poniedziałek, 15 października 2018

Salwy śmiechu. ( tekst z dnia 15 października 2015 roku)


Kiedyś, jeszcze nie dawno, wszystko było proste. Były rzeczy śmieszne i smutne, były dramaty i prawdziwe komedie. Dzisiaj wszystko się pomieszało. A i tak nasze odczucia zatrzymują się na złości i bezsilności.
Nie biorę udziału w kampanii wyborczej. Moje poglądy każdy zna. Jedyne co mogę zrobić, to zachęcać do głosowania. Dla Polski to jest dziś naprawdę ważne, w momencie, kiedy się meldują w okręgach wyborczych dużych miast całe oddziały zwolenników PISu, jednodniowych obywateli z przypadku. Nie chce mi się wierzyć, że ludzie to robią z własnej woli, przemierzają najpierw kawał drogi, by się zgłosić w okręgu wyborczym, a potem za swoje przyjadą zagłosować. Polacy nie są tak chętni poświęcać się za darmochę. A jeśli nie, to pytanie jest, za co to robią? Czym zostali przekupieni, lub czym zastraszeni? I czy to nie jest już oszustwo wyborcze? Czy nie jest oszustwem wskazywanie właściwego kandydata z ambony i straszenie grzechem tych, którzy zagłosują inaczej? Czy te wybory nie powinny zostać uznane za nieważne, zanim się jeszcze zaczęły? Niestety, dziś omijanie prawa stało się modne i nikt na to nie zwraca uwagi. Pamiętajcie więc Polacy, w wyborach naprawdę każdy głos się liczy, bo nawet jeśli przegramy o jeden głos, to i tak przegramy. Nie może zabraknąć WASZEGO głosu, bo w przeciwnym razie, każde słowo, jakie wypowiedzieliście przez ostatnie 3 lata, nic nie było warte.
Kampania, jak płynęła, tak płynie... Premier jeździ po Polsce i kłamie, Jaki biega po Warszawie i wszędzie widzi ruiny, Trzaskowski usiłuje wygrać kulturą osobistą, a prezes obraża Polaków. I co Polacy na to? Wali WAS to?, prawda? Nos przyzwyczaił się już do smrodu kłamstw i manipulacji, a wzrok się odwraca, bo czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Przypominam Wam jednak, że za tydzień czeka WAS pierwszy egzamin, a jeśli go przegracie, to PIS będzie miał już z górki. I pozostanie nam już wtedy naprawdę tylko śmiech. Tylko z kogo się będziemy śmiać? Chyba z samych siebie...
Dziś zabawy dostarczają nam politycy i nie każdy zdaje sobie sprawę, jak bardzo są groźni.
Zacznijmy może od tak zwanej Debaty warszawskiej...
Naprawdę nie rozumiem, po co telewizja organizuje takie przedstawienia. Czternastu kandydatów, z których więcej, niż połowa spadła chyba z księżyca. Normalny spęd wyborczy. Tendencyjne lub mało precyzyjne pytania, na które trzeba odpowiedzieć jednym zdaniem w 45 sekund. Większość tych inteligentów potrzebuje tyle czasu, by zrozumieć pytanie... drugie tyle, by się zastanowić, co by tu odpowiedzieć. Mieliśmy więc sytuację, że pytający swoje, a kandydaci swoje... bo pletli bez sensu, co im ślina na język przyniesie. Jeden tańczy, drugi śpiewa, trzeci gotuje...kurwa, prawdziwe koło gospodyń wiejskich! Oczywiście najlepiej przygotowany był Patryk Jaki. Wyuczone regułki, zupełnie nie związane z treścią pytań i ciągła wojna zaczepna w stosunku do Trzaskowskiego. Dziwię się jednak bardzo wszystkim innym uczestnikom, że nie zareagowali salwami śmiechu na tę rezygnację Patryka Jakiego z członkostwa w swojej partii! Niby to dlatego, by