środa, 6 marca 2019

Ławeczka dżentelmenów. ( Tekst z dnia 6 marca 2019 roku)


Tak bardzo chciałabym coś napisać, ale nie za bardzo jest o czym. Po prostu, nikt dziś niczego spektakularnego nie odpierdolił ( na razie). Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do PISowskiej rzeczywistości, że bardzo trudno nas czymkolwiek zaskoczyć. Tak naprawdę, jeśli ktoś kogoś nie zamorduje, to reszta jest po prostu zwyczajną PISowską codziennością.
No.., na przykład prezydencki minister Szczerski... Powiedział, co powiedział. A potem przeprosił. Ale gdybyście dokładnie przeanalizowali te przeprosiny, zobaczyli byście, że on wcale nie przeprosił, za to, co powiedział. Poszedł chłop o wiele dalej: przeprosił za tych, którzy „zmanipulowali” jego wypowiedź, za tych głupców, którzy go źle zrozumieli, a także za tych, którzy wyrwali jego wypowiedź z kontekstu. Ale kurwa, w żadnym wypadku nie przeprosił w swoim własnym imieniu... Przecież, nie on jeden ma z przepraszaniem problem. W zasadzie każdego dnia, politycy PISu coś głupiego „walną” przed kamerami. Ale potem się okazuje, że to my, społeczeństwo, jesteśmy za głupi, by właściwe intencje przedstawiciela narodu zrozumieć. Na przykład pan premier, który roztacza od dawna obraz, jego zdaniem, krainy miodem i mlekiem płynącej, takiej wspaniałej Polski, która mu się marzy. Czyli Polski prawdziwej i tradycyjnej, w której przeciętny obywatel płci męskiej, słabo wykształcony przez kiepsko opłacanego nauczyciela, nie dąży do awansu społecznego. No bo kurwa po co?! Gdyby chciał się kształcić, zdobywać tytuły, to by go bardzo drogo kosztowało i przez całe życie klepał by biedę. Ale jest lepszy sposób na życie. „Zawodówa” odbębniona w dowolnym kierunku, kursy przygotowawcze do łopaty. A potem licha praca, ale bez podatku. I tylko trzeba się spieszyć, by do 25 roku życia się ożenić, a potem, jak najszybciej postarać się o dziecko. Bo, kiedy w wieku 26 lat straci się ulgi, to wypadało by mieć chociaż jedno „pińset”. I tym sposobem ciągłość życia na koszt innych współobywateli zostaje zachowana. A że pan domu specjalnie do roboty zawodowej przykładać się nie musi, to gania za swoją żoną, jak za suka z cieczka, bo jedno „pińćset” to dla osiągnięcia właściwego standardu życia zbyt mało. Tym sposobem, co rok to prorok. Kobieta może mieć dzieci...niektóra nawet powyżej pięćdzisiątki, więc spokojnie po urodzeniu ostatniego „pińćset” dociągnie do minimalnej emerytury, choćby w swoim życiu nie przepracowała ani godziny! Taki oto model prawdziwie polskiej rodziny marzy się panu premierowi. A do tego, jaka to będzie piękna i tradycyjna rodzina. Tylko pan premier nie ujawnił w swoich planach, skąd sprowadzi niewolników, którzy na to wszystko będą pracować. Matka, a dała jej to natura, zawsze kocha swoje dzieci. Nawet wtedy, kiedy ich ma dwanaścioro. A więc nie będzie jej w głowie spełniać swoich podstawowych, acz kobiecych potrzeb. Nie przyjdzie jej do głowy, że gotując w wielkim garze rosół, piekąc niedzielne ciasto lub klepiąc schabowe, pomalować paznokcie, albo oko tuszem podkreślić, że o modnych ciuchach i ich przydatności przy garach nie wspomnę. No i jaka to oszczędność, kiedy kobieta nie ma czasu głowy z chałupy wystawić, wystarczy zwykły fartuch w kwiatki i kapcie. I zapewne nie przyjdzie jej do głowy, jak tym rozwydrzonym, nowoczesnym kobietom, cierpieć na depresję, bo będzie miała taki zapierdol, że nawet jej przez myśl nie przejdzie, by się nad sensem życia i wszechogarniającym smutkiem zastanawiać. Tymczasem pan i władca ogrodu domowego, którego jedynym i dość przyjemnym obowiązkiem będzie dbanie o to, by zawsze, kiedy jedno „pińćset” dorasta, na jego miejsce rodziło się następne!, będzie mógł swobodnie całe życie udawać kawalera, brylując na ławeczkach dla dżentelmenów pod osiedlowym sklepem z butelką piwa w reku...
