czwartek, 27 września 2018

Mnie to dobija do ściany... (Tekst z dnia 27 września 2018 roku)


    


Która to już jesień przed nami...spędzana na ulicach, po Sejmem, pod sądami, pod Pałacem, przy klawiaturze komputera ncą zamiast snu? Czy ktoś z WAS myślał, że to potrwa tak długo? I jak gdyby nie było tych poprzednich trzech jesieni, zaczynamy wszystko od nowa...
Nie lubię się tłumaczyć...szczególnie z milczenia. Chociaż w polityce tak wiele się działo i dzieje, Wy komentujecie to każdego dnia, a mnie czasami nie wypada wręcz dodawać już ani słowa.
Po tych trzech latach z hakiem, podczas których baczniej przyglądam się polityce, widziałam już wiele przypadków beznadziejnych, które wcześniej wydawały mi się nieprawdopodobne. I kiedy już mi się wydaje, że nic gorszego lub głupszego wydarzyć się nie może, to przychodzi następny dzień i następny i znowu coś nas zaskakuje.
Kampania wyborcza biegnie sobie spokojnie, na razie bez żadnego pośpiechu. Właściwie mija nas gdzieś w oddali. Lokalni politycy toczą między sobą wyborcze spory, ale nas i tak najbardziej interesuje to, co mówią politycy centralni.
Tym bardziej, że niektórzy bardzo są zaangażowani w kampanię i jeżdżą po Polsce ze swoimi mądrościami. Nad kłamstwami premiera rozwodzić się nie będę. Bo po prostu nie mam już na to siły. To co mówi świadczy wyłącznie o tym, do kogo kieruje swoje słowa. I to mnie smuci najbardziej..., ta grupa rodaków, która po prostu przyjmuje wszystko na wiarę i u której natura nie zamontowała przycisku „ zacznij myśleć”. Nie zamontowała także przycisku „nie bierz wszystkiego co słyszysz”. Nie robiła bym także wielkiej afery z tego, czy premier w swoich kłamstwach mówi o półtora, czy półtorej roku. Bo ten elektorat, o którym mówiłam wcześniej, i tak takich błędów nie wychwytuje. Ten elektorat notuje w swej pamięci tylko proste zwroty, typu: poprzednicy kradli, sędziowie byli na telefon, Tusk to zdrajca...itd, itp. Mówię to zupełnie szczerze, w przypadku premiera, nie czepiała bym się formy. Zakładam, że jest z wykształcenia ekonomistą, umysłem ścisłym, a ja znam wiele ścisłych umysłów, genialnych ludzi, którzy też nie potrafią sklecić jednego prawidłowego zdania. A mimo to zasługują na nasz szacunek, są dobrymi ludźmi. W przypadku premiera ważniejsza jest treść kłamstw, a nie ich forma.
Bardzo wile emocji wzbudziło także wystąpienie prezesa, który znowu się wysilił na obcobrzmiące słowo, mówiąc o ojkofobii polskich sędziów. Wszystkie telewizje tym żyją od tygodnia.
Nie wiem, po co prezes siedzi po nocach i uczy się tych trudnych, zagranicznych słów. Nie wiem, komu chce zaimponować, a to współczynnikiem animalności niektórych członków społeczeństwa, a to jakąś ojkofobią. Przecież elektorat PISu na pewno się takim językiem nie posługuje, a jestem pewna, że gdyby prezes od razu nie wytłumaczył, o jakie cechy mu chodzi, to i większość jego przydupasów musiała by wujka google spytać, o czym prezes mówi. Słowa kanalia, morda zdradziecka, to jest język, który pasuje do prezesa i który jego elektorat łyka jak powietrze.
Dlaczego uważam, że tak dobrze wykształcony człowiek, jak prezes Kaczyński, uczy się po nocach takich słów? On urodzony w prywatnej kamienicy, który nie zdzierał zelówek na miejskich podwórkach grając szmacianą piłką...No tu się właśnie przyczepię to elokwencji w wypowiadaniu się po polsku. Bo jeśli mnie słuch nie myli, prezes powiedział, że ta obrzydliwa przypadłość o niezwykle wyszukanej nazwie, „dotchnęła” niektórych sędziów. A mnie w tym momencie, jakby ktoś kijem w uszy przypierdolił. Bo o ile premier całe życie operował cyferkami, to można wybaczyć, że zaniedbał nauki humanistyczne, ale prezes jest z wykształcenia prawnikiem, a jego zawód polega na manipulacji słowem. Było by więc dobrze, by właściwie używać języka. Jedno takie słowo świadczy od razu o