowych braci, to by kurwa brakło w Polsce miejsca, ba sianie żyta, a granit na te tablice musieli byśmy chyba z Grenlandii sprowadzać. Idąc tym tropem można by powiesić tablicę pamiątkową w tej szafie, w której Jarosław Kaczyński tak skutecznie ukrywał się przed policją w dniu ogłoszenia stanu wojennego, a spódnicę matki szanownych braci, pod którą się chował, można by porwać na drobne kawałki, oprawić w kryształ i sprzedawać w kościele jako relikwię. Ja pierdole, co za żenada.
Nie ma to dla mnie znaczenia, że ktoś zauważył, że cała sytuacja stałą się krępująca i że w pośpiechu zmieniono koncepcję, a napis na pamiątkowej tablicy ma brzmieć, że bracia Kaczyńscy strajkowali, a nie przebywali... Mimo wszystko, nie sądzę, by byli tam jedynymi strajkującymi, bo za wielkie z nich tchórze. Było wtedy w stoczni ponad tysiąc osób, więc dlaczego na tablicy pamiątkowej nie ma tych tysiąca nazwisk? Czy bracia Kaczyńscy, poza tchórzostwem wykazali się czymkolwiek szczegolnym?
Drodzy Państwo. Każda władza ściemnia. Każda władza próbuje historię przedstawić w korzystnym dla siebie świetle. Czasami udaje się tak zmodyfikować prawdę, by rzucała ona odpowiednio jasny blask na rządzących i odpowiedni cień na opozycję. Bo świat , jaki widzimy wkoło jest częściowo prawdą, a częściowo wytworem naszej wyobraźni. Ale tak chamskiego, brutalnego wręcz nastawania na tę prawdę, nigdy jeszcze nie było. Może to nawet nie sam PIS robi, może to tylko jego zwolennicy, którzy prześcigają się w trzymaniu rąk w dupie władzy głębiej i głębiej, Ale nawet w komunie, wszystko odbywało się bardziej dyskretnie i z większym wdziękiem. A podawane informacje były co najmniej prawdopodobne.
Drodzy Państwo. Ja mam różne naturalne odruchy. Czasami jest to gorzki śmiech, czasami łzy, a czasami odruch wymiotny. To wszystko zależy tylko od tego, czego akurat słucham. Premier uparcie kłamie, że obrady nowej KRS są zupełnie jawne, że przesłuchania kandydatów można obejrzeć w tv lub online. Ja się kurwa pytam, która telewizja to transmituje, może jakieś MarsTV, bo żadna ziemska stacja niestety nie! Prezydent uważa, że lepiej od Żeromskiego wie, co ten chciał przekazać czytelnikom, najlepiej tak by zmienił tekst oryginalny, by klasycy wprost zwiastowali nadejście zbawczej partii PIS, jedynej słusznej patriotycznej. A każde miejsce na Ziemi, które zostało dotknięte przez Lecha Kaczyńskiego, a ostatnio także jego kulawego kurwa brata, zasługuje na co najmniej pomnik. Ja się oczywiście w pierwszym odruchu z tego śmieję, Potem spoglądam ukradkiem do barku, by może napić się czegoś mocniejszego i rozjaśnić sobie przemęczony umysł. Ale w końcowym efekcie ogarnia mnie tylko zgroza i pytania. Po co myśmy ludzie, tę komunę obalali. Przecież to był stary, bardzo dobrze znany wróg, którego umieliśmy sobie przy pomocy butelki spirytusu i pieczonej kaczki owinąć wokół palca... Po co żeśmy chcieli tej wolności, skoro w końcowym efekcie i tak wybraliśmy na rządzącego, konia trojańskiego, który nas nawraca do tamtych czasów...Albo do jeszcze gorszych.



poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Nie będziesz miał wrogów cudzych przede mną... ( Tekst z dnia 27 sierpnia 2018 roku)


Ludzie, po co Wy się tak nakręcacie??? Cała Polska dziś trąbi, że Gowin powiedział, iż rząd nie będzie respektował wyroku Trybunału Europejskiego... Wy naprawdę nie widzicie tej prawidłowości? Dziś Gowin został wysłany, jako przenośnik złej nowiny. Powiedział to, byście się powoli i starannie do tej myśli po prostu przyzwyczaili... Grają waszymi uczuciami, jak chcą. To dzięki takim głosicielom złej naiwny, tracimy energię na protesty, zanim w ogóle sprawa zostanie rozsądzona. Tak gra z nami PIS! Tak wycięto puszczę, tak zniszczono TK... Tak się po prostu studzi i wycisza powoli emocje społeczne.
Pozwolono nam byśmy spuścili z siebie parę jeszcze przed zapadnięciem właściwych wyroków i by tej pary nie starczyło nam, kiedy już spawa stanie na ostrzu noża... Tak wykarczowano puszcze, czekając na wyrok i czyniąc wszelkie dostępne prawem sztuczki, by w momencie wyroku wszystko, co trzeba było już wycięte, pokrojone na deski i sprzedanie. Tak manipulowano przy TK, by w końcowym efekcie opublikować wyroki, jako przedawnione orzeczenia historyczne. Tak będzie i teraz...
Gowin został wyznaczony przez pryncypała, by nam cicho i z niedowierzaniem oznajmić, że nie musimy wcale uznawać wyroku Sądu Europejskiego, byśmy się dziś oburzali i by nam już nie starczyło sił na prawdziwe oburzenie, kiedy wyrok właściwy zapadnie. Gotują nas, jak te żaby powoli i z namaszczeniem, a nam się wydaje, że ktoś nam uszykował ciepłą, romantyczną kąpiel z płatkami róż. Kiedy oprzytomniejemy, będziemy już na tyle ugotowani, że posłużymy za posiłek dla piesków dyktatora...

Brawo, dla Obywateli RP, którzy blokują obrady KRSu. Szkoda, że t kolejny raz jest to osamotniona walka garstki zdesperowanych ludzi.

Pan Rafał Trzaskowski, członek opozycyjnej partii PO, kandydat na prezydenta Warszawy napisał na swoim tweeterze:
Usuwanie siłą ludzi demonstrujących przeciwko łamaniu praworządności. Coraz bardziej oddalamy się od europejskich standardów...
A gdzie Pan wtedy był Panie pośle, jeśli wolno mi zapytać? Dlaczego Wy politycy, potraficie tylko gadaniem popierać obywateli? Dlaczego nie staniecie z nimi ramie w ramie, nie usiądziecie na podłodze pod drzwiami instytucji, która łamie prawo? Boicie się o swoje drogie garnitury, że wam je ktoś pobrudzi? Teoretycznie się wydaje, że my i WY walczymy o to samo. Ale my zawsze WAS popieramy. Wy tylko komentujecie naszą walkę. Zupełnie, jakbyście WY spacerowali po ogrodach pięknie pachnących i współczuli nam, tym brnących po uszy w gównie w kanałach. Przecież Pan nie jest głupim facetem i doskonale Pan rozumie, że policji było by dużo trudniej usunąć obywateli, gdyby wśród nich było chociaż kilku polityków z immunitetem. My byśmy byli bardziej skuteczni, gdybyście WY nas realnie i fizycznie popierali, gdybyście zniżyli się czasem do naszego poziomu i stanęli z nami ramie w ramie. Ale pewnie matka partia WAM nie pozwala. Bo przecież WY musicie udawać, że jesteście już tacy kulturalni, tacy europejscy, tacy na poziomie... Tylko tyle, że cytując klasyka, ten kraj, o który walczycie, jeszcze europejski nie jest. Polska, to dziki kraj, więc może czasami warto zajrzeć do skrzyni w piwnicy i wyciągnąć z niej łuki i dzidy i zawalczyć o nią takimi metodami, na jakie zasługuje. Może czasami warto pognieść sobie ten śliczny garnitur. Może wtedy, nie musiał by Pan opowiadać ludziom, jaką to kolejną nitkę metra w Warszawie Pan zbuduje, na którą jeszcze Pan nie ma pieniędzy ( żeby było jasne, Jaki też jeszcze publicznym groszem nie śmierdzi, a rozdaje na prawo i lewo). Ludzie, by w ogień za Panem skoczyli po takiej akcji. Może by Pan zyskał w oczach ludzi kilka punktów, pokazał się, jako facet z krwi i kości, kiedy by Pan był z nami w realu, a nie na tweeterze. Gdzie żeście byli wczoraj Wy wszyscy politycy, którzy ciągle głosicie, że trzeba być przyzwoitym, kiedy my wieszaliśmy dziecięce buciki na bramach kościołów? Naprawdę aż tak się boicie głosu kościoła i o swoje stołki, że nawet w tak okrutnej sprawie nie jesteście w stanie nas poprzeć?
PIS, jeśli już raz przebąknął, że nie uzna wyroku Trybunału Europejskiego, to możecie być pewni, że tak właśnie zrobi. Bo to, co nam się często wydaje palniętym przez pomyłkę głupstwem przez nieodpowiedzialnego polityka tej partii, jest celowym, zaplanowanym badaniem społeczeństwa, przygotowywaniem go na najgorsze. Bo jeśli się coś takiego powie wcześniej, ludzie oswoją się z ta myślą i nie będzie już szoku, kiedy przyjdzie, co do czego. A powoli na horyzoncie pojawia nam się kamienista droga wyjścia z Unii Europejskiej. Ta dzika PISowska banda nie ma już wyboru, by się z tego całego gnoju wygrzebać z honorem, a Unia też nie ma wyjścia, nie może na siłę trzymać w swoim gronie państwa, które się sprzeniewierza prawu i łamie traktaty. Radzę więc wszystkim tym, którzy mają zamiar wyemigrować, by szybko pakowali walizki, bo nie ma takich otwartych granic, których by nie było można zamknąć.
Słucham WAS Drodzy Polacy, tych z KODU, Obywateli RP, innych organizacji i niezrzeszonych. Widzę rywalizujące ze sobą opozycyjne partie. I nie sposób się oprzeć wrażeniu, że tak bardzo jesteście zapatrzeni w swoje racje, że Polska WAM się powoli z rak wymyka niepostrzeżenie. Mówię o tym odkąd PIS przejął władze, a wśród obywateli zaczął się tworzyć jakiś mniej lub bardziej zorganizowany opór. Nie walczcie między sobą. Nie próbujcie na nieszczęściu Polski zrobić kariery ani biznesu. Na to wszystko będziecie mieli szansę w dzień zwycięstwa. Teraz jedynym wrogiem, który może pogrzebać marzenia i plany nas wszystkich, jest PIS i wszyscy ci, którzy stoją w jego zaklętym kręgu. Zapomnijcie o wzajemnych urazach, o tym, że opozycyjne partie nie do końca spełniają WASZE potrzeby, że może ktoś obok WAS ma mniejsze zasługi, ale głośniej krzyczy w telewizji o wolności.
Życzę WAM wszystkim i sobie długiego życia, byście jeszcze zdążyli się o to wszystko pokłócić, ustalić, kto dłużej stał na barykadzie, kto głośniej krzyczał i kto niósł cięższy transparent. Kto miał lepszy pomysł i znalazł krótszą drogę do zwycięstwa. A dziś, jest jeden wróg, który przez nasze kłótnie właśnie dobija do mety pod hasłem koniec demokracji. Przeszkodzenie mu na ostatniej prostej, to nasz jedyny cel, jedyne światło w mroku.



