poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Nie zamierzam się Polsko mieszać w Twoje sprawy, kiedy będziesz już wolna... ( Tekst z dnia 29 kwietnia 2019 roku)


Często w polityce mamy sezon ogórkowy, kiedy nic się nie dzieje i nie ma o czym pisać. W ostatnich tygodniach mamy bardzo dużo wydarzeń, a ja mam mnóstwo notatek do wykorzystania w kolejnych postach. Miałam nadzieję, że nadrobię to wszystko w niedzielę, ale jak w każdą przedwyborczą sobotę, politycy popełnili swoje konwencje, które zmusiły mnie, by inne sprawy jeszcze odłożyć.
Od razu mówią, że to będzie długi post, długi nawet jak na moje możliwości. Ale kiedy jednego dnia mamy trzy spotkania polityczne, każde zupełnie z innej bajki, a potem mamy WASZE komentarze, to bardzo trudno jest mi nie próbować złożyć tego obrazu do tak zwanej kupy i nie napisać WAM, jaki jest mój obraz Polski I Polaków da sobotę dnia 27 kwietnia 2019 roku. Chociaż może ten obraz nie jest dziełem tej konkretnej daty, lecz efektem wieloletniego procesu.
Musze także WAS uprzedzić, że wiele osób może być po prostu zawiedziona moją postawą, bo większość z WAS zna moje poglądy i na pytanie: na kogo zagłosuje Goplana, odpowiedziało by bez wahania.
Aby coś ocenić na gorąco, tak na dziś, muszę choćby na chwilę sięgnąć daleko wstecz, bo chcę mówić o naszej polskiej hipokryzji.
Uczciwie mogę sięgać tylko do tych 50 lat, które osobiście pamiętam.
Zanim obaliliśmy komunizm, byliśmy biedakami. Nie boję się tego powiedzieć, byliśmy krętaczami i kombinatorami poczynając od profesora, a na babce kasującej za papier toaletowy w publicznej toalecie skończywszy. Rękę do góry niech podniesie ten, kto nigdy w życiu nie kupił czegoś spod lady, kto nie jadł kiełbasy ukradzionej przez pracownika rzeźni, kto nie dał łapówki, by w pierwszej kolejności kupić materiały budowlane, kto nie posłużył się znajomością, by i dla niego starczyło węgla na zimę... Ten, kto podniósł rękę, jest kłamcą. W tamtych czasach nie dało się inaczej. I to w ogóle nie jest jakiś zarzut. Sama pamiętam, jak bardzo mój ojciec musiał kombinować, byśmy mogli jakoś żyć. I wiem, dlaczego należał do partii, no nie z powodów ideologicznych. Oczywiście znam takich chojraków, którzy całe życie powtarzali: Ja to tam do niczego nie należałem!!! To dlaczego na twoim pogrzebie było tylu byłych sekretarzy partyjnych i byłych decydentów?
Człowiek niestety nie ma wpływu na czas, kiedy przychodzi na świat i w jakiej rzeczywistości przychodzi mu żyć. Dlatego i zło i dobro ma czasami niewyraźne barwy. W czasie wojny żołnierze strzelają do ludzi, ludzie kradną, by nie umrzeć z głodu, co sprytniejsi udają przyjaciół swego wroga, by ochronić rodzinę. Nie nam sądzić. I nie o osąd mi w tym liście chodzi. Chodzi mi o to, by nie zapominać o swojej drodze, kiedy już złe czasy miną, a nas jest zwyczajnie stać na uczciwe życie.
A my, Polacy, bardzo łatwo o wszystkim zapominamy. Kiedy w końcu pokonaliśmy komunę, wszyscy założyliśmy na twarz maski. One się tak bardzo nam do naszych gęb przykleiły, że staliśmy się hipokrytami nawet wobec samych siebie. Nagle wszyscy mamy szlacheckie korzenie pochodzące z samego Wersalu. Nikt z nas nigdy, broń boże nie wąchał gnojówki, z naszych butów w żadnym wypadku słoma nie wystaje, nigdy nie rzucaliśmy kurwami, nie daliśmy komuś w mordę. Po prostu sama śmietanka towarzyska...
Obserwuje WAS od lat, a po trochu także i siebie. Widziałam, jak się odżegnywaliście od Prezydenta Kwaśniewskiego, bo to pijak i komuch. Do wielu do dziś nie dotarły fakty, że to był najbardziej reprezentacyjny prezydent, jakiego mieliśmy i może bardzo długo mieć nie będziemy. Widzę także, jak wielu z WAS wspomina Andrzeja Leppera. Mówicie o nim, że taki „poluch”, że bez kultury i w butach śmierdzących błotem dostał się na salony. Żeby było jasne, ja tu nie mówię o poglądach politycznych. Jeśli o nie chodzi, nie zgadzam się z Lepperem w 99 procentach. Całą ta jego partia była nieco z kosmosu. Ale trudno mu odmówić zaangażowania, na które wielu z WAS po prostu nie stać. Nie bał się konsekwencji, nie bał się więzienia, kiedy zboże z wagonów wysypywał i polewał ulice gnojówką. To on pierwszy blokował mównice sejmową i członkini jego partii nagrała PISdy podczas składania niemoralnych propozycji politycznych. On się panu prezesowi nie kłaniał! Nie podobała mi się polityka, jaką proponował ani jego osobiste poglądy, stosunek do kobiet...Ale go szanuję za to, że nawet PISowi się postawił, że walczył bez pardonu za to, w co wierzył i mam takie podejrzenia, że za to także umarł. Nie strząsam pyłków z rękawa, nie udaję, że tak mnie pan Lepper gorszy, jak robi to większość Polaków, a przecież ktoś na te partie głosował, czyż nie?
