poniedziałek, 28 stycznia 2019

Milczenie nad trumną. ( Tekst z dnia 28 stycznia 2019 roku)

Paweł Adamowicz był człowiekiem czynu. Nigdy nie miał dość upiększania Gdańska. Nie milczał wobec ludzkiej krzywdy i cierpienia. Nie sądzę, by zostawił nam w testamencie milczenie.
Tragicznej niedzieli 13 stycznia, przełączyłam telewizor na TVN 24 gdzieś 10...no nie później, niż 15 minut po zdarzeniu. Jeszcze nie było dokładnie wiadomo, jak ciężkie są obrażenia prezydenta Adamowicza, nawet mówiło się o „skaleczeniu ostrym narzędziem”, było wielkie zamieszanie informacyjne i szok. Jedno było pewne prawie natychmiast, władza informowała, że napastnik cierpiał na schizofrenie paranoidalną i recytowała z pamięci życiorys mordercy. Nie chce tu wchodzić w jakieś teorie spiskowe, że ten życiorys leżał na biurku Brudzińskiego i czekał na odpowiednie wydarzenie. Było by to głupie z mojej strony sugerowanie, że PIS maczał palce w morderstwie. Aż tak głupi to oni nie są, a cała ta sytuacja najbardziej obciąża ich. Prawdą jednak jest, że od tego momentu, każdy PiSdowiek zaczyna dzień od zdania, „to był człowiek chory psychicznie i niepoczytalny”. Nie czekają na wyniki badań i diagnozę lekarską. Po prostu powtarzają to, jak modlitwę. Aż się rzygać chce od tego pieprzenia. Niektórym się niestety zdaje, że słowo wielokrotnie powtarzane, ciałem się staje, ale niestety... Gdyby tak było, to ja bym każdego dnia powtarzała: „10 milionów euro, 10 milionów euro”...i czekała, aż się pojawi coś na moim koncie. Mam też już naprawdę dosyć gadania o tym, że wszyscy są winni, że obie strony nawalają się po równo i że trzeba kurwa, naprawę zacząć od siebie. W ramach tego wybuchu miłości dla całej ludzkości, niektórzy biegają ze znakiem pokoju, nadstawionym, drugim policzkiem i dłonią wyciągniętą do zgody. A „dobra zmiana” tylko na to czeka, byśmy z pokorą przyznali się do naszych grzechów, a im wszystkie winy odpuścili i to bez spowiedzi.
Z uporem maniaka wyciąga się kilka (naprawdę na przestrzeni lat to jest kilka) ostrzejszych wypowiedzi członków obecnej opozycji i usiłuje postawić znak równości między tym, co się działo w ostatnich kampaniach wyborczych ze strony PISowskich trolli, a językiem opozycji. Przypominam, że opozycja nigdy nie posługiwała się spreparowanymi dokumentami, wyciągniętymi z kosmosu życiorysami oponentów politycznych, zdjęciami z wykrzywionymi twarzami ( Niezależna.pl i Fronda nadal modyfikują zdjęcia), a żon polityków PISu nie nazywano spadochronami lub poduszkami powietrznymi ze względu na problemy z nadwagą. ( Tak określały trolle Panią Komorowską). Przypomnijcie sobie słynne zdjęcia Donalda Tuska w mundurze faszysty, z członkiem wystającym z czoła, czy jako oblubienicę w welonie u boku byłego prezydenta. Jeśli sobie ten chlew porównacie, sformułowanie Radka Sikorskiego, „dorżniemy watahy”, albo tekst Schetyny o spadającej z drzew szarańczy, można by uznać za czystą poezję. Nie ma żadnej równowagi między różnymi sformułowaniami opozycji, a tym, co robi propaganda prawicowa. Nie spotkałam się nigdy z fałszywi oskarżeniami lub kłamstwami na temat polityków PISu, nawet wtedy, kiedy w telewizji publicznej rządziło PO. Owszem, może czasem coś przemilczano, czegoś nie dopowiedziano, ale nie wydawano wyroków, jak to robi teraz machina Kurskiego. Kiedy były afery: taśmowa czy hazardowa, TVN 24 jeździł po Platformie jak po łysek kobyle nie oszczędzając nikogo. Nie dajmy więc sobie wmówić, że wszyscy tak samo ponosimy odpowiedzialność za to, co się zdarzyło w Gdańsku i nie dajmy sobie zamykać ust, bo jeśli ktoś powinien siedzieć cicho nad tą trumną, to przede wszystkim PIS!
