środa, 19 września 2018

Niemożliwe... ( Tekst z dnia 19 września 2018 roku)


Poranny wgląd na portale społecznościowe wprowadził mnie w osłupienie. Zobaczyłam bowiem to upokarzające zdjęcie, na którym Donald Trump podpisuje dokumenty siedząc przy biurku w gabinecie owalnym, a obok niego, jak jakiś kamerdyner, prezydent Duda podpisuje taki sam dokument na stojąco. Wkurzyłam się bardzo w pierwszym odruchu. Nie, nie na Dudę, bo byłam pewna, że taka sytuacja nie mogła się wydarzyć w Białym Domu, gdzie jest bardzo ściśle przestrzegany protokół dyplomatyczny. Byłam wściekła na osoby, które tak ja, nie szaleją za Andrzejem Dudą, bo byłam pewna, że tak obrzydliwe zdjęcie mógł tylko stworzyć jakiś podły człowiek przy pomocy fotoshopa. Niestety, przeglądając post za postem, zobaczyłam tę samą fotografię na murach ludzi, których znam i szanuję, którym ufam i którzy nigdy nie posunęli by się do publikowania tego typu żartu, bez sprawdzenia, że zdjęcie jest autentyczne, a potem zobaczyłam je także w ONECIE i w telewizji...
Powiem WAM, że to jest bardzo niesprawiedliwe, że Andrzeja Dydy nie cierpię od pierwszego wejrzenia, nigdy bym na niego nie głosowała, a po trzech latach rządów uważam go za pajaca bez kręgosłupa, całkowicie pozbawionego własnej woli i honoru. Wytłumaczcie mi więc, dlaczego to tak boli..., dlaczego po raz kolejny odczuwam wstyd?
Spodziewałam się, że na 100% coś w tym Waszyngtonie odpierdoli, no bo to jest Duda, a żenada jest częścią jego osobowości. To, jak nie potrafił się zachować z powagą i podskakując machał do rodaków krzyczących KONSTYTUCJA, było zachowaniem dla Dudy zwyczajnym. Może łudził się, że dziennikarze nie zrozumieją, co rodacy do niego krzyczą i przyjmą założenie, że to były wiwaty uwielbienia na jego cześć. Potem pierwsza superdama Agata, bogini mody klasycznej, pogubiła szpilki wysiadając z samochodu. I na koniec szalony taniec Dudy podczas przywitania, kiedy mu się pomyliły strony lewa z prawą i nie miał pojęcia, z którego boku ma stanąć. Ja wiem, że doktor prawa, nie musi być osobą nazbyt rozgarniętą, bo te studia to mu mama z tatą za łapówki załatwili, ale która jest prawa rączka, a która lewa, uczą już w przedszkolu. A jeśli się zapomniało, to wystarczy chcieć się przeżegnać i od razu prawa rączka dostaje mrowienia, szczególnie, u osoby tak świątobliwej i spędzającej na kolanach połowę życia. No tego to chyba pana prezydenta nauczyli?!... To było oczywiście śmieszne, ale składam to na kark wielkiej radości, jaką odczuwał Andrzej Duda i jego małżonka, z faktu, że po trzech latach wreszcie stanął na progu upragnionego sklepu z prestiżem. Potem panowie pogadali chwilę i chyba dobrze, że nie było przy tym kamer, bo wcale nie miałam ochoty patrzeć, jak się panowie prześcigają w robieniu głupich min, a wiadomo, że obaj mają do tego nadzwyczajne zdolności i warunki fizyczne, bo z takimi gębami to się po prostu trzeba urodzić. Nie miałam też ochoty po raz kolejny wysłuchiwać niezwykle kreatywnej angielszczyzny w wykonaniu Andrzeja Dudy. I kładłam się spać w przekonaniu, że: uf, jakoś przez to przebrnęliśmy. Wizyta zakończona i tragedii nie było. Dopiero to poranne zdjęcie otworzyło mi oczy...
Donald Trump to jest kawał skurwysyna i na pewno nie jest człowiekiem głupim. Ta wymowna scena podpisywania papierów na stojaka obok siedzącego władcy świata, była chyba ostatnim aktem kończącym aferę ustawy o IPN. Trump zaprosił Andrzeja Dudę, nie po to, by pokazać światu, że stosunki polsko/ amerykańskie wróciły do normy. Zaprosił go, by na koniec go upokorzyć... W Waszyngtonie doskonale znają protokół dyplomatyczny i wiedzą, że taka sytuacja jest niedopuszczalna, by dwie osoby o tej samej randze ( prezydenci), podczas wykonywania tej samej czynności ( jedzenia, rozmowy, podpisywania umów), by jedna z nich siedziała a druga stała. Jest to niemożliwe niezależnie od tego, że jedną z tych osób jest prezydent USA, a drugą mógłby być prezydent zupełnie małego i nikomu nieznanego państwa. Przypomnijcie mi, może były takie przypadki w historii nowożytnej dyplomacji?, może po prostu ja o tym nie wiem...
I znowu sytuacja się powtarza, sytuacja symptomatyczna dla ostatnich 3 lat w Polsce. Duda gdzieś jedzie...My, nawet ci gorszego sortu, którzy go nie lubimy, gdzieś w głębi duszy cieszymy się, że zostaje zaproszony przez ważnych sojuszników. A potem na jego ręce ktoś nam składa upokorzenie, na które jako naród nie zasługujemy. To on jest byle kim, to jego nie szanują, a to my wszyscy dostajemy po prostu w twarz. Ja bynajmniej tak to odbieram.
Można nie lubić człowieka, ja też go nie lubię. Można mu napluć w twarz podczas tej rozmowy w cztery czy, a jak znam Andrzeja Dudę i tak by wyszedł z takiego spotkania uśmiechnięty i z poczuciem sukcesu. Ale taka fota, która obiega cały świat, jest wyrazem braku szacunku do urzędu, a nie do człowieka i do narodu przez ten urząd reprezentowanego.
I widzicie Państwo, jakiego mamy prezydenta, cudotwórcę... Podczas jego kadencji, niemożliwe staje się możliwe. Zupełnie, jak w tej bajce o pięknej i bestii. Tylko tam, miłość i dobro przywracało rzeczy piękne, a tu, możliwe stają się rzeczy obrzydliwe, które nie miały miejsca jeszcze nigdy w historii...



2 komentarze:

  1. Samo sedno. Dodam jeszcze od siebie, że Trump nie tylko upokorzył Dudę. On upokorzył nas wszystkich. Duda to nie moja bajka, ale ten palant będąc tam, w jakiś sposób reprezentował również Ciebie i mnie.Dopiero co pozbyliśmy się z kraju Ruskich, a już zabiegamy o nowego okupanta, i jeszcze chcemy mu za to płacić i to ponad 2 mld dolarów, w kraju gdzie jeszcze kilka miesięcy temu brakowało na niepełnosprawnych.. O wiele taniej byłoby mieć poprawne stosunki z sąsiadami. Żenada.

    OdpowiedzUsuń
  2. Calkowicie sie zgadzam, tylko "bynajmniej" nie oznacza tego co "przynajmniej" wiec prosze sobie doczytac albo nie uzywac bez sensu tego slowa bo oczy bola jak sie czyta...

    OdpowiedzUsuń

Nie napisałabym już ani słowa... ( Tekst z dnia 16 lipca 2019 roku)

Jestem na posterunku. Gorąco strasznie, ale nie martwcie się o mnie, ciągle żyję. Lato to dla mnie trudny czas. Mam taki zapierdo...