piątek, 8 lutego 2019

Ojcowie wojny. ( Tekst z dnia 9 lutego 2019 roku)


Kiedy człowiek umiera, słowa są zbędne. Lepiej jest milczeć, a ocenę jego życia pozostawić dla siebie. Kiedy umiera polityk, milczeć nie wolno, bo jego życie wyznacza nam drogi. Dlatego powinniśmy zawsze dokonywać oceny. Nie dlatego, by go pośmiertnie skrzywdzić, lecz by mógł być dla nas wzorem lub byśmy mogli w przyszłości nie popełniać jego błędów. Dlaczego jestem wrogiem milczenia nad polityczną trumną.
Nie jestem żadną wyrocznią, zawsze to potwierdzam. Mogę mówić tylko o tym, co sama przeżyłam, lub o moich osobistych odczuciach.
O zmarłym Janie Olszewskim powiedziano dziś wiele słów. Dla nowych pokoleń nie był politykiem zbyt znanym. O jego działalności jeszcze sprzed III RP, coś mi się tylko obiło o uszy. Wiem, że bronił opozycjonistów i chwała mu za to, bo na pewno był to dowód odwagi.
Wiele osób mówi o nim bardzo ciepło i prosi, by nie oceniać go tylko ze względu na krótki okres premierowania i słynną „nocna zmianę”. Niestety dla mnie właśnie to wydarzenie jest najważniejsze w karierze tego polityka.
W tamtych czasach polityka nie interesowała mnie jeszcze tak bardzo.
Zaczynałam dorosłe życie, a Polska była w trudnej sytuacji gospodarczej. Bardziej interesowało nas, jak dociągnąć finansowo do końca miesiąca. Pamiętam jednak bardzo dokładnie tamtą noc, bo to był taki moment, kiedy zniknęły nasze złudzenia. Ta radość z dokonania czegoś wielkiego, obalenia komunizmu, zjednoczenia narodu, powiewu wolności, to wszystko nagle zniknęło. Odarto nas ze złudzeń, że wreszcie jest inaczej, niż zwykle. Okazało się, że wcale nie wszyscy jesteśmy tacy solidarni i tacy pełni entuzjazmu.
Niektórzy dzisiaj nazywali Jana Olszewskiego ojcem ojców dzisiejszej „dobrej zmiany”. Dla mnie to polityk, który raczej jest ojcem wojny polska-polskiej. Być może trochę zbyt pochopnie, bez zastanowienia i bez złych intencji, Jan Olszewski zapoczątkował tamtej nocy coś, co chyba właśnie teraz przeżywa apogeum. Rozpoczął brutalny podział Polaków.
Może więc jego odejście należy potraktować trochę symptomatycznie.
Może to znak, byśmy wreszcie przestali wzajemnie się oskarżać, szukać na siebie kwitów i podstępnie się nagrywać, a zaczęli rozmawiać, może z taką samą zaciekłością, ale o konkretach i bez nienawiści?
Może to, co się wtedy zaczęło, to szczucie, te plemiona, to szaleństwo..., może warto było by także już złożyć do grobu?
Czy wierzę, że to możliwe? Nie, to tylko marzenie. Bo po Janie Olszewskim, który chyba nie chciał rozpocząć tej wojny, przyszli inni, którzy doskonale się tą niezgodą w narodzie bawią. Z małej iskry, którą można było szybko ugasić, rozdmuchali pożar, który nas dusi. Dopóki oni będą mieli coś do powiedzenia, duch tamtego wydarzenia będzie rozdawał karty i przesuwał pionki na szachownicy. A Jan Olszewski będzie wizytówką naszej wojny domowej na słowa.



2 komentarze:

  1. Macierewicz do końca był przy Olszewskim musiał być pewny czy przypadkiem Olszewskim na niego i dobrą zmianę jakieś dokumenty

    OdpowiedzUsuń
  2. Aleeee drętwy ten tekst...

    OdpowiedzUsuń

Kształt maski. ( Tekst z dnia 9 listopada 2019 roku)

Miałam to wrzucić dopiero jutro. Mam świadomość, że nie ma takich słów, które by mogły podziałać. Ale piszę to wszystko już dziś, bo zaws...