wtorek, 16 października 2018

Ojciec... ( Tekst z dnia 16 października 2018 roku)

Ludzie to dziwne stworzenia. Jak ognia unikają prawdy. Oszukują się i zamykają oczy, bo tak im jest łatwiej. Ich życie, to wielkie alibi od życia. I nie chcę tu oceniać, czy to dobrze, czy źle, bo każdy człowiek, to osobna historia... A prawda, ona czasami wydaje nam się nie do zniesienia.
I tak, wszystko zaczyna się w życiu rodzinnym. Jesteśmy ślepi oceniając swoje dzieci, pozwalamy im na agresję już w przedszkolu, na traktowanie z pogardą kolegów. Z jednej strony wierzymy, że dziecko z tego wyrośnie, ale gdzieś tam w środku cieszymy się, że to właśnie nasze dziecko rządzi, a nie jest obiektem kpin i maltretowania. Potem dziecko rośnie, a my udajemy, że nie widzimy, z kim się zadaje, że być może pije alkohol, może próbuje narkotyków. I znowu ten argument: że młodość się musi wyszumieć i z tego się wyrasta. A my przecież pracujemy ciężko, by swojemu dziecku dać, co najlepsze, a potem płaczemy i odwiedzamy go w więzieniu, w najlepszym wypadku, bo są i tacy, którym pozostaje tylko postawić nagrobek. Okazało się, że nasze dziecko akurat nie wyrosło, nie zdążyło...zanim dopadła go prawda o nim samym, zanim się zapiło, zaćpało, zanim wypadło z drogi na zakręcie.
Tak samo zachowujemy się w całym życiu prywatnym. Milczymy, kiedy ktoś na ławce przed naszym blokiem otwiera kolejną butelkę piwa, kiedy dokucza wracającym z apteki starcom. Nie będziemy się przecież mieszać, to nas nie dotyczy. My jeszcze jesteśmy na tyle silni, by się obronić. A poza tym, to przecież na tych ławkach siedzą nasi sąsiedzi lub ich dzieci. A z nas tacy dobrzy ludzie i tacy zgodni... Nie przeszkadza nam, chociaż słyszymy zbyt częsty płacz dziecka przez ścianę, nie zwracamy uwagi, kiedy ktoś bije psa, bo to przecież jego pies, więc mu wolno. Kiedy współmałżonek płci obojętnej nas maltretuje fizycznie lub psychicznie, udajemy sami przed sobą, że to nasza wina, albo, że odreagowuje w domu stresującą pracę, a my musimy siedzieć cicho, bo przecież pracuje na nas wszystkich, albo po prostu ktoś nam powiedział, że to życie kurwa nie jest bajką, więc trzeba jakoś dociągnąć do kresu. Wiemy, że sąsiad klepie w garażu samochody, które z racji uszkodzeń nie nadają się już do jazdy. Ale my przecież ich nie kupujemy, my się nie zabijemy na drodze, więc co nas to obchodzi. Wiemy, ze syn sąsiada sprzedaje dragi w gimnazjum, ale sąsiadka, biedna kobieta, załamie się, jeśli zgłosimy to na policję. Pozwalamy bratu zasiąść za kierownica, kiedy wraca z naszych urodzin, a przecież mogli byśmy go uratować. Kolega w pracy staje pijany do maszyny, odwracamy głowę. Przecież nie jesteśmy skarżypytami! Inny kradnie i też nas to nie obchodzi. Tacy jesteśmy...my ludzie, my Polacy. Mogłabym tak chyba do rana wymieniać, te nasze małe grzeszki. Nie takie, które są rzadkie, ale te, które ma na sumieniu każdy z nas i mogę to powiedzieć z cała odpowiedzialnością. Bo każdy z nas uczony jest tego, że sam świata nie zbawi, że nie należy się wtrącać, że ci, którzy chcą coś zmienić mają zawsze tylko kłopoty. Wmawia nam się, że jesteśmy nikim, że nie mamy wyboru, że nie możemy się wyłamać z tej społecznej machiny ułudy, że jesteśmy jej małym, nieważnym trybikiem.
To nie do końca jest tak, że jesteśmy obojętni, bo jeśli ktoś nas zatrzyma w naszym codziennym biegu, jeśli nas złapie za pysk, i palcem pokaże nam z bliska jakąś krzywdę, to nawet nas tak krzywda potrafi zaboleć, a i łzę nie jedną uronimy przy okazji. My po prostu wolimy przechodzić obok życia, bo mamy gdzieś głęboko zakodowany strach, że jeśli otworzymy oczy, wszystko wokół nas będzie jednym wielkim bólem.
Żyjemy więc naszprycowani stereotypami, złudnymi prawdami nie do obalenia, włożeni w ramki, zamknięci w szufladach, bez sił, by cokolwiek zmienić. Czasami, kiedy się patrzy na „człowieka”, to aż dziw bierze, że dokonał się jakiś postęp, że zeszliśmy z drzewa, że wyszliśmy z jaskiń. Pewnie jakiś kataklizm nas do tego zmusił, bo tylko kataklizmy powodują u nas nieskoordynowane napady myślenia.
Wiem, czytacie to i zastanawiacie się, o co mi chodzi? Co mi odbiło i skąd ten moralizatorski wykład?
Powiem tak, nawet czasami tego w sobie nie lubię, że nie potrafię odpuścić. Albo może bym potrafiła, ale bardzo łatwo mnie sprowokować...