Następna kontrowersją jest Janusz Palikot. Też się wszyscy odżegnujecie od czci i wiary, że z tym „wariatem” nie chcecie mieć nic wspólnego. Zapominacie o tym, że to Janusz Palikot w zapyziałej Polsce wprowadził do Parlamentu zdeklarowanego geja i kobietę po operacji zmiany płci ( to chyba lepsze od Kukiza, który wprowadził do Sejmu faszystów i oszołomów), co było początkiem moralnej rewolucji. Musicie przyznać, że to był właśnie ten czas, kiedy o inności seksualnej zaczęło się mówić bardziej otwarcie i głośniej. Ale WY, święci Polacy, pamiętacie tylko słynny wibrator przyniesiony do studia. Rozumiem, że część bardziej nobliwa zemdlała na ten widok, bo w życiu czegoś tak obrzydliwego nie widziała...Wiecie co, wolałabym, by wszyscy posłowie machali na głównej sali Sejmu wibratorami, niż by jakaś marszałek z bożej łaski nazywała posłankę „taką” blondynką. Bo pierwsze było tylko rekwizytem uświadamiającym pewne problemy, a drugie jest upadkiem naszej kultury i zwycięstwem chamstwa. To, co wyprawiał Lepper, czy Palikot, to był naprawdę mały Pikuś, w stosunku do tego, co wyprawia PIS, ale WY oczywiście możecie nadal pucować lakierki i udawać głuchych, bo gdybyście wzięli kije i tę bandę przegonili, to by się WAM mogły te buciki pobrudzić, albo by jednak ta słoma się wysypała... I nagle by się okazało, że nie taka z WAS szlachta. Więc WAM srają na głowy, a WY gówno perfumujecie i czekacie, aż smród sam wywietrzeje.
Cały ten ogromny wstęp jest tylko po to, by uwypuklić WASZĄ postawę, którą dostrzegłam w komentarzach na temat sobotnich konwencji.
PIS miał bardzo słabą konwencję, nawet nikogo nie zdołał obrazić, ani specjalnie wkurwić. Jarosław Kaczyński wykazał się tylko indolencją mówiąc o równości w Europie, bo pominął fakt, że równość nie dotyczy wyłącznie praw, które się nabywa. Żeby być równym partnerem dla Niemców, czy Francuzów, nie można tylko żądać takich samych dopłat do rolnictwa czy pieniędzy na rozwój. By być równym, trzeba też wziąć na siebie takie same obowiązki. Trzeba przyjąć euro, pożyczyć pieniądze upadającej Grecji, dofinansować banki, które podupadły w kryzysie, a przede wszystkim zachować się solidarnie w stosunku do krajów przyjmujących emigrantów. Dopóki będziemy tylko chcieli brać, nie ponosząc przy tym ani odpowiedzialności za Europę, ani kosztów, o równości musimy zapomnieć.
Reszta PISowców, na czele z Morawieckim gadała tak nudno, że nawet trudno było się na tym skupić.
W ocenie wielu z WAS najlepiej wypadła konwencja Wiosny.
Jak to się wyraziła jedna z moich znajomych: Biedroń wszystkich pozamiatał...
Kiedy zwróciłam jej uwagę, że najlepsze wystąpienie, moim zdaniem historyczne, miał Włodzimierz Czarzasty, usłyszałam, że to komuch i stary dziad... To wszystko zależy od punktu siedzenia. Dla mnie Włodzimierz Czarzasty lat 58, to jeszcze całkiem zdrowy chłop...
Ale mówiąc na poważnie: Tu może ja zawiodę wiele osób, bo z moimi poglądami, powinnam głosować na Wiosnę bez zastanowienia. Żeby było jasne, jeszcze nie wiem, na kogo zagłosuję jesienią, do PE nie mam uprawnień. Mam niestety bardzo wiele wątpliwości, bardzo wiele!, co do Wiosny...
Panie Robercie, ja Pana po prostu kocham od pierwszego wejrzenia, bo jest Pan uczciwym człowiekiem, który ma odwagę być tym, kim jest. Ale, jeśli Pan się czuje zmęczony tym podróżowaniem po Polsce, a słyszałam wczoraj, że nawet Pan ochrypł, to może ja Pana przez kilka dni zastąpię. Zapewniam Pana, że bez przygotowania powiem ludziom dokładnie to samo, co Pan, bo ja dokładnie o tym samym marzę, a w niektórych zagadnieniach nawet mam dalej idące marzenia. Każdy z nas potrafi powiedzieć, co trzeba zrobić. Ale Pan doskonale wie, że w tej zacofanej Polsce nie istnieję jeszcze pomysł, „jak” to można zrealizować.
Pan daje wszystkim nadzieję wiedząc, że pańskich marzeń nie da się spełnić przez najbliższe 200 lat.
Ja Pana bardzo szanuje, ale odkąd rozpoczął Pan kampanię wyborczą, przypomina mi Pan takiego głupiego Jasia, który zobaczył księżyc i wydaje mu się, że wystarczy rękę wyciągnąć, żeby go złapać. Niestety, od Polski ten księżyc jest naprawdę daleko.
Nie chcę tu nikogo zniechęcać do głosowania na Pana Biedronia. Uważam, że każdemu trzeba dać szansę i że chcąc coś zmienić, trzeba uczynić pierwszy krok. Naprawdę się cieszę, że powstała WIOSNA, ale trzeba ludziom uczciwie mówić, że głęboko zakorzenionych tradycji, chociaż złych, nie da się wyrugować dekretem, że nie da się naglę z dnia na dzień, na skutek działań politycznych uczynić z Polski naprawdę świeckiego państwa, choćby nawet dlatego, że złamało by to życie wielu ludziom. To nie ma znaczenia, że to są często, starzy, zacofani ludzie. Nie pozabieramy starym matkom różańców, nie zabronimy nagle dzieciom chodzić na religię, bo będą trędowate w środowisku. Nie wystarczy krzyczeć: Idzie wiosna! Trzeba liczyć się z tym, że czeka nas gigantyczna praca na pokolenia, by za te 200 lat spełniły się marzenia moje i Pana Biedronia. A ja w programie WIOSNY nie widzę tej drogi, którą będziemy dochodzić do celów. Nie widzę, jak mamy sprowadzić oświecenie do Polski.
