środa, 28 listopada 2018

Dobra zmiana w Polsacie. ( Tekst z dnia 28 listopada 2018 roku)


Telewizja Polsat wkurza mnie od dawna. Ale nie ze względów politycznych. Od jakiegoś czasu nie szukam tam takich informacji. Jestem wierną użytkowniczka Cyfry+, która w swej ofercie ma także Polsat, ale informacje najczęściej oglądam w TVN. Niestety, Polsat jest chyba najbogatszą grupą dostawców telewizyjnych, bo od lat góruje w wykupowaniu wszelkich transmisji sportowych na wyłączność. Jeśli ktoś nie lubi sportu, ma to z głowy, ale ja bardzo lubię oglądać wszelkie relacje, szczególnie, kiedy grają Polacy. Wszystko zaczęło się od poprzednich mistrzostw świata w siatkówce odbywających się w Polsce, kiedy to Polsat posiadając 3 programy sportowe w swej ofercie, uruchomił dodatkowy program tylko na te mistrzostwa. Mogli go oglądać wyłącznie posiadacze Platformy Polsatu, a inni musieli dodatkowo zapłacić. I najgorsze jest to, że jeśli się na co dzień tego Polsatu nie ogląda, nawet nie było wiadomo, że nigdzie tych meczów nie będzie. Dopiero w dniu wydarzenia trzeba było gdzieś na irańskich stacjach szukać transmisji z meczy polskiej reprezentacji grającej w Polsce. Pomijam to, że takie transmisje przez internet nie są do końca legalne, wiec robi się z kibica złodzieja. Jeśli się nie mylę, po tych mistrzostwach Polsatowi zostały cztery kanały sportowe Eleven. które bardzo szybko przejęły wyłączność transmisji na ligę włoska i hiszpańska, które wcześniej były na na canal+sport. Zmusiło to takie osoby jak ja do dodatkowych opłat. No ale cóż, płacę i oglądam, stać mnie. Od nowego sezony Polsat wykupił także transmisje Ligi Mistrzów i wiecie co się stało? Nie, nie daje ich na płatnych kanałach Eleven, uruchomił kolejny pakiet sportowy pod nazwą Polsat Sport Premium. Oczywiście pakiet dostępny dla użytkowników swojej platformy lub dodatkowo płatny. Nie powiedziała bym nic, gdyby tych transmisji było tak dużo, że potrzeba by było dodatkowych kanałów, by wszystko pomieścić. Ale w czasie, kiedy te programy Premium nadają Ligę Mistrzów, na czterech sportowych kanałach Eleven lecą jakieś „stare trupy”, mecze z poprzedniego stulecia. To jest zwyczajne skurwysyństwo i wyłudzanie pieniędzy. Szantażowanie odbiorców, „albo Polsat albo płacisz” i nielegalna konkurencja. Czekam tylko, kiedy wpadną na genialny pomysł i otworzą nowy kanał na skoki narciarskie, które ogląda wielu Polaków, była by okazja znowu zedrzeć parę groszy z klienta. Nie mówiąc już o tym, że od przyszłego sezonu wraca do Formuły 1 Robert Kubica. No dla takiej atrakcji na pewno będzie nowy kanał. Ja rozumiem biznes, ale dostawcy telewizji w Polsce to jest jakaś porażka. Po pierwsze telewizja publiczna, która powinna mieć tak zwaną "misję" i powinna transmitować wszystkie te wydarzenia sportowe, w których grają polskie zespoły. Nie mówię tu o komercyjnych rozgrywkach klubowych lecz o tych, które oglądamy z powodów patriotycznych, a nie tylko sportowych. Ale w telewizji polskiej jedynym promowanym sportem jest procesja na boże ciało i pielgrzymki z buta na Jasną Górę. A sportowym strojem są czarne kiecki. Oprócz tego jest już tylko propaganda i polityka uprawiana w rynsztoku.