Minęły już 2 tygodnie i myślę, że nasze milczenie powinno się skończyć. Tym bardziej, że w PISie, oprócz szybkiej diagnozy psychiatrycznej wobec sprawcy i nawoływań, byśmy to my skończyli z mową nienawiści, coraz częściej słowo morderstwo zastępuje się słowem wypadek. Za chwilę się okaże, że to Jurek Owsiak zostawił nóż na scenie, a Prezydent Adamowicz się potknął i nieszczęśliwie na ten nóż upadł. Nie możemy dopuścić do tego, by przekręcono wszystko i obrócono na swoją stronę. Prawda jest tylko jedna, widzieliśmy ją wszyscy na żywo lub na nagraniu, a morderca dokładnie wykrzyczał swój polityczny manifest. Krzyczał go zresztą już od dawna w więzieniu i gdyby jego celem był Jarosław Kaczyński, to Brudziński na pewno by go usłyszał i nie lekceważono by jego słów.
Tymczasem widzę błędne koło. Opozycja nie ma żadnego pomysłu na to, by zapobiec w przyszłości podobnym sytuacjom, a Ziobro ma pomysł tylko jeden, ten sam co zawsze: żąda by podwyższyć wyroki. Jak zwykle, PIS wkręca opozycję. Jeśli nie poprą prawa zwiększającego kary za mowę nienawiści, zostaną okrzyknięci jej zwolennikami i cała wina za śmierć Adamowicza spadnie na nich. Jeśli poprą, ukręcą bicz na samych siebie i na nas wszystkich, a PIS to sprytnie wykorzysta. Bo kto będzie oceniał, co jest mową nienawiści, a co nie? Oczywiście, że oni! I nie będzie można nawet pierdnąć w ich kierunku, by nie zostać przestępcą.
Słyszałam ostatnio w różnych debatach taki pogląd, że wolność słowa nie powinna mieć żadnych ograniczeń i powinniśmy brać wzór z USA, gdzie nie ma paragrafów na to, co wolno, a czego nie wolno powiedzieć. Obiektywnie się z tym zgadzam, bo prawo ograniczające tę wolność powinno być ścisłe ( nawet pomijając złe intencje PIS). Trzeba by przeanalizować cały słownik i wyznaczyć ,co jest dozwolone i w jakim kontekście. Czy, gdyby Schetyna zamiast szarańcza użył słowa szerszenie, to było by lepiej, czy gorzej...itd
Tego się nie da zrealizować i prawo będzie martwe, a rządzący będą zawsze je wykorzystywać na swoją korzyść. Moim zdaniem wolność słowa powinna być czarno biała, czyli wolno jest powiedzieć wszystko. Problem nie jest z tą wolnością lecz z odpowiedzialnością za słowa. Bo jak naprawdę jest w USA? Tam oprócz wspomnianej wolności, jest zdrowy, prężny system sadownictwa. Sprawia on, że ludzie odpowiadają, najczęściej finansowo, za to, co powiedzieli. Często mnie to śmieszy, kiedy w Polsce, ludzie ze świecznika straszą kogoś tak zwanym wejściem na ścieżkę prawną w związku z pomówieniami. Odbywają się takie procesy, w efekcie których jedna strona musi drugą przeprosić, napisać sprostowanie i wpłacić jakąś kwotę na cel charytatywny. Kwoty te są zazwyczaj mało dolegliwe, a skazany zaraz za progiem sądu zaczyna od nowa popełniać to samo przestępstwo. Gdyby jedna, (tak, jak w USA) za straty