być prezydentem wszystkich Warszawiaków... Ja bym nie umiała się powstrzymać i ryknęła bym śmiechem. Ha, ha, ha, ja chyba już gdzieś ten tekst słyszałam. I tak, jak dla mnie, to sam kandydat sprzedał sobie pocałunek śmierci. Czy my przypadkiem nie mamy bezpartyjnego prezydenta kraju z tej samej partyjnej stajni? Czy on też nie odrzucił partyjnej legitymacji, by być prezydentem wszystkich Polaków? I co z tego wynikło? Nadal jest PISdą pełną gębą! Nadal konsultuje z prezesem wszystkie autografy, zamiast z prawnikami i ekspertami. Bycie bezpartyjną marionetką nie przeszkadza mu pozostać pajacykiem skaczącym na sznurkach, jak mu matka partia zagra. Więc jeśli Patryk Jaki chce iść podobną drogą, to właśnie się publicznie przyznał, których Warszawiaków będzie prezydentem.
Jedyną informacja, jaką można było z tej debaty wynieść, to czytelny obraz trzech stacji telewizyjnych i ich neutralności, bo pani prezenterka z telewizji publicznej dopowiadała za Patryka Jakiego to, czego sam nie zdążył lub zapomniał powiedzieć. No i dowiedzieliśmy się także, że oprócz kilku normalnych kandydatów, mamy też jednego oszołoma, jednego wariata i jedną niezrównoważoną emocjonalnie kobietę. A może dla naszego dobrego samopoczucie, lepiej było by nam tego nie uświadamiać. Ale z drugiej strony...żyjemy na co dzień w takim cyrku, że trochę folkloru politycznego nam też nie zaszkodzi. Obiło mi się ostatnio o uszy, że rząd PISowski po cichu prowadzi tak zwaną odwróconą prywatyzację. W ramach tego procesu, na przykład, skupuje różne, mówiąc ogólnie obiekty, ogłaszając przy tym z wielką pompą, że wreszcie powróciły w Polskie ręce??? Nie, nie chodzi o jakieś pomniki polskiej historii, poniewierające się gdzieś po kątach i garażach w dalekich krajach. Rząd przywraca do Polski to, co od zawsze w tej Polsce przebywało. Tak, jak już pamiętamy, odkupił za ciężkie miliony kolekcję Czartoryskich, która była w Polsce od zawsze, a ostatnio odkupili także Polskie Koleje Linowe, bo podobno cała Polska tego chciała. Oczywiście nie wiemy, co pacjent miał na myśli mówiąc: cała Polska, bo na chuj komuś kolejki linowe na własność i dlaczego mógłby ich tak bardzo pragnąć, skoro i tak nie zobaczy z ich zysków ani centa. Nie wiem, na kim Mateusz Morawiecki chciał zrobić wrażenie tą transakcją, ale mnie tu pachnie centralizacją gospodarki, czyli powrotem do czasów komuny. Ale już zupełnie, ale to zupełnie nie rozumiem, po co rząd kupił lotnisko w Radomiu??? Mnie się naprawdę wydawało, że stolicą Polski jest Warszawa, a Polacy mają tyle szczęścia, że miasto to jest usytuowane w centrum kraju. Nawet, kiedy Okęcie było jedynym lotniskiem w Polsce, wszyscy sprawiedliwie musieli do tej Warszawy dojechać. Myślę więc i myślę, co takiego chodzi po tej małej, skurwysyńskiej makówce prezesa. Czy wzmożony ruch lotniczy jest w tej chwili złośliwie prowadzony nad Żoliborzem, i prezes spać nie może do południa, a może prezesowi się marzy przenoszenie stolicy z Warszawy do Radomia, a może zmienił plany, co do położenia centralnego portu lotniczego? Zupełnie nie rozumiem, dlaczego PIS tak bardzo nienawidzi Warszawy, dlaczego za wszelką cenę próbuje ją osłabić? I dopiero nadworny błazen Marek Suski odpowiedział na moje wszystkie wątpliwości...