Nie jestem już od dawna miłośniczką Polsatu. Należy jednak pamiętać, że to była pierwsza prywatna telewizja w Polsce, która dawała kiedyś zupełnie nową jakość w stosunku do archaicznej postkomunistycznej telewizji publicznej.
Dziś słyszymy z przerażeniem, że na korytarzach stacji pojawiają się nie tylko politycy PISu, ale także bracia Karnowscy i inne czarne owce dziennikarskiego świata. I zastanawiamy się, jak to się stało, że tak wielkie imperium zostało nagle, po cichu i bez żadnego ostrzeżenia wspólnikiem prawicowych mediów... Jak to się stało, że prywatna stacja została zawłaszczona, przejęta, czy nie wiem, jak to właściwie nazwać, przez układy polityczne i kłamliwą propagandę.
Jest to dla mnie o tyle straszne, że ostatnie kilka miesięcy dawały nadzieję na zmierzch „dobrej zmiany”, na powolny upadek PISzewa. Ale skoro środowisko Kaczyńskiego jest w stanie spacyfikować tak wielką i silną stację telewizyjną, to znaczy, że władza jest jeszcze mocna i ma się bardzo dobrze. A ponieważ niestety nie znamy mechanizmu, według którego „dobra zmiana” wkroczyła do Polsatu, mamy bardzo poważne obawy, że w wyniku jakiegoś biznesowego przekrętu, pewnego dnia włączymy TVN 24, a tam też przywita nas PISdowo i ruina.
Drżymy o to, że nic nam już nie zostanie, że w końcu i ten samotny biały żagiel na morzu medialnym, jakim jest TVN, zostanie zatopiony lub przybierze zdradzieckie i pirackie barwy.
Mam nadzieję, że tak się nie stanie, bo najłatwiej zniszczyć ducha w narodzie odcinając go od rzetelnej informacji.
Ja się chyba nie nadaje do życia we współczesnym świecie. Ja go już po prostu nie rozumiem. Nie wiem, jak to możliwe, że ludzie potrafią zdradzić wszystko, nawet samych siebie. Od bardzo dawna czytam i słyszę od ludzi prawicy, że Pan Solorz to złodziej, sprzedawczyk i zdrajca Polski. Że współpracuje z obcymi służbami i działa na niekorzyść Polski, że ją oczernia i jej szkodzi. Pytam się więc jednocześnie tych, którzy tak zawsze o nim pisali, czy teraz to Pan Solorz przestał być już żydowskim pomiotem?, odkąd przeszedł na waszą ciemną stronę? Jednocześnie pytam Pana Solorza, który był traktowany przez prawicę, jak ostatni śmieć, czy nagle stał się głuchy i ślepy, albo ma zanik pamięci? Dlaczego tak łatwo jest zapomnieć o swoim honorze i o swojej twarzy i po co się tworzy prywatne media? Dlaczego człowiek, któremu niczego nie brakuje, niczego nie musi ratować, nagle się sprzedaje i zaczyna służyć siłom niszczącym Polskę. To pytanie pewnie nigdy nie doczeka się odpowiedzi. A może Pan Solorz przejrzał PISowskie plany i po prostu już wie to, czego my jeszcze nie wiemy...Może zrozumiał, że nic się w tym kraju nie ostanie, co będzie wolne, prawdziwe i co nie padnie przed PISem na kolana. Wolał więc zrobić to już teraz, a nie pod przymusem. Tylko jeśli tak jest, to co nas wszystkich czeka? Czy jest jeszcze jakaś nadzieja dla nas szarych ludzi, kiedy silniejsi od nas po kolei się poddają?



