czwartek, 20 września 2018

Miliard dolarów. ( Tekst z dnia 20 września 2018 roku.


Wczoraj pisałam o politycznych aspektach wizyta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych. I ten obraz wydawał mi się na tyle ważny, by go nie zaciemniać innymi aspektami. Ale prezydent Polski jest na naszym utrzymaniu i ważne jest by bacznie się przyglądać jego działalności. Skoro już musi podróżować, to było by dobrze, by te podróże miały jakiś konkretny cel, by sobie po prostu nie jeździł po świecie za pieniądze podatnika tylko po to, by także inni mogli na żywo oglądać jego głupie miny.
Bywają oczywiście podróże na śluby, koronacje, czy pogrzeby, na które głowy pastwa są zapraszane dla prestiżu zapraszających i zapraszanych. O zdobywanie prestiżu dla Polski, Andrzeja Dudę nie podejrzewam. Mam też nadzieję, że skoro już prezydent odbył tak daleką podróż do USA za pieniądze podatników, coś dobrego z tej podróży dla Polski wynika.
Zniesienia wiz dla Polaków nie załatwił, bo z wizami jest, jak z euro. Trzeba spełniać określone warunki. I wbrew pozorom nic tu nie zależy od prezydenta Trumpa, który nie jest królem, tylko przywódcą demokratycznego kraju, w którym najwięcej do powiedzenia ma kongres. Mam jednak wrażenie, że Duda nie pojechał do Ameryki po coś. Wręcz przeciwnie, pojechał tam z prezentami.
Od razu mówię, że nie jestem żadnym strategiem obronnym i działania wojenne oglądałam wyłącznie z telewizji. Może mi ktoś jednak zechce wytłumaczyć, dlaczego my, Polacy tak się upieramy, by stacjonowały w Polsce amerykańskie wojska?
Ale zacznijmy od początku. Warto przyjrzeć się starszej i nowszej historii. Zastanówmy się gdzie, kiedy i z jakiego powodu mieli swoje bazy wojskowe Amerykanie... Stacjonowali w Niemczech po II wojnie światowej, by przypilnować, aby faszystowska hydra nie podniosła już nigdy głowy. Jak pamiętamy, Niemcy po wojnie nie mieli prawa posiadania własnej armii, więc taki pobyt był uzasadniony dla utrzymania spokoju w tej części świata. Dodajmy także, że Amerykanie stacjonowali na tym terenie, jako armia zwycięska. Jako zwycięscy stacjonowali przez jakiś czas także w Japonii i chyba jest to jedyny kraj, który na tym naprawdę zyskał. Amerykanie nie tylko pokojowo okupowali ten kraj przez jakiś czas, ale przyczynili się do jego rozwoju. Pomagali odbudowywać i rozbudowywać Japonię, która do II wojny światowej była krajem bardzo biednym i zacofanym, gdzie jedyne, o co dbano, to była cesarska armia. Amerykanie stacjonowali także często w różnych krajach w ramach misji pokojowych: np. na Bałkanach. Po zwycięskich wojnach próbowali powtórzyć japoński efekt w Iraku czy Afganistanie, ale skończyło się to całkowitą porażką. We wszystkich tych przypadkach albo uczestniczyli w wojnie przeciwko danemu krajowi jako oddzielne państwo, albo w strukturach NATO. Natomiast Polska nie potrzebuje ani żadnej misji pokojowej, ani nie przegrała z Amerykanami żadnej wojny. Wiec po co nam do cholery te bazy?
Ja, jak mówiłam, całkowicie się na tym nie znam. Ale wydaje mi się, że w obecnej sytuacji ważne jest utrzymywanie niewielkiej, świetnie wyszkolonej armii, dysponującej w miarę możliwości jak najbardziej nowoczesnym sprzętem. Tak, by w razie wojny, bronić się skutecznie przez jakiś krótki czas dopóki nie nadejdzie NATO z odsieczą.
Nie jestem przekonana, że gdyby nawet przyjechał do nas cały korpus, czyli te 45 tysięcy żołnierzy, to miało by dziś to jakiekolwiek znaczenie dla naszej obronności, bo dziś się już na miecze nie walczy i wielkość armii ma drugorzędne znaczenie.
Prawdziwego szoku doznałam jednak wtedy, kiedy się okazało, że my podatnicy mamy za to wszystko płacić, a jednostką miary są miliardy dolarów.
Łatwo się rzuca miliardami, których się samemu nie musi zarobić. Ale czy wyobrażacie sobie, ile to jest miliard dolarów? Czy wyobrażacie sobie, ile by można za te pieniądze kupić karetek pogotowia, łóżek szpitalnych, wózków inwalidzkich, ławek szkolnych, obiadów dla biednych, ilu starców mogłoby do końca życia brać najlepsze leki za darmo? Ile mogli byśmy uratować dzieci, no tych, na które często zbieramy pieniądze, by mogły wyjeżdżać na operacje zagraniczne?