Bardzo jesteśmy wdzięczni kochanej władzy za tę troskę, by nam skrócić drogę do Afryki...o ile? O 100 kilometrów? Ktoś mi może wytłumaczyć, na chuj komuś takie udogodnienie? A co z tymi, którzy latają na północ, władza będzie odliczać z ceny biletu koszt za te 100 kilometrów? Ale czego się nie robi przed wyborami? Można nawet kupić lotnisko! Przed wyborami to nawet policja znormalniała. Po raz pierwszy, odkąd PIS przejął władzę, panowie policjanci się pomylili!, i skierowali swoją interwencję, nie na tych „zboczeńców i sodomitów” niosących agresywnie tęczową flagę, tylko na spokojnie stojących z dziećmi patriotów. Mało tego, potraktowała ich armatkami wodnymi i gazem za nic, no za te kilka niewinnych kamieni, które chyba same się wzięły i latały! I jaki to spryciula z tego Brudzińskiego. Nagle, tydzień przed wyborami okazało się, że to prezydent miasta Lublina, członek PO, jest ostoją nietolerancji, a policja własną piersią broni praw mniejszości.
Ja może mam już obsesję i w nic już nie wierzę. Nawet w to, że czasami policjanci mogą się zachować, jak ludzie. Wszędzie widzę ustawki, pozorowane gesty, zaciemnione prawdy. Czy to już jest stan maniakalny, czy tylko system obronny?
Kto by się tego spodziewał jeszcze 3 lata temu..., że kiedyś się obudzimy w takiej Polsce, że ludzie będą kopać się na wizji podczas programu na żywo, że w europejskim kraju będzie się szarpać dziennikarzy, że kłamstwo nie będzie już powodem do wstydu, a nienawiść zostanie najczęściej uprawianym sportem narodowym. Kto by się spodziewał, że można tak szybko upaść i tak nisko, by nie reagować, kiedy na listach wyborczych są faszyści, kiedy nieletnią ofiarę gwałtu nazywa się kurwą, kiedy bicie i kopanie żony sąd uznaje za zwyczajną sprzeczkę małżeńską, a prezydent biega po ulicy z chujami na ustach i jeszcze się uważa za męża stanu.
Tak się to wszystko jakoś pokręciło, że zaczynam powoli widzieć sens w powiedzeniu: „że nikt nam nie wmówi, iż białe jest białe, a czarne jest czarne...” I z niecierpliwością oczekuję dnia, kiedy ten odwrócony do góry nogami świat, powróci wreszcie na swoje miejsce...
Moja ulubiona poetka, Halina Poświatowska, napisała kiedyś w niepolitycznym, a bardzo osobistym wierszu:
W moim barbarzyńskim języku, kwiaty nazywają się kwiaty i o powietrzu mówię, powietrze i stąpając po kostkach bruku obcasami wystukuję: bruk...bruk...bruk...”
A ja idąc tym tropem, powiedziała bym, że przeciwnika politycznego nazywam z szacunkiem przeciwnikiem politycznym, prezydenta, prezydentem, marszałka marszałkiem, premiera premierem..., a pajaca nazywam pajacem..., a szarańczę nazywam szarańczą i strząsam ją z drzewa które obsiadła. Drzewa o imieniu Polska.





2 komentarze:

  1. Musimy sobie poradzić z tą śmierdzącą pleśnią fałszyzmu, bo nas zadusi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle świetny tekst, pozwolę sobie zrobić kopie i opublikować.

    OdpowiedzUsuń

Nie napisałabym już ani słowa... ( Tekst z dnia 16 lipca 2019 roku)

Jestem na posterunku. Gorąco strasznie, ale nie martwcie się o mnie, ciągle żyję. Lato to dla mnie trudny czas. Mam taki zapierdo...