niedziela, 26 sierpnia 2018

Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.. ( Tekst z dnia 26 sierpnia 2018 roku)






Oglądam wspomnienie o Grzegorzu Miecugowie...To jedna z tych śmierci, z którą najtrudniej się pogodzić. Nie mogę w to uwierzyć, że tacy ludzie odchodzą tak młodo i tak bezsensownie. Dzięki takim ludziom jak on, nie wierzę w śmierć. Nie wierzę w to, by takie umysły po prostu umierały, by tyle dobra, tyle emocji, tyle światła...nagle gasło gdzieś w zapomnieniu. Pamiętam ten niezwykły, świecki pogrzeb Grzegorza...niektórzy wypominali mi, że odbył się także drugi pogrzeb, katolicki. Nie wiem jednak, czy Grzegorz potrzebował specjalnych namaszczeń u boga, którego nie ma. Mówię to z pozycji osoby, która nie będzie miała katolickiego pogrzebu, bo sobie go nie życzę. Ale to wcale nie oznacza, że gdzieś, ktoś w odruchu złośliwości nie zamówi mszy za moją duszę...
To taki kolejny powód, by przy okazji wspomnienia o Grzegorzu Miecugowie i śmierci senatora USA John Mc Clain, pogadać o tym dniu, który należy według prawa kościelnego świecić. Przyjmując, że bóg istniał naprawdę i dał takie przykazaniem ludzkości, co tak naprawdę miał na myśli? Może tylko to, że każdemu, kto ciężko pracuje, należy się dla zdrowia dzień odpoczynku...
Kościół katolicki, jak rasowy biznesmen przywłaszczył sobie to przykazanie. Nie daje człowiekowi prawa do odpoczynku, nawet nie nakazuje oddawania w tym dniu pokłonów bogu, który nas podobno stworzył. Kościół zmusza człowieka do tego, by nie świecił tego dnia, nie odpoczywał, lecz bezwzględnie odwiedził w tym czasie świątynię i koniecznie dał datek na kościół. By się wyspowiadał, kupił sobie odpust, by złożył ofiarę...
No tak, takich cwaniaków było w historii wielu, lecz nauka, postęp i świadomość rozwijającego się ludzkiego mózgu, bardzo szybko wyeliminowała wszystkich podobnych oszustów. Ciekawym jest, że tego boga, którego nikt nigdy nie widział, nie jesteśmy w stanie wyeliminować z naszego życia. Dla mnie to debilizm i głupota.
Obserwuję ludzi działających w różnych dziedzinach życia...polityków przysięgających na biblię i wypowiadających znaną formułę: tak mi dopomóż bóg, lekarzy powołujących się na klauzulę sumienia, nauczycieli negujących wydarzenia historyczne, które nie są zgodne z ich wiarą i sportowców, którzy przed startem wykonują znak krzyża... Patrzę na to i oczom nie wierzę, że ludzie mogą być tak bezmyślni i tak pozbawieni refleksji, tak bardzo ignorujący otaczającą ich rzeczywistość. Kiedy się to wszystko im tłumaczy, oni odpowiadają standardowo, że nie wierzą w kościół, tylko w boga. Ale w sprzeczności z tą zasadą biegają co niedzielę do kościoła i dożywiają swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi kler, a nie boga, w którego wierzą. Gdyby naprawdę wierzyli w to chrześcijańskie bóstwa, nadwyżkę pieniędzy przekazywali by ludziom ubogim, chorym i potrzebującym. Tylko ludzie bezmyślni uważają, że ksiądz załatwi to za nich.
Ależ oczywiście, mogę się z tego pośmiać, patrząc, jak wyszkolony złodziej w sutannie gra WAM każdej niedzieli na uczuciach, by z WAS wydusić ostatni grosz. Mogę lekceważyć sobie ten fakt, że są to pazerne świnie w sutannach ozdobione złotymi krzyżami, które WAS szantażują i straszą, byście im płacili. To w końcu nie moje pieniądze, a swoje, niech każdy wydaje tak, jak uważa...Mogłabym tę katolicką głupotę pominąć milczeniem. Ale mamy na tapecie najnowszą wizytę papieża Franciszka w Irlandii, papieża niezwykłego, jedynego we swoim rodzaju, który próbuje wziąć na klatę wszystkie grzechy kościoła. Ale mimo to nie zasługuje on na więcej szacunku, co wszyscy jego poprzednicy. Jest takim samym hipokrytą, jak cały ten jego kościół.
Wielowiekowe, usankcjonowane złodziejstwo, mordy w celach zawładnięcia bogactwa, skazywanie ludzi na śmierć za obronę swych poglądów, oskarżenia o czary i kontakty z diabłem lub trollami, tylko po to, by klienta spalić na stosie i przejąc jego majątek, wyduszanie ostatnich pieniędzy z wdów i sierot. Pozorowane instytucje dobroczynne, które grając na ludzkich uczuciach zbierały fundusze przekazując lwią ich część do Watykanu. I przez te wszystkie wieki, nieodłączne okrucieństwo, nieodłączna pedofilia, usprawiedliwiana boskim nakazem. Tfu!!!
Papież w gorących modlitwach przeprasza za kościół i spotyka się z jego ofiarami???! A na chuj komuś potrzebne te przeprosiny i te spotkania? Czy ktoś tym tysiącom zgwałconych osób zwróci życie, które jakiś cep w sukience im zmarnował? Czy nagle doznają szczęścia zabrane matkom dzieci, sprzedane i rozłączone z rodziną, czy jakieś pierdolone przepraszam jest w stanie jeszcze cokolwiek naprawić? Tak naprawdę nie mamy pojęcia, czy papież Franciszek naprawdę współczuje ofiarom, czy zobaczył tylko to, że się dłużej pewnych spraw nie da zamiatać pod dywan, że trzeba się pokajać, przyznać do błędu, by ratować...nie, nie życie tych ofiar, lecz by ratować ten interes, ten biznes zwany kościołem katolickim. Jakoś nie widzę ani u tego papieża, ani u innych panów dla kamuflażu zakładających sukienki najmniejszej chęci, by dążyć do prawdy, by ścigać winnych i by ich ukarać według świeckiego, a nie kościelnego prawa...
A my co, mamy tak po prostu wybaczyć i o wszystkim zapomnieć???
Być może było by nas na to stać, gdyby nie fakt, że w tym samym momencie, kiedy papież Franciszek usiłuje przepraszać, cała reszta jego podwładnych wcale nie czuje się winna, a często w tym samym momencie obmyśla plany, jak dorwać się do kolejnego dziecka...
Ja nie jestem ofiarą kościelnej pedofilii, ale w dzieciństwie miałam takiego księdza, który uczył mnie religii i bardzo długo był proboszczem w parafii, gdzie chodziłam do szkoły. Może nikogo nie gwałcił, ale bardzo długo i szczegółowo spowiadał swoich parafian. Wypytywał nas szczególnie o nasze życie seksualne, nie, nie wtedy, kiedy byliśmy już dorosłymi osobami, z jakimś bagażem doświadczeń, ale wtedy, kiedy nas przygotowywał do pierwszej komunii. Było to naprawdę bardzo przykre uczucie, kiedy małe dziecko musi staremu dziadowi szczegółowo opowiadać o tym co myślał i gdzie się dotykał. Może nie był to zwyczajny zwyrodniały pedofil, ale tylko on wie, co robił w zaciszu konfesjonału podczas takiej spowiedzi... Dla mnie, trauma na całe życie i poczucie psychicznego gwałtu, poczucie brudu, poczucie bycia kimś obleśnym, bo w wieku ośmiu lat wykazywałam naturalne dla swojego wieku zainteresowanie swoją seksualnością.
W tamtych czasach bardzo mało się mówiło o grzechach kościoła. W Polsce, jeśli ktoś sam nie dotrze do właściwej literatury, ciągle jest to temat tabu.
Ja, bardzo szybko otrzeźwiałam, ale jeszcze długo potem zachowywałam katolickie tradycje dla świętego spokoju. Bo my, tamto pokolenie, nie byliśmy tacy odważni, by iść przeciwko wszystkim i pod wiatr. Bo były lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte, bo odzyskaliśmy wolność, a kościół katolicki wydawał się częściowym sprawcą tego naszego zwycięstwa. Dopiero potem zaczęły wychodzić kwiatki, pazerność, bezduszność, okrucieństwo, pijaństwo, pedofilia. To, co za komuny działo się wyłącznie za wrotami kościołów, nagle się wylało, wypełzło na świat i patrzy na nas swoimi śmierdzącymi oczami.
Coraz mniej mam szacunku do ludzi, którzy udają, że niczego nie widzą, a jeszcze mniej do tych, którzy otwarcie się przyznają, że widzą, ale cóż...jakoś trzeba te dzieci do boga doprowadzić, do pierwszej komunii, do bierzmowania... A tymczasem prowadzają swoje dzieci bardzo często i doprowadzają do księdzowego chuja, do jego wulgarnych łap, do pogardy, do poniżenia, do czystego zła.
My, rodzaj ludzki jesteśmy naprawdę żałośni, bo każde zwierze, ptak, dzika świnia, niedźwiedź czy wilk, zwierzę, które ma dużo mniejszy mózg niż my, dumnie nazywający się ludźmi, chroni swoje potomstwo przed złem za cenę własnego życia. Zwierzęta są dobre, bo nikt nie zaraził ich żadną religią. A my wpychamy je w łapy zła usprawiedliwiając to religią i tradycją.
Jesteśmy beznadziejni, jesteśmy opętani katolickim złem od pokoleń. I dopóki tak będzie, nikt się nie odważy stanąć przeciwko temu złu.
Politycy, zarówno ci z prawa, jak ci z lewa i centrum, doskonale wiedzą, że tylko rząd dusz, jaki zapewnia im kościół, daje szansę na rządzenie w tym zniewolonym kraju. Nikt, nawet najbardziej skrajna lewica, nie jest w stanie powiedzieć dość. Nawet Leszek Miller jeździł całować papieża Polaka po rękach. Tak, tego samego papieża, który był chyba najbardziej sprawnym zamiataczem spraw dla kościoła trudnych pod dywan. Człowiek, jako taki w ogóle się dla niego nie liczył, tylko dobro kościoła. Jeśli był elementem gry państw zachodnich w zwalczaniu komunizmu, to zgodził się na to, by umocnić kościół w Polsce, by mu przywrócić władzę. Polacy, ich odzyskanie wolności, było rzeczą drugorzędną. Za te zasługi dla kościoła, za ukrywanie i pobłażanie pedofilii, za popieranie rozpasanego kleru, ten kościół uczynił go świętym, a my, jak takie barany cieszymy się, że to był Polak. Ja się tego wstydzę, że to mój rodak był tak zaprzedanym Watykanowi zdrajcą ludzkości. Nie mam dla niego szacunku, ale ja nie wstydzę się zdobywać wiedzy nawet jeśli jest ona dla mnie bolesna. I nie mam szacunku dla papieża Franciszka. Wszak to pod jego skrzydłami, tak, jak pod skrzydłami papieża Polaka i jego następcy, rozkwitł w naszej ojczyźnie biznes Tadeusza Rydzyka. Gdyby papież, ten czy inny, naprawdę wierzył w jakiegokolwiek boga, który jest dobry, już dawno takie podłe indywidua z tego kościoła by wyrugował z korzeniami.
Nie chce tu pisać, że to jest mój list do papieża, bo to stanowczo za wysokie progi dla takiego kmiotka, jak ja. Powiem więc, że na mój szacunek zasłuży ten papież, który każdego, złapanego na pedofilii księdza, odda bezzwłocznie pod świecki sad, który w końcowym efekcie abdykuje i rozwiąże wreszcie ten watykański burdel, a jego majątkiem obdaruje narody świata, prawowitych właścicieli tych dóbr, okradanych od 2000 lat podstępem.
Czekam na takiego papieża, który powie wprost, że jeśli istniej jakiś bóg, to nie ma on nic wspólnego w kościołem katolickim, zbrodniczą i złodziejska instytucja, która powstała tylko po to, by łupić ludzi. Wtedy może słowo przepraszam z ust takiego papieża nabierze zupełnie innego znaczenia.
Drodzy moi czytelnicy. Wiem, jak zwykle po liście na temat kościoła spotka mnie wiele krytyki. Poczujecie się znowu przeze mnie obrażani i dyskryminowani. Nie jest to absolutnie moim celem. Sama byłam przez jakiś czas osobą wierzącą, bezgranicznie wierzącą i tylko los mnie skierował na zupełnie inna drogę. Jestem na tej drodze, którą w duszy nazywam drogą oświecenia. Ja też dzień święty święcę... Trochę dłużej pośpię, ugotuję sobie coś lepszego na obiad, mam więcej czasu by pobawić się z psem lub pogłaskać kota, z mniejszym pospiechem porozmawiam przez telefon z rodziną lub przyjacielem, dłużej poczytam książkę. Ale przede wszystkim jestem uczciwa wobec samej siebie. Uważam kościół za zło, więc nie uczestniczę w jego życiu. Nie muszę, tak jak WY sobie wmawiać, że robię to dla boga, nie dla plebana, nie muszę zamykać oczu przed pedofilią. Nie muszę wysłuchiwać moralnych połajanek od kogoś, kto być może zgwałcił dziecko i przyjmować komunii z brudnych łap proboszcza, który może właśnie zrobił sobie dobrze w konfesjonale, wypytując dziesięciolatka o to, gdzie i ile razy się dotykał. Uczestnicząc w tym wszystkim, sama czuła bym się poniekąd pedofilem.
Możecie więc mnie po katolicku nienawidzić. Jestem na to przygotowana. Nienawidzić za to, że staram się być dobrym człowiekiem z wyboru, a nie ze strachu przed piekłem.