poniedziałek, 26 listopada 2018

I Ty mogłeś niechcący zagłosować na PiS... ( Tekst z dnia 26 listopada 2018 roku.)


Polityk ma prawo zmienić poglądy. Może swobodnie przechodzić ze skrajnej prawicy do skrajnej lewicy. Może to nawet zrobić zupełnie bezideowo, licząc na lepszą pozycję polityczną, finansową lub stanowisko. Dla niego, to może być zwykła robota dla zarabiania pieniędzy i wspinania się na wyższe szczeble kariery. Ma do tego prawo, jak każdy z nas. Jest tylko jeden warunek, który musi spełnić zmieniając barwy polityczne. Musi to zrobić tydzień przed, a nie tydzień po wyborach. Bo my wszyscy głosując na Jasia, Stasia czy Zosię, musimy być pewni, że nie głosujemy na Kaczyńskiego. Nie wiem, ilu było wyborców słynnego już samorządowca ze Śląska Wojciecha Kałuży, ale pewnie było kilka tysięcy. I to właśnie o tych wyborców nam chodzi. Nie ma to aż takiego wielkiego znaczenia, że PIS zapuścił korzenie w kolejnym sejmiku, ani to, czy Wojciech Kałuża będzie w tym sejmiku pracował dla swego regionu lepiej z PISem, czy gorzej. Ważne jest, że na końcu tego społecznego łańcucha jest wyborca, który został uderzony w twarz przez polityka, na którego głosował, a jego głos został sprzeniewierzony jego poglądom i jego intencjom. Nasze społeczeństwo jest słabo zakorzenione w demokracji i obywatelskości. Ciągle jeszcze połowa Polaków nie chodzi na wybory, bo im się wydaje, że ich głos się nie liczy. Wojciech Kałuża właśnie pokazał, że faktycznie, głos obywatela jest niczym w stosunku do siły politycznej waluty. I Dlatego należało by pomyśleć o uchwaleniu prawa, według którego polityk, który zmieni barwy polityczne szybciej, niż po upływie jednego roku po wyborach, stracił by mandat. W przeciwnym razie zawsze mogą się znaleźć politycy, którzy będą pełnili rolę koni trojańskich startujących z różnych list wyborczych, a zdobywszy mandat dołączać do partii, na którą ich wyborcy nie głosowali. Takie manipulacje będą zawsze niweczyć nasze wysiłki, by uczyć Polaków postaw obywatelskich i uczestnictwa w wyborach.
Kiedyś uczestnictwo w życiu społecznym, startowanie w wyborach, zajmowanie stanowisk, było zaszczytem i efektem zaufania obywateli. Nadeszły jednak czasy, kiedy zawód polityk, zaczął funkcjonować na granicy prawa, dobrego smaku, obyczaju, honoru i wstydu. My, jako społeczeństwo musimy się bronić przed politykami, którzy nie mają potrzeby posiadania twarzy i kręgosłupa. Powinniśmy mieć prawo wymagać od swego reprezentanta przynajmniej minimum przyzwoitości. Jak widzimy, presja społeczna nie jest w stanie zmusić polityka do postępowania zgodnie z zasadami, trzeba więc uchwalić prawo, które uchroni nasze głosy przed manipulacją. Skoro to społeczeństwo rozdaje mandaty, powinno mieć też prawo odwołać swego przedstawiciela. To by dopełniało formułę demokracji. Powinno się to odbywać przez referendum, lub przez głosy wycofania poparcia przez obywateli, którzy osobiście głosowali na tego kandydata, coś w rodzaju anty-wyborów.
Politycy PIS podnoszą wielki lament w tej sprawie. Wmawiają nam mowę nienawiści i ostrzegają, że taka postawa może spowodować samosąd na polityku i jego rodzinie. No cóż, śmierci nikomu nie życzę, tym bardziej rodzinie, która nic nie zawiniła. Ale takiemu politykowi dała bym parę batów na ryku głównym jego miasta, batów na goła dupę, nagrała bym film z tego podniosłego wydarzenia i puściła w sieć, ku przestrodze... Co oczywiście wydarzyć się nie może, bo metody średniowieczne już nie funkcjonują, a czasami naprawdę szkoda! I wcale mi nie żal Wojciecha Kałuży. Sam to sobie zrobił, sam się zhańbił, dla mnie jest skończony! Do tego wszystkiego uważam go za cepa i głupka, bo przeszedł do partii, której czas polityczny po prostu się kończy. Ile się więc zdążysz nachapać zdrajco!, przez ten rok, zanim twoich sponsorów i mocodawców odeślemy w polityczny niebyt?
Jedno jest już pewne, nawet gdyby pana radnego nagle oświeciło, zrozumiał swój błąd i próbował wrócić do swej poprzedniej formacji, nie ma już dla niego powrotu. Jedyną rzeczą, jaką może uczynić, to oddać mandat na rzecz kolejnego kandydata KO na liście. Pragnę także przypomnieć panu radnemu, że nie nazywa się Kowalski, Nowak, czy Lewandowski i jego specyficzne nazwisko nie zginie w tłumie innych Kowalskich, Nowaków czy Lewandowskich. Nie, żebym się czepiała nazwiska, nikt nie jest winien temu, jak się nazywa. Ale ten człowiek rozsławił swoje na cała Polskę i zawsze już będzie się kojarzyła z błotem politycznym. To nie jest moja wina, ani innych, którzy go krytykują, to on sam okrył hańbą swoją rodzinę. Nigdy mu tego nie zapomnimy i bardzo bym chciała zapytać go, czy było warto. Ale nie dziś, tak za rok, za dwa lata..., kiedy to co zrobił do niego dotrze w sposób znacznie bardziej bolesny, niż nasze dzisiejsze słowa. Bo słowo może ranić tylko ludzi posiadających wstyd i honor. On się do tego grona nie zalicza, zaboli go utrata władzy i łatwych pieniędzy.



piątek, 23 listopada 2018

Tydzień miłosierdzia. ( Tekst z dnia 23 listopada 2018 roku)


Stary, zgarbiony, wychudzony człowiek, stoi zapatrzony w ścianę. Otacza go zewsząd policja. Nie ma odwagi spojrzeć nikomu w oczy, milczy nieruchomo. Tuż obok niego stoi „ten drugi”, wyprostowany, pewny siebie, bezwstydnie odważny, chociaż równie sędziwego wieku, a ludzie skandują jego imię na przemian z hasłem „Konstytucja”. I przez ułamek sekundy widzimy tragiczny obrazek upadłego dyktatora, który nagle opuścił mury pałacu, gdzie wszyscy buli mu czołem do ziemi... i zobaczył prawdziwy świat z bliska, a gorący oddech nadchodzącej sprawiedliwości dotyka jego karku tak wyraźnie, że aż budzi dreszcze.
Wszyscy widzieliśmy ten obrazek i gdyby to nie chodziło o Jarosława, może poczuli byśmy mgnienie litości, widząc samotnego człowieka, wyrwanego ze swego środowiska, przerażonego i zagubionego, który być może właśnie sobie uświadomił, że jeśli opuści swój orszak przyboczny, to nikt „Jarosław Polskę zbaw”, krzyczał nie będzie...