Niechże Pan przestanie być głupim Jasiem, Panie Robercie, bo wbrew temu, co niektórym się zdaje, nie jest już Pan taki młody w stosunku do tych politycznych dinozaurów i skroń ma Pan dość mocno ozdobioną siwizną. Ma Pan w sobie entuzjazm ale to za mało. Nie wystarczy krzyczeć „Idzie wiosna”...kiedy nadciąga mrok. A jeśli wygra PIS, noc i zima będą długie i srogie. Wiosna polityczna sama nie nadchodzi tylko pod wpływem entuzjazmu. Najpierw musimy utopić Marzannę. A Pan nie dostrzega, że jest Pan za słaby, by to zrobić samotnie...
A teraz odniosę się do cytatu, bo być może wielu z WAS nie znalazło w sobie dość ciekawości, by tego posłuchać do końca. Przeczytajcie go raz, albo więcej razy. Żałuję tylko że nie mogę na kartce oddać towarzyszących tym słowom emocji, drżącego głosu...
Autora słów przepraszam, że tak bez pytania przytoczę te słowa, ale skoro powiedział je publicznie, zakładam, że chce, by zostały usłyszane.
) Bo potrzebna jest mądrość, bo potrzebne jest doświadczenie, potrzebny jest dystans, potrzebne jest podejmowanie mądrych decyzji. I Proszę Państwa, to nie jest walka Adonisa z dinozaurem, to nie jest walka starego z młodym, tu nie ma żartów. W Polsce w tej chwili jest walka dobra ze złem! Tu siedzi dobro, zło uważa, że za mną flaga Unii Europejskiej to szmata. Po to powstała Koalicja Europejska, żeby przypomnieć o systemie wartości, żeby przypomnieć o tym, czym dla nas jest Unia Europejska i co to znaczy być silnym krajem w Unii Europejskiej. Przypomnieć o tym, że nauczyciele są ważni, że przyszłość naszych dzieci jest ważna. I powiem szczerze, bo mam prawo to powiedzieć jako lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej, przypomnieć dzisiejszym rządzącym, co to naprawdę jest okrągły stół. Co to znaczy rozmowa na zasadzie konsensusu, co to znaczy dialog, co to znaczy porozumienie.
Panie premierze Morawiecki! Okrągły stół to nie kółko graniaste. To nie jest tak, że będą w nim brali udział ludzie na zasadzie: na kogo wypadnie, na tego bęc! Załóż długie spodnie! Przestań się bawić Polską!
Nie wzięliśmy jako SLD udziału w okrągłym stole ponieważ nie wiedziałem czy w tej grze, na kogo wypadnie, na tego bęc, wylosują na przykład posłankę Krystynę Łybacką, najlepszego europarlamentarzystę w sprawie oświaty i edukacji w Europie. Jakbym to mówił ja, jako SLD, to byście sobie pomyśleli: każda sroczka swój ogonek chwali. Nie, ja mówię o decyzji Parlamentu Europejskiego. Mówię o decyzji wszystkich eurodeputowanych. Tak, mamy w ramach, i tu moja skromność, w ramach Koalicji Europejskiej, liderze Koalicji Europejskiej Grzegorzu Schetyna, mamy posłankę Krystynę Łybacką. Siądzie z nauczycielami, siądzie z nami i wymyślimy taki model, który będzie uczciwy, sprawiedliwy dla dzieci, sprawiedliwy dla nauczycieli. Taki, dzięki któremu nasze dzieci będą mogły walczyć z innymi w uczciwej walce, dziećmi z innych krajów o swoją pozycje zawodową, o swoje życie, o swoje ideały, o swoje miłości. Tak powinno być.
To jest nasza walka! Każdy, kto w Polsce mówi, że to nie jest jego wojna, nie jest żołnierzem. Trzeba walczyć! Bo wróg jest mocny. Trzeba walczyć o prawa ludzi z niepełnosprawnościami, o prawa nauczycieli, o prawa lekarzy rezydentów, o wszystkie te grupy, które są ośmieszane, opluwane, które są sortami, złymi ludźmi. Tymi, którzy się powinni ze sobą kłócić!...My chcemy godzić. My chcemy zdobywać zaufanie, my chcemy mieć otwarte serca, my chcemy rozmawiać, my widzimy różność. My widzimy, że każdy ma prawo do miłości, takiej jaką chce i wierzyć w co chce. Jesteśmy różni, ale się dogadaliśmy, bo to wielki wybór! Walczyć z PiSem i wygrać z PiSem!
Mówią mi: Nie mów o tym, że walczycie z PiSem, bo to takie ohydne. Bo to nie może być siła, która napędza Koalicje Europejską. Nie zgadzam się z taką opinią. Trzeba walczyć z tymi, którzy dla Polski źle robią. Miedzy innymi dlatego wszedłem do Koalicji Europejskiej, bo chcę walczyć z PiSem! Bo jeśli będzie tak, że PiS będzie rządził, to zdanie twoje, twoje, twoje, moje, nie będzie się liczyło! To jest walka na śmierć i życie o przyszłość Polski, o przyszłość naszych dzieci! Dlatego Sojusz Lewicy Demokratycznej jest tu! Ze swoja historią, rzeczami dobrymi i rzeczami złymi. Ale wiemy, że jesteśmy w dobrym towarzystwie. A w dobrym towarzystwie się wygrywa. ZWYCIĘŻYMY!
Włodzimierz Czarzasty.

Drodzy Czytelnicy. To jest mój 814 post. Przez ostatnie 4 lata mówię WAM właśnie to! Bo ja jestem żołnierzem.