czwartek, 23 sierpnia 2018

Taśmy prawdy o nas samych. ( Tekst z dnia 23 sierpnia 2018 roku)


Czasami mnie to śmieszy...Śmieszy mnie, kiedy po trzech latach, gazeta wyborczy odkrywa nagle, że tak zwana afera podsłuchowa, która skompromitowała Platformę Obywatelską, była sprytnie zorganizowana przez PIS. Czy ktoś miał do tej pory jakiekolwiek wątpliwości, czyja to była robota, a raczej na czyje zlecenie?
Gdyby ktoś posłucham moich rozmów w domu, czy nawet w restauracji, po winie czy piwie, ale nie musi sięgać tak daleko. Wystarczy, by nagrał moje rozmowy przez skypa z rodzina lub przyjaciółmi. Jestem się w stanie założyć, że z tych materiałów udało by się stworzyć całkiem niezły akt oskarżenie, a ja poszła bym siedzieć. Bo w prywatnych rozmowach nie zawsze się mówi o faktach, czasem używa się różnych form stylistycznych czy trybów czasownika. Czasami to są tylko domniemanie, przypuszczenia, a czasami po prostu pytania. Ale sprytnie zmontowane, ujawnione publicznie, mogły by mnie całkowicie skompromitować.
Dziwni są z nas ludzie, że nabraliśmy się na te taśmy. Tym bardziej, że obiektywnie rzecz ujmując, nie ma w nich nic tak naprawdę kompromitującego. Szczególnie dla Polaków, którzy dość często na swój kraj narzekają, a wyrazami uważanymi powszechnie za wulgarne sypią jak z rękawa, nie tylko w prywatnych rozmowach i nie tylko po wódce.
PIS, który przez 7 lat nie wygrał żadnych wyborów i nadal nie miał szans uczciwie tego zrobić, posunął się do chwytu poniżej pasa. A obywatele Polski, zamiast sobie wylać kubeł zimnej głowy na plecy, by pobudzić krążenie krwi w mózgu, poszli i zagłosowali tak, jak Kaczyński sobie wymarzył. Mało tego, nawet kiedy większość już otrzeźwiała, nadal bije się w pierś zastrzegając sobie, że wprawdzie PIS źle rządzi i łamie prawo, ale że oni nie podważają demokratycznych wyborów i prawa kłamców i manipulatorów do rządzenia...
Drodzy Państwo. Kłamstwo ma wielką moc. Szczególnie takie kłamstwo, które gra na naszych uczuciach. Kiedyś tam wybraliśmy Platformę Obywatelską, uwierzyliśmy, że jest dobrą opcją dla Polski. A tu nagle ktoś nam mówi, że to złodzieje, że wyprzedali majątek Polski, że się zaprzedali Unii Europejskiej, że za nic mają obywateli... I na potwierdzenie słyszymy te taśmy, gdzie ten z tamtym przy wódeczce sobie dyskutuje. Wywołało to w naszych umysłach swego rodzaju zawód, poczuliśmy się zdradzeni, a w takiej sytuacji ludzki mózg zaczyna działać w afekcie. Stan ludzkiego umysłu przypomina wtedy trochę jakby upojenie narkotykiem. A potem były kampanie wyborcze i kolejne kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa. Brzydkie zdjęcia, powykręcane gęby polityków PO, oskarżenia, którym nikt nie zaprzeczał. I w tym amoku poszliśmy do wyborów, niektórzy dodatkowo popędzani obietnicami. Uznajecie te wybory za legalne. A gdyby przed wejściem do lokalu wyborczego, każdy musiał zapalić skręta z marihuana, to takie wybory uważali byście za ważne?
Obecna władza, mimo swej obrzydliwości, ma jeszcze kilku przyjaciół w świecie polityki. Największym jest Donald Trump, który wygrał wybory dzięki ruskim podsłuchom ( też miał taśmy prawdy), łapówkarstwu i płaceniu niewygodnym świadkom za milczenie. Ale przyjechał do Polski i nauczył się na jakich narodowych strunach Polaczkom zagrać, więc się niektórzy prawie, że posikali z zachwytu. To co, że to zwykły zwyrodniały oszust, erotoman, seksista i rasista, ale przecież prezydent Stanów Zjednoczonych, ważna kurwa persona!
Kolejnym przyjacielem jest Orban, to on nam daje drogowskazy, jak zniszczyć wszystkie demokratyczne instytucje i zamykać usta wolnym mediom. A potem, jak manipulować wyborcami, by wygrać zdecydowana większością wybory. Tak zdecydowaną, by można było być całkowicie bezkarnym. Przytulamy się także z wdzięcznością do Chin, biorąc je za przykład szybkiego rozwoju. Nic nasz rząd nie obchodzi to, jakim kosztem odbywa się ten rozwój, jak małe dzieci muszą w tym kraju pracować i że rząd chiński dokonuje systematycznej eksterminacji homoseksualistów.
No cóż, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. A nie zostało zbyt wielu chętnych, by się z nami zaprzyjaźnić.
Z całego tego towarzystwa oszustów, którzy rządzą tym światem, jeszcze najuczciwszy wydaje się być Putin. On się nie bawi w żadne gierki, po prostu, brutalnie fałszuje wybory.
Kaczyński z zazdrością spogląda na Erdogana, który nie mrugnął nawet okiem posyłając do więzień swoich przeciwników politycznych. Oh, jak by Kaczyński chciał mieć tyle władzy...
Ale marzenia polityków PISu są bardzo zróżnicowane:
Kaczyński chciał, by w Warszawie było, jak w Budapeszcie. Jaki twierdzi, że za jego rządów, w Warszawie będzie Sofia...czyżby miał zamiar bez walki poddać naszą stolicę pod władanie Bułgarów? Duda w amoku pieprzy coś o ekspansji na wschód, cokolwiek by to miało znaczyć, bo z nim nigdy nie wiadomo. A Waszczykowskiemu marzyły się poprawne stosunki z nieistniejącym państwem San Escobar...No chyba, że miał na myśli imperium narkotykowe w Ameryce Południowej, to zwracam honor.
Obserwując świat, trudno nie dostrzec, że zmierza on w otchłań absurdu. My, Polska nie jesteśmy jakąś wyjątkową wyspą zła. Zamachy terrorystyczne, bezsensowne wojny, tam, ktoś kogoś goni z nożem, a tam z siekierą. Mam takie wrażenie, że ludzkość ma wyraźny problem ze zdrowiem psychicznym, jak to się pospolicie mówi, że ludziom po prostu odwala. Różnica, między światem, a Polską jest jednak bardzo prosta. Na świecie zło jest złem, przestępca przestępcą. Poza ludźmi naprawdę chorymi psychicznie, psychopatami, resztą przestępców kieruje jakiś realny motyw. A pozostali, pozostali są po prostu normalni, mają jakiś system wartości, którego się trzymają.
Patrząc na Polskę, którą opuściłam zaledwie kilkanaście lat temu, zaczynam powoli wątpić, że należę do tego samego plemienia. Przecież te kilkanaście lat temu Polacy byli najmądrzejszymi ludźmi na świecie.
Dziś każdego dnia obserwuje informacje: Tu ktoś urządził sobie wyścig uliczny, tam ktoś pojechał pod prąd na autostradzie, tam ktoś zapomniał zabrać dziecka z samochodu, a w innym miejscu zamknął je dla zabawy w pralce. No dobrze kurwa, że nie w mikrofalówce. Bicie psa, bicie dziecka, maltretowanie psychiczne dla zabawy, dopalacze, które zabijają nie tylko gówniarzy, ale także osoby dorosłe. No i to najważniejsze w ostatnich miesiącach, zachowanie Polaków nad wszelkiego rodzaju zbiornikami wodnymi przypomina zachowanie psów spuszczonych z łańcucha. Jakby nigdy w życiu nie widzieli wody! Chleją i się topią...Zajmują się rozkładaniem pierdolonego parawanika w najnowszej, plażowej stylizacji w momencie, kiedy kilka metrów dalej topią się ich dzieci, albo ratują gumową piłkę, narażając swoje dziecko na niebezpieczeństwo. Bo wyobraźnia jednego z drugim widzi tylko te parę złotych, które straci wraz z tą odpływającą piłką. Przyjedźcie do mnie, drodzy rodacy i spróbujcie rozłożyć na plaży parawanik, to się WAMI bardzo szybko policja zajmie. Cały świat się z tych WASZYCH parawaników śmieje. Plaża jest miejscem publicznym, gdzie każdy może przyjść, ale jego jest tylko tyle miejsca, ile zajmuje jego prażąca się na słońcu dupa! Nie wolno sobie przywłaszczać ani centymetra więcej. Wiem, wiem, chcecie mieć na plaży trochę intymności i by WASZE dzieci nie oglądały zgromadzonych w jednym miejscu prawie gołych cycków. No cóż, jeśli jesteście tacy pruderyjni, to własna chałupa zapewni WAM wystarczającą dozę intymności. Nikt WAS do plażowania nie zmusza.
Dziś ludzie na świecie mają oczy szeroko otwarte i potrafią uszanować osobę, która zachowuje się przyzwoicie. Tylko w Polsce biedak całuje po rękach obleśnie tłustego klechę, umazanego majonezem, którego nie zdążył wytrzeć po odejściu od syto zastawionego stołu.
Problem jest właśnie w tym, że złe uczynki w Polsce nie są już domeną przestępców czy ludzi chorych psychicznie. Ogromna większość społeczeństwa wpadła w totalny amok. Dziś chyba w modzie jest zachowywanie się, jak idiota. Boleję nad tym. Nie wiem, skąd to się wzięło. Bo jeśli świat idzie w kierunku absurdu, to Polska prowadzi cały peleton ku przepaści.
Wcale nie jestem pewna, że tak do końca jest to wina obecnej władzy. Chociaż prawdę jest, że obecna władza idiotom bardzo popuściła cugle. Ale to, że WAM się zdaje, iż żyjecie wewnątrz komputerowej gry, że macie 5 żyć i dlatego możecie sobie pozwolić na tanie ryzyko, na błędy, których konsekwencji nie da się już odwrócić, tego WAM chyba nikt jeszcze nie nakazuje.
Mówi się, im dalej w las, tym więcej drzew..tak i ja coraz większą widzę przepaść między moimi rodakami, a resztą świata. Coraz rzadziej dziwie się, że Polacy dali się zmanipulować przez PIS. Dziś jest w modzie żyć z dnia na dzień i nie myśleć o jutrze i kłaniać się hasłu, że pieniądze, które za darmo dostajemy od rządu, nie śmierdzą, nawet jeśli są okupione potem i krwią sąsiada. Jesteśmy, jako społeczeństwo, jacyś puści, jacyś...oddzieleni żelazną ścianą od uczuć i wartości i niestety od rozumu. Nie wiem, jak to się mogło stać w tak krótkim czasie...I nie wiem, jak dużo czasu potrzeba, by chociaż rozpocząć odkupienie. Żywimy się kłamstwem i to nam nie przeszkadza. Wolimy kłamstwo zgodne z naszymi oczekiwaniami, niż czystą prawdę. A więc jesteśmy zgubieni. W następnych wyborach zagłosujemy na tego, kto da więcej. A da więcej ten, kto lepiej kłamie.



poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Barania głupota w oparach triumfu. ( Tekst z dnia 20 sierpnia 2018 roku.)




Drodzy wyborcy!
To ja jestem tym Lechem, który zobaczył gniazdo białego orła na dębie i zdecydował, że tu będzie mój kraj i jego ziemia. To ja jestem tym Mieszkiem, który ożenił się z czeską księżniczka i oddał Polskę bod dobrotliwe, papieskie skrzydła. To ja zastałem Polskę drewnianą a zostawiłem murowaną. To ja przyjąłem od Krzyżaków dwa nagie miecze, jako symbol zwycięstwa. To ja dałem skrzydła polskiej husarii i zwyciężyłem pod Wiedniem ratując Europę prze muzułmańską nawałnicą. To ja rzuciłem hetmańskim berłem w Radziwiłła, wypowiadając mu posłuszeństwo w służbie najazdowi Szwedzkiemu, to ja rozdarłem Rejtanową koszulę, broniąc Polskę przed rozbiorami. To ja byłem Chrystusem narodów, a potem odrodziłem się na górze Mont Blanc. To ja budowałem szklane domy, byłem doktorem Judymem i siłaczką, to ja odnalazłem Stasia i Nel w pustyni i w puszczy. To ja walczyłem o wolność Stanów zjednoczonych i budowałem mosty w Ameryce Południowej. To ja napisałem Mazurka Dąbrowskiego i szedłem z Napoleonem wyzwalać Polskę spod zaborów. To ja, tak to także ja zatrzymałem bolszewicka nawałnicę i goniłem ruskich aż do samej Moskwy. To ja uratowałem Europę przed rozszerzającą się falą komunizmu. To ja wróciłem do Polski wraz ze swoją kasztanką i odzyskałem niepodległość. To ja walczyłem jednocześnie na Westerplatte, poczcie Gdańskiej, broniłem Warszawy. To ja tworzyłam Armię Andersa, a generał Anders tylko mi wtedy buty czyścił i dbał o mojego konia...To ja walczyłem na Monte Cassino, to ja broniłem Tobruku, To ja strąciłem najwięcej messershmittów w bitwie o Anglię. To ja dowodziłem Powstaniem Warszawskim i Powstaniem w Getcie. To ja wylądowałem w Normandii, to ja pierwszy dotarłem do Berlina i to ja zmusiłem Hitlera do samobójstwa. To ja zatknąłem polską flagę na Bramie Brandenburskiej i to ja podpisywałem akt kapitulacji faszystowskich Niemiec z ramienia wyzwoleńczej koalicjo. To ja, bo któż by inny, odbudowałem z ruin Warszawę. Ja założyłem Radio Wolna Europa. To ja szedłem pieszo na komunistyczne czołgi w roku 1970. To ja wybrałem papieża, jako narzędzie walki z komunistami. To ja strajkowałem w stoczni. To ja przeskoczyłem płot. To mnie tłukli na komisariacie, aż zacząłem się jąkać. To ja siedział internowany w stanie wojennym, To ja podpisywałem Postulaty Solidarności. To ja wygrałem wybory 4 czerwca. To ja, to ja to ja.!!! To ja negocjowałem wejście do Unii Europejskiej i zapewniłem naszej armii kluczową pozycję w NATO. To ja jestem ten wasz wielki, niezwyciężony. To ja, Mateusz, wasz bóg, wasz premier.
O kurwa, a to ci dopiero nowina. A ja myślałam do tej pory że to wszystko uczynił nasz jaśnie oświecony pan prezes...
Drodzy Państwo. Kiedyś się mówiło, że jak się kogoś widzi, to się człowiekowi nóż w kieszeni sam otwiera, albo, że mu się drobne w portfelu nie zgadzają. Ale to wszystko są stanowczo za słabe reakcje na wczorajsze wystąpienie pana premiera! Ja go wczoraj wysłuchałam z pokorą i z otwartą gębą, ale z zażenowaniu, nie w zachwycie. I jedynym komentarzem, jaki się mi cisnął na usta było zdanie: Co za chuj...!?
Dziś, odsłuchałam tego przemówienia raz jeszcze w całości, bo nie mogłam uwierzyć, że słyszałam to, co słyszałam. I niestety, to nie były moje omamy, premier Morawicki naprawdę pierdolił to, co pierdolił. Ludzie, patrzcie i się uczcie. Tak się właśnie wygrywa wybory!
Najpierw robi się rozpoznanie, najlepiej w kościołach, bo ksiądz najlepiej wie, co tam w sercach parafian piszczy. Selekcja wyborcy jest niezwykle ważna. Kiedy się już wytypuje odpowiednio głupi elektorat, taki, gdzie szara miazga mózgowa przeszła już tylko w stan obsługiwania prostych czynności życiowych ( jedzenie, sranie, modlitwa, uprawianie seksu w celach prokreacji) to się go pakuje do autobusów wynajętych za pieniądze podatnika, także tego mądrego, który trzyma z opozycją. Za pieniądze tego samego podatnika nalewa się paliwo do tych autobusów i płaci kierowcom i wiezie się te baranki boże na PISowski spęd na dowolnym, wystarczająco dużym placu. Czasami obiecuje się także z pieniędzy podatników jakieś gratyfikacje barankom za udział w spotkaniu, ale nie jestem pewna, czy w tym konkretnym przypadku miała miejsce taka sytuacja. Potem się tym barankom wręcza różne flagi, żeby mieli czym machać i daje się im wodzireja. Takiego gościa, który będzie im mówił w którym momencie należy krzyczeć: hańba, kiedy klaskać a kiedy i czyje imię wykrzykiwać lub wołać: dziękujemy!
Potem występuje dowolny polityk mówiący co mu ślina na język przyniesie, obiecujący wszystko, co mu przyjdzie do głowy i opluwający przeciwników politycznych i...i się nakręca film. Film ten pokazuje się tak długo w miejscach, gdzie dociera tylko państwowa telewizja i media spod wezwania Radia Maryja, aż z elektoratu, który też jest już nieco barani, lecz ciągle walczą w jego mózgu szare komórki z powszechnym, bezsensownym kłamstwem, z retoryką populizmu i ekonomicznego absurdu, powstanie nowy, całkowicie pozbawiony myślenia elektorat Prawa i Sprawiedliwości...
Drodzy Państwo. Szare komórki tych osobników, nie chcąc żyć w tym zakłamanym świecie, popełniają zbiorowe samobójstwo.  Ja, po wszystkich konwencjach PISu, po tego typu wystąpieniach wyborczych, spotkaniach z elektoratem, natychmiast łapię psychicznego doła.
Bo nawet gdybym nie wiem, jak bardzo wierzyła w nasze zwycięstwo, i w zwycięstwo rozsądku i normalności, wiem, że wobec takich zdarzeń jesteśmy po prostu bezsilni.
My, Drodzy Polacy, nie potrafimy tak pięknie i przekonująco kłamać i jeśli chcemy czymkolwiek odróżniać się od tych, z którymi walczymy, to musimy trzymać się prawdy. Nie mamy z nimi żadnych szans w tym baranim społeczeństwie, którym ludzie nie ją bladego pojęcia o podstawach ekonomii, któremu się wydaje, że rząd dysponuje nieograniczoną ilością gotówki i tylko od jego dobrej lub złej woli zależy, czy się tą gotówką podzieli właśnie z nimi, wybrańcami.
Czaka nas, drodzy obrońcy demokracji i normalności, ogromna i długofalowa praca. Ona nie skończy się na tych lub na kolejnych wyborach. Dopóki nie wyrwiemy przynajmniej części społeczeństwa z tego owczego pędy, nie nauczymy myśleć o czasach nieco bardziej wybiegających w przyszłość, niż jutro, najbliższy miesiąc i rok, dopóki nie nauczymy ludzi dystansu do polityków, traktowania ich z ograniczonym zaufaniem, dopóki nie sprawimy, że zwykły człowiek nie pozwoli grać sobie na swoich uczuciach, zawsze będziemy przegrywać. A jeśli nawet czasami wygramy, to duch pieprzonej dobrej zmiany, zmiany z logicznego punktu widzenia niszczącej i kłamliwej, zawsze będzie krążył nad naszymi głowami i będzie nam zagrażał.


