sobota, 10 listopada 2018

Tęskniąc za wilczymi oczami. ( Tekst z dnia 10 listopada 2018 roku)


Czy słyszeliście dziś przemówienie Donalda Tuska? Merytoryczne z wyważoną ilością złośliwości i wyselekcjonowaną satyrą... A czy potem wysłuchaliście przemówienia Andrzeja Dudy? Nie zastanawialiście się czy głowa państwa nie jest przypadkiem pijana, albo naćpana, albo po prostu nie miała pojęcia o czym mówi? „Jakieś rzeczy elektroniczne w polskiej armii”???? „W jakiejś książce bez tytułu i autora”... naprawdę tak trudno przygotować się merytorycznie do takiego wystąpienia?
Nigdy nie chciałam naciskać na Donalda Tuska, bo decyzja o kandydowaniu na prezydenta Polski, musi być jego osobistą, ale porównując go dzisiaj z tym pałacowym idiota, zaczęłam bezwolnie marzyć, że wreszcie coś się zmieni, że nie będę musiała oglądać w telewizji takiego zbioru niedorobionych kolesi, Błaszczaka, Dudy i Szczerski na jednym planie.
Słyszałam komentarze prawicowych polityków, że Donald Tusk przemawiał, żeby znowu Polaków dzielić, że znowu zabłysnęły jego „ wilcze oczy”. A ja tylko widzę strach w szeregach PISu, strach na samą myśl, że ktoś tak wielki, mógłby wrócić do Polski i pozamiatać prawicowe gówno do rynsztoka, gdzie jest jego miejsce.
Niestety, w przeddzień narodowego święta, impreza, na której przemawiał Donald Tusk, jest jednym z niewielu momentów radości, jaki nas dziś czeka.
Mówiłam, że od trzech lat piszę o beznadziejności tego święta i jego agresywnej, narodowej wymowie, że nie ma sensu się powtarzać i opisywać każdego roku od nowa te same sytuacje, że wystarczy poczytać moje listopadowe posty z ostatnich trzech lat i wszystko będzie nadal aktualne. Muszę jednak przyznać, że obóz rządzący potrafi mnie zawsze zaskoczyć. Mamy bowiem taką sytuację, gdy od 100 lat wiedzieliśmy, że kiedyś przyjdzie takie stulecie, a na 12 godzin przed tą wielką data nadal nie wiemy, nie mamy pewności, co się będzie działo. I każdy scenariusz, który się wydarzy, który jesteśmy w tej chwili w stanie przewidzieć, jest po prostu zły dla przyszłości Polski. Może być tak, że słowna umowa między kancelarią premiera i prezydenta, a narodowcami, po prostu przestanie obowiązywać w momencie, kiedy wszyscy staną na ulicy. Trudno jest mi sobie wyobrazić, że ta bezmózgowa masa się opanuje, że nie będą wrzeszczeć homofobicznych i rasistowskich haseł, że nie pójdą w ruch flary i czarne flagi. Jeśli w tym samym marszu będą uczestniczyły władze państwowe, będzie to kompletna kompromitacja. Jeśli nie zareaguje policja, wstyd, jeśli zareaguje, będzie rozpierducha. A nawet według najbardziej łagodnego scenariusza, jeśli uda się tych kiboli i faszystów przebrać w garnitury i przypiąć im biało-czerwone wstążki, to będą oni tylko przebierańcami, a ich prawdziwa tożsamość jest przecież powszechnie znana. Nic, po prostu nic nie jest w stanie zmyć tej hańby, tej umowy prezydenta i faszystów. I jedyne, o co warto zapytać to cena, jaką Polacy zapłacą za to, że narodowcy pójdą jutro obok prezydenta i nie będą rozrabiać. Cokolwiek by się nie wydarzyło, samo wspólne świętowanie z Międlarem i Rybakiem dyskwalifikuje zarówno prezydenta, jak i premiera.
I do tego wszystkiego smutny obrazek widzimy dziś w Warszawie...Co starsi jeszcze pamiętają i skóra im ciepnie widząc, jak nadciągają czołgi i żandarmi, by pilnować porządku, że zamiast świętować w ogródkach piwnych, wśród kolorowych balonów, kiełbasy z grilla, będziemy obchodzić święto niepodległości pod lufami karabinów...
Smutne jest to, do czego PISdy i my w swojej ignorancji doprowadziliśmy Polskę... Smutne jest to, że kraj, w którym łamie się prawa człowieka, KONSTYTUCJĘ i kręgosłup praworządności obchodzi jakieś pozorowane święto. Państwo demokratyczne, to związek wolnych, równych wobec prawa ludzi. Nie ma w nim miejsca na sortowanie. Zmarnowaliśmy wysiłek z 1918 roku, zmarnowaliśmy krew tamtych żołnierzy, zmarnowaliśmy bohaterstwo powstańców, partyzantów i żołnierzy walczących na wszystkich frontach świata. Nie doceniliśmy trudu Wałęsy, Mazowieckiego i Kuronia, zapomnieliśmy o bitych i więziony przez bezpiekę...Czy naprawdę zasłużyliśmy na niepodległość, a może tylko na wieczną walkę o nią?
Wszyscy składają naszej Ojczyźnie życzenia na stulecie. Ale ja nie będę jej życzyć szczęścia, bogactwa i siły. Ja mogę życzyć jej tylko mądrych obywateli, którzy wreszcie zdadzą egzamin z wolności, którzy odróżnią zabobony od dobra obywateli, którzy przestaną być prekursorami w głupocie, w budzeniu się na nowo faszyzmu, w lekceważeniu zdobyczy medycyny, w cofaniu do średniowiecza.
Chciałabym zobaczyć jutro zupełnie inną Polskę, radosną, kolorową, pozbawioną uprzedzeń i ograniczeń. Wiem, że to nie jest możliwe. Dobrze, ze taka Polska żyje chociaż w sercach wielu z nas, że ona żyje we mnie. Ale nie ma wątpliwości, że jutro będzie PISowski chaos i PISowskie kłamstwa. A my, możemy sobie co najwyżej odśpiewać hymn, jedni w przekonaniu, że wreszcie Polska jest wolna, a drudzy w nadziei, że tę wolność wywalczoną z wielopokoleniowym trudem uda się znowu odzyskać.



3 komentarze:

  1. No tak, stacje telewizyjne ostrzą już obiektywy. Wiosną byliśmy światowym centrum antysemityzmu, a jesienią głównym ośrodkiem faszyzmu w Europie. Cholera, czy już tak zostanie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne ale prawdziwe. Mysle, ze najlepsza forma protestu bylaby puste ulice Warszawy - jak po godzinie policyjne i w oknach wywieszne flagi narodowe z czarnym kirem ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na taką solidarność mój naród nie jest gotowy. Na ulicy tłumy i musimy znów w d..ę dostać, żeby rozum wrócił.

      Usuń

Kształt maski. ( Tekst z dnia 9 listopada 2019 roku)

Miałam to wrzucić dopiero jutro. Mam świadomość, że nie ma takich słów, które by mogły podziałać. Ale piszę to wszystko już dziś, bo zaws...