czwartek, 27 września 2018

Mnie to dobija do ściany... (Tekst z dnia 27 września 2018 roku)


    


Która to już jesień przed nami...spędzana na ulicach, po Sejmem, pod sądami, pod Pałacem, przy klawiaturze komputera ncą zamiast snu? Czy ktoś z WAS myślał, że to potrwa tak długo? I jak gdyby nie było tych poprzednich trzech jesieni, zaczynamy wszystko od nowa...
Nie lubię się tłumaczyć...szczególnie z milczenia. Chociaż w polityce tak wiele się działo i dzieje, Wy komentujecie to każdego dnia, a mnie czasami nie wypada wręcz dodawać już ani słowa.
Po tych trzech latach z hakiem, podczas których baczniej przyglądam się polityce, widziałam już wiele przypadków beznadziejnych, które wcześniej wydawały mi się nieprawdopodobne. I kiedy już mi się wydaje, że nic gorszego lub głupszego wydarzyć się nie może, to przychodzi następny dzień i następny i znowu coś nas zaskakuje.
Kampania wyborcza biegnie sobie spokojnie, na razie bez żadnego pośpiechu. Właściwie mija nas gdzieś w oddali. Lokalni politycy toczą między sobą wyborcze spory, ale nas i tak najbardziej interesuje to, co mówią politycy centralni.
Tym bardziej, że niektórzy bardzo są zaangażowani w kampanię i jeżdżą po Polsce ze swoimi mądrościami. Nad kłamstwami premiera rozwodzić się nie będę. Bo po prostu nie mam już na to siły. To co mówi świadczy wyłącznie o tym, do kogo kieruje swoje słowa. I to mnie smuci najbardziej..., ta grupa rodaków, która po prostu przyjmuje wszystko na wiarę i u której natura nie zamontowała przycisku „ zacznij myśleć”. Nie zamontowała także przycisku „nie bierz wszystkiego co słyszysz”. Nie robiła bym także wielkiej afery z tego, czy premier w swoich kłamstwach mówi o półtora, czy półtorej roku. Bo ten elektorat, o którym mówiłam wcześniej, i tak takich błędów nie wychwytuje. Ten elektorat notuje w swej pamięci tylko proste zwroty, typu: poprzednicy kradli, sędziowie byli na telefon, Tusk to zdrajca...itd, itp. Mówię to zupełnie szczerze, w przypadku premiera, nie czepiała bym się formy. Zakładam, że jest z wykształcenia ekonomistą, umysłem ścisłym, a ja znam wiele ścisłych umysłów, genialnych ludzi, którzy też nie potrafią sklecić jednego prawidłowego zdania. A mimo to zasługują na nasz szacunek, są dobrymi ludźmi. W przypadku premiera ważniejsza jest treść kłamstw, a nie ich forma.
Bardzo wile emocji wzbudziło także wystąpienie prezesa, który znowu się wysilił na obcobrzmiące słowo, mówiąc o ojkofobii polskich sędziów. Wszystkie telewizje tym żyją od tygodnia.
Nie wiem, po co prezes siedzi po nocach i uczy się tych trudnych, zagranicznych słów. Nie wiem, komu chce zaimponować, a to współczynnikiem animalności niektórych członków społeczeństwa, a to jakąś ojkofobią. Przecież elektorat PISu na pewno się takim językiem nie posługuje, a jestem pewna, że gdyby prezes od razu nie wytłumaczył, o jakie cechy mu chodzi, to i większość jego przydupasów musiała by wujka google spytać, o czym prezes mówi. Słowa kanalia, morda zdradziecka, to jest język, który pasuje do prezesa i który jego elektorat łyka jak powietrze.
Dlaczego uważam, że tak dobrze wykształcony człowiek, jak prezes Kaczyński, uczy się po nocach takich słów? On urodzony w prywatnej kamienicy, który nie zdzierał zelówek na miejskich podwórkach grając szmacianą piłką...No tu się właśnie przyczepię to elokwencji w wypowiadaniu się po polsku. Bo jeśli mnie słuch nie myli, prezes powiedział, że ta obrzydliwa przypadłość o niezwykle wyszukanej nazwie, „dotchnęła” niektórych sędziów. A mnie w tym momencie, jakby ktoś kijem w uszy przypierdolił. Bo o ile premier całe życie operował cyferkami, to można wybaczyć, że zaniedbał nauki humanistyczne, ale prezes jest z wykształcenia prawnikiem, a jego zawód polega na manipulacji słowem. Było by więc dobrze, by właściwie używać języka. Jedno takie słowo świadczy od razu o człowieku: Po pierwsze, że się nie czyta zbyt wielu książek, po drugie, że nawet jeśli się jest prezesem świata, to słoma zawsze znajdzie jakiś kanał, żeby w najmniej odpowiednim momencie wyleźć z butów. Ostatni raz słowo „dotchnęło” słyszałam chyba od mojej babci na wsi, która już 20 lat nie żyje. Wiem, że nasza najważniejsza nauczycielka Zalewska, nie ma dość odwagi, by poprawiać prezesa, który zawsze ma rację, ale może niech chociaż anonim napisze, i niech pan prezes tak nas nie wali po uszach swoją wybitną polszczyzną okraszoną mądrymi słowami, używanymi tylko po to, by nas elegancko obrazić.
A poza tymi dwoma przypadkami językowymi..., jak słyszymy w szklanym okienku, PIS każdego dnia notuje same sukcesy. Zawieszenie KRSu w Europejskiej Sieci Rad, sukces! Przecież sami chcieliśmy z niej wystąpić. Skarga Komisji Europejskiej na Polskę do TSUE, sukces! Dopuszczenie Dudy, żeby sobie postał przy biurku Trampa, sukces! A jakim sukcesem jest orzeczenia sądu apelacyjnego i nakaz umieszczenia sprostowania kłamstw Morawieckiego?! W Warszawie kwiaciarni braknie, kiedy PIS zacznie nagradzać bukietami swoich podwładnych za te sukcesy!
Twórcy Matrixa nie napisali by takiego scenariusza. Nie przyszło by im to do głowy, że w dobie komputeryzacji można wciągać martwe dusze na listy wyborcze, fałszować numery PESEL lub podrabiać podpisy. Nikomu z nas nie przyszło by do głowy, że na listach wyborczych jakiejkolwiek cywilizowanej partii mogą się znaleźć przedstawiciele faszystowskich organizacji i to nie jacyś szeregowi, którzy kiedyś zbłądzili, ale tacy, którzy jeszcze wczoraj palili kukły i wysuwali groźby pod adresem czynnych polityków. Aż dziw bierze, że Jacek Międlar jeszcze nie wpadł na genialny pomysł, by z list PISu kandydować. A my obserwujemy to wszystko każdego dnia, a kiedy nam się już wydaje, że pełzamy po podłodze, bo tylko tam snują się kłamstwa i polityczne obelgi, na dobicie fundują nam film z pobytu pary prezydenckiej w Ameryce. I widzimy „coś”, co powinno być dystyngowaną pierwszą damą, jak to „coś: pląsa po ulicy w rytm okrzyków Konstytucja, wymachując długimi łapskami, jak jakaś przekupka na bazarze. Zero kurwa jakiejś klasy, zero obycia. Na łeb jej już padło o tego siedzenia w zamknięciu, czy po prostu zwyczajnie była nawalona??? Jedyny plus to chyba to, że mogliśmy się przekonać, iż prezydentowa jednak nie ma na stałe przyklejonych dłoni z przodu na wysokości podpiździa... bo bardzo się martwiliśmy o to, kto pierwszą damę ubiera, karmi i kto jej chudą dupę podciera, bo ze sklejonymi rączkami z przodu było by to trudne...
Mówicie, że nic WAS już nie zaskoczy? Mnie PIS zaskakuje każdego dnia. Bo nawet ludzie z nizin społecznych, ubodzy, bezdomni, żebracy, z którymi miałam jakieś kontakty, mają adekwatną do swojej pozycji klasę, a na pewno mają honor. A więc mnie to niestety zaskakuje, kiedy premier kłamie, prezydent na forum ONZ wzywa do reagowania na łamanie praw człowieka i bezprawne zwalczanie opozycji, jakby sam tego nie robił, a pierwsza dama pląsa na ulicy, jakby ćwiczyła rolę do kolejnej ekranizacji „Lotu nad kukułczym gniazdem”.
Mnie to zaskakuje, mnie to boli, mnie to rani, mnie to dobija do ściany.



czwartek, 20 września 2018

Miliard dolarów. ( Tekst z dnia 20 września 2018 roku.