A przecież Andrzej Duda nie obiecał Trumpowi jednego miliarda, lecz dużo więcej, niż dwa miliardy, jak to ogłosił amerykański prezydent!
Skoro jesteśmy aż tak bogaci, to nawet gdybyśmy nie chcieli tych miliardów wydać na bardziej humanitarny cel, a na obronność, to dlaczego nie zakupimy choćby jednego helikoptera, okrętu podwodnego, czy nie zbudujemy nowoczesnych czołgów? PIS tymczasem armię zniszczył i zamienił ją na jakieś podejrzane ideologicznie oddziały partyzantki, które do końca życia nie zobaczą jakiegoś nowoczesnego wyposażenia. Symulujemy jakieś zakupy, najczęściej złomu, którego nikt inny używać już nie chce. Ot tak, by coś tam suweren zobaczył, że mamy... Nie dbamy o własnych żołnierzy. Zamiast tego chcemy sprowadzić do Polski paru amerykańskich kolesi, którzy w razie wybuchu wojny mogą nas co najwyżej nauczyć, którędy szybciej spierdalać.
Nie wiem, niech mnie ktoś oświeci, czy to naprawdę ma znaczenie dla naszej obronności, czy chodzi tylko i wyłącznie o to, by po prostu wkurwić Putina?
Nie mamy pieniędzy na ochronę zdrowia, nie mamy na głupie podwyżki dla policjantów, ale przed kamerami całego świata machamy miliardami dolarów?
Ja osobiście, oprócz tego aspektu finansowego, mam jeszcze jedną uzasadnioną wątpliwość natury moralnej.
Polska już kiedyś zaprosiła obce wojsko na swoje ziemie, byli to Krzyżacy, którzy też nas mieli bronić przed niewiernymi za wschodu. Tak się u nas rozpanoszyli, że przez następne 200 lat nie mogliśmy ich wyplenić. Tak naprawdę, to pozbyliśmy się ich dopiero po II wojnie światowej, bo zawsze były jakieś Prusy, jakieś wolne miasto Gdańsk i jakieś roszczenia terytorialne. Wcale nie jestem pewna, że ta walka z zakonem nie była dla Polski zgubna, nie osłabiła jej na tyle, że w końcowym efekcie straciliśmy niepodległość. Po wojnie wbrew naszej woli wrzucono nam wojska radzieckie, które na pozór jakoś upierdliwe nie były, ale żywić to trzeba było i zawsze się miało z tyłu głowy, że wcale tu nie są po to, by nas bronić, lecz by nas pilnować, byśmy zbytnio nie zboczyli w właściwej komunistycznej drogi. Nie rozumiem więc dlaczego, skoro wreszcie możemy tu żyć, bez nadzoru cudzej armii, fundujemy sobie znowu jakieś obce wojska. Nie miała bym nic przeciwko, gdyby to były bazy NATO, bo jesteśmy członkiem tej organizacji. Ale mierżą mnie wojska obcego kraju na naszej ziemi. Aż strach pomyśleć, że się za chwilą PIS może zakumplować także z Niemcami i po Warszawie będą sobie swobodnie spacerować panowie w czarnych mundurach, a kiedy Kaczyński znowu weźmie niewłaściwe proszki, to i przyjaciele Rosjanie mogą do nas powrócić.
I jeszcze jeden drobiazg, który mnie niepokoi. Andrzej Duda obiecał w Białym Domu, że amerykańska baza wojskowa będzie nosiła nazwę FORD TRUMP. Jedyna nadzieja w tym, że takie inwestycje trwają zazwyczaj bardzo długo i nie zdążymy ich ukończyć zanim obecny prezydent USA całkowicie się skompromituje. Bo było by trochę głupio nazwać jakąś instytucje imieniem człowieka, który zostanie pozbawiony stanowiska, za łapówkarstwo, kurewstwo i przekręty wyborcze, a wszystko wskazuje na to że Donald Trump końca kadencji nie doczeka.
No i dziś już wiemy, że zaraz potem, kiedy zamknęły się za Andrzejem Dudą drzwi Białego Domu, jego amerykański najlepszy przyjaciel, który łaskawie pozwolił mu postać przy swoim biurku, pogardził obiecywanymi polskimi miliardami. Bo ten przyjaciel Andrzeja Dudy, ma innego, ważniejszego przyjaciela w Moskwie i za nic w świecie nie chce go wkurwić. I co teraz? No cóż, sukces, jak zresztą zawsze, prysnął jak bańka mydlana. Trzeba koniecznie kupić wielki bukiet biało/ czerwonych róż i zapierdalać do pałacu z gratulacjami.



1 komentarz:

  1. Dziękuję za ten tekst. Od niedawna jestem subskrydentem Pani bloga. Swietny !!! Pozdrawiam serdecznie. Jurek ps, tak dla informacji Adrian nawet nie potrafi dobrze napisać słowa Fort, ba zamiast o forcie pisze na swoim Tweeterze " FORD Trump" :D -Dramat

    OdpowiedzUsuń

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...