sobota, 8 grudnia 2018

Fotelik rozpaczy... ( Tekst z dnia 8 grudnia 2018 roku)

Bardzo się cieszę, że mój pełen wzburzenia posta na temat różnych przestępstw seksualnych na czele z pedofilia kościelną spotkał się z dużym oddźwiękiem. Szczególnie dziękuję Pani Katarzynie i Pani Dorocie z grupy Dziewuchy, Dziewuchom, które się ze mną nie zgadzają. Zarzucają mi przede wszystkim brak empatii w stosunku do skrzywdzonych kobiet i ze sama nie przezywam traumy, ale wymagam od innych, by się mówiąc krótko i kolokwialnie..., ogarnęły. Postanowiłam wiec odpowiedzieć Pani Katarzynie, która ze mną dyskutowała.
Droga Katarzyno!
Wiesz co, jest mi bardzo przykro, że źle interpretujesz moje intencje. Osobie, która żyje w jakiejś rzeczywistości, jest bardzo trudno się ogarnąć i nie śmiała bym dawać takiej rady. Depresję znam, ale też staram się z nią nie tylko walczyć, ale też wygrywać. Nie, nie tylko farmakologicznie, chociaż też trochę w skrajnych wypadkach. Po prostu staram się dowiedzieć, jak postępować z tym wrogiem, chorobą, która mnie dręczy. Uważam, że wiedza daje nam bardzo wielką przewagę w każdej walce. Ale nie chce tu mówić o sobie. Dla osoby wychowanej w ogólnie przyjętych kanonach, doświadczenie gwałtu może być przeżyciem nie do zniesienie. Ale to nie jest (obiektywnie i na zimno), wina samego wydarzenia, lecz tego miejsca w mózgu, "fotelika", który mamy przygotowany na takie wydarzenie. Fotelik ten kształtuje tradycja, społeczeństwo, wychowanie. A ten "fotelik" mówi nam: To była twoja wina! Teraz wszyscy będą na Ciebie patrzeć, jak na wywłokę, która sprowokowała, zaufała, była naiwna i głupia!, na pewno nikt cię nie zrozumie!, mąż będzie się ciebie brzydził!, będziesz wywoływać tylko litość!, policjanci będą się wyśmiewać po katach... A jak nikomu nie powiesz, to "wydarzenie" sobie usiądzie wygodnie w twojej głowie na tym "foteliku" i będzie ci systematycznie, do końca życia jad wylewać w serce. Będziesz cierpieć w samotności i zabierze ci to całą radość życia, a nawet może je skróci. Ten, kto cię skrzywdził, skrzywdzi inną kobietę, dziecko etc. Taki jest w tej chwili szablon, w którym żyjemy. Nie zmienimy tego z dnia na dzień. Można podnosić kary za takie czyny, można unikać niebezpieczeństwa, ale to się będzie wydarzać. Dlatego, jeśli piszę takie posty, chcę wszystkim osobom powiedzieć, by wyrzuciły z mózgu ten wygodny fotelik, w którym siedzi cierpienie. Może dla osób dorosłych jest to trudne lub wręcz nie możliwe. Bo te ścieżki emocjonalne wytwarzają się człowiekowi do 3 roku życia. Dlatego np. dziecko wychowane w bardzo katolickim domu, które od urodzenia jest karmione religią, będzie miało, mimo najlepszej woli, trudności, by zostać ateistą, takim zupełnym bez wątpliwości i wyrzutów sumienia. Księża doskonale znają tę zasadę, dlatego naciskają, by szybko chrzcić dzieci i kontrolują, czy umieją "dzia bozi" robić, zanim jeszcze zaczną mówić. Ja to piszę, by obudzić w ludziach siłę, by walczyli ze stereotypami w swojej głowie, ale przede wszystkim, by od urodzenia!!! wyrabiali właściwe ścieżki w mózgach swoim dzieciom. Nie zasłaniali oczu, kiedy jest seks w telewizji, nie wyganiali, kiedy się o tym mówi. Małe dziecko nie