Pamiętam, byłam wtedy jeszcze w podstawówce. O, nawet chodziłam wtedy jeszcze do kościoła. I byłam właśnie taka, zupełnie obok życia. Wiara, nie była wiarą, lecz czymś na kształt drzew w parku, które nas otaczają. Czymś oczywistym, istniejącym od zawsze, niepodlegającym dyskusji lecz także nie wymagającym zaangażowania. I wtedy wybrano Polaka na papieża. Tak naprawdę, dopiero wtedy w ogóle zauważono, że istnieje coś takiego, jak papiestwo i takie miejsce, jak Watykan. I Wszyscy byli dumni, bo to w końcu Polak. Oczywiście wtedy nikt nie mówił o tym, że jest to papież polityczny, wybraniec świata nienawidzący komunistów. Narzędzie w rękach przywódców zachodniego świata. Tak, ślepota Polaków, przewyższa ślepotę innych narodów. Od tamtej pory upłynęło sporo czasu. Były zamachy na papieża, były pielgrzymki. Była także Solidarność i powolny schyłek komunizmu. I wszystko wydawało się tak piękne, tak poukładane i takie sprawiedliwe, że to my, nasz papież okazał się sprawcę tego wszystkiego... Tak bardzo się zagubiliśmy, że zapomnieliśmy, że to my wywalczyliśmy wolność, my Polacy.
Pierwszą czarną nutą był jakiś film dokumentalny zrealizowany chyba przez BBC, o pieniądzach Watykanu pranych w mafijnych bankach, o tajemniczym samobójstwie papieskiego księgowego, o drogach, którymi zachód przesyłam pieniądze do Polski i innych krajów obalających komunizm, o brudnym pochodzeniu tych pieniędzy. A potem poszła już lawina...
Potem Było już tylko gorzej.
Ewangelizacja Ameryki łacińskiej, a szczególnie dobre kontakty z mordercą Pinochetem, przymykanie oczu na tysiące ofiar domowej wojny. Przyzwolenie na ludobójstwo w Ruandzie, też w imię walki z komunizmem, całkowity zakaz aborcji, bez względu na wszystko i całkowity zakaz używania prezerwatyw nawet w miejscach, gdzie choroby weneryczne i AIDS dziesiątkowały ludzi, Wykluczenie osób homoseksualnych i pozorne wywyższanie roli kobiety, jako matki i służebnicy rodziny. To tylko niektóre z aspektów pozornej świętości papieża Polaka. Na to wszystko nakłada się ukrywanie problemów pedofilii i ochrona zboczeńców kościelnych...
Naprawdę, nie wspomniała bym o tym ani słowem, bo mamy tydzień wyborczy i na pewno znalazła bym ważniejszy temat, ale uległam prowokacji. Bo przecież dziś jest rocznica wyboru Karola Wojtyły na papieża, więc gdzie nie spojrzysz, tam hymny pochwalne i oślinione gęby piejące z zachwytu nad jego świętością. Naprawdę Polacy? Naprawdę nie potraficie stanąć oko w oko z prawdą? Czy w dobie szerokiej gamy mediów i internetu, nadal będziemy powielać kłamstwa o świętości papieża Polaka? Nie jesteśmy jakąś zahukaną wioską, gdzie znamy tylko jedną wersje wydarzeń i powtarzamy ją bezmyślnie. Dlaczego, mimo ogólnie dostępnej wiedzy nadal się oszukujecie i trzymacie się tego papieża, jak ostatniej deski ratunku. Dlaczego nie wielbicie Chopina, Mickiewicza, Miłosza, Szymborskiej, Moniuszki? Było naprawdę wielu Polaków, z których możemy być dumni, począwszy od Kopernika i Skłodowskiej, a na Wałęsie skończywszy. Dlaczego jesteście ślepi, nie widzicie, że byli byśmy dużo bardziej ludzcy, bardziej