wizerunkowe, za poniesione krzywdy moralne, za znieważenie, utratę zdrowia, sądy zaczęły zasądzać milionowe odszkodowania, sytuacja uległa by zmianie. Gdyby na przykład, kierowca, który kogoś uczyni kaleką, nie szedł do ciupy i żył na nasz koszt, ale musiał wszystko sprzedać, by zapłacić odszkodowanie ofierze, a potem płacić dożywotnią rentę, to by drugi raz pijany omijał szerokim łukiem swój samochód. Gdyby premier Morawiecki, który reprezentuje partią Prawo i Sprawiedliwość, musiał z kasy tej partii zapłacić 50 milionów złotych partiom PO i PSL, które naraził kłamstwem na utratę wizerunku, to by mu się szybko morda wyprostowała i przestał by kłamać. Gdyby Krystyna Pawłowicz, musiała raz czy drugi, za swoje wulgarne wypowiedzi zapłacić odszkodowanie, to też by się sama wypisała z mediów społecznościowych. A swoje wątpliwej szczerości przeprosiny, niech pan premier sobie wsadzi w dupę! Jeśli chcemy wolności, jak W USA, to odpowiedzialność musi być taka sama, a życzliwe grono zgrabnych adwokatów, będących na procencie od zasądzonej sumy, powinno stawać na głowie, by jak najwięcej wydusić od pozwanego.
Nie można wprowadzić amerykańskiej wersji wolności słowa tylko w połowie, bo była by to anarchia.
Uświadomiłam sobie to wyraźnie dopiero podczas pierwszego wywiadu Magdy Adamowicz w TVN 24 i przeraziło mnie to, że w Polsce człowiek nie ma praw jako obywatel i praktycznie nie istnieje domniemanie niewinności. Bo oczywiście, prokurator ma prawo postawić komuś zarzuty, a policja ma prawo prowadzić śledztwo. Ale dopóki sędzia nie uderzy młotkiem w stół wydając wyrok, człowiek powinien być traktowany, jako niewinny. Nie ma prawa nikt nękać jego i jego rodziny, nie ma prawa telewizja wydawać wyroku, nie ma prawa dręczyć jakiś pachołek polityczny w mundurze. Jest to dla mnie nie do pomyślenia, że rodzina musiała siedzieć cicho i znosić upokorzenia. Nikt nie jest winny, nawet jeśli jest złapany na gorącym uczynku lub z bronią w ręku. A nawet, kiedy już zapadnie wyrok, to szacunek do człowieka należy się nawet skazanemu. I nie wolno dręczyć jego rodziny, bo ani żona, ani dzieci, ani brat czy matka, nie dostali wyroku. Pani Adamowicz powinna mieć możliwość wziąć adwokata i żądać zadośćuczynienia za to szczucie, za szkody moralne, za utratę zdrowia. To jest jakiś matriks, że Polak chcąc uzyskać jakąś sprawiedliwość, musi się zwrócić do Trybunału w Strasburgu, bo we własnej Ojczyźnie nie znajdzie pomocy.
Nie wiem, jak WY, Drodzy Rodacy, ale ja nie zamierzam milczeć, ani nie zamierzam zmieniać swojego języka, nadstawiać drugiego policzka i przekazywać znaku pokoju komuś, kto wypina na mnie goła dupę.
My w Polsce jesteśmy tak wychowywani... Mówi się nam, żeby zawsze trzeba dobrem zwyciężać zło. Mówi się także, że mądry powinien ustąpić głupiemu. Dzięki tym zasadom, od wieków w Polsce króluje głupota i nikczemność. Ja się na to nie zgadzam. Nie zamilknę więc, nawet gdybyście mieli się wszyscy ode mnie odwrócić, nawet, gdybym miała pozostać jedyną osobą, która krzyczy.


1 komentarz:

Wielka ucieczka. ( Tekst z dnia 21 lutego 2019 roku)

Właściwie powinniśmy się cieszyć, że się oczyszcza atmosfera i że będzie dużo mniejszy smog w sferze politycznej. Nie powinniśmy się też d...