Czy naprawdę myślicie, że zawracała bym WAM głowę swoimi sugestiami, jak macie żyć? Czy bym się wtrącała w politykę w kraju, w którym już nie mieszkam? Jakoś opanowywałam się i wstrzymywałam od komentarzy przez 11 lat. I milczała bym nadal, gdyby nie nadszedł PIS, a z nim czas wojny. Wojny, która się toczy pod powierzchnią naszych zielonych łąk, naszych nowych autostrad i w naszych głowach. Polska jest w niebezpieczeństwie. Ktoś zaatakował mój kraj! To mnie popchnęło do pisania i do walki. I ja też uważam, że jest to walka na śmierć i życie. Ubolewam nad tym, od samego początku, że mój naród, z którym czuję się emocjonalnie związana, nie jest zdolny do żadnego działania. Działania, które pokazało by okupantowi, że z nami nie wygra! Czy osoby w moim wieku lub starsze pamiętają, od czego zaczęła się największa fala protestów w roku osiemdziesiątym? Czy, gdyby robotnicy nie przyspawali do torów wagonów wiozących żywność na olimpiadę w Moskwie, byli byśmy dziś w tym miejscu, w którym jesteśmy? Wtedy byliśmy zdesperowani, nie mieliśmy pewności jutra. Nikt się nie pytał, czy nam ktoś zapłaci za strajk. Nikt nie zawieszał protestu. Na wieść, że strajkują piekarze,, dołączali tramwajarze, a potem kierowcy autobusów, górnicy, stolarze itd. Były takie momenty, że nawet, jeśli ktoś chciał iść do roboty, to nie miał czym do niej dojechać.
Dziś, kiedy patrzę, co wyprawia PIS, porównuje te dwie sytuacje i wydaje mi się, że dziś gnębią nas gorzej, z większym rozmachem i bardziej bezczelnie. A my się boimy, bo przyzwyczailiśmy się do dobrobytu, nie umiemy niczego poświecić, bo zbyt wiele mamy do stracenia. W końcowym efekcie stracimy wszystko...
A politycy nie potrafią nawet wytłumaczyć, dlaczego nie wzięli udziału w tym kanciastym stole..., w czym jego formuła jest zła. A może w tym, że jak zapowiedzieli organizatorzy, pan Morawiecki, pani Szydło, inni przedstawiciele władzy będą mogli dowolnie się wypowiedzieć, a inne strony dostana tylko po 5 minut na swoje wypowiedzi... Czy to można nazwać dialogiem? Czy chcąc z kimś rozmawiać, poznać jego zdanie, ograniczmy mu czas wypowiedzi? Skoro rozmówcy będą wybierani za pomocą losowania, dlaczego premier i członkowie rządu nie poddadzą tej samej weryfikacji? Tu już na starcie jedni dostają fory, a drudzy są na przegranej pozycji.
Wiem, wielu z WAS liczyło, że bez zastanowienia poprę Roberta Biedronia. Mogła bym, gdybym wierzyła w powodzenie jego misji. Niestety, bardzo trudno jest zarazić mnie nieracjonalnym entuzjazmem. Trochę już widziałam w tej naszej świeżo uwolnionej Polsce. Do tej pory w bardzo prawidłowy sposób przebiegały wszystkie procesy rozwojowe ze swoimi dobrymi i złymi obliczami. Ale ktoś, jak Robert Biedroń, kto nie dostrzega przepaści, nad która stoimy, musi na moje poparcie jeszcze trochę poczekać. Dziś idę z tymi, którzy wyruszają na wojnę! I mówiąc szczerze mam głęboko w poważaniu programy wyborcze Schetyny czy Kosiniaka Kamysza i innych liderów KE. Znam ich i wiem czego się mogę po nich spodziewać. Kiedy goniliście ruskich spod Warszawy, nie pytaliście się, jaka potem będzie Polska. Kiedy walczyliście z Hitlerem, też WAM to nie zaprzątało głowy. Mieliście w niej tylko zwycięstwo. Najważniejszym programem jest walka z PISem! Wiem, że nic się nie uda, dopóki PIS nie zniknie całkowicie z naszego politycznego życia. Nie usatysfakcjonuje mnie zwykłe zwycięstwo nad tym wrogiem. On musi po prostu przestać istnieć jako siła polityczna.
Jeśli ktoś mnie dziś znienawidził, zrozumiem. Jeśli ktoś mnie skreśli z listy znajomych, wybaczam. Jeśli nigdy już nie przeczyta ani jednego słowa napisanego przeze mnie, nie będę miała żalu.
Taka jestem, taki jest mój pogląd. Od dawna się już zdeklarowałam. O inne sprawy pokłócimy się jutro! Dziś musimy uratować Polskę przed PISem!
Panu Czarzastemu bardzo dziękuję. W jednym swoim wystąpieniu powiedział wszystko to, co ja usiłuje ludziom wytłumaczyć pisząc ponad 800 postów. Moje serce zawsze było bliżej lewicy, chociaż wśród liderów tej strony miałam innych idoli. Nie myślałam, że przemówienie Pana Czarzastego może doprowadzić mnie do łez. Była w nim szczerość, złość i rozpacz, którą ja skrzętnie ukrywam w sobie od tych czterech lat.
Nie udawajcie, że przyszliście z Wersalu, że nigdy w życiu nie czuliście smrodu gnojówki, że nie macie w butach resztek słomy. Nie dotykajcie życia przez chusteczkę. Bo jeśli naprawdę tacy jesteście, tacy bez jaj, to biedna jest ta nasza Polska.



czwartek, 25 kwietnia 2019

Sztandary zwycięstwa ( Tekst z dnia 25 kwietnia 2019 roku)


Odpowiadam Agacie Młynarskiej.
Tak, kiedy poszłam do szkoły średniej, w mojej klasie było 47 osób. Miałam także lekcje w soboty i popołudniówki. Pierwsze, czyli ilość uczniów wspominam dobrze. Po prostu to duża grupa przyjaciół, materiał, na pozytywnych wariatów. Współczuję jednak nauczycielom, którzy musieli się z taką bandą "indywidułów" użerać. Co do drugiego aspekty, nauki w soboty, to był to niestety początek lat osiemdziesiątych, jeszcze tkwiliśmy w komunie. No i te popołudniówki. Lekcje, na których wszyscy po prostu spali. Jeśli dążymy do powrotu do tamtych czasów, to chyba tylko z powodów romantycznych, do wspomnień z niepokornej młodości, do chwil, kiedy w szkolnym radiowęźle, gdzie zawsze było ciepło i przytulnie i gdzie chodziliśmy wagarować i palić papierosy, nad drzwiami wisiała tarcza z wymalowaną sowiecką gwiazdą, do której rzucaliśmy lotkami...