Kiedy tak właśnie analizuję wszystko bez emocji, zapominam o kłamstwach i złodziejstwie i o tym, co władza robi nam każdego dnia, widzę jak bardzo groteskowe i tragiczne postacie grają w tym teatrze. Widzę ludzi, których zaskoczył wyborczy sukces i którzy zmarnowali swoją szansę, a przecież mogli zamknąć usta nam wszystkim, mogli rządzić mądrze i sprawiedliwie. A oni, jak takie owady, które żyją tylko jeden dzień, więc nie zważając na nic, starają się wypić jak najwięcej miodu. Czy zdają sobie sprawę, jakie będzie ich życie po życiu? Co będzie, kiedy cztery lata miną, jak mgnienie oka, a potem trzeba będzie rozliczyć się z każdego słowa powiedzianego w pospiechu? Jak na powrót staną się zwyczajnymi ludźmi, oddadzą limuzyny, pożegnają ochroniarzy. Jak wyjdą na ulicę, między nas... Rasa panów, która zderzy się ze sprawiedliwością ludu twarzą w twarz.
Zawsze warto jest być przyzwoitym, niezależnie, czy jest się na górze, czy chwilowo w dołku, bo w demokracji władza jest stanem przejściowym, a potem trzeba dalej żyć. Budzą więc we mnie litość takie Gowiny, Pietrzaki, Pawłowiczówny, którzy są w stanie tak się upodlić dla tych 5 minut sławy.
Polityka nie jest piękną bajką, która się zawsze dobrze kończy i nawet wilk w końcu odkrywa, że w głębi serca był zawsze jagnięciem. To twarda gra, która na zawsze zmienia ludzi. Jeśli się chce robić coś ważnego, trzeba się w życiu przygotować na kompromisy. Dlatego nie dziwi mnie, że politycy czasami zmieniają barwy klubowe, przechodzą z Nowoczesnej do PO i na odwrót, lub nawet z lewicy zasilają centrum. Bo wszystkie te partie bardzo się od siebie różniąc, mają jednak jakiś ogólnie przyjęty szacunek do praw człowieka i wartości humanitarnych. Ale jeśli ktoś, tak jak ten cały Kałuża na Śląsku, z dnia na dzień się sprzedaje i przechodzi z Nowoczesnej do PISu, robi to 2 tygodnie po wyborach, oszukując swoich wyborców, którzy głosowali na zupełnie inne wartości, jest wart zarówno potępienia ale także współczucia. Bo jaki trzeba mieć gumowy kręgosłup, albo chyba trzeba go nie mieć wcale, by się tak przepoczwarzyć? Nie ma takich pieniędzy, ani takiego stanowiska, dla którego warto było by to zrobić. A tan cały Kałuża, którego gębą wyciera się kurz we wszystkich mediach i na wszystkich portalach, bardzo szybko odczuje na swojej skórze efekt swojej zdrady. Nikt, nigdy mu już nie zaufa. Dla wszystkich będzie sprzedajną kurwą, a władza PIS ma się ku końcowi i wtedy ochrony nie będzie. Nie będzie łatwo wyjść na ulicę swojego miasta z podniesiona głową, spojrzeć w oczy sąsiadom i wyborcom i powiedzieć: to ja, Judasz. . Nie wiem, dlaczego ludzie sobie fundują coś takiego... Stają się, jak ten Radziwiłł, który sprzedał Polskę Szwedom. Hańbią swoje nazwisko, wyrządzają krzywdę najbliższej rodzinie, która potem płaci za ten błąd do dziesiątego pokolenia. Żałosne cienie ludzkich postaci, warte jedynie litości...