nowocześni, bardziej tolerancyjni, gdyby nam się nie przytrafił papież Polak? Kościół katolicki, jest większym zbrodniarzem, niż Hitler. Tak, tak, od razu mnie zlinczujcie, że się ośmielam porównywać papieża do Hitlera. No cóż, pamiętacie taki polski film VABANK ? O, chyba nawet wczoraj leciał w telewizji publicznej. Główny bohater zapytany o to, dlaczego został kasiarzem, odpowiada: „Można kraść jako polityk, albo jako bankier, ale chyba uczciwiej jest kraść, jako złodziej”. I dla mnie tylko taka jest różnica, że uczciwiej jest być po prostu mordercą, niż robić to samo, pozwalać na to samo, jako święty. Rany, zaraz wyjdzie, że chwalę Hitlera.
To nawet nie jest już złość, to uczucie, kiedy obserwuję swoich rodaków w zaślepieniu oddających hołdy JPII. Ja chyba odczuwam w tym momencie litość. Litość, że ludzie mają takie twarde czaszki, że żadna prawdę się do nich nie przedostaje. Że w kwestii papieża Polaka, nie ma ani jednego odważnego człowieka, który by wystąpił w telewizji i zburzył ten mur obłudy. A wiem, że wśród osób powszechnie występujących w różnych programach jest, wiele osób myślących tak samo, jak ja. I nawet obejrzenie filmu KLER niczego nie zmieniło, bo ludzie nadal myślą, że opisane w nim historie, to są jakieś skrajne wyjątki, a poza tym nadal wszystko jest cacy. I wierzą w to, że ich idol, ściskający się w Watykanie z pedofilami, nie wiedział co czynią. A on tylko zamiatał bardzo szczelnie, bo bardzo dbał o swój kościół. O kościół, jako instytucje, nie jako zgromadzenie ludzi wierzących.
Papież kochał tylko tę swoją instytucję. Gdyby kochał ludzi, nie popierał by Pinocheta, nie zamykał by oczu na wojnę w Ruandzie, nie zmuszał do rodzenia dzieci nawet z narażeniem życia, pozwolił by na używanie prezerwatyw ludziom narażonym na AIDS. Jest winien tych śmierci. Święty człowiek, musi być po prostu święty, od stóp do głów i w każdym aspekcie. A coraz głośniej mówi się o tym, że papież dla dobra kościoła porzucił w Polsce kobietę i dziecko. Niektórzy nawet uważają, że to takie bohaterstwo, poświęcić prywatne życie dla Boga...lecz czy wyparcie się swojego syna jest czynem chwalebnym, czy to jest powód do uznania świętości?

A my?..., my żyjemy ciągle jak we mgle. Bezmyślnie powtarzając narzucony nam dekalog, jednocześnie łamiąc go bez żadnego oporu. Bo przecież, czy wszystkie te przykłady, jakie podałam na początku tekstu, nie wpisują się w grzechy przeciwko przykazaniu nie zabijaj? Więc może ja niepotrzebnie się dziwię. Może taka jest moralność nasza, jaka była moralność tego naszego papieża? Może wolimy być ślepi i łudzić się, że jeśli czegoś nie widzimy, to to się nie dzieje...   



2 komentarze:

  1. Dokładnie tak myślę jak Pani. Jesteśmy biednym narodem, bo głupim, a na błędach nie uczymy się, a dalej brniemy w beznadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh jak chciałbym mieć Pani talent do wyrażania swoich myśli . Znowu ja w wielu innych postach czuję jak bym to ja sam pisał. Ale tylko czuję bo niestety nie potrafię.

    OdpowiedzUsuń

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...