niedziela, 19 sierpnia 2018

Jak sie pozbyć znajomych z Facebooka... ( Tekst z dnia 19 sierpnia 2018 roku.)


Drodzy czytelnicy, odkąd udzielam się w opozycji do PIS, na mój profil zgłasza się bardzo dużo osób, które chcą być moimi znajomymi. W zasadzie wszystkich do tego grona zapraszam, chociaż mój prywatny profil, w miarę możliwości staram się od tej polityki chronić. Jeśli ktoś chce obserwował moją działalność polityczną, musi się zgłosić do jednej z tematycznych grup, które prowadzę lub jestem ich członkiem. To miło mieć tak wielu znajomych na Facebooku, ale nie piszę WAM tego po to, by się chwalić. Oczywiście, że to jakoś przyjemnie podrażnia moje ego, ale jak wiecie, nie o ilość lecz o jakość chodzi.
Bardzo często także, kiedy napiszę jakiś post polityczny na moim blogu, odbieram wiele miłych słów od czytelników. Piszą do mnie na messengera, jako komentarze na FB, lub na samym blogu, że mnie uwielbiają, że myślę tak, jak oni, że trafiłam w sedno lub w punkt problemu i że mam cudowne, lekkie pióro... Tego też nie pisze by się chwalić, jest to po prostu zwykły wstęp do listu do moich znajomych na Facebooku.
Drodzy Państwo, moi znajomi i nie tylko. Premier Morawicki czekał do ostatniego momentu, by ogłosić termin wyborów do samorządów. Jeszcze przed tym faktem, politycy rządzącej partii, bez skrupułów i niezgodnie z prawem prowadzili kampanię w swoich okręgach, czego najbardziej brudnym przykładem jest minister Ni Jaki. My, opozycja, musieliśmy czekać do momentu ogłoszenia terminu wyborów i pozostało nam naprawdę bardzo mało czasu na kampanię.
Dlatego ja, w odpowiedzi na WASZE miłe słowa pod moimi postami, jako odpowiedź wysyłam bardzo często zachętę do działania na rzecz tych przyszłych wyborów, mniej więcej podobnej treści:

...Droga Pani, drogi Panie, zbliżają się wybory i trzeba do ludzi mówić. Szukamy chętnych koordynatorów regionalnych, którzy by trochę popracowali przed wyborami. Nie na rzecz jakiejkolwiek partii, ale by przekonywali ludzi, iż warto iść na wybory. By uświadomić ludziom, co się wiąże z głosowaniem na poszczególne partie. Po prostu chodzi o to, by otwierać ludziom oczy na bycie obywatelem. Zapewniamy szkolenie i wszelką pomoc, także w zdobywaniu materiałów wyborczych, ulotek, plakatów, chorągiewek, długopisów, koszule, etc... Może jest Pan/ Pani chętna i chce przez najbliższe 2 miesiące poświecić trochę czasu...

Czy wiecie drodzy czytelnicy, ależ wiecie, bo to o WAS tu piszę, co się dzieje, kiedy wyśle komuś osobiście taki list? Adresat listu zazwyczaj zamyka swoje usta na zawsze. Nie wykreśla mnie wprawdzie z grona znajomych, ale od tej pory po prostu milczy, jak grób! Zero kontaktu!
Natychmiast kończą się listy pochwalne i kontakt z wielbicielami się urywa, a ja zastanawiam się, co się stało? Czy już się Panu/ Pani nie podobają moje teksty? Czy już przestałam mówić to, co Wy myślicie, tylko nie potraficie tak pięknie ubrać w słowa? Przestajecie wylewać łzy nad losem Polski czytając to, co piszę, Już WAS nie wzruszam, nie trafiam do WASZYCH serc?
Drodzy Państwo, gdyby nie działo się w Polsce to, co się dzieje, nigdy by mi nie przyszło do głowy, by pisać jakiegoś bloga. Ten, kto obserwuje mnie od początku zauważył zapewne, że po wielu latach za granicą, moje pierwsze teksty wyglądały tak, jakby je pisał wtórny analfabeta. Mnóstwo błędów, nieudolna stylistyka, a nawet literówki. Ja po prostu uczyłam się od nowa pisać po polsku. Mój styl na pewno poprawił się znacznie przez te 3 lata. Ale wybaczcie, nie o mnie tu chodzi, nie o moje zadowolenie, nie o tworzenie jakiejś literatury. I nie o pochwały miłe sercu. Jeśli czytacie moje teksty, jeśli czujecie ich emocje, jeśli podzielacie moje poglądy, ale natychmiast mnie olewacie, kiedy wymagam od WAS jakiegoś wysiłku, to znaczy, że ja te 3 lata po prostu zmarnowałam i że szerokie grono moich znajomych na pewno nie jest gronem przyjaciół.
Nie wiem, co WAM jest ludzie, przecież ja nie wołam na WAS pieniędzy, tylko zwykłego zaangażowania w celu ratowania WASZEGO, nie mojego życia! Ja jestem bardzo wyrozumiałą osobą. Wiele trudnych momentów życiowych mam za sobą. Wiem, że czasem pracujecie na kilku etatach, że macie rodziny, że nie macie czasu dla dzieci itd. itp. Ale jest wśród WAS wiele osób młodych, nie mających jeszcze rodzinnych obowiązków, jest wielu bezrobotnych, emerytów, lub osób dysponujących wolnym czasem z innego powodu. Przestańcie wierzyć w to, że coś się zrobi samo za WAS!
MY...To takie tajemnicze słowo, ale na razie musi WAM wystarczyć, nie żądamy od WAS, byście się zapisywali do jakiejś partii lub do jakiegoś KODu czy innej organizacji, do której być może nie do końca macie zaufanie. Proponujemy WAM tworzenie małych lokalnych, kilkuosobowych zespołów, które będą prowadziły kampanię wyborczą w małym zakresie w swoich środowiskach, które czasem wrzucą kilka ulotek do skrzynek pocztowych, które przekonają sąsiada lub członka rodziny, że warto iść na wybory i że to ma sens i wpływ na przyszłe życie. Chcemy, byście byli naszymi dłońmi, naszymi oczami, byście nie tylko uczestniczyli w życiu obywatelskim, ale także je kontrolowali poprzez np. fotografowania swojej katy wyborczej z zaznaczonymi głosami, bo nikt jej potem nie mógł fałszować.
Tworzymy swoistą encyklopedię dobrej zmiany, gdzie chcemy ująć wszystkie kompromitujące wydarzenia z ostatnich 3 lat. Ale MY mamy tylko informacje z telewizji czy prasy dotyczące osób na świeczniku. Nie wiemy, co się dzieje u WAS, w małych miastach lub wsiach. Pomóżcie nam i opisujcie to, co dobra zmiana zrobiła u WAS, kogo ze swoich posadziła na stołku, co zamiotła pod dywan i co zmataczyła...
Jesteście NAM, których nie znacie i którzy działamy w cieniu wydarzeń, po prostu potrzebni. To my WAM pomożemy wygrać wybory, nie politykom, lecz WAM, obywatelom.
Jeżeli mnie, osobie, która do końca życia będzie mieszkać za granicą i tu najprawdopodobniej umrze, której chleb w żadnym wypadku nie zależy o sytuacji w Polsce, a mimo to mi zależy iwalczę z całych sił dla tego mojego matczynego kraju, to nie rozumiem, dlaczego WAM, którzy jesteście w oku cyklonu, na niczym nie zależy...Dlaczego, kiedy WAM proponuję współpracę, natychmiast udajecie, że mnie nie znacie?
Proszę WAS po raz chyba setny i nie wstydzę się prosić, bo nie robię tego w swoim imieniu. Proszę w imieniu Polski. Pomóżcie nam wygrać te pierwsze wybory. Może nie zmienią one oblicza Polski, może nie są najważniejsze. Ale kolejna przegrana nas znowu zdołuje, pokaże nasza bezsilność i walczących z wiarą będzie coraz mniej.
MY, ta nieco tajemnicza dla WAS mała grupka ludzi, która chce nie tylko uratować życie będącej w agonii Ojczyźnie, ale potem ją leczyć długotrwale z choroby, z tego, co zaraził nam PIS, z bezsilności, obojętności, nienawiści i beznadziei, MY sami nic nie możemy. Musicie nam po prostu pomóc.
Jest mi bardzo przykro, że kochacie i podziwiacie mnie tylko wtedy, kiedy to ja dostarczam WAM jakiś emocji i przeżyć. Ale natychmiast zamykacie usta, kiedy ja WAS o coś proszę, nawet jeśli proszę o coś co jest dobre dla WAS, a nie dla mnie.
Miło jest mieć wielkie grono znajomych i prześcigających się w pochwałach wielbicieli. Gdyby prowadziła bloga o modzie, o paznokciach lub z przepisami kulinarnymi, byłą bym już pewnie milionerką. Ale ja zajmuję się tym, co mi leży na sercu i nie mam z tego tytułu żadnych profitów. I nie są one dla mnie ważne. Ważniejsze jest to, że kiedy proszę o wspieranie produkcji filmu o dobrej zmianie, który mógłby Polaków zmusić do refleksji przed wyborami, to jest jakiś odzew i jakieś wsparcie. Że kiedy proszę o trochę zaangażowania, to osoba do której się zwracam choćby mi odpisze, co zdarza się rzadko.
Drodzy rodacy, moi czytelnicy i moi wirtualni znajomi. Gdybym pisała powieści, była bym zachwycona ilością fanów. Ale całkowicie nie o to mi chodzi. Mówię do WAS nie po to, lub nie tylko po to, by wywoływać w WAS wzruszenie i wyciskać WAM łzy, ale byście się wreszcie stali obywatelami. Mówię do WAS, by WAS wkurzyć, by WAS pobudzić do działania. Samo czytanie moich postów naprawdę niczego nie zmieni. A WASZA porażka będzie także moją.
Możecie mnie nie lubić, możecie krytykować, możecie mi wytykać błędy ortograficzne czy literówki. Ale proszę WAS, zgłaszajcie się do mnie, a ja WAS skieruję do odpowiednich osób w Polsce. Ona WAM pomogą wygrać te wybory.