Jeśli członek PISu ukradnie szynkę w supermarkecie, wprowadzi się ustawę, że szynki w supermarketach są za darmo. Jeśli członek PISu przekroczy prędkość w terenie zabudowanym jadąc 120 kilometrów na godzinę, to ustawą w tym miejscu postawi się znak: prędkość dozwolona 120 kilometrów na godzinę! Jeśli sąd skaże członka PISu na więzienie, to sędzia dostanie dyscyplinarkę, a zastraszony inny sędzia go uniewinni. Jeśli wybory wygra inna partia, niż PIS, partyjny dekret uzna, że członkowie komisji wyborczej, to pijacy, pedofile, kolaboranci lub złodzieje, a do tego wypoczywają w Honolulu i za mało godzin spędzają w pracy. A do tego wszystkiego wszyscy znają się z Grzegorzem Schetyną.
Jeżeli nie chciało Ci się uczyć i normalny nauczyciel nie dopuścił by cię do matury, premier ustawą przepchnie cię do egzaminu. Jeśli twej promocji nie podpisze rada pedagogiczna, jeśli podpisu odmówi dyrektor, to do matury dopuści cię PISowski wojewoda, albo strażak SAM, myśliwy z Czerwonego Kapturka lub gajowy Marucha. A co!!! Pan premier może wprowadzić każde prawo, nawet takie, które jest kompletnie niezgodne z prawem! Przecież ma większość! Aż strach pomyśleć, kto nas będzie leczył, kiedy lekarze odejdą od łóżek pacjentów, kto nam będzie mył dupy w szpitalu, kiedy zastrajkują położne, pewnie kurwa, kapelan szpitalny, a karetkami będą popierdalać świeżo upieczeni kierowcy Służby Ochrony Państwa...
Dziękujemy WAM nauczyciele, bo WASZ upór i WASZ strajk sprawił, że wreszcie PISowskie szydło wylazło z worka. Nie daliście im wyboru, musieli odkryć karty i pokazać jak szybko i sprawnie są w stanie złamać każde prawo. Taki nam się obraz Polski właśnie wynurzył z obrad Rady Ministrów. Pozostało już tylko usiąść i nad Polska zapłakać.
Panie Morawiecki, co pan tak nieśmiało to prawo łamie? Niech Pan w ogóle zlikwiduje szkoły. Zaoszczędzi Pan na pensjach nauczycieli i będzie pan mógł kupować swoich baranów przed następnymi wyborami. Niech pan pozostawi tylko najważniejszą lekcję religii, a z innych przedmiotów, niech pan z góry wystawi szóstki na koniec roku. Niech pan odgórnie wszystkim zaliczy matury! Będą panu wdzięczni. Skoro w Polsce nie potrzeba pracować, by dobrze żyć, to może uczyć się też nie potrzeba. Na wybory i tak nie trzeba umieć czytać i pisać. Wystarczy we właściwym miejscu podpisać się krzyżykiem!
Polacy! Co Wy żeście z tą Polską zrobili? Do czego dopuściliście? Czy WASZE dzieci będą miały jakąkolwiek szansę konkurować z młodzieżą w Europie?No chyba tylko w chóralnym odmawianiu „Ojcze nasz”! Gdyby w innym kraju premier zaczął za pomocą politycznych macek egzaminować uczniów i wystawiać im oceny, wybuchła by wojna domowa. A WY, co? WY, co na to rodzice? Czy WASZE dzieci naprawdę nie mogą już na WAS liczyć? Czy liczy się dla WAS tylko papier! Tylko to świadectwo, ta matura? Papier z godłem, papier z nazwiskiem WASZEGO dziecka, a wart tylko tyle co papier toaletowy. Czy nie rozumiecie, że właśnie tak zamykacie swemu dziecku drogę do kariery i rozwoju? Ludzie spojrzą na ich świadectwa i będą wiedzieli, że to są „Ci”, którzy zdali maturę niezgodnie z prawem! Co to za egzamin dojrzałości w niedojrzałym społeczeństwie? Czy będą o nas znowu mówić, to są „CI” Polacy?...
Historia niestety się powtarza...
Kiedy Hitler napadł na Polskę, wszyscy nam współczuli, teoretycznie wypowiadali Hitlerowi wojnę, teoretycznie byli z Polską w koalicji...ale tak naprawdę wszyscy czekali, aż się wykrwawimy i nikt nam nie pomógł. Tak samo było podczas rozbiorów. Napoleon nam obiecywał, że zwróci nam wolność, ale tak naprawdę wolał, by to Polacy byli mięsem armatnim w jego wojnie z Rosją... Tak samo wszyscy nas kochali, ale wszyscy opuścili, kiedy sprzedano nas sowieckiej Rosji. I tak jest dzisiaj. Unia Europejska udaje, że niczego nie widzi. Nie chce się mieszać, chociaż wie, że już od dawna PIS złamał wszystkie wcześniej podpisane traktaty, że nie ma już wolnej Polski! Tak kamień po kamieniu PIS zdobywa nasz kraj, i niszczy naszą wolność! I nikt nam nie pomoże, bo nigdy nikt nam nie pomógł! Sowieci nas wyzwolili, bo staliśmy im na drodze do Belina, gdyby mieli inną drogę, to by nas ominęli!
Czy naprawdę nie rozumiecie, że tylko my sami możemy się uratować? By się tak stało musimy być razem, musimy być silni i musimy wykazać odwagę.
Profesor Bartoszewski nie miał racji. Nie warto być przyzwoitym. Lepiej być chujem, wtedy się zawsze wygrywa...Strajk właśnie został zawieszony!
Rozumiem dylematy nauczycieli. To jest naprawdę trudna decyzja: brak kwalifikacji uczniów, którzy powinni przystąpić do matury. Ktoś może sugerować, że odwracacie się od swoich wychowanków. Przerwaliście strajk, niestety, sami sobie odebraliście ostatnią broń. Myślę, że jeśli wrócicie na czas matur do pracy, to staniecie się tylko pośmiewiskiem dla władzy. Sami złożycie ostatni miecz, który WAM pozostał w walce. Nie sądzę, byście się nabrali na czułe słówka władzy. Raczej chcieliście zapobiec maturom łamiącym wszelkie prawa. Trzeba się było zabarykadować w szkołach, ogłosić strajk okupacyjny i nie dopuścić osób nieuprawnionych do przejęcia WASZYCH obowiązków. Wybraliście inaczej, trudno...