ma do tego żadnego stosunku, więc będzie pytać. Jeśli pyta, można mu wiele rzeczy wytłumaczyć, można go nauczyć, kto i w jaki sposób może go dotykać, bo bardzo często molestowaniu seksualnemu podlegają maluchy 3,4 letnie a nawet mniejsze. I dziecko musi zawsze wiedzieć, że cokolwiek by się nie stało, może z tym przyjść do matki i ojca i zostanie potraktowane z miłością, godnością i zrozumieniem. Niestety, model wychowania jest taki, że z naszych domów wychodzą mężczyźni "maczo", albo "mięczaki", nie ma nic pośredniego. A dziewczynki wychowywane są na służące, niewolnice i ofiary i jeśli takie nie są, to muszą żyć w poczuciu winy i z wyrzutami sumienia. Uczymy nasze córki gotować, sprzątać, prasować, malować się, nosić szpilki..., i świetnie. Ale której matce przyjdzie do głowy, by wysłać swoją dorastającą córkę na bezpłatny, organizowany przez policję kurs samoobrony? Mało jest takich, nawet jeśli same żyją całymi latami w toksycznych związkach i dostają regularnie po mordzie albo są gwałcone w zaciszu domowym. Mogła bym tak pisać i pisać, ale chcę ci wytłumaczyć, że moim postem nie chciałam ani urazić, ani dotknąć żadnej indywidualnej osoby, tylko wskazać, jacy my jesteśmy, jako ludzkość. Inne zwierzęta mają prosty kodeks, nie szukają drugiego dna i czarne jest zawsze czarne i zawsze bierze u nich górę instynkt samozachowawczy. Nie zmienię zdania, my ludzie, jako gatunek, jesteśmy dziwadłami! Działamy destrukcyjnie w stosunku do samych siebie. Ja może głupia jestem, a na pewno naiwna, ale marzy mi się taki świat, gdzie nikt skrzywdzony nie będzie musiał tego ciężaru nosić na plecach do końca życia w samotności i bez szansy na sprawiedliwość. Trzeba wreszcie oduczyć ludzi nadstawiania drugiego policzka. Może proces zmiany, o którym usiłuję powiedzieć, będzie trwał 500 lat albo więcej, ale od czegoś kurwa! trzeba zacząć. To jest świetny moment, kiedy kościół tapla się we własnym gównie, kiedy kobiety zaczynają rozumieć, że wcale nie musi tak być, jak do tej pory. Kiedy są w stanie się zmobilizować w czarnych protestach lub w grupach takich, jak Dziewuchy Dziewuchom, to znaczy, że już czas zacząć rewolucję! Jeśli kogoś obraziłam, jeśli mi napisał, że jestem nieczułą, nie mam empatii, albo nic nie rozumiem, bo mnie to nie spotkało, to jest już jakiś mój sukces. Bo zazwyczaj to tylko laiki i jakieś pieski, kotki, które bija brawo w komentarzach. A jeśli to kogoś wzburzyło na tyle, by mi odpowiedzieć, to znaczy, że przeczytał, że się zastanowił. I za to dziękuję!
I żeby nie było niedomówień. Mam w swoim mózgu całkiem pokaźny "fotelik cierpienia". Moi rodzice, szkoła, kościół, otoczenie społeczne, wszyscy się bardzo postarali, by był wielki i by mogły na nim wygodnie siedzieć wszystkie moje traumy, wszystkie moje leki i porażki. Natomiast moje sukcesy właściwie walają się po kątach w zapomnieniu. Każdego dnia wstaję i rozbijam ten fotelik siekierą, chociaż mi się czasami nie chce żyć. A on odrasta, jak smocza głowa. I zazdroszczę ludziom, którym się wszystko udaje bez trudu, którzy tylko pomyślą, a już im się spełnia. Ja muszę wszystko wydrapać pazurami... Mówi się, że to kwestia wiary, a ja myślę, że oni nie mają "fotelika".