sobota, 18 sierpnia 2018

Anno... Tekst z dnia 18 sierpnia 2018 roku.)


Miałam pisać dziś o czymś zupełnie innym, bo weszliśmy wreszcie w okres kampanii wyborczej i czas najwyższy zabrać się do politycznej roboty. Dopadła mnie jednak stara sprawa, właściwie w dzisiejszym świetle już całkowicie prywatna, a ponieważ ktoś nieuprawniony użył mojego nazwiska do własnych rozgrywek, muszę niestety publicznie się do tego odnieść. Nie mogę bowiem być ciągle jakąś kartą przetargową w rękach osoby, która robi wiele złego wśród nas, działających na rzecz demokracji. To jet mój ostatni list do tej osoby, list otwarty i z góry zaznaczam, że nie oczekuję odpowiedzi, raczej, jak zwykle wściekłego ataku na wszelkich forach, gróźb przesyłanych mi na messengera, też jak zwykle, i wyciągania jakichś wyimaginowanych brudów. Cokolwiek by to nie było, nie zamierzam już na nie odpowiadać.
Anno.
Niestety, z jakiegoś powodu wyświetlił mi się Twój post, na jakiejś grupie, do której nie należę i nie mam tam prawa do komentowania, a więc i do obrony. Posługujesz się w nim moim nazwiskiem i moim oświadczeniem sprzed dwóch lat. Broniąc w ten sposób swojej dupy i usprawiedliwiając swoje działania. Konkretnie chcesz przy pomocy mojego oświadczenie udowodnić, że to nie Ty rozwaliłaś grupę KODu w Austrii, lecz osoba, z którą ja również weszłam w opisany w oświadczeniu konflikt. Stanowczo się od tego odcinam, by moje doświadczenia z tą osobą i z jej współpracownikami miały być dowodem na cokolwiek. Ja swój konflikt opisałam bardzo szczegółowo, opisując w skrócie, jak do niego doszło. To, że ktoś wykorzystał moją naiwność i pragnienie prawdziwego działania na rzecz demokracji w Polsce, nie oznacza wcale, że działał na szkodę kogokolwiek innego. Owszem, z własnej woli zainwestowałam we współprace z tą osobą prywatne pieniądze. W zamian za to dostałam bardzo dużo kłamstw. Ale zapomniałaś dodać, że po pewnym czasie napisałam drugie oświadczenie, ponieważ osoby przez które zostałam wciągnięta w jakąś nie do końca uczciwą grę, oddały mi wszystkie zainwestowane pieniądze co do grosza. Nie mogę powiedzieć, że zostaliśmy przyjaciółmi, ale rozstaliśmy się bez żalu i gniewu, z obietnicą, że nie będziemy sobie nawzajem bruździć w życiu i tego, jak dotąd się trzymamy. Nie udowadniaj więc posługując się moim nazwiskiem, że są szkodnikami, złodziejami lub oszustami. Ja tego nie wiem, nie wiem, kto zaszkodził komórce KODu w Austrii. Piszesz także o mnie, cytuję: Przypuszczam, ze post niedługo zniknie, ponieważ "poszkodowana" też nie była zupełnie czysta w tej historii...
Tak, byłam winna temu, że zaślepiona bezsilnością chciałam zacząć realnie działać i rozpaczliwie uchwyciłam się ludzi, którzy obiecywali zorganizować polonijną pomoc dla walczących o demokracje w Polsce. Nie wiem, dlaczego byłam taka ślepa, może to ta rozpacz...Zazwyczaj jestem bardzo nieufna wobec ludzi. Ale nikogo nie okradłam i nie szukałam żadnego zysku. Szybko zorientowałam się, co tak naprawdę jest grane, przeprosiłam wszystkich i wycofałam się z układu. Przypominam, że to ja ostrzegłam Kijowskich, by nie popełnili tego samego błędu, co ja, bo mogło to ich skompromitować. Ale, jak się później okazało, jeśli ktoś się chce skompromitować, ta żadne ostrzeganie nie pomoże i żadna zagraniczna organizacja nie musi się w to mieszać.
Ty natomiast Anno, może nie rozwaliłaś grupy KODu w Austrii, ale przyczyniłaś się w znaczący sposób do podziału KODu w ogóle. Występując w obronie Kijowskiego, używałaś tak wulgarnych metod, że wielu ludzi odsunęło się od niego przez Ciebie. Nie wiem, czy Kijowski o tym wiedział, jakich używasz metod, jeśli tak to sprawiedliwym jest to, że odszedł na margines naszej walki. Ty, zaszkodziłaś mu znacznie bardziej, niż jakieś niezapłacone alimenty lub niejasne faktury. Mało tego, zwalczałaś nie tylko te osoby, które miały jakiekolwiek wątpliwości co do uczciwości Mateusza, zwalczałaś także tych, którzy go wspierali. Mam wrażenie, że obawiałaś się, że ktoś może mu głębiej wsadzi palec w dupę, niż Ty. Nastawiałaś mnie wrogo do wielu działaczy, liderów, administratorów grup KODowskich, a także wielu zwykłych działaczy, wysyłając mi obrzydliwe paszkwile na ich temat, tylko tyle, że ja w wyborze przyjaciół kieruję się własnym rozumem, a nie pomówieniami. W tym samym czasie wysyłałaś podobne kłamstwa na mój temat do tych samych osób, które pomawiałaś do mnie. Sprawiłaś, że wiele osób usunęło mnie z grona znajomych i z administrowanych grup na podstawie Twoich pomówień. Nie wiem, co Ci jest i czego Ci brakuje, że musisz cały czas jątrzyć między ludźmi, że sprawia Ci satysfakcję, kiedy doprowadzasz do konfliktów między ludźmi. Na arenie walki o powrót normalności w Polsce, jesteś szkodnikiem. Polska Cię w ogóle nie obchodzi, Ty zawsze siejesz wiatr i prowadzisz swoje prywatne gierki. Nie jesteś uczciwa, co udowodniłaś tym postem. Gdybyś byłą uczciwa, napisałabyś, że tamci ludzie się ze mną rozliczyli. Wiele osób poznało się już na Tobie i wiedzą, że zajmujesz się tylko mąceniem i robieniem burzy w szklance wody. Nikt z nas nie ma czasu na takie pierdoły i Ci, którzy naprawdę o coś walczą omijają Cię szerokim łukiem. Ja również. Mam już dość Twoich oskarżeń! Tak, czasami bluźnię, ale to nie przestępstwo. Posiadam też kilka kont na Fb, bo muszę się jakoś bronić przed takimi ludźmi, jak Ty, którzy zgłaszają moje posty i powodują blokadę mojego konta tylko dlatego, że chcą mi dowalić. Takie osoby, jak Ty, całkowicie nie obchodzi to, co piszę i o co walczę. Jestem po prostu wrogiem.
Ja od dawna nie interesuję się Twoją osobą, nie wspominam o Tobie, nie komentuję Twoich postów ani Twojej działalności. Chociaż czasem mnie ona bardzo mierzi. Bądź więc tak miłą i zrób to samo dla mnie. Nie używaj mnie, jako tarczy, nie wyciągaj nieuprawnionych wniosków z moich wypowiedzi, nie używaj ich do swoich personalnych gierek, nie manipuluj ludźmi używając mojego nazwiska. Współczuję ludziom, którzy się jeszcze na to nabierają, którzy się jeszcze na Tobie nie poznali. Nie podaję Twojego nazwiska, bo wiem, że większość osób, tych przez Ciebie obrzucanych błotem, doskonale będzie wiedziało, o kogo mi chodzi. Zajmij się wreszcie kobieto czymś konstruktywnym, nie zachowuj się, jak PIS, jak dziecko w przedszkolu. A jeśli nie umiesz współpracować z ludźmi to się po prostu odczep od nas. My mamy ważniejsze cele, niż udowadnianie całemu światu, że to właśnie my jesteśmy prawdziwymi bojownikami, że wszyscy inni są gorsi. My idziemy nawet z diabłem ręka w rękę, by obalić PIS.



czwartek, 16 sierpnia 2018

Mariusz, czyli Chryste panie, Indianie... ( Tekst z dnia 16 sierpnia 2018 roku.)