Wiecie, można tak upodlić społeczeństwo, tak je pozbawić wyższych uczuć, potrzeb emocjonalnych i ambicji, by w tym promowanym przez PIS modelu poczuło się spełnione i szczęśliwe. To tak, jak z ptakami urodzonymi w klatkach, które innego życia nie znają, a tylko gdzieś w snach budzą się w nich marzenia o wolności. Tacy jesteśmy, chorzy na strach przed osiąganiem sukcesów. I na tym właśnie żeruje PIS i żeruje ta retoryka tradycyjnego szczęścia. To taki raj, podobny do tego przedstawianego przez kościół. Nudne miejsce, gdzie nie trzeba nic robić, a wszystko dostajemy za darmo. Tylko tyle, że nasze życie nie jest nam dane bez powodu. Nie jesteśmy tylko larwą owada, która ma całe życie żreć, a potem zamienić się w motyla, który odleci do nieba. Mnie się bynajmniej ten model życia nie podoba. Bo wśród tych pseudo- szczęśliwych ludzi, nie widzę noblistów, ludzi, którzy napiszą bestsellery, którzy wynajdą lekarstwo na raka, którzy rozbiją atom, którzy po prostu będą czymś więcej, jak szarą magmą w historii. Dlatego takie zdanie, że zawsze można sobie zrobić dziecko i wziąć zasiłek, a nie liczyć, że ktoś doceni naszą pracę, obraża nas wszystkich, nie tylko nauczycieli. Zresztą całe te rządy PIS są dla mnie wielką obrazą dla tego umęczonego narodu. A przecież była szansa, że się uwolnimy od tych wiecznych łańcuchów, którymi jesteśmy przykuci do naszej martyrologii, do naszej historii, że w końcu zaczniemy żyć, zamiast czekać, aż runą nasze mitologiczne mury...
Wielu z nas jest dziś w prawdziwej rozterce. Patrzy na Polską z różnych stron i ocenia ją w różnych aspektach. Z jednej strony wiemy, że gospodarka zwalnia i PIS powinien wygrać następne wybory i zapłacić, za te rozrzutność, za te politykę rozdawnictwa i że powinien odszczekać słowa, że na wszystko pieniędzy starczy, wystarczy nie kraść.... Z drugiej jednak strony wiemy, że kolejne 4 lata ich rządów, to są kolejne 4 lata propagandy telewizji publicznej, kolejne 4 lata z plebanami w naszych sypialniach i na naszych kontach, kolejne 4 lata niszczenia kultury, kolejne 4 lata ogłupiającej nauki naszych dzieci. To jest tragedia znacznie gorsza od bankructwa gospodarczego. Sytuacja jest dużo gorsza, niż w komunie, kiedy przechowywaliśmy nasz potencjał, kiedy wiedzieliśmy, że musimy być dobrze wykształceni, nowocześni, europejscy, kiedy nadejdzie właściwy moment, by ocalić Polskę. Dziś nam się wydaje, że to mamy, a PIS zabija to w nas każdego dnia. I coraz więcej jest tych, którzy są obojętni, którzy są szarą masą, a coraz mniej reformatorów i marzycieli.
Moje pisanie, pisanie wielu, nasze dyskusje w mediach społecznościowych, programy telewizyjne, wypowiadający się prawnicy, politycy i ludzie kultury...To wszystko zaczyna powoli przypominać konsylium lekarskie nad umierającą Polską Konsylium, w którym role główne odgrywa psychiatra i specjalista od leczenia bólu...
Jak wiecie, życie ma to do siebie, że się po prostu toczy, a historia bezustannie odwraca swoje koło. Wydaje nam się to wszystko takie... poza nami, takie... niezależne od nas. A ja boję się bardzo, że za 100 lat w podręcznikach historii, nie będzie nas, będą tylko oni. Nie, żebym miała wielkie ambicje zapisania się na kartach historii złotą czcionką. To nie o to chodzi. Ale wiem, że jeśli ktoś kiedyś otworzy rozdział o początkach XXI wieku w Polsce, to może będzie tam jedno zdanie o KODzie, jedno o słabej opozycji, może pół zdania o Obywatelach RP blokujących miesięcznice. Ale tak naprawdę wszystkich nas wrzucą do jednego wora, do anonimowej przepaści o nazwie „Polska pod rządami PISu”. A przecież ja nie jestem „Polską pod rządami PISu”! Nie jestem baranim tłumem, który pozwolił zniszczyć mój kraj. Ja tylko nie miałam siły, by krzyczeć głośniej.



2 komentarze:

  1. Widocznie jeszcze do Ciebie nie dotarło, że dzisiaj Suski zwany Carycą ukradł spod gabinetu Platformy Obywatelskiej w Sejmie drugi już egzemplarz tablicy o układzie Kaczyńskiego. Swoją drogą jak to niewiele trzeba żeby jeszcze bardziej nagłośnić ten Układ.

    OdpowiedzUsuń

  2. A swoją droga nikt tak pięknie jak twórcy Rancza nie pokazali jakich krętactw dokonywała Polska Partia Uczciwości żeby dojść do władzy

    OdpowiedzUsuń

Nie napisałabym już ani słowa... ( Tekst z dnia 16 lipca 2019 roku)

Jestem na posterunku. Gorąco strasznie, ale nie martwcie się o mnie, ciągle żyję. Lato to dla mnie trudny czas. Mam taki zapierdo...