Wczoraj pisałam o politycznych aspektach wizyta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych. I ten obraz wydawał mi się na tyle ważny, by go nie zaciemniać innymi aspektami. Ale prezydent Polski jest na naszym utrzymaniu i ważne jest by bacznie się przyglądać jego działalności. Skoro już musi podróżować, to było by dobrze, by te podróże miały jakiś konkretny cel, by sobie po prostu nie jeździł po świecie za pieniądze podatnika tylko po to, by także inni mogli na żywo oglądać jego głupie miny.
Bywają oczywiście podróże na śluby, koronacje, czy pogrzeby, na które głowy pastwa są zapraszane dla prestiżu zapraszających i zapraszanych. O zdobywanie prestiżu dla Polski, Andrzeja Dudę nie podejrzewam. Mam też nadzieję, że skoro już prezydent odbył tak daleką podróż do USA za pieniądze podatników, coś dobrego z tej podróży dla Polski wynika.
Zniesienia wiz dla Polaków nie załatwił, bo z wizami jest, jak z euro. Trzeba spełniać określone warunki. I wbrew pozorom nic tu nie zależy od prezydenta Trumpa, który nie jest królem, tylko przywódcą demokratycznego kraju, w którym najwięcej do powiedzenia ma kongres. Mam jednak wrażenie, że Duda nie pojechał do Ameryki po coś. Wręcz przeciwnie, pojechał tam z prezentami.
Od razu mówię, że nie jestem żadnym strategiem obronnym i działania wojenne oglądałam wyłącznie z telewizji. Może mi ktoś jednak zechce wytłumaczyć, dlaczego my, Polacy tak się upieramy, by stacjonowały w Polsce amerykańskie wojska?
Ale zacznijmy od początku. Warto przyjrzeć się starszej i nowszej historii. Zastanówmy się gdzie, kiedy i z jakiego powodu mieli swoje bazy wojskowe Amerykanie... Stacjonowali w Niemczech po II wojnie światowej, by przypilnować, aby faszystowska hydra nie podniosła już nigdy głowy. Jak pamiętamy, Niemcy po wojnie nie mieli prawa posiadania własnej armii, więc taki pobyt był uzasadniony dla utrzymania spokoju w tej części świata. Dodajmy także, że Amerykanie stacjonowali na tym terenie, jako armia zwycięska. Jako zwycięscy stacjonowali przez jakiś czas także w Japonii i chyba jest to jedyny kraj, który na tym naprawdę zyskał. Amerykanie nie tylko pokojowo okupowali ten kraj przez jakiś czas, ale przyczynili się do jego rozwoju. Pomagali odbudowywać i rozbudowywać Japonię, która do II wojny światowej była krajem bardzo biednym i zacofanym, gdzie jedyne, o co dbano, to była cesarska armia. Amerykanie stacjonowali także często w różnych krajach w ramach misji pokojowych: np. na Bałkanach. Po zwycięskich wojnach próbowali powtórzyć japoński efekt w Iraku czy Afganistanie, ale skończyło się to całkowitą porażką. We wszystkich tych przypadkach albo uczestniczyli w wojnie przeciwko danemu krajowi jako oddzielne państwo, albo w strukturach NATO. Natomiast Polska nie potrzebuje ani żadnej misji pokojowej, ani nie przegrała z Amerykanami żadnej wojny. Wiec po co nam do cholery te bazy?
Ja, jak mówiłam, całkowicie się na tym nie znam. Ale wydaje mi się, że w obecnej sytuacji ważne jest utrzymywanie niewielkiej, świetnie wyszkolonej armii, dysponującej w miarę możliwości jak najbardziej nowoczesnym sprzętem. Tak, by w razie wojny, bronić się skutecznie przez jakiś krótki czas dopóki nie nadejdzie NATO z odsieczą.
Nie jestem przekonana, że gdyby nawet przyjechał do nas cały korpus, czyli te 45 tysięcy żołnierzy, to miało by dziś to jakiekolwiek znaczenie dla naszej obronności, bo dziś się już na miecze nie walczy i wielkość armii ma drugorzędne znaczenie.
Prawdziwego szoku doznałam jednak wtedy, kiedy się okazało, że my podatnicy mamy za to wszystko płacić, a jednostką miary są miliardy dolarów.
Łatwo się rzuca miliardami, których się samemu nie musi zarobić. Ale czy wyobrażacie sobie, ile to jest miliard dolarów? Czy wyobrażacie sobie, ile by można za te pieniądze kupić karetek pogotowia, łóżek szpitalnych, wózków inwalidzkich, ławek szkolnych, obiadów dla biednych, ilu starców mogłoby do końca życia brać najlepsze leki za darmo? Ile mogli byśmy uratować dzieci, no tych, na które często zbieramy pieniądze, by mogły wyjeżdżać na operacje zagraniczne?
A przecież Andrzej Duda nie obiecał Trumpowi jednego miliarda, lecz dużo więcej, niż dwa miliardy, jak to ogłosił amerykański prezydent!
Skoro jesteśmy aż tak bogaci, to nawet gdybyśmy nie chcieli tych miliardów wydać na bardziej humanitarny cel, a na obronność, to dlaczego nie zakupimy choćby jednego helikoptera, okrętu podwodnego, czy nie zbudujemy nowoczesnych czołgów? PIS tymczasem armię zniszczył i zamienił ją na jakieś podejrzane ideologicznie oddziały partyzantki, które do końca życia nie zobaczą jakiegoś nowoczesnego wyposażenia. Symulujemy jakieś zakupy, najczęściej złomu, którego nikt inny używać już nie chce. Ot tak, by coś tam suweren zobaczył, że mamy... Nie dbamy o własnych żołnierzy. Zamiast tego chcemy sprowadzić do Polski paru amerykańskich kolesi, którzy w razie wybuchu wojny mogą nas co najwyżej nauczyć, którędy szybciej spierdalać.
Nie wiem, niech mnie ktoś oświeci, czy to naprawdę ma znaczenie dla naszej obronności, czy chodzi tylko i wyłącznie o to, by po prostu wkurwić Putina?
Nie mamy pieniędzy na ochronę zdrowia, nie mamy na głupie podwyżki dla policjantów, ale przed kamerami całego świata machamy miliardami dolarów?
Ja osobiście, oprócz tego aspektu finansowego, mam jeszcze jedną uzasadnioną wątpliwość natury moralnej.
Polska już kiedyś zaprosiła obce wojsko na swoje ziemie, byli to Krzyżacy, którzy też nas mieli bronić przed niewiernymi za wschodu. Tak się u nas rozpanoszyli, że przez następne 200 lat nie mogliśmy ich wyplenić. Tak naprawdę, to pozbyliśmy się ich dopiero po II wojnie światowej, bo zawsze były jakieś Prusy, jakieś wolne miasto Gdańsk i jakieś roszczenia terytorialne. Wcale nie jestem pewna, że ta walka z zakonem nie była dla Polski zgubna, nie osłabiła jej na tyle, że w końcowym efekcie straciliśmy niepodległość. Po wojnie wbrew naszej woli wrzucono nam wojska radzieckie, które na pozór jakoś upierdliwe nie były, ale żywić to trzeba było i zawsze się miało z tyłu głowy, że wcale tu nie są po to, by nas bronić, lecz by nas pilnować, byśmy zbytnio nie zboczyli w właściwej komunistycznej drogi. Nie rozumiem więc dlaczego, skoro wreszcie możemy tu żyć, bez nadzoru cudzej armii, fundujemy sobie znowu jakieś obce wojska. Nie miała bym nic przeciwko, gdyby to były bazy NATO, bo jesteśmy członkiem tej organizacji. Ale mierżą mnie wojska obcego kraju na naszej ziemi. Aż strach pomyśleć, że się za chwilą PIS może zakumplować także z Niemcami i po Warszawie będą sobie swobodnie spacerować panowie w czarnych mundurach, a kiedy Kaczyński znowu weźmie niewłaściwe proszki, to i przyjaciele Rosjanie mogą do nas powrócić.
I jeszcze jeden drobiazg, który mnie niepokoi. Andrzej Duda obiecał w Białym Domu, że amerykańska baza wojskowa będzie nosiła nazwę FORD TRUMP. Jedyna nadzieja w tym, że takie inwestycje trwają zazwyczaj bardzo długo i nie zdążymy ich ukończyć zanim obecny prezydent USA całkowicie się skompromituje. Bo było by trochę głupio nazwać jakąś instytucje imieniem człowieka, który zostanie pozbawiony stanowiska, za łapówkarstwo, kurewstwo i przekręty wyborcze, a wszystko wskazuje na to że Donald Trump końca kadencji nie doczeka.
No i dziś już wiemy, że zaraz potem, kiedy zamknęły się za Andrzejem Dudą drzwi Białego Domu, jego amerykański najlepszy przyjaciel, który łaskawie pozwolił mu postać przy swoim biurku, pogardził obiecywanymi polskimi miliardami. Bo ten przyjaciel Andrzeja Dudy, ma innego, ważniejszego przyjaciela w Moskwie i za nic w świecie nie chce go wkurwić. I co teraz? No cóż, sukces, jak zresztą zawsze, prysnął jak bańka mydlana. Trzeba koniecznie kupić wielki bukiet biało/ czerwonych róż i zapierdalać do pałacu z gratulacjami.