I trzeci przykład godny politowania, świeży, z dnia dzisiejszego. Posłanka PISu, Iwona Arent przypomniała sobie po miesiącu, że została kopnięta i obrażona wulgarnymi słowami przez posła PO Sławomira Nitrasa. Szkoda, że sobie szanowna pani nie przypomniała, że została zgwałcona, ale jeszcze wszystko przed nią, może wysili lepiej swoją pamięć. Po pierwsze, mam dwa przeciwne sobie odczucia. Po pierwsze: to jednak jest żenujące, że posłów partii rządzącej i opozycji, nie można nawet na 5 minut wsadzić do tego samego autobusu, bo zaraz dochodzi do awantury. Ale z drugiej strony..., chyba po raz pierwszy w historii, konflikt polityczny jest autentyczny i wiarygodny, bo wcześniej, to się panowie i panie z różnych partii napierdalali tylko w telewizji, ale w kuluarach po programie szli razem na wódeczkę i poklepywali się po ramieniu. A tylko my, barany przed telewizorem emocjonowaliśmy się tym teatrem. Może dobrze więc, że politycy kłócą się także poza kamerami.
Chciała bym jednak zapytać się posłanki PISu, Pani Iwony, dlaczego, skoro poseł Nitras ją obrażał, to się po prostu nie odszczekała. Jest kobitą i chyba natura po coś jej dała narząd mowy. Z drugiej jednak strony, chyba sobie Pani wybrała niewłaściwą osobę na ofiarę. Wierzę, że Pan Nitras ma ostrą ripostę, cechę bezcenna u polityka. Jestem jednak na 100% pewna, że nie kopnął by specjalnie nawet prezesa Kaczyńskiego w ciemnej ulicy pozbawionej kamer ( w przeciwieństwie do mnie), a gdyby to zrobił przypadkiem, na pewno by przeprosił. Niech więc nam pani powie, dlaczego czekała miesiąc z tym oskarżeniem, czy tak długo zajęło pani przekonywanie świadków, by zeznawali na pani korzyść? A może ma pani jakieś nagrania, które mogły by nam wszystkim zdjąć zasłonę z oczu. Nam wszystkim, którzy są przekonani, że mało jest w polskiej polityka posłów dorównujących Panu Nitrasowi w kulturze osobistej.
Naprawdę żal mi was, PISdegeneraci i ich wyborcy. Grunt się wam pali pod nogami od pewnego czasu coraz wyraźniej. Do końca waszej władzy jest już bliżej niż dalej. Wasza partia, co udowodniła wielokrotnie, jest mechanizmem zaprogramowanym na autodestrukcję. Cztery lata minęły szybko i nie zdążyliście się nawet nacieszyć władzą. W rozpaczy łapiecie się chwytów poniżej pasa, kupujecie ludzi, kłamiecie, straszycie i próbujecie wytknąć głowę na powierzchnię. To wszystko jest na nic. To już nie te czasy, by można było przez dłuższy okres oszukiwać ludzi. Uświadamiacie sobie powoli, że na czele waszej armii idzie stary, zmęczony człowiek, który chyba coraz częściej widzi już światło w tunelu do innego świata, a i tak to on jest z was wszystkich najsilniejszy. Bez niego zginiecie. I może jednak mieli racje ci, którzy twierdzili, że nic nie trzeba robić. Że kto, jak kto, ale PIS na pewno sam siebie wykończy przez jedną kadencje. I oby tak było. Oby to wszystko, co nas spotkało i spotka zanim PIS odejdzie w zapomnienie, nie było zapowiedzią katastrofy, lecz tylko małą turbulencją przed szczęśliwym lądowaniem.