człowieku: Po pierwsze, że się nie czyta zbyt wielu książek, po drugie, że nawet jeśli się jest prezesem świata, to słoma zawsze znajdzie jakiś kanał, żeby w najmniej odpowiednim momencie wyleźć z butów. Ostatni raz słowo „dotchnęło” słyszałam chyba od mojej babci na wsi, która już 20 lat nie żyje. Wiem, że nasza najważniejsza nauczycielka Zalewska, nie ma dość odwagi, by poprawiać prezesa, który zawsze ma rację, ale może niech chociaż anonim napisze, i niech pan prezes tak nas nie wali po uszach swoją wybitną polszczyzną okraszoną mądrymi słowami, używanymi tylko po to, by nas elegancko obrazić.
A poza tymi dwoma przypadkami językowymi..., jak słyszymy w szklanym okienku, PIS każdego dnia notuje same sukcesy. Zawieszenie KRSu w Europejskiej Sieci Rad, sukces! Przecież sami chcieliśmy z niej wystąpić. Skarga Komisji Europejskiej na Polskę do TSUE, sukces! Dopuszczenie Dudy, żeby sobie postał przy biurku Trampa, sukces! A jakim sukcesem jest orzeczenia sądu apelacyjnego i nakaz umieszczenia sprostowania kłamstw Morawieckiego?! W Warszawie kwiaciarni braknie, kiedy PIS zacznie nagradzać bukietami swoich podwładnych za te sukcesy!
Twórcy Matrixa nie napisali by takiego scenariusza. Nie przyszło by im to do głowy, że w dobie komputeryzacji można wciągać martwe dusze na listy wyborcze, fałszować numery PESEL lub podrabiać podpisy. Nikomu z nas nie przyszło by do głowy, że na listach wyborczych jakiejkolwiek cywilizowanej partii mogą się znaleźć przedstawiciele faszystowskich organizacji i to nie jacyś szeregowi, którzy kiedyś zbłądzili, ale tacy, którzy jeszcze wczoraj palili kukły i wysuwali groźby pod adresem czynnych polityków. Aż dziw bierze, że Jacek Międlar jeszcze nie wpadł na genialny pomysł, by z list PISu kandydować. A my obserwujemy to wszystko każdego dnia, a kiedy nam się już wydaje, że pełzamy po podłodze, bo tylko tam snują się kłamstwa i polityczne obelgi, na dobicie fundują nam film z pobytu pary prezydenckiej w Ameryce. I widzimy „coś”, co powinno być dystyngowaną pierwszą damą, jak to „coś: pląsa po ulicy w rytm okrzyków Konstytucja, wymachując długimi łapskami, jak jakaś przekupka na bazarze. Zero kurwa jakiejś klasy, zero obycia. Na łeb jej już padło o tego siedzenia w zamknięciu, czy po prostu zwyczajnie była nawalona??? Jedyny plus to chyba to, że mogliśmy się przekonać, iż prezydentowa jednak nie ma na stałe przyklejonych dłoni z przodu na wysokości podpiździa... bo bardzo się martwiliśmy o to, kto pierwszą damę ubiera, karmi i kto jej chudą dupę podciera, bo ze sklejonymi rączkami z przodu było by to trudne...
Mówicie, że nic WAS już nie zaskoczy? Mnie PIS zaskakuje każdego dnia. Bo nawet ludzie z nizin społecznych, ubodzy, bezdomni, żebracy, z którymi miałam jakieś kontakty, mają adekwatną do swojej pozycji klasę, a na pewno mają honor. A więc mnie to niestety zaskakuje, kiedy premier kłamie, prezydent na forum ONZ wzywa do reagowania na łamanie praw człowieka i bezprawne zwalczanie opozycji, jakby sam tego nie robił, a pierwsza dama pląsa na ulicy, jakby ćwiczyła rolę do kolejnej ekranizacji „Lotu nad kukułczym gniazdem”.
Mnie to zaskakuje, mnie to boli, mnie to rani, mnie to dobija do ściany.



1 komentarz:

  1. Ależ Goplano, niedoinformowana jesteś. :)
    Pan premier bynajmniej nie zaniedbywał humanistyki, dyplom uniwersytecki w tej dziedzinie posiada, mianowicie magistrem historii jest. Najbardziej boli, że moja własna Alma Mater tak się pomyliła.
    A cyferki to mu się tylko przyplątały w życiorys, jak tatuś po starych znajomościach go do banku wadził kiedyś tam dawno, żeby nie musieć historyka utrzymywać za swoje.

    OdpowiedzUsuń

Wyrwani z kontekstu. Tekst z dnia 22 maja 2019 roku)

Miałam wątpliwa przyjemność słuchania dzisiaj ministra Ziobro... Oj, coś mi się wydaje, że się tu komuś grunt pali pod nogami! Kaczy...