środa, 19 września 2018

Niemożliwe... ( Tekst z dnia 19 września 2018 roku)


Poranny wgląd na portale społecznościowe wprowadził mnie w osłupienie. Zobaczyłam bowiem to upokarzające zdjęcie, na którym Donald Trump podpisuje dokumenty siedząc przy biurku w gabinecie owalnym, a obok niego, jak jakiś kamerdyner, prezydent Duda podpisuje taki sam dokument na stojąco. Wkurzyłam się bardzo w pierwszym odruchu. Nie, nie na Dudę, bo byłam pewna, że taka sytuacja nie mogła się wydarzyć w Białym Domu, gdzie jest bardzo ściśle przestrzegany protokół dyplomatyczny. Byłam wściekła na osoby, które tak ja, nie szaleją za Andrzejem Dudą, bo byłam pewna, że tak obrzydliwe zdjęcie mógł tylko stworzyć jakiś podły człowiek przy pomocy fotoshopa. Niestety, przeglądając post za postem, zobaczyłam tę samą fotografię na murach ludzi, których znam i szanuję, którym ufam i którzy nigdy nie posunęli by się do publikowania tego typu żartu, bez sprawdzenia, że zdjęcie jest autentyczne, a potem zobaczyłam je także w ONECIE i w telewizji...
Powiem WAM, że to jest bardzo niesprawiedliwe, że Andrzeja Dydy nie cierpię od pierwszego wejrzenia, nigdy bym na niego nie głosowała, a po trzech latach rządów uważam go za pajaca bez kręgosłupa, całkowicie pozbawionego własnej woli i honoru. Wytłumaczcie mi więc, dlaczego to tak boli..., dlaczego po raz kolejny odczuwam wstyd?
Spodziewałam się, że na 100% coś w tym Waszyngtonie odpierdoli, no bo to jest Duda, a żenada jest częścią jego osobowości. To, jak nie potrafił się zachować z powagą i podskakując machał do rodaków krzyczących KONSTYTUCJA, było zachowaniem dla Dudy zwyczajnym. Może łudził się, że dziennikarze nie zrozumieją, co rodacy do niego krzyczą i przyjmą założenie, że to były wiwaty uwielbienia na jego cześć. Potem pierwsza superdama Agata, bogini mody klasycznej, pogubiła szpilki wysiadając z samochodu. I na koniec szalony taniec Dudy podczas przywitania, kiedy mu się pomyliły strony lewa z prawą i nie miał pojęcia, z którego boku ma stanąć. Ja wiem, że doktor prawa, nie musi być osobą nazbyt rozgarniętą, bo te studia to mu mama z tatą za łapówki załatwili, ale która jest prawa rączka, a która lewa, uczą już w przedszkolu. A jeśli się zapomniało, to wystarczy chcieć się przeżegnać i od razu prawa rączka dostaje mrowienia, szczególnie, u osoby tak świątobliwej i spędzającej na kolanach połowę życia. No tego to chyba pana prezydenta nauczyli?!... To było oczywiście śmieszne, ale składam to na kark wielkiej radości, jaką odczuwał Andrzej Duda i jego małżonka, z faktu, że po trzech latach wreszcie stanął na progu upragnionego sklepu z prestiżem. Potem panowie pogadali chwilę i chyba dobrze, że nie było przy tym kamer, bo wcale nie miałam ochoty patrzeć, jak się panowie prześcigają w robieniu głupich min, a wiadomo, że obaj mają do tego nadzwyczajne zdolności i warunki fizyczne, bo z takimi gębami to się po prostu trzeba urodzić. Nie miałam też ochoty po raz kolejny wysłuchiwać niezwykle kreatywnej angielszczyzny w wykonaniu Andrzeja Dudy. I kładłam się spać w przekonaniu, że: uf, jakoś przez to przebrnęliśmy. Wizyta zakończona i tragedii nie było. Dopiero to poranne zdjęcie otworzyło mi oczy...
Donald Trump to jest kawał skurwysyna i na pewno nie jest człowiekiem głupim. Ta wymowna scena podpisywania papierów na stojaka obok siedzącego władcy świata, była chyba ostatnim aktem kończącym aferę ustawy o IPN. Trump zaprosił Andrzeja Dudę, nie po to, by pokazać światu, że stosunki polsko/ amerykańskie wróciły do normy. Zaprosił go, by na koniec go upokorzyć... W Waszyngtonie doskonale znają protokół dyplomatyczny i wiedzą, że taka sytuacja jest niedopuszczalna, by dwie osoby o tej samej randze ( prezydenci), podczas wykonywania tej samej czynności ( jedzenia, rozmowy, podpisywania umów), by jedna z nich siedziała a druga stała. Jest to niemożliwe niezależnie od tego, że jedną z tych osób jest prezydent USA, a drugą mógłby być prezydent zupełnie małego i nikomu nieznanego państwa. Przypomnijcie mi, może były takie przypadki w historii nowożytnej dyplomacji?, może po prostu ja o tym nie wiem...
I znowu sytuacja się powtarza, sytuacja symptomatyczna dla ostatnich 3 lat w Polsce. Duda gdzieś jedzie...My, nawet ci gorszego sortu, którzy go nie lubimy, gdzieś w głębi duszy cieszymy się, że zostaje zaproszony przez ważnych sojuszników. A potem na jego ręce ktoś nam składa upokorzenie, na które jako naród nie zasługujemy. To on jest byle kim, to jego nie szanują, a to my wszyscy dostajemy po prostu w twarz. Ja bynajmniej tak to odbieram.
Można nie lubić człowieka, ja też go nie lubię. Można mu napluć w twarz podczas tej rozmowy w cztery czy, a jak znam Andrzeja Dudę i tak by wyszedł z takiego spotkania uśmiechnięty i z poczuciem sukcesu. Ale taka fota, która obiega cały świat, jest wyrazem braku szacunku do urzędu, a nie do człowieka i do narodu przez ten urząd reprezentowanego.
I widzicie Państwo, jakiego mamy prezydenta, cudotwórcę... Podczas jego kadencji, niemożliwe staje się możliwe. Zupełnie, jak w tej bajce o pięknej i bestii. Tylko tam, miłość i dobro przywracało rzeczy piękne, a tu, możliwe stają się rzeczy obrzydliwe, które nie miały miejsca jeszcze nigdy w historii...



piątek, 14 września 2018

Metoda trzech W. ( Tekst z dnia 14 września 2018 roku)