Wielu nienawidzi Kaczyńskiego, inni uważają za największego szkodnika Antoniego Macierewicza. No cóż, jest to szkodnik, ale w obszarze percepcji PISowskiej, minister MON doskonały. Bo Antoni, powinien mieć drugie imię. Powinien się nazywać Antoni, Wojna Macierewicz. Niektórzy uważają za groźnego człowieka drugą personę w PISie, Brudzińskiego. Inni boją się, jak ognia, ministra sprawiedliwości, Zerro Ziobry. No, też go nie lubię i też mnie przeraża, tak jak wielu innych: Pawłowicz, Tarczyński, Jaki/nijaki. Każda gęba specjalnie wybierana, by pasowała do koncepcji PISu. Miernoty, niedouki, wierne pieski Jarosława...ludzie bez twarzy i osobowości i bez wstydu. Małe, pozbawione moralnego kręgosłupa persony rządne władzy. Ale, ze wszystkich tych nazwisk, dla mnie, szczególnie obrzydliwy jest Mariusz. Mariusz, najbardziej obślizgła glizda, najwierniejszy kundel prezesa, który został ministrem obrony. Czyli tak naprawdę ministrem obrony został zwykły poseł Kaczyński, bo Mariusz, jest tylko bezwładną kukłą, która wykonuje bez szemrania polecenia prezesa. Jest tak samodzielnym ministrem, że nawet by pójść się za przeproszeniem wysrać, musi prosić o tajny, podpisany przez prezesa certyfikat na skorzystanie z kibla.
Pisałam to wiele razy. Mariusz, to jedyny człowiek, którego mogłabym bez namysłu opluć na ulicy, bo dzień dobry by ode mnie nie usłyszał.
A wydawało mi się kiedyś, że każdy człowiek zasługuje na szacunek. Niestety, mój mózg nie chce wykrzesać z siebie ani grama szacunku dla Błaszczaka.
Dlaczego się głośno i wyraźnie nie oburzyłam, kiedy Mariusz nazwał sodomitami paradę równości?...Po pewnym czasie przestajemy odczuwać oburzenie. To taki system obronny w mózgu. Obserwując karierę polityczną Mariusza, od dawna wiem, że jego otwór gębowy jest zwyczajnym zsypem na śmieci. Przestałam spodziewać się zapachu róż w miejscu, gdzie śmierdzi zgniłym żarciem i kanalizacją.
Kiedy został wybrany na szefa MONu zdziwiłam się, bo nie wygląda mi na faceta, który kiedykolwiek przekroczył próg koszarów wojskowych albo widział na oczy karabin. No chyba, że w muzeum. Nie łudziłam się także, jak wielu z WAS, że zaprzestanie niszczenia Polskiej Armii. To, co robił Antoni Wojna Macierewicz, a co kontynuuje Błaszczak, jest częścią większego planu. Pozbywanie się dowódców i innych oficerów tylko dlatego, że byli przyzwoitymi ludźmi, stanowili więc zagrożenie i obawę, że w momentach krytycznych staną za obywatelami i za Konstytucją, było planowe, celowe i nie wynikało jedynie z szaleńczych pomysłów Antoniego. PIS najwyraźniej całkowicie lekceważy sobie zagrożenie wojną. Ma jednego, najważniejszego wroga, suwerena, który mógłby nagle oprzytomnieć i chcieć zagrozić władzy. Część społeczeństwa trzeba więc kupić, a drugą część zastraszyć, tworząc posłuszne oddziały obrony terytorialnej.
Jedno okazało się dobre w nominacji Mariusza na szefa MONu, przestał udzielać się medialnie. A dla mnie, zwykłego obserwatora politycznego życia, jest to bezcenne. Niestety, bywają takie momenty, kiedy nawet najbardziej zapracowany minister musi wychylić głowę i pokazać się w mediach. I Mariusz Błaszczak miał takie swoje, obrzydliwe 5 minut w ostatnich dniach...
Każdy z nas ma jakąś wrodzoną słabość do armii, ludzi w mundurach i wszelkich parad wojskowych. Ale kiedy się znajdujemy w sytuacji ekstremalnej, a za taką uważam sytuację w Polsce, nasz mózg zaczyna pracować inaczej. Widząc, jak Mariusz Błaszczak, pytany o paradę równości i nazwanie jej sodomią, okazując tej imprezie lekceważenie i przeciwstawia jej niezwykle ważną paradę wojskową, zastanawiałam się w takiej chwili, do jakiego punktu doszła ludzkość. Co się z nami ludźmi stało, z naszym systemem wartości, że przestała nas interesować miłość i ludzie, którzy walczą o równe prawa do tej miłości, a podniecamy się machiną śmierci. Bo przecież wojsko nie kończy się na pięknych mundurach, wozach bojowych i orkiestrach wygrywających uroczyste pieśni. Każdy z tych żołnierzy niesie karabin, na końcu każdego karabinu czai się śmierć.
Nie, cienki Mariuszu, dla nas wszystkich nie jest wcale ważna twoja głupia, nadęta parada, twoje papierowe wojsko, które ma odwrócić uwagę świata od łamania w Polsce praw zwykłego człowieka. Miłość jest najważniejsza w życiu i możliwość okazywania jej tak, jak każdy to czuje w sercu. Twoja armia, twoje wojsko jest tylko smutną koniecznością, którą musimy posiadać, bo stworzyliśmy świat niedoskonały.
I wreszcie przyszedł dzień Wojska Polskiego..., tak szumnie zapowiadany przez Błaszczaka. Początek nawet poprawny. Nawet prezydent składając wieniec pod pomnikiem Piłsudskiego, nie odwrócił się na piecie i nie poleciał złożyć drugiego wieńca pod schodami do piekła. Wszystko przebiegało w spokoju, zupełnie tak, jak gdybyśmy żyli w najnormalniejszym kraju. Aż wreszcie przyszedł czas na paradę. Miała być wielka i była. Ale przedstawiła tylko ilość armatniego mięsa, jakie jesteśmy w stanie przeciwstawić wrogowi. Chwaliłeś się Błaszczaku, że będzie to parada porównywalna z tymi w Moskwie lub Paryżu...lecz o takim uzbrojeniu, jakie pokazują w Moskwie, ty możesz tylko marzyć do końca życia.
Uspokoił nas jednak bardzo szybko prezydent. Bo jeśli nam uzbrojenia nie wystarczy, to i tak matka boska i Jezus nas obronią. No to ja już teraz rozumiem, a nikt mi nie był w stanie tego wytłumaczyć, dlaczego fundusze z MON są przekazywanie Rydzykowi. Prezydent zresztą obiecał także, że będzie apelował do rządy, aby ten zwiększył wydatki na zbrojenie...Czyżby armia z Torunia za mało jeszcze dostała i cierpiała na jakieś niedobory? A ja nie mogę tego niestety inaczej skomentować...chuj z takim Jezusem i z taka matką boską, która ma stać za przelewaniem krwi i za śmiercią.
Nie miałam ochoty oglądać tej defilady, myślałam by sobie strzelić drzemkę, bo po raz pierwszy po kilku miesiącach upałów spadł u nas deszcz. Ale pomyślałam sobie, że jeśli PIS tak głośno zapowiada to niezwykłe wydarzenie, to jak nic coś w międzyczasie odpierdolą i było by głupio tego nie zobaczyć. I stało się...
To nie była by największa parado wojskowa w historii Polski, gdyby nie Ci przebierańcy, zapewne z wojsk terytorialnych, ubrani w historyczne stroje średniowiecznych rycerzy i uczestników dawnych wojen. Niektórzy z WAS porównali ten genialny pomysł Mariusza, do podobnej parady wojsk historycznych, nazwanej Paradą tysiąclecia, zorganizowanej przez komunistów w 1966 roku. Obejrzałam skrót z tej parady na Youtube i muszę przyznać, ze tamta za komuny prezentowała się o wiele lepiej. Ale nie o to przecież chodzi. Wtedy, jeśli obchodzono tysiąclecie polskiego wojska i pokazywano, jak ta armia zmieniała się przez wieki, miało to jakieś uzasadnienia. Ale co mają jakieś obdartusy, jakby żywcem wyciągnięte z Bitwy pod Grunwaldem, z filmu Potop, albo z reklamy proszku do prania Ojciec prać , ze stuleciem odzyskania niepodległości. Żadne takie wojska, nie brały udziału w tamtej wojnie, ani w Bitwie Warszawskiej, no kurwa, chyba, że o czymś nie wiem.
Dobra, możecie powiedzieć, że czepiam się szczegółów, że się Mariusz postarał i włożył w to wszystko dużo serca. Mariusz, nie ma serca, nie kłamcie. Wytłumaczcie mi w takim razie, skoro tacy jesteście mądrzy, dlaczego niektórzy husarzy popierdalali w pióropuszach na piechotę? Konie im zdechły po drodze? Czy ja znowu się czegoś nie douczyłam, bo nie słyszałam o jakiejś jednostce pieszej husarii? Powiem WAM, no może z powodu wieku mam już wzrok nie taki, ale w pierwszym momencie mój mózg doznał chwilowego przepalenia styków, bo wydawało mi się w pierwszym momencie, że to idą Indianie i mi szczęka opadłą z wysiłku i zastanawiania się, jaki to związek znalazł Mariusz między Bitwa Warszawską, polskim wojskiem, a jakimiś Apaczami w pióropuszach...
Drodzy Państwo. Jest taki słynny cytat, Chuj, dupa i kamieni kupa i drugi, który mówi o papierowym państwie. Przedstawiano nam te cytaty wyrwanego z kontekstu, by nas oburzyć postawą i wulgarnym zachowaniem będących po winie, na prywatnym spotkaniu, polityków Platformy Obywatelskiej. Kontekst był tak zmataczony, że tak naprawdę nie wiedzieliśmy do końca, co rozmówcy mieli na myśli. A teraz widzę, że należało by uznać ich za jasnowidzów. Bo może w tamtych czasach nie, ale dziś papierowe państwo już mamy, bo tylko na papierze mamy demokrację, wolne sądy, wspaniałą armię i grono zaprzyjaźnionych sojuszników, gotowych nas bronic do ostatniej kropli krwi. Tylko na papierze należymy jeszcze do Unii Europejskiej, bo każdego dnia łamiemy jej prawa i sprzeniewierzamy się panującym w niej zasadom. A kiedy jasnym się okaże, że do wspólnoty już nie należymy, to wtedy...no właśnie, chuj, dupa i kamieni kupa nas dopadnie.