Jutro okrągły stół, który się odbędzie z WAMI lub bez WAS, bo wszystko, co zaplanuje władza, odbyć się musi...
Na początku myślałam, że organizacja spotkania przy okrągłym stole odbędzie się na stadionie ze względu na potrzebę znalezienia dużej sali konferencyjnej, na której zmieszczą się przedstawiciele wszystkich stron konfliktu. Potem dochodziły mnie głosy, że nie chodzi o jakąś dużą salę, lecz o arenę główną stadionu. I tu już całkowicie zgłupiałam... Pan premier zamierza śpiewać, tańczyć, grać w piłkę, wykonywać jakieś akrobacje, a może kurwa, jeździć na łyżwach??? Doprawdy, nie wyobrażam sobie, by można było prowadzić jakiekolwiek pertraktacje na stadionie! No ale państwo szanowne z PISu milczą, pewnie już wymyślili, jak zwabić związki nauczycielskie i urządzić na stadionie igrzyska, na których to oni będą lwami, a ofiarami nauczyciele.
Dziś już nie wiem, jak to się wszystko potoczy... Ale chciałabym wrócić do mojego wstępu i do lat osiemdziesiątych. Mówię to do młodzieży zatroskanej o swoje przyszłe kariery, stojące pod znakiem zapytania ze względu na strajkowe perturbacje... Znam wiele osób, które nie przeszły do następnej klasy, bo zamiast na pochód pierwszomajowy, pojechały do Częstochowy na pielgrzymkę papieża. Byli i tacy, którzy za ten występek nie zostali dopuszczeni do matury. Przeżyliśmy wiele takich sytuacji w tamtych czasach. Nagle, 13 grudnia zafundowano nam ferie, bo rozpoczął się stan wojenny. Potem, kiedy wreszcie mogliśmy wrócić do szkoły, do autobusów, pociągów i tramwajów, którymi jeździliśmy, bardzo często wpadali żandarmi, którzy nas legitymowali. Każdy musiał mieć przy sobie coś w rodzaju legitymacji, w której był przypieczętowany przez władzę plan lekcji, który usprawiedliwiał naszą obecność na ulicy po godzinie dwudziestej drugiej. A mimo to wielu z nas nie uniknęło pały na plecach... Czy myślicie, że złamało to nasze kariery? Wręcz przeciwnie. Jesteśmy wyjątkowym pokoleniem, które czuło zapach nadchodzącej wolności. Ten zapach jest wart każdej ceny.
Żyliśmy, nie z wyboru, lecz z konieczności w naprawdę ciekawych czasach. I ta lekcja życia jest znacznie cenniejsza niż matura. Dziś to my na odległość wyczuwamy zapach potu kłamcy, zapach oszusta, fałszywego proroka, zapach zabierania wolności. Szkoda, że tego nie można nauczyć się w szkole, że tej wiedzy nie mogliśmy WAM przekazać i musicie sami to przeżyć na swojej własnej skórze...
Drodzy Nauczyciele, dziś zachowaliście się dobrotliwie, lecz czy na pewno dobrze. Czy przypadkiem nie pozbawiliście swoich uczniów czegoś naprawdę wielkiego, tej lekcji hardości wobec zła, lekcji braku pokory, kiedy ten brak pokory jest jedyną wartością, która nam pozostała?
Lekarze rezydenci głodowali przez 28 dni. Przez 40 dni w tragicznych warunkach koczowali niepełnosprawni w Sejmie. To było prawdziwe Westerplatte. Nauczyciele zawiesili protest po 18 dniach...Czy czujemy się zawiedzeni? Sami musicie sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Bo konkluzja jest ciągle taka sama. Jutro obudzimy się, a PIS nadal będzie rozjeżdżał walcem nasz kraj. Wjadą na stadion ze sztandarami zwycięstwa. A walka polega na tym, by walczyć do końca, do zwycięstwa albo do śmierci. Jeśli się oczywiście wierzy w to, o co się walczy. Kolejny żaglowiec nadziei idzie na dno rozbity przez brudne PISowskie fale, a ja za każdym razem tonę razem z nim. 



poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Dlaczego?, czyli moje świąteczne igraszki z diabłem. ( Tekst z dnia 22 kwietnia 2019 roku)


...Na początek życzenia, nieco spóźnione lecz szczere. Skoro już zjedliście Państwo wczoraj pogańskie jajeczka i poszły WAM na zdrowie, życzę WAM udanego, równie pogańskiego lanego poniedziałku...

Po wielu latach mojego życia udało mi się osiągnąć tak zwany konsensus z samą sobą. Czyli po prostu nie obchodzę w sposób tradycyjny żadnych świąt. Nie jem w tym dniu jajek, ugotowanej wcześniej szynki, nie piekę mazurków i babek. Nie stroję choinki, nie poszczę w dni postne ( wręcz odwrotnie). Jedyne, co staram się robić w dni, kiedy świat ma tak zwane święta, staram się odpocząć od polityki. Staram się... przysięgam sobie, że nie dam się w tym czasie wyprowadzić z równowagi. I każdego roku jestem zmuszona złamać daną sobie przysięgę.
Powiem WAM, chociaż to może jest nieco pokręcone u osoby niewierzącej, każdego roku łudzę się, że ludzie, którzy się przecież deklarują, jako wyznawcy zmartwychwstałego Jezusa, odpuszczą sobie chociaż przez ten jeden tydzień w roku. Zajmą się malowaniem jaj, składaniem sobie nawzajem swoich fałszywych życzeń i pozwolą ludziom na trochę luzu. Ale moje złudzenia zostają, jak zwykle zamordowane już od samego rana.