Wiele się dzieje wokoło SN, ale nie warto tego komentować. Mijają 3 lata, PIS przegina każdego dnia, ale wszyscy traktują to trochę, jak jakieś ciekawostki z filmu o kosmitach. Nad budżetem na rok 2017 głosowały w sali kolumnowej jakieś bliżej nieokreślone persony nie będące posłami, głosowania w komisjach powtarzano do skutku, aż wynik był korzystny dla PISu. Posłanka Pawłowicz przychodzi na komisję z gotową listą sędziów, których należy przyjąć do KRS, lub odrzucić. A przed głosowaniem nad kandydatami do SN lista sędziów jest konsultowana ze Zbigniewem Ziobro! I kogo to tak w ogóle obchodzi, kogo to rusza. Wszyscy się trochę polansują przed kamerami, trochę się poobużają, inni się pośmieją, a jeszcze inni pokrzyczą, że już nie ma demokracji. Ale na drugi dzień, każdy skarpetki zakłada, krawacik, teczuszka i jakby nigdy nic popierdala do roboty. I nawet nikt nie jest w stanie zauważyć związku między kuriozalnymi decyzjami prokuratury, a tym demolowaniem sądownictwa. Nagle się okazuje, że jak nasz, czyli kibol, pobije kobietę na ulicy, to to nie jest pobicie, tylko jakieś wyrażanie swojego niezadowolenia i że on w ogóle nie bił, bo szczeki nie wystawił, ręki nie złamał, oka nie wybił. Uważał humanitarnie, by nie bić w newralgicznych miejscach. Dobry z niego człowiek po prostu. Czy w kodeksie karnym jest napisane, które to są te newralgiczne miejsca, w które bić nie wolno, a gdzie można walić człowieka bezkarnie? Ale ja się WAM Polacy nie dziwię. Po 3 latach komentowanie tego wszystkiego też już mi zbrzydło. Może, gdybym była na miejscu, to pewnego dnia bym nie wytrzymała, wykręciła bym kij z mopa i poszła to towarzystwo napierdalać po łbach łysych i kudłatych. Ale coraz częściej mam obawy, że była bym jaskółką, która wiosny nie uczyni i była bym osamotniona w moim szaleństwie.
Polityka i to, co zrobiła z naszymi mózgami, to jednak jest naprawdę nic w stosunku do tej globalnej głupoty, jaka nas trawi na myśl o kościele katolickim. Każdego dnia, padam na twarz, słysząc tych bezczelnych, wulgarnych i całkowicie pozbawionych skruchy wypocin różnych członków kościoła z papieżem na czele, na temat tak zwanego grzechu pedofilii. Cały czas usiłuje się sprzedać ludziom teorię, że to jest jakaś choroba przywieziona z Marsa, która dotknęła naszych biednych i nieszczęśliwych, pokornych w służbie boga braci. Za chwilę nas do tego zmuszą, byśmy odczuwali autentyczną litość i widzieli pedofilskie, spasione mordy w roli ofiar czegoś, co zupełnie od nich nie jest i nigdy nie było zależne. To oczywiście nie jest problem wyłącznie Polski. Tylko tyle, że w innych krajach coś wreszcie drgnęło, zaczyna się brudy wywlekać na zewnątrz i powoli zaczyna się sprzątać. W Polsce niestety nie ma żadnej refleksji, tylko się szuka winnych w jakiejś czarciej sile nadprzyrodzonej. Aż mi się szkoda rozwodzić nad teoriami, że wszystko jest skutkiem wolnej woli i grzechu pierworodnego, co wręcz sugeruje, ze ten ich bóg im dał te wszystkie dary, a więc to on chyba jest pedofilem. Inne teorie zwalają winę na dzieci, które nie dostaję wystarczająco dużo ciepła w rodzinnych domach i za wszelką cenę usiłują się zbliżyć z kimś dorosłym. Być może dzieci potrzebują miłości, ale miłość do dzieci nie polega na wkładaniu im wyświęconego członka w odbyt lub pochwę. Na pewno nie tego szukają dzieci u dorosłych i nie takie braki mają ze strony zapracowanych rodziców. I jak by te wszystkie teorie zebrał do tak zwanej kupy, to ani za grosz nie widać, być chociaż jeden z tych zboczeńców być choćby trochę winny.
A co w tej sytuacji robi papież? Papież zwołuje wielkie zebranie swoich podwładnych biskupów, z których połowa też pierdoliła wszystko co ma dwie nogi na drzewo nie ucieka, dopóki ich starość nie dopadła. I będą nad tym zebraniu obradować, co by tu poradzić, by powszechne zboczenie pasterzy nie doprowadziło do upadku najważniejszej instytucji na świeci, kościoła katolickiego! No ja pierdolę! To nie będziemy rozmawiać o tym, jak zapobiegać podobnym przypadkom, jak ukarać winnych, jak zadość uczynić krzywdom? Będziemy pierdolić o tym, jak ratować robaczywy biznes przed upadkiem? Ten papież, którego na początku szanowałam, bo wydawał mi się taki... mało wierzący, bardzo mnie zawiódł. Mdli mnie, kiedy słyszę, jak się publicznie kaja, jak przeprasza, jak żałuje za grzechy... A na co komu ta skrucha, panie papież? Czy to, cokolwiek zmieni? Ten papież, czy tamten, zawsze było tak samo. Nasz nie do końca święty Jan Paweł II Polak, to nawet miał swoich śledczych w Watykanie, którzy przypadki pedofilii wyszukiwali, zgłaszali i pomagali pozamiatać pod wielki papieski dywanik, zanim ujrzały światło dzienne. Dla papieża Polaka liczyło się tylko dobro kościoła, rozumianego, jako instytucję wpływającą na losy świata, a baranki?, z baranków się od 2000 lat robi zwyczajne barany! Nikt mi nie powie, że choćby jeden z tych wyświęconych świń potępia zło, jakie kościół czynił, czyni i czynić będzie. Gdyby tak było panie papież, gdybyś się troszczył o ludzi, a nie o własną dupę i dupy swoich spasionych podwładnych, to wiedział być, że jest tylko jeden sposób na naprawę wszystkiego, jedna metoda, którą ja nazywam METODĄ TRZECH W: Wyłapać skurwysynów, Wyjebać z kościoła i Wsadzić do ciupy. W końcu może świat by zrozumiał, że pod tymi sutannami są zwyczajni faceci, którzy podlegają takiemu samemu prawu, jak wszyscy inni mieszkańcy Ziemi.
Tymczasem jakiś parafialny geniusz, zarządził w swojej parafii tydzień kurwa postu i modlitw wiernych za kościół, nękany grzechem pedofilii. Gdybym była wierząca, gdybym zobaczyła takie ogłoszenie parafialne w gablocie na drzwiach kościoła, to bym chyba poszła takiego plebana opluć na ołtarzu, albo przynajmniej spoliczkować. Bo ja tu czegoś nie rozumiem. Ja mam, przepraszam pościć? Ja mam się modlić? Ja przecież nie latam z obnażonym fiutem za dzieciakami! Bezczelność tego towarzystwa naprawdę przechodzi już ludzkie pojęcie!
Nie rozumiem! Kiedy normalny obywatel popełnia przestępstwo, to go łapie policja, sadza na dołek, przesłuchuje, udowadnia winę, a sąd go skazuje na adekwatną karę. Nie rozumiem po co, przecież wszystko można zwalić na boga! Można zwolnic policją i wyburzyć sądy. Dobudować jeszcze kilka kościołów ociekających złotem i się modlić za tych wszystkich, którzy czynią zło. A może ten bóg, który śpi odkąd stworzył świat, wreszcie się obudzi i wszyscy będą postępować dobrze i zapanuje raj na Ziemi!...Nie na to nikt nie pójdzie, zwyczajny człowiek musi tu i teraz odpowiedzieć za swoje czyny. A te podłe istoty, ci szantażyści, którzy doskonale wiedzą, że nie istnieje piekło, ...oni się niczego nie boją ani za życia, ani po śmierci.
A ludzie, ludzie z jakiegoś zupełnie nie zrozumiałego powodu, dożywiają ten bluszcz trujący i wmawiają sobie, że roślina jest piękna i nic nie jest winna, że ma jad w sobie. A jeśli nas ukłuje, jeśli nas zabije, to umrzemy szczęśliwi, wierząc w niebo, które nie istnieje. A taki pasterz zamiast być opiekunem, któremu się bezgranicznie ufa, zakłada dziecku na ramiona krzyż, którego nie sposób odrzucić do końca życia. I jeszcze wmawia, że to jakaś łaska...



