czwartek, 16 sierpnia 2018

Mariusz, czyli Chryste panie, Indianie... ( Tekst z dnia 16 sierpnia 2018 roku.)



Wielu nienawidzi Kaczyńskiego, inni uważają za największego szkodnika Antoniego Macierewicza. No cóż, jest to szkodnik, ale w obszarze percepcji PISowskiej, minister MON doskonały. Bo Antoni, powinien mieć drugie imię. Powinien się nazywać Antoni, Wojna Macierewicz. Niektórzy uważają za groźnego człowieka drugą personę w PISie, Brudzińskiego. Inni boją się, jak ognia, ministra sprawiedliwości, Zerro Ziobry. No, też go nie lubię i też mnie przeraża, tak jak wielu innych: Pawłowicz, Tarczyński, Jaki/nijaki. Każda gęba specjalnie wybierana, by pasowała do koncepcji PISu. Miernoty, niedouki, wierne pieski Jarosława...ludzie bez twarzy i osobowości i bez wstydu. Małe, pozbawione moralnego kręgosłupa persony rządne władzy. Ale, ze wszystkich tych nazwisk, dla mnie, szczególnie obrzydliwy jest Mariusz. Mariusz, najbardziej obślizgła glizda, najwierniejszy kundel prezesa, który został ministrem obrony. Czyli tak naprawdę ministrem obrony został zwykły poseł Kaczyński, bo Mariusz, jest tylko bezwładną kukłą, która wykonuje bez szemrania polecenia prezesa. Jest tak samodzielnym ministrem, że nawet by pójść się za przeproszeniem wysrać, musi prosić o tajny, podpisany przez prezesa certyfikat na skorzystanie z kibla.
Pisałam to wiele razy. Mariusz, to jedyny człowiek, którego mogłabym bez namysłu opluć na ulicy, bo dzień dobry by ode mnie nie usłyszał.
A wydawało mi się kiedyś, że każdy człowiek zasługuje na szacunek. Niestety, mój mózg nie chce wykrzesać z siebie ani grama szacunku dla Błaszczaka.
Dlaczego się głośno i wyraźnie nie oburzyłam, kiedy Mariusz nazwał sodomitami paradę równości?...Po pewnym czasie przestajemy odczuwać oburzenie. To taki system obronny w mózgu. Obserwując karierę polityczną Mariusza, od dawna wiem, że jego otwór gębowy jest zwyczajnym zsypem na śmieci. Przestałam spodziewać się zapachu róż w miejscu, gdzie śmierdzi zgniłym żarciem i kanalizacją.
Kiedy został wybrany na szefa MONu zdziwiłam się, bo nie wygląda mi na faceta, który kiedykolwiek przekroczył próg koszarów wojskowych albo widział na oczy karabin. No chyba, że w muzeum. Nie łudziłam się także, jak wielu z WAS, że zaprzestanie niszczenia Polskiej Armii. To, co robił Antoni Wojna Macierewicz, a co kontynuuje Błaszczak, jest częścią większego planu. Pozbywanie się dowódców i innych oficerów tylko dlatego, że byli przyzwoitymi ludźmi, stanowili więc zagrożenie i obawę, że w momentach krytycznych staną za obywatelami i za Konstytucją, było planowe, celowe i nie wynikało jedynie z szaleńczych pomysłów Antoniego. PIS najwyraźniej całkowicie lekceważy sobie zagrożenie wojną. Ma jednego, najważniejszego wroga, suwerena, który mógłby nagle oprzytomnieć i chcieć zagrozić władzy. Część społeczeństwa trzeba więc kupić, a drugą część zastraszyć, tworząc posłuszne oddziały obrony terytorialnej.
Jedno okazało się dobre w nominacji Mariusza na szefa MONu, przestał udzielać się medialnie. A dla mnie, zwykłego obserwatora politycznego życia, jest to bezcenne. Niestety, bywają takie momenty, kiedy nawet najbardziej zapracowany minister musi wychylić głowę i pokazać się w mediach. I Mariusz Błaszczak miał takie swoje, obrzydliwe 5 minut w ostatnich dniach...
Każdy z nas ma jakąś wrodzoną słabość do armii, ludzi w mundurach i wszelkich parad wojskowych. Ale kiedy się znajdujemy w sytuacji ekstremalnej, a za taką uważam sytuację w Polsce, nasz mózg zaczyna pracować inaczej. Widząc, jak Mariusz Błaszczak, pytany o paradę równości i nazwanie jej sodomią, okazując tej imprezie lekceważenie i przeciwstawia jej niezwykle ważną paradę wojskową, zastanawiałam się w takiej chwili, do jakiego punktu doszła ludzkość. Co się z nami ludźmi stało, z naszym systemem wartości, że przestała nas interesować miłość i ludzie, którzy walczą o równe prawa do tej miłości, a podniecamy się machiną śmierci. Bo przecież wojsko nie kończy się na pięknych mundurach, wozach bojowych i orkiestrach wygrywających uroczyste pieśni. Każdy z tych żołnierzy niesie karabin, na końcu każdego karabinu czai się śmierć.
Nie, cienki Mariuszu, dla nas wszystkich nie jest wcale ważna twoja głupia, nadęta parada, twoje papierowe wojsko, które ma odwrócić uwagę świata od łamania w Polsce praw zwykłego człowieka. Miłość jest najważniejsza w życiu i możliwość okazywania jej tak, jak każdy to czuje w sercu. Twoja armia, twoje wojsko jest tylko smutną koniecznością, którą musimy posiadać, bo stworzyliśmy świat niedoskonały.