środa, 21 listopada 2018

Matki, żony i kochanki... ( Tekst z dnia 21 listopada 2018 roku)


Tak naprawdę nikt nie jest w stanie dokładnie policzyć ilu jest członów PIS. Nieoficjalnie mówi się o około 32 tysiącach czynnych członków, z których tylko 1/3stanowią kobiety, co w tym temacie nie jest zbyt ważne. Gdybyśmy założyli, że każdy z tych żołnierzy ułatwi życie trzem członkom swojej rodziny, to już mamy okrągły milion darmozjadów, którzy dostają najbardziej intratne i najlepiej płatne stanowiska. A przecież nie każdy jest szarą PISzą, im wyższe stanowisko, tym więcej profitów. Ci, u szczytu władzy wsadzają na najlepsze stołki, nie tylko swoje dzieci, nie tylko swoje żony, braci, siostry i szwagrów, ale także byłych partnerów i kochanki. Tak dokładnie nigdy się nie dowiemy, kto jest czyim szwagrem, czy wujem, nigdy też nie zidentyfikujemy wszystkich kolegów, znajomych, ludzi, którzy wykorzystują sytuację tylko po to, by się przy polityku żywić.
To już nie jest jakiś zwyczajny, cywilizowany i kontrolowany nepotyzm, jakiś normalny zysk z tego, że ktoś w rodzinie jest na świeczniku. To system ogólnie zaplanowany i akceptowany, by stworzyć państwo w państwie, by stworzyć nadobywateli, których będę dotyczyły zupełnie inne prawa, niż plebs. Sam Jarosław mówi o stworzeniu nowych elit, nie z ludzi najbardziej wartościowych, najlepiej wykształconych i najbardziej zasłużonych, lecz z tak zwanych naszych, którzy zaślepieni łatwym życiem będą po prostu posłuszni. Ten moralnie podejrzany element, swoisty klan przestępców różnego typu, ma na długi czas zostać elitą Polski, jej laurka i jej głosem na świecie. Aby to wszystko co planuje Jarosław było możliwe do osiągnięcia, potrzebne są nasze, Polaków pieniądze. Bo trzeba stworzyć armię najemników, którzy nie z potrzeby serca, nie z patriotyzmu, bez żadnej idei lecz z chęci zysku i dlatego, że tylko taką mają drogę do kariery, zostaną zmobilizowani, opłaceni i kupieni. Tworzy się więc najpierw imperium finansowe, tworzy prawo, w którym państwo będzie mogło w dziennym świetle każdego uznać za wroga i każdego ograbić, a potem zarządzać jego pieniędzmi w przez siebie zaplanowany sposób.
My, zwyczajni obywatele, ci miłujący demokracje, których nie łatwo jest kupić, zostaniemy poza murami tego imperium, będziemy co najwyżej tylko parobkami, którzy będą na chwałę nowych elit pracować.
To, co się obecnie dzieje w Polsce jest przestrogą i przykładem dla całego świata. Pokazuje, jak słabe fundamenty ma demokracja i praworządność, jak łatwo jest zmanipulować ludzkie umysły populizmem i pustymi hasłami. Zmanipulować tak bardzo, że potem nawet głód i bieda nie jest w stanie obywatelom otworzyć oczu, ani jawne przykłady działania złodziejskiego systemu.
Matki, żony, kochanki... bardzo trudno to ogarnąć umysłem. Nikt nie jest się w stanie doliczyć, tych szwagrów, byłych i obecnych, byłych żon, dzieci z legalnych i nielegalnych związków, żon smoleńskich, do tego przyjaciół z podstawówki, z liceum, ze studiów, z poprzedniej pracy, sąsiadów itd. itd. Licząc po 3 osoby na każdego polityka PISu, moje rachunki są bardzo zaniżone. W końcowym efekcie może się okazać, że tych pobierających profity z racji zwycięstwa w wyborach partii, która z jakiegoś nikomu nie znanego powodu nazywa siebie prawem i sprawiedliwością, jest może nawet 6 milionów ludzi. Tak, 6 milionów nowych PISzy, które zabierają miejsca na rynku pracy uczciwym obywatelom. I być może tak jest, że taki minister, czy poseł wcale nie musi nikomu nic załatwiać, samo posiadanie tego samego nazwiska otwiera wiele drzwi dla innych niedostępnych.
Rzeczniczka rządu, Joanna Kopcińska zaszokowała nas swoją ostatnią wypowiedzią. Stwierdziła cytuje:
Nie ma obszaru, którego polityk czynny, aktywny tak naprawdę nie dotyka. Należałoby więc dzieci polityków wywieźć gdzieś na bezludną wyspę, bo tylko tam polityk nie miałby kontaktów z danym obszarem To nie znaczy, że cokolwiek jest ułatwiane, dzieci polityków, nasze dzieci są młode, zdolne, wykształcone, znają języki i dokonują własnych wyborów życiowych i naprawdę nie potrzebują do tego mamy albo taty” 
Zapomniała pani rzecznik dodać, że ta zasada w żadnym momencie nie obejmuje polityków Platformy Obywatelskiej, a w szczególności dzieci Donalda Tuska. O, im nie wolno pracować w tym kraju nigdy! Bo jeśli się ośmielą pojąć takową prace, to zwołuje się komisję śledczą i krzyczy głośno o trybunale stanu! Nasze równie młode, równie zdolne, świetnie wykształcone i władające obcymi językami dzieci, muszą szukać pracy w Irlandii, Szkocji i innych krajach Europy, często jest to praca poniżej ich kwalifikacji. A wasze pisklęta mają łatwiej w szkole, bo nikt się wam nie chce narazić, łatwiej na studiach, a potem za samo nazwisko dostają dobrze płatna pracę wypychając z rynku osoby naprawdę kompetentne. Takie są właśnie te wasze dzieci i wasi protegowani, może zdolni lecz za gębę przepychani do góry, pnący się na stanowiskach jak dziki, trujący bluszcz, który pożera publiczne pieniądze.
Drodzy Polacy, to już naprawdę długo nie potrwa. Myślę, że afera w KNF to tylko jedna drobne gałązka tego trującego drzewa, jakie PIS wyhodował. Mam też nadzieje, że mecenas Giertych ma jeszcze w swoich archiwach sporo takich akt, które będą powoli budowały PISzom trumnę. Nie jest to jednak powód do wielkiej radości, bo chyba znacznie gorsze jest to, co nas czeka po PISzach. Jak sądzę, budżet państwa zastaniemy pusty, banki jadą na oparach, nie mówiąc o ZUSie i innych funduszach publicznych, na ochronę zdrowia, na policje, na wojsko. Spółki skarbu państwa, próbujące wszystkim wmówić, że przynoszą zyski, mogą się okazać już tylko pustymi, ozdobionymi z wierzchu złotem wydmuszkami. Nie wiemy ile tak naprawdę narobił PIS długów za granicami Polski, jakie za pożyczone pieniądze złożył zobowiązania. Inne sprawy znamy, dewastacja prawa, łamanie Konstytucji, ruina Trybunałów, wojna z Unia Europejską, całkowity blamaż dyplomatyczny, brak wiarygodności.
To może bardzo szybko sprawić, że wrócimy się w rozwoju do początku, do lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy gospodarkę napędzały mafie przemycające papierosy i alkohol. Może się okazać, że będziemy się znowu odwoływać do założeń planu Balcerowicza, by uratować resztę tego, co jeszcze z Polski zostanie.
I pomyśleć sobie, że to wszystko sami sobie zrobiliśmy. Że to wszystko z wiary w demokracje, w jej siłę, która ma rozwiązać wszystkie nasze problemy kartką wyborczą. Niestety, cztery lata to wystarczający czas, by wszystko spieprzyć, by taki kraj doszczętnie okraść, pozostawić ruinę i zgliszcza. Być może wygramy następne wybory, lecz co zastaniemy, kiedy się siła wedrzemy do pałacu? Będziemy jak zwykle wszystko zaczynać od nowa i jak zawsze będziemy mądrzy po szkodzie. Tylko na jak długo nam wystarczy tej mądrości? Czy wreszcie w ramach demokratycznej Konstytucji uchwalimy przepisy, które pozwolą suwerenowi nie tylko wybrać rząd i prezydenta, lecz także go obalić, jeśli się okaże oszustem i złodziejem?
Jedno jest pewne, czeka nas wielkie sprzątanie. Szykujcie więc Polacy miotły w ścierki. I pamiętajcie o tym, że to wszystko sami sobie zrobiliście, że ten los zafundowaliście sobie sami. To nie historia WAS tak krzywdzi lecz WY sami i głupia wiara, że wszystko się samo ułoży. Mogliście temu zapobiec, mogliście zareagować natychmiast. Jesteście poniekąd współwinni.