Zaczynam, jak idiotka tęsknić za tamtymi czasami, kiedy był tylko jeden program w telewizji, a reżim tylko jednym zdaniem napomykał, że właśnie tego dnia obchodzimy Wielkanoc, albo pokazywał młodzieńcze harce podczas końskich zalotów z polewaniem kobiet wodą z wiadra. Dziś niestety, kiedy w prywatnych stacjach nawołuje się do powrotu do świeckiego państwa, kiedy na co dzień wydaje się wszystko normalnie ( w tych telewizjach), w święta wszyscy dostają małpiego rozumu. Taki TVN, już od piątku niczym się nie różni od telewizji Trwam. Jaja, księża, koszyczki, palmy, znowu jaja... „chuje muje”. Wszystko idzie w odstawkę, czekam tylko, kiedy modlitwą poranną zaczynał się będzie program „Wstajesz i wiesz”. Patrzysz na to i masz ochotę spierdalać, ale dokąd? Na innym programie, „życie Jezusa”, na następnym „droga krzyżowa”, a jeszcze na następnym ekranizacja mąki Chrystusa w trzech odsłonach...
Po trzech dniach człowiek rzyga już wiarą i tradycją. I pytam się, ja człowiek niewierzący w imieniu swoim i innych ateistów, a także ludzi innej wiary: Czy my mamy w tym kraju jakieś prawa? Czy święta jednego wyzwania muszą wyglądać, jakby potop gówna zalał cały kraj i wszyscy w tym gównie muszą się taplać po uszy?
Na to dostałam odpowiedź bardzo szybko w kazaniach wielkanocnych, gdzie prawa mniejszości opluto. Ale o tym może trochę później, należy bowiem zawsze zaczynać od początku.
Udało mi się w tym roku, po raz pierwszy od lat czterech chyba, powstrzymać się od wielkanocnej polityki w wielkanocną niedziele. A uważam to za nie lada wyczyn wobec szeregu wydarzeń, które nie pozostały bez wpływu na polski świąteczny nastrój. A denerwować się było na co już od soboty.
Są takie rzeczy, które wedle polskiej tradycji wydarzyć się muszą i trzeba je zwyczajnie przeczekać zaciskając zęby. Należą do nich wszelkie okazjonalne życzenia polityków skierowane do narodu.
Ale ich pierdolona cykliczność i nieuniknioność nie sprawia, że nas nie dołują. O dziwo, nie zrobił na mnie piorunująco złego wrażenia prezydent Duda...może to już siła przyzwyczajenia. Ale mój mózg zadrżał na widok stojącej u jego boku anorektycznej krowy, której fałszywy uśmiech był w tym roku jeszcze fałszywszy i wyjątkowo irytujący. Pomyślałam sobie: Jak śmiesz „drewniana damo”, życzyć komukolwiek, czegokolwiek, wobec strajku nauczycieli, będąc jedną z nich i nie robiąc nic w ich sprawie?...
A potem pojawił się świąteczno, kurwa wyborczy spod z udziałem Mateusza Morawieckiego. Myślałam, że się porzygam od tego dobrobytu! Podobno, nawet kota można zagłaskać na śmierć... I Polska zaczyna przypominać takiego kota, który może miałby ochotę czasami pójść w pole i zgodnie ze swoim instynktem mysz upolować, ale zabrano mu wolność w zamian za bezustanne głaskanie.
I znowu czarna myśl rodzi się głęboko w mózgu..., a może by tak wrócić do czasów komuny, kiedy nie było nic za darmo, kiedy musieliśmy walczyć o swoje, kiedy czuliśmy swoją wartość, bo to, co położyliśmy na świątecznym stole zawdzięczaliśmy sobie, a nie jakiejś krzywej mordzie... Ale przede wszystkim, tęsknię za czasami, kiedy nawet propagandziści szanowali społeczeństwo wiedząc, że nie mogą przesadzić, by nie okazać się śmieszni.
Dziś trafia się do społeczeństwa propagandą na poziomie przedszkola. Bo to tylko małe dziecko może bezwarunkowo przyjąć taką wizję. Wizje rządu, który ciągle sięga do własnej kieszeni i daje, daje, daje, wszystko czego społeczeństwo zapragnie. I nikt się nie pyta, skąd się w ogóle biorą na świecie pieniądze... Wiem wiem...manna z nieba i przepiórki i cudowne rozmnożenie chleba i ryby... Jeszcze nie zapomnijcie o stoliczku nakryj się, ale pamiętajcie, że na koniec są kije samobije, no może nie „samo”...
Na koniec spotu z premierem nie padło tylko historyczne „POMOŻECIE?”, a było by zupełnie na miejscu! Należy też uszanować, że pan premier nie wspomniał 7 razy ( jak podczas wszystkich ostatnich wystąpień), że Pan Broniarz zna pana Schetynę, jakby znajomość pana Schetyny była w Polsce czynem karalnym.
A może by tak pan premier, zamiast do takiej szczęśliwej rodzinki, żyjącej, jak mniemam w komplecie, na garnuszku państwa, zajrzał na śniadanie wielkanocne do innych domów. Może zobaczyłby, jakie święta ma niepełnosprawna Zosia, której matka ukrywa łzy przy biednie zastawionym stole, bo stan jej dziecka pozbawionego rehabilitacji gwałtownie się pogorszył...
Może zajrzy na święta do nauczyciela, który musi udzielać korepetycji nawet w niedzielę, by jego rodzina też miała szynkę i baranka z cukru. Musi to robić pomimo, że przecież „jego” rząd tak się troszczy o niedziele wolne od handlu, by panie z kasy miały lżej, a społeczeństwo ten czas spędzało z rodziną. Może pan premier zajrzy do szpitali i odwiedzi tych chorych, którym zabrano refundację na leki ratujące życie, może się z nimi jajkiem podzieli... Może by pan zapytał Magdalenę Adamowicz i jej córki, jak szczęśliwe mają święta, te pierwsze po morderstwie z nienawiści ich męża i ojca? Może by pan pozdrowił rodzinę Piotra Szczęsnego i Igora Stachowiaka... No tak, wygodniej jest udawać, że ci ludzie nigdy nie istnieli...