I wreszcie przyszedł dzień Wojska Polskiego..., tak szumnie zapowiadany przez Błaszczaka. Początek nawet poprawny. Nawet prezydent składając wieniec pod pomnikiem Piłsudskiego, nie odwrócił się na piecie i nie poleciał złożyć drugiego wieńca pod schodami do piekła. Wszystko przebiegało w spokoju, zupełnie tak, jak gdybyśmy żyli w najnormalniejszym kraju. Aż wreszcie przyszedł czas na paradę. Miała być wielka i była. Ale przedstawiła tylko ilość armatniego mięsa, jakie jesteśmy w stanie przeciwstawić wrogowi. Chwaliłeś się Błaszczaku, że będzie to parada porównywalna z tymi w Moskwie lub Paryżu...lecz o takim uzbrojeniu, jakie pokazują w Moskwie, ty możesz tylko marzyć do końca życia.
Uspokoił nas jednak bardzo szybko prezydent. Bo jeśli nam uzbrojenia nie wystarczy, to i tak matka boska i Jezus nas obronią. No to ja już teraz rozumiem, a nikt mi nie był w stanie tego wytłumaczyć, dlaczego fundusze z MON są przekazywanie Rydzykowi. Prezydent zresztą obiecał także, że będzie apelował do rządy, aby ten zwiększył wydatki na zbrojenie...Czyżby armia z Torunia za mało jeszcze dostała i cierpiała na jakieś niedobory? A ja nie mogę tego niestety inaczej skomentować...chuj z takim Jezusem i z taka matką boską, która ma stać za przelewaniem krwi i za śmiercią.
Nie miałam ochoty oglądać tej defilady, myślałam by sobie strzelić drzemkę, bo po raz pierwszy po kilku miesiącach upałów spadł u nas deszcz. Ale pomyślałam sobie, że jeśli PIS tak głośno zapowiada to niezwykłe wydarzenie, to jak nic coś w międzyczasie odpierdolą i było by głupio tego nie zobaczyć. I stało się...
To nie była by największa parado wojskowa w historii Polski, gdyby nie Ci przebierańcy, zapewne z wojsk terytorialnych, ubrani w historyczne stroje średniowiecznych rycerzy i uczestników dawnych wojen. Niektórzy z WAS porównali ten genialny pomysł Mariusza, do podobnej parady wojsk historycznych, nazwanej Paradą tysiąclecia, zorganizowanej przez komunistów w 1966 roku. Obejrzałam skrót z tej parady na Youtube i muszę przyznać, ze tamta za komuny prezentowała się o wiele lepiej. Ale nie o to przecież chodzi. Wtedy, jeśli obchodzono tysiąclecie polskiego wojska i pokazywano, jak ta armia zmieniała się przez wieki, miało to jakieś uzasadnienia. Ale co mają jakieś obdartusy, jakby żywcem wyciągnięte z Bitwy pod Grunwaldem, z filmu Potop, albo z reklamy proszku do prania Ojciec prać , ze stuleciem odzyskania niepodległości. Żadne takie wojska, nie brały udziału w tamtej wojnie, ani w Bitwie Warszawskiej, no kurwa, chyba, że o czymś nie wiem.
Dobra, możecie powiedzieć, że czepiam się szczegółów, że się Mariusz postarał i włożył w to wszystko dużo serca. Mariusz, nie ma serca, nie kłamcie. Wytłumaczcie mi w takim razie, skoro tacy jesteście mądrzy, dlaczego niektórzy husarzy popierdalali w pióropuszach na piechotę? Konie im zdechły po drodze? Czy ja znowu się czegoś nie douczyłam, bo nie słyszałam o jakiejś jednostce pieszej husarii? Powiem WAM, no może z powodu wieku mam już wzrok nie taki, ale w pierwszym momencie mój mózg doznał chwilowego przepalenia styków, bo wydawało mi się w pierwszym momencie, że to idą Indianie i mi szczęka opadłą z wysiłku i zastanawiania się, jaki to związek znalazł Mariusz między Bitwa Warszawską, polskim wojskiem, a jakimiś Apaczami w pióropuszach...
Drodzy Państwo. Jest taki słynny cytat, Chuj, dupa i kamieni kupa i drugi, który mówi o papierowym państwie. Przedstawiano nam te cytaty wyrwanego z kontekstu, by nas oburzyć postawą i wulgarnym zachowaniem będących po winie, na prywatnym spotkaniu, polityków Platformy Obywatelskiej. Kontekst był tak zmataczony, że tak naprawdę nie wiedzieliśmy do końca, co rozmówcy mieli na myśli. A teraz widzę, że należało by uznać ich za jasnowidzów. Bo może w tamtych czasach nie, ale dziś papierowe państwo już mamy, bo tylko na papierze mamy demokrację, wolne sądy, wspaniałą armię i grono zaprzyjaźnionych sojuszników, gotowych nas bronic do ostatniej kropli krwi. Tylko na papierze należymy jeszcze do Unii Europejskiej, bo każdego dnia łamiemy jej prawa i sprzeniewierzamy się panującym w niej zasadom. A kiedy jasnym się okaże, że do wspólnoty już nie należymy, to wtedy...no właśnie, chuj, dupa i kamieni kupa nas dopadnie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

...Ci wszyscy wasi przyjaciele... ( Tekst z dnia 18 listopada 2019 roku)

Wszyscy zgodnie twierdzą, że ze względu na taki, a nie inny układ sił, ta kadencja sejmu i senatu będzie bardzo ciekawa. A ja się obawia...