wtorek, 20 listopada 2018

Ile to nas będzie kosztować. ( Tekst z dnia 20 listopada 2018 roku)

Od MŚ w Rosji, straciłam serce do meczów z udziałem polskiej reprezentacji. Stwierdziłam, że to bez sensu bym ja machała nogami usiłując na odległość wspomóc naszych ( a mam taki odruch, lepiej się nie zbliżać, żebym obgryzała paznokcie, skoro oni na wszystko leją. Mam zwyczajny kryzys piłkarskiego patriotyzmu. Mecze owszem oglądam, ale w zasadzie wcale mnie nie boli, że nasi dostają wpierdol. W końcu, od pewnego czasu, to żadna niespodzianka. Ja tam się nie znam na trenerach i jestem ostatnia, by kogokolwiek oceniać. I nie wydaje mi się winą trenera, że drużyna przez kilka lat gra dobrze i z zaangażowaniem, a potem zachowuje się tak, jakby bawiła się w strajk włoski. Po prostu coś jest tym ludziom, dręczy ich jakaś choroba, może przerost ego, może wszystko już mają i nic ich nie popycha do przodu. Wolą siły oszczędzać na grę w klubach, w których wielu gra po prostu świetnie. Dzisiejszy mecz także oglądałam bez emocji. Byłam przekonana, że przegramy, ale o wynik meczu nie ma co się kłócić. Przegrana jest wpisana w życie sportowca. Trudno jednak nie wkurzyć się na tak zwany całokształt. Wszystko jakoś szło do momentu, w którym Milik wyrównał z karnego. Po pierwsze nie rozumiem ( ale czym dłużej oglądam, tym więcej mam wątpliwości), za co portugalski zawodnik dostał czerwona kartkę za niezbyt brutalny faul, za który oczywiście należał się rzut karny. W efekcie graliśmy przez resztę meczu z przewagą jednego zawodnika i tu się zaczęła żenada. W zasadzie od tego momentu polska drużyna przestała grać, a mecz zaczął przypominać słynny występ naszej reprezentacji z Japonią, kiedy to Robert Lewandowski leżał 5 minut na murawie i odpoczywał. Do tego wszystkiego kamery pokazywały niezwykle rozgorączkowane, porozbierane, wątpliwej urody torsy polskich kibiców. A całą sytuację dopełniała gadka naszych komentatorów, którzy z jednej strony sikali do końca meczy z radości, że taki sukces, bo remis z karnego, a z drugiej strony srali po gaciach, żeby tego cudownego wyniku nie stracić. Chwalili mądrą grę naszych, którzy grając w przewadze nie robili nic!!!, właściwie nie przekraczali środkowej linii boiska podając sobie w czterech miedzy sobą w tę i z powrotem. Jako kibic czuje się upokorzona i ignorowana przez zawodników z mojego kraju. Oni chyba już całkowicie zapomnieli, na czym polega ich zawód. Nie graja tylko po to by nabijać portfele własne i działaczy, bez kibiców taka rywalizacja nie ma sensu. Wiem, że bilet na mecz to tylko kropla w morzu pieniędzy, którymi obracają federacje piłkarskie, ale na co komu taki teatr, w którym aktorzy nie dość, że miernoty pozbawione ambicji, to jeszcze do tego lenie. To po prostu wstyd, że Portugalia, która dwa dni wcześniej grała mecz z Włochami, którzy ich naprawdę solidnie przegonili po boisku, wykazali więcej siły do grania w dziesiątkę, niż nasza wypoczęta drużyna w jedenastu. Naprawdę kiedyś w lepszych lub gorszych czasach dla Polski, sport był zawsze taką oazą, w której zawsze można było się czuć dumnym ze swojego kraju. Pomimo, że nie zawsze odnosiliśmy sukcesy i zwycięstwa, ale widać było wolę walki i zaangażowanie. I to zostało w innych drużynach, które zawsze ogląda się z przyjemnością, nawet, jeśli ponoszą sromotne porażki. Jest jakiś entuzjazm, jakaś pasja. Nasi piłkarze potrafią tylko entuzjastycznie wyryczeć hymn, bo śpiewacy są z nich żadni i na tym się wszystko kończy.
Mamy w Polsce różne platformy serwujące nam transmisje sportowe. Niestety, od pewnego czasu normalne telewizje, które kiedyś transmitowały piłkę nożną, zrezygnowały na rzecz Polsatu i telewizji publicznej. Ja czasami oglądając transmisje po prostu wyłączam głos, bo doprowadza mnie do szaleństwa banda nieprofesjonalnych, chociaż pracujących w tym zawodzie od wielu lat, komentatorów sportowych. Nie mogę tego słuchać, jak mają problem z identyfikacją znanych na cały świat graczy, których nawet ja potrafię po sposobie poruszania się po boisku zidentyfikować. A jeśli już uda im się właściwie zobaczyć, który piłkarz akurat zagrywa, to przekręcają nazwiska, że aż uszy bolą. Czasami to wydaje mi się, że to nie jest tylko brak profesjonalizmu, że ci ludzie po prostu przychodzą pijani do roboty, jeśli, tak jak wczoraj sugerują, że na MŚ nasza drużyna grała mecz z Singapurem. A wczoraj to i tak mieliśmy szczęście, bo nam się nie trafił Andrzej Strejlau jako komentator. No ten przebija wszystkich, zabije każdy mecz, nawet najciekawszy.
Piłkarze grający bez przekonania, trener, który nie potrafi wzbudzić woli walki, kibice, którzy bardziej skupiają się na robieniu zadymy, niż na postawieniu wymagań swojej drużynie, komentatorzy piejący z zachwytu, że wreszcie udało nam się nie przegrać kolejnego meczu i my zaślepieni, którzy się cieszą takim byle czym...Ja bym ten burdel zaorała i postawiła od nowa zaczynając od fundamentów, bo podtrzymywanie obecnego stanu, to wstyd. Sport jest chyba jakimś zwierciadłem dzisiejszej Polski, przepraszam, nie sport, a piłka nożna. Jesteśmy nie tylko państwem z tektury, ale także na kolanie robionym, zszywanym na okrętkę i sklejanym taśma klejącą, w nadziei, że się nic nie rozwali, i będzie jakoś działało. Tak własnie wygląda dobra zmiana obdarta z frazesów i naga. Lichość na każdym kroku, która może nas kosztować bardzo wiele i na bardzo długo.


Kryzysowa wersja wydarzeń. ( Tekst z dnia 20 sierpnia 2019 roku)

Jesteście w szoku po artykule Onetu na temat farmy trolli?, bo ja nie... Jeśli ktoś tak długo, jak ja działa w tematach politycz...