środa, 12 września 2018

Wyimaginowana władza. ( tekst z dnia 12 września 2018 roku)


Drodzy Czytelnicy! Ja WAS naprawdę bardzo przepraszam za to, że jestem taka nudna do obłędu... Przepraszam WAS, że to jest mój chyba 707 post, a ja ciągle z uporem maniak pierdole o tym samym.
Niestety, świat nie daje mi żadnego wyboru. Chciałabym widzieć piękno tego świata, chciałabym skupić się na różnorodności organizmów żyjących na tej Ziemi, chciała bym w końcu móc nie siadać do komputera i nie pisać... Ale muszę. Muszę się babrać w tym pierdolonym, politycznym syfie, bo nie mogę milczeć. Drobiazgiem jest, że coś, co śmie się nazywać prezydentem mojego kraju, jeździ po Polsce i prowadzi kampanie wyborczą na rzecz tylko jednej partii, czego mu, jako osobie piastującej ten urząd po prostu robić nie wolno. Bo prawdą jest, że już od jakiegoś czasu, prawo, i nie wolno, zupełnie zmieniło swoje znaczenie. Nie ma już czegoś takiego, że nie wolno prowadzić agitacji wyborczej w kościele, albo w szkole na lekcji, albo że prezydent powinien być przedstawicielem wszystkich Polaków... Nie wolno, w świetle prawa zainfekowanego przez PIS po prostu przestało istnieć. Nam się powinna zapalić czerwona lampka w mózgu już wtedy, kiedy usłyszeliśmy nazwę tej porąbanej partii, bo o ile prawo jest bytem bardzo konkretnym, bardzo ścisłym i ślepym w obliczu ludzkich emocji, o tyle sprawiedliwość, jest całkowitą abstrakcją, czymś podlegającym subiektywnemu osądowi jednostki. Sprawiedliwość nie może być wyznacznikiem naszego działania, bo każdy z nas widzi ją tylko z własnej perspektywy. Mówienie przez prezydenta Dudę o sprawiedliwym prawie, jest wzywaniem do całkowitej abstrakcji...
Ale ja, jako nowo upieczona wojowniczka z demokratycznych barykad, ciągle się uczę i uczę, jak ten nasz niby prezydent. I z jego przemówień nauczyć mogę się wielu prawd, których bym się wcale nie spodziewała. Mogę się dowiedzieć, że historia, której mnie uczono, jest niesprawiedliwa i mylnie przyznaje wielkie zasługi miejscom takim, jak Gniezno, Warszawa, czy Kraków, że prawdziwy korzeń polskości tak naprawdę leży w jakimś zahukanym mieście ( ocena moja opiera się na podstawie tego, że miasto to prawie w całości głosowało na Dudę), w jakimś Leżajsku blisko wschodniej granicy. No tu mi pan prezydent pojechał ciepłą zupą po sercu, bo pochodzę z podobnego zadupia, tylko z centralnej Polski. No i u nas nikt na PIS nie głosuje, bo moje miasto zawsze było i zawsze pozostanie lewackie. Drodzy Państwo ( używam tego zwrotu z pokorą, odkąd zaczął go nadużywać minister niJAKI). Każda, nawet najmniejsza wioska, w której mieszkają Polacy, jest tak samo ważna, jak stolica, ale z tymi kolebkami polskości to bym nie przesadzała...Oczywiście bardzo mnie cieszy, że pan prezydent podróżujący po Polsce wreszcie odnalazł swój korzeń polskości, ale było by miło, gdyby w dalszej podróży znalazł także swoje jaja, które najwyraźniej gdzieś zagubił... Bo jak wiemy, sam korzeń, bez jaj jest bezużyteczny.
Osobiście nie zgadzam się, by ta kreatura, która mieszka w tej chwili w prezydenckim pałacu, jeździła po Polsce i prowadziła swoją kampanię wyborczą dla jednej tylko partii. Ale nie mam złudzeń i po takiej miernocie nie spodziewam się niczego innego. On po prostu wie, że tylko z palcem w dupie prezesa jest w stanie być kimś, być kimkolwiek, lub po prostu istnieć.
I ja się tak uczę i uczę. Na przykład tego, że Unia Europejska nie może od nas niczego wymagać, bo przecież uratowaliśmy ją w roku 1918 od nawałnicy sowieckiej...Tylko nikt nie pytał tej UNII, czy w ogóle potrzebowała tego naszego poświęcenia. Pewnie by sobie z bolszewicką nawałnica poradziła znacznie lepiej niż my. Robienie z nas, Polaków zbawców i bohaterów Europy uważam za daleko przesadzone. Nie rozumiem także dlaczego w swojej hybrydowej wojnie przeciwko Unii Europejskie, PISowskie pajacyki używają tego argumentu, że Europa nas sprzedała sowieckiej Rosji w roku 1945? To Rosja wyzwoliła Polskę, więc podział wpływów był po prostu oczywisty. Ale pomijając to wszystko... pani Duda, skoro się pan tak uczy i uczy, to może doszedł pan do tego momentu swojej edukacji, by zauważyć, że Europa lat czterdziestych nie ma nic wspólnego ani z tą Europą, która nas pozostawiła na pastwę Hitlera w 1939 roku, ani z tą Europą, która nas oddała pod wpływy Rosji. W tamtych czasach nie było, tłumoku z pałacu prezydenckiego, Unii Europejskiej, która powstała między innymi po to, by do podobnych sytuacji nie dopuścić! A jeśli już tak bardzo chcesz się odwoływać do historii, to wiek cały minął, i nadal to Europa ma czołgi, helikoptery i bojowe technologie, a my ciągle jeszcze mamy husarie na koniach i szable. To pokazxaliscie na ostatniej defiladzie...
Dziś ty, pałacowy chujku, oddajesz naszą Ojczyznę w ręce Rosji, próbując za wszelką cenę udowodnić, że sprawiedliwość dla twoich kumpli ma być ważniejsza od prawa i demokracji.
Patrzę i oczom nie wierzę... Naprawdę, chcesz nasze stosunki z Unią Europejską sprowadzić do czasów II wojny światowej, do jakiś gorzkich żalów z poprzedniego stulecia???
Mówiło się w moim dzieciństwie, że ktoś wyżej sra, niż dupę ma... albo, że wyżej dupy nie podskoczysz... I dla mnie ten nasz prezydent debil jest takim karłem który próbuje wskoczyć na trampolinę. Nie obrażając oczywiście prawdziwych karłów fizycznych, bo nasz prezydent jest karłem intelektualnym.
Świadczy o tym choćby to niepokojące zdanie Andrzeja Dudy, w którym nazywa on Europę wyimaginowaną wspólnotą. A takie kraje, jak Grecja, Hiszpania czy Portugalia, doskonale wiedzą, że pomoc w dobie kryzysu ekonomicznego wcale nie jest wyimaginowana. Zresztą, po co szukać aż tak daleko, wystarczy poszukać tych wyimaginowanych dopłat bezpośrednich dla rolnictwa w Polsce, dzięki którym przeciętni rolnicy mogli wyremontować swoje domy, gospodarstwa, czy zakupić za pół darmo sprzęt rolniczy. A mimo to, każdej niedzieli słyszą w kościołach, że Unia Europejska ich okrada...
A tak naprawdę, to my mamy wyimaginowanego prezydenta, który jeździ po Polsce ze swoimi wyimaginowanymi prawdami, który już dawno stał się facetem bez jaj, stał się żałosnym, pozbawionym kręgosłupa moralnego drewnianym pajacem, który jest w stanie powiedzieć każde obrzydliwe kłamstwo tylko po to, by pozostać na następne kilka lat w pałacu. Tylko bycie nikim gwarantuje mu reelekcję przy rządach PISu, tylko bycie bezwartościową kukłą ratuje mu kolejne 5 lat życia. Tylko tyle, panie Duda, że jest pan jeszcze młodym człowiekiem. Ma pan przed sobą jeszcze 30 lub więcej lat życia. I co potem? Sejm uchwali, że może być pan prezydentem dożywotnio?, dopóki pan podpisuje PISowskie ustawy. A co z lustrem, w które patrzy pan każde dnia przy goleniu? Czy twarz, którą pan tam widzi jest godna szacunku? A może po prostu usuną z pańskiego życia wszystkie lustra. Tylko kim pan się w końcu stanie... człowiekiem bez twarzy???