niedziela, 12 sierpnia 2018

Mam pomysł na biznes. ( Tekst z dnia 12 sierpnia 2018 roku)


Dawno nie pisałam o KOSzie...
Ja uznana przez murarzy za wroga tej organizacji, mając cały czas kontakt z jej członkami milczałam, nie chcąc jątrzyć.
Teraz mogę powiedzieć już, że bardzo się ciesze, że ta organizacja przetrwała najgorsze chwile, że powoli podnosi głowę z popiołów. Bardzo się z tego cieszę i wcale mnie nie dziwi, że Feniks narodził się właśnie w Szczecinie, gdzie niezależnie od tego, co się w KODzie działo, członkowie tej organizacji nie mieszali się w wewnętrzne spory zajęci pracą u podstaw. Po prostu cały czas robili swoje. I nie dziwi mnie wcale, że cała akcja pomnikowa zaczęła się właśnie w tym mieście, że to tam założono pierwszą koszulkę na pomnik Lecha Kaczyńskiego.
Cudowny efekt tej akcji polega na tym, że rozlewa się ona po Polsce, a także po świecie, jak złowieszcza dla PISu dżuma, że rozszerza się w takim tempie, jak wirus przenoszony drogą kropelkową, że nie można jej już zatrzymać. I to jest prawdziwe odrodzenie KODu, pokazanie, że wcale nie trzeba być agresywnym, by być upierdliwym dla władzy, by dopiec PISowi do szpiku kości.
Genialność polega też na tym, że do walki politycznej zostało zaprzęgnięte słowo święte KONSTYTUCJA, któremu jest się bardzo trudno oprzeć, niezależnie, czy się jest z lewicy, centrum czy prawicy. Wszystkie działania przeciwko temu symbolowi ośmieszają władzę, pokazują jej prawdziwe oblicze. I właśnie o to chodzi. By uwypuklać kłamstwa. Bo jeśli się ściga ludzi za samo propagowanie KONSTYTUCJI, to trudno jest wszystkim wmówić, że się chce działać zgodnie z prawem i sprawiedliwością.
Dzięki więc KODzie, za tę akcję, która wszystkim, także WAM wymknęła się spod kontroli. Bo dziś już nikt nikogo nie musi zachęcać. Większość normalnych Polaków myśli, jak tu dopiec władzy i umieścić słowo KONSTYTUCJA w swoim codziennym życiu.
A mnie się marzy, że w następnym zgromadzeniu Parlamentu Europejskiego, przychylni demokracji posłowie wystąpią w koszulkach z napisem KONSTYTUCJA. Wiem, że gdyby taką koszulkę dostała hiszpańska europosłanka Tania Gonzales Peñas, nie zastanawiała by sie nawet 5 minut, czy w niej wystpić. Bo to jest świetna babka, wielokrotnie wypowiadająca się w sprawach demokracji w Polsce. Mam też takie marzenia, że wieża Eiffla, która często przybiera barwy dostosowane do najnowszych wydarzeń, też kiedyś zaświeci hologramem z napisem KONSTYTUCJA.
Pomysłów na bycie upierdliwym dla władzy jest bardzo wiele. Ostatnio kierowca autobusu w Poznaniu przyozdobił swój pojazd tęczowymi flagami w związku z marszem równości. I o to właśnie chodzi. Powinniśmy produkować takie chorągiewki, jak biało czerwone, którymi zdobimy swoje samochody lub miejsca pracy w dni świąt narodowych. Kiedy jest marsz KODu, niech każdy kto może jeździ z chorągiewką KODu, kiedy jest akcja Obywateli RP, niech wszyscy się zdobią ich emblematami, tak samo w przypadku strajku kobiet i wszystkich innych inicjatyw, które przeciwstawiają się totalitarnej władzy. Ten, kto nie może być na ulicy, niech protestuje w inny sposób. Kiedy któryś z członków PISu zamówi pizzę, niech na pudełku widnieje napis KONSTYTUCJA, tak samo, kiedy zamówi piwo, mąkę czy kiełbasę. Kiedy pójdzie do fryzjera, niech na lustrze, przed sama krzywa gęba wisi znaczek KONSTYTUCJA, niech takie naklejko ma każdy przyzwoity kierowca taxi, obok naklejki ubezpieczyciela. Niech KONSTYTUCJA wyziera z lodówki, niech długopisami z napisem KONSTYTUCJA nasze dzieci piszą szkolne egzaminy...

Czy To WAM czegoś nie przypomina? Tak, do WAS mówię WY, KODziarze? Czy ja już WAM tego nie proponowałam jakieś 2 lata temu. Wtedy mówiłam o znaczku z napisem POPIERAM KOD, który byłby powszechny w życiu Polaków. Jakoś wtedy zignorowaliście moje podpowiedzi. Trudno, nie mam żalu. Zostałam nawet posadzona o to, że chcę z tego wszystkiego coś ugrać dla siebie...
I wiem, że dziś będzie podobna sytuacja. Że co dziesiąty z WAS ( oby tylko co dziesiąty) powie, że ktoś na tym produkowaniu koszulek i chorągiewek zarobi...
Drodzy Polacy, czas już wreszcie dorosnąć. Czas już przestać wierzyć, że w życiu jest cokolwiek za darmo. Nie, nie jest. Wręcz namawiam byście WY, wszelkiego typu wojownicy, znaleźli sponsora, kupili maszyny drukarskie i zaczęli zarabiać na produkowaniu materiałów propagandowych. Mówię to z doświadczenia osoby, która od 3 lat poświęca za darmo swój prywatny czas na działalność polityczną. Robię to, bo kocham swój kraj. Ale oprócz tego muszę z czegoś żyć. Tyram więc na chleb, próbuję ogarnąć dom, dać swoim bliskim najwięcej jak się da. Na pisanie postów i działalność polityczną pozostają mi noce. A przecież nie wszystko idzie zawsze tak, jak chcemy. Mamy czasem jakieś awarie, jakieś problemy, czy choćby tak jak ja, psa z epilepsją. I wtedy wali się wszystko na głowę jeszcze bardziej niż zwykle. Robimy to, co robimy, bo kochamy Polskę. Sama siebie się boje zapytać, ile i kiedy śpię. I gdyby ktoś mi powiedział, że zapłaci mi głupie 20 złotych za jeden tekst, przyjęła bym to z pocałowaniem ręki. Bo wiem, że wtedy mogłaby, trochę mniej pracować, trochę więcej odpoczywać i nie myliły by mi się literki na klawiaturze. Tak, wiem, co powiecie...Nikt mi nie każe tego robić. Ależ każe mi, moje własne sumie każe mi nie odpuszczać. Kiedy widzimy innych ludzi wydaje się nam, że im to wszystko przychodzi łatwo. No ja łatwo nie mam. Przez większą część mojego życia jestem zdana sama na siebie. Przez większą część mojego życia żyję ze ściśniętym żołądkiem, bo albo jest ktoś chory wokół mnie, albo ma egzamin, albo ma inny problem, a ja, jak głupia borę to na klatę za darmo! Bo nie potrafię inaczej. Nie wmawiajcie więc ludziom, że jeśli wykonują jakąś pracę i chcą na tym zarobić, to jest coś złego. Ja też bym chciała, chociaż wszystko, co robię, płynie prosto z serca.
Dla mnie to nie ma znaczenia, jeśli ktoś produkując dla nas, walczących o demokrację, zarobi pieniądze. Niech mu one pójdą na zdrowie. Ważne, że my dzięki temu pokonamy potwora. I co w tym wszystkim najważniejsze: Kiedy już pokonamy PIS, to możemy sobie oczywiście odpocząć dwa tygodnie, możemy poświętować zwycięstwo, a nawet się upić. Ale pamiętajmy, że nie możemy już spokojnie zasypiać myśląc o przyszłości. To, w co zainwestujemy dziś, nie może się nigdy zmarnować. Nasza walka nie kończy się wraz z obaleniem PISu. Musimy nadal uświadamiać ludzi, jak powinni zachowywać się, jako obywatele. Musimy położyć nacisk na wychowanie nowych pokoleń w duchu KONSTYTUCJI, która jest dziś naszym symbolem. W duchu KONSTYTUCJI, a więc w duchu prawa, w duchu tolerancji, w duchu sprawiedliwości i poszanowania praw wszystkich obywateli. Więc nie martwcie się, że się WAM nie opłaca inwestować w jakieś maszyny do drukowania ulotek lub koszule. Obecna sytuacja uświadomiła nam, że czeka nas ogromy, wieloletni wysiłek, by wreszcie zlikwidować na zawsze widmo powrotu dyktatury i totalitaryzmu. Życia nam nie starczy, by to osiągnąć...
Dziś mogę tylko WAM KODerom, w których zawsze wierzyłam, tylko i wyłącznie pogratulować i wyrazić swoją radość, że w końcu zaczynacie się zbierać po tym wszystkim, co WAS spotkało. Pozostaje mi tylko liczyć na to, że nauczyliście się na błędach, że zrozumieliście to, iż zaufanie nie wyklucza kontroli i że ludziom, którzy się angażują w walkę, trzeba za ich czas poświęcony zapłacić, by mogli normalnie życie, nie uciekając się do złodziejstwa lub oszustwa.



Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...