2 komentarze:

  1. Goplano,nastepny tekst-przemyslenia-i moja pelna zgoda z calym "listem"-rozumuje w taki sam sposob jak pani.Mimo ,mojego-mocno "doroslego"wieku-mimo wychowania w tradycyjnie myslacej(kosciol)-ale kobiecej-rodzinie,a moze wlasnie z tego powodu-no i chyba mimo wszystko,dzieki moim osobistym genom-od zawsze widzialam i nie zgazalam sie z narzucaniem mi jakichkolwiek postaw z ktorymi sie nie zgadzalam.Naturalnie,taka postawa -szczegolnie,w mlodosci-kiedy jestesmy zalezni od innych-nie zawsze daje sie w 100 % zrealizowac.Szczesliwie,kompromisy na ktore musialam zdecydowac,nie pozostawily negatywnych skutkow.A wrecz umacnialy.A wiec ,wydaje mi sie-ze naleze do osob z mocnym,stabilnym charakterem.Zdaje sobie sprawe,ze "nieszczescia" i problemy ,ktore mnie spotykaly-nie byly do dzisiaj -dla mnie-tak"straszne"aby mnie zalamac.Ale kazdy reaguje inaczej. Ta "granica"bolu i wytrzymalosci psychcznej jest bardzo rozna.Mysle,ze moj sposob na "bol"i problemy z psyche.to -za kazdym razem-wyjscie i zamkniecie sprawy ktora nas niszczy.Na szczescie,bylam w stanie w takich sytuacjach-zmieniac swoje zycie -nie patrzac na konsekwencje-lacznie ze zmiana pracy,miejsca zamieszkania i oczywiscie konczenie znajomisci z toksycznymi ludzmi.Zdaje sobie sprawe,ze nie wszyscy i nie zawsze sa duze i radykalne zmiany mozliwe.W wiekszosci ,to co "siedzi" nam w glowie,jest najtrudniejsze do zmiany i nie pozwala nam zobaczyc mozliwosci jakiejkolwiek zmiany.Ale w podstawowych ,zasadniczych sprawach-ktore nas "zbijaja"psychicznie nie mozemy sobie pozwolic na brak dzialania,aby sie ratowac.Wtedy trzeba postawic eszystko na jedna karte-zadac sobie pytanie-skoro teraz nie moge z tym dalej zyc,jezeli juz gorzej byc nie moze-to co strace-jezeli sprobuje cos zmienic?A przeciez ,zawsze jest szansa ,ze bedzie troche lepiej.A teraz jeszcze kilka slow o sytuacji kobiet w naszym kraju.Jest zle-po prostu zle-a glownym sprawca tego calego zla-to instytucja kosciola katolickiego.Prosze rozdzielic kosciol od wiary,aby nie bylo nieporozumien.Nie wolno nam tej sytuacji tak poprostu zignorowac.Nawet jezeli ta walka bedzie trwac dlugo i bedzie b.trudna,nie mozemy "odpuscic".Polecam akcje Kuby Watlego Tv3 w internecie (rowniez na FB)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem tu, aby poświadczyć, co ten wielki rzucający zaklęcie zrobił dla mnie. Nigdy nie wierzę w rzucanie zaklęć, dopóki nie miałem ochoty tego spróbować. Ja i mój mąż mieliśmy wiele problemów z życiem razem, on nie zawsze będzie mnie uszczęśliwiał, ponieważ zakochał się w innej kobiecie poza naszym małżeństwem Starałem się, żeby mój mąż opuścił tę kobietę, ale im więcej z nim rozmawiam Im bardziej mnie zasmuca, tym moje małżeństwo popadło w rozwód, ponieważ nie zwraca na mnie uwagi. Tak więc z całym tym bólem i niepokojem, postanowiłem skontaktować się z tym rzucającym zaklęcia, aby sprawdzić, czy wszystko może się między mną a mężem wytrenować. ten czar DR PEACE powiedział mi, że mój mąż jest naprawdę w wielkim bałaganie, że był czarującą magią, więc powiedział mi, że zrobi wszystko jak zwykle. kontynuował i rzucił zaklęcie dla mnie, po 3 dniach rzucił zaklęcie na mojego męża, który całkowicie się zmienił, przyszedł przepraszając mnie i mówiąc, jak mnie potraktował, że nie wiedział, co robi, ja i mój mąż wracamy Naprawdę dziękuję DR PEACE za przywrócenie mojego męża do siebie, chcę, żeby wszyscy skontaktowali się z nim dla tych, którzy mają jakiekolwiek problemy w związku z problemami związanymi z małżeństwem i związkami, rozwiąże to dla ciebie. Jego adres e-mail jest tutaj: doctorpeacetemple@gmail.com
    WhatsApp: +2348059073851
    Viber: +2348059073851

    OdpowiedzUsuń

I po co kochać ten kraj? ( Tekst z dnia 21 maja 2019)

Słuchanie informacji w środkach masowego przekazu, śledzenie mediów społecznościowych i czytanie gazet, może prowadzić człowieka do ...