poniedziałek, 10 września 2018

Produkt Ojczyznopodobny... ( Tekst z dnia 10 września 2018 roku)


Pisałam WAM ostatnio, że nie mogę już słuchać tej PISowskiej hołoty i coraz trudniej mi komentować jej żałosne występy. Jacy są, każdy widzi i moje wskazówki nic tu już nie pomogą. Niestety, szczególną troską należy objąć prezydenta Dudę, który jest chyba najbardziej jaskrawą laurką obecnej Polski.
Mam wrażenie, że najpierw głupieją Ci na świeczniku, krok, po kroku poddają próbie naszą wytrzymałość psychiczną, a kiedy kolejne kłamstwo zbywamy tylko ironicznym śmiechem, następnego dnia serwują nam kolejne, jeszcze bardziej obrzydliwe. Nabierają nas na swój patetyczny ton, na te fałszywe odnośniki do naszego hymnu, do naszych narodowych wieszczów, do naszej tradycji. Robią to tak uporczywie i z taką siłą, że za chwilę ta zaraza udziela się innym. Aż w końcu przychodzi taki moment, że wszyscy dostają zwyczajnego jobla: Jedni idąc z politycznym wiatrem... ale także ci drudzy, którzy na początku realnie oceniali sytuację, sprzeciwiali się przesadzie i starali się zachować zdrowy rozsądek. Wbrew pozorom ich mózg także ulegał degradacji. Tak bardzo się obawiał, by nie pójść w tę zakłamaną stronę, że sami zbłądzili z właściwej ścieżki i poszli na manowce, chociaż w zupełnie innym kierunku.
Tak, nie mówią w tej chwili o nikim znanym. Mówię czasami o sobie samej. Zauważam u siebie takie właśnie symptomy. Ostatnio wdałam się w potyczkę słowną z osobą mi dość bliską tylko dlatego, że ona wrzuciła na fb film o pożyteczności Ochotniczych Straży Pożarnych, która to pożyteczność jest nie do podważenia. Przeszkadzało mi jak jakiejś głupiej, zacietrzewionej debilce to, że mają na sztandarach hasło: bóg, honor, Ojczyzna! Słyszę słowo TRADYCJA i po prostu mam natychmiast skurcz żołądka. A jeśli ktoś w dowolnym kontekście użyje zwrotu, że coś się zmieniło na dobre, to mój mózg od razu patrzy podejrzliwie na klienta, czy aby przypadkiem nie jest on krypto zwolennikiem dobrej zmiany. Na ludzi, którzy właśnie wracają z kościoła patrzę jakby im ktoś wyciął jedną trzecią mózgu. Tak miotam się w medialnej przestrzeni pomiędzy Polakami i jednym współczuję a innych się boję, a już na pewno nikomu nie ufam.
To robią z nami, Drodzy Polacy, rządy PISu. Jeśli ktoś czytał Dżumę Alberta Camusa, lub powieść Król szczurów, którą napisał James Clavell, lub choćby pamięta polską literaturę o czasach II wojny światowej, potrafi dostrzec, jak bardzo zmienia się ludzki mózg w sytuacjach ekstremalnych, jak bardzo, wbrew naszej woli, ciągle i bezustannie ulegamy śmiertelnej obróbce.
Drażni mnie to, że wszystko wokół mnie zaczyna być narodowe, że nawet nasze marzenia i plany przestają być już nasze własne i prywatne. Na krzyż reaguję, jak na zniewagę, chociaż mimo mojej niechęci do kościoła, był dla mnie jakimś wspomnieniem z dzieciństwa, czymś zwyczajnym i poczciwym. Wydawało mi się, że jestem osobą naprawdę maksymalnie tolerancyjną, że jeśli ktoś nie włazi z butami w obszar mojego jestestwa, to jest mi obojętne kim jest i co robi. Niestety, uczucia, które były mi kiedyś obce, zostały przez sytuację w Polsce obudzone. Nie zależy mi już tylko na tym, by się zmieniła władza, bo wiem, że niezależnie od tego, czy PIS odejdzie jutro, za rok, czy za lat 10, nic już nie będzie nigdy takie samo.
Nikt już nie zetrze z najpiękniejszych słów tego cienia, tej złej sławy, tego wulgarnego znaczenia, jakie nabrały w ustach niecnych ludzi. I w obliczu tego wszystkiego, zupełnie nowego znaczenia nabrało słowo zemsta. Nie jest już czymś obrzydliwym, czymś, co nie mieściło się w moim świecie. Teraz już wiem, że będzie ona narzędziem niezbędnym w przywracaniu normalności, że stała się koniecznością dziejową. Już nie wystarczy wygrać wyborów, posłać do diabła całą to prawicową bandę. Trzeba będzie chwasty wyrwać z korzeniami, by móc zasnąć spokojnie, by się nie obawiać, że nocą wyrosną znowu ponad owocujące krzewy malin i porzeczek.
Wielu z WAS pisze, że nie wytrzymujecie już napięcia, że macie dość, że musicie psychicznie odpocząć. Ja też czasami bardzo długo milczę, bo boję się samej siebie i tego, co mi się wyrwie z serca, kiedy zacznę pisać. A przecież tak wiele się dzieje każdego dnia i tak wiele jest do skomentowania...Ale przecież sami macie własny rozum, a we mnie tylko kipi złość. Kipi we mnie za każdym razem, kiedy chcę w spokoju pooglądać mecz reprezentacji, normalnie, po ludzku otworzyć piwo i poleżeć na kanapie z nogami do góry, a porąbani kibice, co 10 minut śpiewają hymn, którego się powinno słuchać w pozycji stojącej. Doprowadza mnie do szału, że jakiś debil używa hymnu po to, by zareklamować portal internetowy. Niedługo będziemy sobie flagą i hymnem dupy w kiblu podcierać. I o czym to ma świadczyć, o patriotyzmie, czy o ignorancji? A może o całkowitym zaniku szarych komórek w mózgu? Bo nie ma już w naszym kraju niczego świętego.
Pierwszym politykiem, do którego skierowałam mój list na tym blogu, był świeżo upieczony prezydent Andrzej Duda. Od tamtej pory minęły 3 lata, a ta postać, z wielkiej niewiadomej, z białej karty powoli zmieniała się to w zwykłego sługusa, to w ohydnego kłamce, to w żałosnego karła moralnego. Na początku z żalem i z zażenowaniem mówiłam, że Polska nie ma prezydenta. Dziś, człowiek ten budzi we mnie odrazę.
I chyba nie umiała bym już napisać listu do niego. Mogę już pisać tylko o nim. My ateiści, mamy wiele tolerancji dla ludzi wierzących. Może dlatego, że większość z nas była kiedyś religijnie uwikłana i jesteśmy ludźmi wolnymi trochę z odzysku. I dziwi nas to, a mnie na pewno, że nikt nie dostrzega, jak bardzo się opluwa tę naszą tradycyjną wiarę. I często zastanawiamy się nad tym, że Jezus Chrystus przegonił ze świątyni kupców, że nie chciał by robiono jarmark z domu jego ojca. A dziś nikt słowem się nie odezwie, kiedy prezydent Polski kupczy polityką na ołtarzu. To nie ma znaczenia, co mówi, to nie ma znaczenia, że w obliczu krzyża kłamie, oskarża niesłusznie i daje fałszywe świadectwo. Ale robi to w kościele, to on wygłasza kazanie, które nie jest ani o wierze, ani o bogu, jest o pierdolonej reformie sadownictwa. A potem błogosławi wszystkich, szkoda, że komunii nie udziela... Każdy wierzący człowiek powinien potraktować to jako zniewagę. Gdyby Jezus istniał, powinien się ten kościół na ten łysy, prezydencki łeb zawalić. Ale współczesny kościół i PIS to dwa największe dowody na to, że boga nie ma. A potem, ponieważ ego pana Dudy nie zostało jeszcze wystarczająco połechtane, opowiada te same kłamliwe dyrdymały otwierając rok szkolny w liceum. Nawet jego bezosobowa żona próbuje go za kołnierz odciągnąć od mikrofonu. Szkoda, że nie poszedł do przedszkola opowiadać o sędziach stanu wojennego, jak już wpajać ludziom kłamstwa to od urodzenia!, zanim zaczną samodzielnie myśleć.
Żałosna kreatura, człowiek bez wartości, a potrafi tak bardzo nas wszystkich krzywdzić...
Wybaczcie mi więc, że czasami zamiast pisać, przysiądę sobie w kąciku i po prostu sobie posiedzę w ciemności. Bo mój dawny świat, coraz bardziej zamienia się w ruinę. Wszystko, z czym szłam przez życie, pewne uniwersalne wartości, patriotyzm w sercu, a nie na ustach, wiara w wielkość mojej Ojczyzny i wiara w rozum i dobroć zwyczajnych ludzi, zostały już tak dokładnie oplute, obrzygane i obsrane, że powoli tracę tożsamość. Mój kraj, to już nie jest kraj, to jest produkt ojczyzno/podobny. Święte słowo SOLIDARNOŚĆ, oznacza już tylko tyle, że członkowie uległego rządowi związku zawodowego będą kupowali paliwo i inne produkty taniej od reszty społeczeństwa, co jest zaprzeczeniem solidarności. A niby prezydent wszystkich Polaków, a raczej produkt prezydento/podobny, prowadzi żałosną kampanię wyborczą na rzecz swojego politycznego obozu, bo trzęsie bezustannie jajami, że mu się może wyślizgnąć palec z dupy prezesa. Wybaczcie mi, ale czuje się już bezdomna, jakbym nie miała Ojczyzny. 



Czy stać WAS na wielkie czyny? ( Tekst z dnia 10 września 2018 roku)


DRODZY MOI WIRTUALNI PRZYJACIELE...
Wiem, że gdybyście na swojej drodze spotkali człowieka, który poprosił by WAS o 10 złotych twierdząc, że ta kwota uratuje mu życie, nie odwrócili byście się do niego plecami, nie założyli z góry, że to oszust i nie pożałowali byście tak niewielkiej kwoty.
Kilka dni temu w moim poście udostępniłam WAM list naszej wojowniczki o demokrację, Danusi ze Szczecina, której córka miała wypadek i obecnie zbieramy pieniądze na jej rehabilitację.
Wielu z WAS wysyła mi każdego dnia motywacyjne memy, słodkie obrazki z pozdrowieniami na rozpoczęcie dnia, pozdrowienia przy porannej kawie, zapewnienia, że wszystko w życiu zależy wyłącznie ode mnie i od mojej wiary w szczęśliwą przyszłość. Czytam te skierowane do mnie słowa i najczęściej nie mam nawet czasu na nie odpowiadać. Powiem WAM jednak jedną bardzo ważną rzecz. Nie wszystko zależy od nas. I na nic nam się zdadzą te złote myśli, kiedy nagle dostajemy wiadomość, że ktoś z rodziny, ktoś nam bliski zachorował lub miał wypadek. Zapewniam WAS, że możemy nie wiem, jak bardzo wierzyć w świetlaną przyszłość, a mimo to czasami dopada nas ślepy los, na który nie mamy żadnego wpływu. I wtedy te wszystkie złote myśli brzmią jako zwyczajna drwina. Mówię to, bo sama mam tego typu doświadczenia. To są takie momenty w życiu, kiedy świat wokół nas przestaje istnieć, kiedy to, co było dla nas ważne, nagle znika i okazuje się tylko marginesem naszego życia. I chcieli byśmy wtedy cofnąć czas o godzinę, o dzień, do momentu, kiedy to się jeszcze nie stało.
To właśnie spotkało Danusię. Była wielką działaczką KODu, niezwykle zaangażowaną, taka, która nigdy nie odpuszczała i dzieliła się z nami swoją wielką, nieogarnięta wiarą. Spotkało ją nieszczęście i cały jej świat po prostu zniknął, przestał się liczyć. Teraz pozostała jej tylko jedna najważniejsza walka o życie i zdrowie córki. Piszę to wszystko, by WAM uświadomić, że nie zawsze panujemy nad losem, że czasami w natłoku codzienności umykają nam sprawy najważniejsze, a los brutalnie nam przypomina, że powinniśmy kogoś bardziej kochać, częściej do niego dzwonić lub mocniej się o niego troszczyć.
Piszę to wszystko także dlatego, że wielu z WAS poznałam bardzo dobrze, chociaż może nie osobiście i wiem, że macie wielkie serca. Ja mogę tylko gwarantować WAM swoją twarzą i swoim honorem, że to nie jest żadne oszustwo, żadna ściema, że naprawdę zbieramy pieniądze dla kogoś kogo znamy, na rehabilitacje osoby jej bliskiej. Nie wysyłajcie mi już tych kwiatków, serduszek, memów z poranną kawą, filmików z pieskami lub ptaszkami, które mają mi poprawić humor. Bo są sytuacje, w których nic nie jest w stanie uleczyć naszego smutku... Zróbcie coś wreszcie naprawdę, już czas. Pokażcie, że stać WAS na coś więcej, niż puste słowa i kolorowe obrazki.
Na końcu postu podam numer konta, na które trzeba wpłacać pieniądze na rehabilitację Asi. Każdy grosz naprawdę może uratować jej życie. Nie żałujmy go. Niech dziewczyna wybudzi się ze śpiączki i niech to będzie nasz wspólny sukces. Była młodą, piękną i energiczną kobietą. Niech do nas wróci, bo może jeszcze wiele dobrego zrobić dla świata.
DRODZY MOI ZNAJOMI...boga nie ma, co wcale nie oznacza, że wiara nas wszystkich nie może czynić cudów. Boga nie ma, ale dobra energia w przyrodzie nie zginie. Okażcie serce, a ono na pewno do WAS wróci, może nie jutro, może nie za rok, ale na pewno właśnie wtedy, kiedy WY będziecie potrzebowali pomocy.

Numer konta: Joanna jest podopieczną Fundacji "Światło"
Bank Pekao S.A.: 34 1240 4009 1111 0000 4490 9943
- z dopiskiem Joanna Turkowska
Strona, na której można o tym poczytać:https://www.facebook.com/wakeupjoanna/



czwartek, 6 września 2018

Wyborów uczciwych już nie będzie, namawiam do rebelii. Tekst z dnia 6 września 2018 roku)


Nie wiem, jak Wy, ale ja się już kurwa nasłuchałam! Nasłuchałam się Andrzeja Dudy, który z niewiadomych mi względów uważa się za prezydenta mojego kraju, nasłuchałam się premiera, kłamcy i manipulatora, nasłuchałam się Patryka Jakiego, który od pewnego czasu cierpi na wybuch miłości do stolicy i wreszcie, nasłuchałam się wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego na kongresie PISu. Mam kurwa dość..., że aż mowę mi odbiera. Nie spodziewałam się, że tak można kluczyć i mataczyć dla utrzymania władzy...
Czytam WASZE komentarze na temat obrzydliwości wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego na konwencji PIS. Nie mogę się jednak z WAMI do końca zgodzić. Wyraźnie widać, że wchodzimy w okres wyborczy, kiedy to prezes wszechświata zamienia się w baranka. Nie wrzeszczy, nie pluje się, nawet nie mlaska, nie wyzywa nikogo od mord zdradzieckich i jak zwykle obiecuje, że nie będzie się rozliczał z przeciwnikami politycznymi po wygranych wyborach. No, może tylko z tymi, w jego mniemaniu najgorszymi. Obdarte z wiadomych wszystkim okoliczności przemówienie prezesa, mogłoby wydawać się nawet całkiem normalne, gdyby nie jego całkowicie komunistyczny charakter, gdyby nie ten zapowiadany wbrew wszelkim przeciwnościom losu bieg w górę, ku świetlanej przyszłości. Gdyby się człowiek urodził wczoraj, mógłby się wizjami prezesa zachwycić, gdyby wcześniej nie słyszał podobnych, a czasami takich samych słów z ust wielkich dyktatorów i populistów, Hitlera, Stalina, Fidela Castro czy świętej( tfu) pamięci Hugo Chaveza. Gdybyśmy nie widzieli krwawych zamieszek w Argentynie podczas wielokrotnych prób utrzymania władzy przez faszyzującego populistę Juana Perona, lub gdyby nam nie brzmiały jeszcze w uszach podobne wystąpienia naszych rodzimych pretendentów do zbawiania świata, szczególnie towarzysza Gomułki, pewnie byśmy takim przemówieniem byli zachwyceni. Oni wszyscy śpiewali tę samą piosenkę, na tę samą, socjalno/ patriotyczną nutę. Ich rządy były dla ich narodów koszmarami, z których potrafiły te narody wyciągnąć wnioski. Tylko Polacy ciągle, mimo swych brutalnych doświadczeń, kochają ten populistyczny bełkot.
I chyba to wkurwia mnie najbardziej, że Jarosław Kaczyński, jak i wszystkie jego agresywne pieski, na czas wyborów zakładają owczą skórę. A nam się nagle wydaje, że prezes, który wrócił po wielu miesiącach ciężkiej choroby, zdaje się być stary, przechodzony, przypudrowany tylko na specjalne okazje. Wydaje się nam biedny i chory, wręcz budzący litość. Że stojąc u bram śmierci stał się tylko małym zalęknionym ptakiem i że era Jarosława powoli chyli się ku zmierzchowi, a wewnątrz partii wrze i trwa próba sił...
Oj, nie nabierała bym się na to Drodzy Państwo, nie litowała bym się nad chorym starcem. Jarosław Kaczyński był podstępnym skurwysynem i takim pozostanie aż do śmierci. On tylko sprytnie przybiera te swoje maski...
Kaczyński oczywiście jest już stary i nie będzie wieczny. Ale to on jest dziś problemem dla Polski, bo dopóki on żyje jego tresowane pieski będą szczekać tylko wtedy, kiedy on im pozwoli.
Tak, nic mnie to w ogóle nie obchodzi, kto kogo w PISie do piachu! Gdybym wiedziała, że można na to liczyć, pozwoliłabym, by sami sobie wymierzyli sprawiedliwość, by się wybili do nogi. Obawiam się jednak, że dla utrzymania władzy i niewysychającego źródła pieniędzy, ta dzika banda będzie układać się między sobą pomimo podziałów, bo oni są dokładną odwrotnością tego, co mówią wyborcom. Nie ma w nich za grosz patriotyzmu, bo patriotyzm wymaga solidarności z innymi Polakami, dzielenia się dla wspólnego dobra! A ich patriotyzm, krzyczy: dajcie nam, bo my lepiej wiemy, jak zrobić WAM dobrze. Takie, będą te przyszłe wybory samorządowe... Tam, gdzie wygra PIS, będzie pięknie i bogato, tam gdzie wygrają inni, za karę będzie płacz, bezrobocie i zgrzytanie zębami. Polska jest naszym wspólnym domem, pod warunkiem, że w tym domu mieszkają tylko nasi. Nasi! nasi, nasi!, nie te zwyrole, którzy szanują konstytucję, którzy tym wrednym słowem bezczeszczą uroczystości państwowe, którzy żądają respektowania prawa, Oni są be! Ich trzeba w twarz z liścia! Są głośni, są niezłomni, a czasem nawet rudzi, a tego im w żadnym wypadku wybaczyć nie można.
Drodzy Państwo. W naszej rzeczywistości politycznej, wszystkie chwyty są dozwolone. Szkoda w ogóle o tym gadać... Jeśli ktoś lubi oglądać filmy kryminalne zna taką scenę na pewno, kiedy sądzony mafiozo pyta adwokata: który sędzia będzie rozstrzygał w jego sprawie. Czy da się go przekupić lub zastraszyć. Ludzie! Obudźcie się! To już kurwa nie jest film. Prokuratura Ziobry zbiera dane o sędziach, którzy mogą kiedyś rozstrzygać także w WASZYCH sprawach. Chcą wiedzieć, którzy z nich są bardziej łagodni, a którzy wymierzają surowe kary, by wiedzieć dla kogo, wroga lub przyjaciela, którego sędziego przydzielić. Zbierają takie dane, a może także inne, może po prostu chcą znać słabe strony przedstawicieli prawa, ich ukrywane tajemnice z życia prywatnego, by w razie czego mieć narzędzia szantażu... I oni to nazywają zbieraniem danym w celach statystycznych...ale statystyka nie wymaga nazwisk. Statystyka to tylko liczby, czyli liczy ile jest w stadzie krów, ile świń, a ile baranów, ale imiona tych zwierząt nie mają nic do statystyki! A potem się dziwimy, że do jednej z izb została wybrana prawniczka, która w przeszłości była karana przez izbę dyscyplinarną. KRS się tłumaczy, że nie zauważono tego defektu w jej aktach. A są w ogóle jakieś akta tych nowo wybranych członków SN? A jeśli są, to czy ktoś je czyta? Myślę, że gdyby ta sędzina napisała w swych aktach, że przez 20 lat, dopóki dupa się nie zestarzała, byłą kurwą i pracowała pod Pałacem Kultury, a na dowód wrzuciła kilka swoich nagich fotek, to i tak nikt by tego nie zauważył. Wybór odbywały się w takim tempie, że nikt do tych teczek personalnych nawet nie zajrzał, bo i po co? Wybierano więc tylko według jednego klucza: Nasz, Nasz, Nasz, Nie Nasz...
No ja pierdolę, ludzie! Takich standardów nie ma nawet na Białorusi. Wszystkie inne kraje, które idą drogą bezprawia, przynajmniej zachowują jakieś pierdolone pozory. Tu nie ma takiej potrzeby, bo przecież i tak nikt się stanowczo nie sprzeciwi.
Nie rozumiem tego, że ludzie całkowicie nie mają wyobraźni. Zdaje się im, że stworzą jakieś koalicje, że jak się wezmą wszyscy do tak zwanej kupy, to wygrają wybory i następnego dnia świat będzie znowu piękny i naprawiony. Tylko tyle, że nawet naiwnie wierząc, że PIS odda władzę, nie wszystko się da od razu naprawić. Każdy kolejny rząd, który przyjdzie po PISie, natychmiast dostanie po dupie od wyborców, bo zastanie zrujnowane stosunki międzynarodowe, kupę długów i świecącą pustkami kasę państwa. PIS w swoim skurwysyńskim planie, w którym bierze czynny udział cały kościół katolicki, sam władzy dobrowolnie już nie odda. Bo miło jest być przy korycie, a poza tym, doskonale wiedzą, że działają poza prawem i że tym razem nie da się tego puścić płazem. Motywuje ich po pierwsze zysk, po drugie strach! Obiecują więc ludziom złote góry i bardzo się spieszą, by pozbawić nas prawa uczciwego wyboru.
Musi się w końcu znaleźć ktoś, kto powie dość! Kto zbierze to towarzystwo za pierze i wypierdoli na bruk! Każdego dnia posuwają się coraz dalej. Przypisują sobie wszystkie pozytywne zasługi poprzednich rządów, kłamią, obiecują rzeczy niemożliwe do zrealizowania, oskarżają opozycje o wszystko, co najgorsze. I nie ma nikogo, kto byłby w stanie ich obnażyć, bo wszyscy chcą być dyplomatami.
Tego się naprawdę nie da tak po prostu spokojnie słuchać. Trudno sobie wyobrazić Polskę, po kolejnych wygranych wyborach. Ich roześmiane bezczelne gęby, ich drwinę ze społeczeństwa...i tę naszą żałosną bezradność, naszą kolejna klęskę.
Wielu ludzi naprawdę się stara, naprawdę się angażuje i naprawdę walczy. Ale czasami tęsknimy za kimś, komu by wreszcie puściły nerwy, kto by zrozumiał, że zanim wróci demokracja, musi być najpierw rewolucja. Sami żeśmy do tego niestety dopuścili i nikt za nas tego nie naprawi!


Wielka ucieczka. ( Tekst z dnia 21 lutego 2019 roku)

Właściwie powinniśmy się cieszyć, że się oczyszcza atmosfera i że będzie dużo mniejszy smog w sferze politycznej. Nie powinniśmy się też d...