Może tak trochę prawdy o Polsce, panie kurwa premierze,... chociaż w święta! Ale pan woli być z tymi szczęśliwymi, bo oni nie pytają: Jak żyć?!
Co do pańskiej prawdy, pańskiego patriotyzmu i pańskiej misji dla Polski, to wprowadził nas pan w konsternację po raz drugi podczas tych samych świąt.
Premier pojechał bowiem do Stanów Zjednoczonych promować Polskę... I tak ratował i ratował nasze dobre imię, tak zaciekle walczył o nie własna piersią, że przyrównał polskich sędziów do francuskich kolaborantów, którzy w czasie wojny współpracowali z III Rzeszą. Nie wiem, co miał ten beznadziejny człowiek na myśli... żaden z sędziów nie żyje wystarczająco długo, by miał szansę kolaborować z hitlerowcami, większość z nich w czasach komuny była dziećmi..., z kim więc do cholery kolaborowali lub kolaborują?
Właściwie to powinnam się zamknąć i nie komentować czegoś tak obrzydliwego. Mój patriotyzm nie jest tak prostolinijny, jak niektórzy by chcieli. Uważam, że czasami gorzka prawda o swojej historii jest lepsza, niż pudrowanie jej kłamstwem. Ale żeby jeździć po świecie w celu „promowania swego kraju” i opluwać go w bezpardonowy sposób, będąc do tego premierem!!! Nie, nie znam drugiego takiego przypadku na świecie, ani wśród przywódców krajów rozwiniętych, ani rozwijających się, ani trzeciego świata. I pragnę przypomnieć, że nie jest to pierwsze tego typu wystąpienie pana Morawieckiego.
Biedny jest ten nasz kraj, gdzie zwykły szary człowiek musi znosić takie upokorzenia, upokorzenia wobec całego świata z ust własnego premiera. Musi je znosić w pokorze i nic nie może zrobić. Nie może..., albo po prostu nie chce.
Zobaczyłam wczoraj taki nagłówek na Onecie: Prezydent Duda wypowiedział się na temat zamachów Sri Lance...nie otworzyłam artykułu, bałam się, miałam już dość!
Miałam dość tego, że Wielkanoc, jak każde święta w naszym kraju, jest okazją do tego, by nie tylko politycy nas urabiali na swoją modłę, ale żeby także kościelne wieprze przemawiały ludzkim głosem. Chociaż słowo „ludzkim” jest tu nadużyciem. Jak zwykle, msze święte stały się areną politycznych wystąpień poparcia dla rządu, areną wykluczenia grup społecznych i mniejszości, areną pogardy dla ludzi wolnych i walczących z systemem o swoją wolność, areną napuszczania dzieci i rodziców przeciw nauczycielom.
Jezus Chrystus, gdyby istniał i zstąpił na Ziemię w Wielkanoc AD 2019, wolał by drugi raz umrzeć na krzyżu i nigdy nie zmartwychwstać, by nie oglądać co jego pasterze zrobili w jego imieniu. Wolał by umrzeć, niż widzieć, jak jego kościół zajmuje się wyłącznie ludzką dupą, a nie krzewieniem wiary. Nie chciał by widzieć, jak na krzyży naszych win i grzechów, wymienia się aborcje, in vitro, masturbację, homoseksualizm, seks przedmałżeński, a zapomina się o pedofilii...



środa, 17 kwietnia 2019

Znak od boga. ( Tekst z dnia 17 kwietnia 2019 roku)


Krótkie chwile, kiedy wydaje mi się, że wydarzy się coś wyjątkowego, jak sama nazwa wskazuje, są krótkie. Na przykład dziś...Zapowiedź, że nagle, w środku tygodnia wystąpi prezes Kaczyński. Myślałam, że to będzie jakaś wyjątkowa sytuacja. Nie wiem, dlaczego jestem taka głupia i oczekuję tego, co nie może się wydarzyć. Na przykład, że Kaczyński wycofa się z polityki lub że po prostu i zwyczajnie powie coś mądrego. Ale Polska to dziwny kraj, gdzie każde pierdolenie znajdzie swoich zwolenników, każda głupota posłuch, każde kłamstwo, łatwowierców.

Nie wiem, jak można podpisać takie zobowiązanie, że Polska nie przyjmie euro dopóty, dopóki nie osiągnie poziomu życia, jak w Niemczech. To jest po prostu...nie, nie ma na to właściwie urągającego inteligencji słowa w języku polskim. Nie byliśmy Niemcami, nie jesteśmy, i kurwa, dzięki bogu, którego nie ma, nigdy nie będziemy!
I u nas będzie zawsze jak w Polsce, nie, jak w Niemczech.
Uprawianie polityki w naszej Ojczyźnie jest kurewsko proste. Wystarczy np. prawdziwe zdanie: „Wprowadzenie euro sprzyjało by gospodarczemu rozwojowi Polski”, zmienić na zdanie sprzeczne z prawdą: „Euro znacznie osłabi rozwój polskiej gospodarki”. I już masz gotowy program wyborczy.
Dzięki ci panie!, dzięki ci panie!, dzięki ci panie!, którego nie ma, że mieszkam w kraju, który od dawna przyjął euro! Że mogę dokonywać zakupów we wszystkich krajach Europy, poza oczywiście popierdolonym wschodem, bez opłat za przewalutowanie, że mogę kupować towary w Amazonie, (którego w Polsce nie ma) w dowolnym europejskim kraju, nie martwiąc się o to, że podana cena nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dzięki ci panie!, którego nie ma, że mogę przeprowadzać transakcje w Chinach, Japonii lub USA, bo na moim koncie jest waluta powszechnie znana na świecie, a nie jakiś „złoty”, budzący powszechny brak zaufania. Dzięki ci panie!, że nie ma żadnego znaczenia, w jakim banku mam konto, zawsze mogę za swoje zachcianki zapłacić PayPalem, który pośredniczy w transakcjach w całej cywilizowanej Europie i na świecie. Oczywiście, wyjątkiem jest Polska, gdzie zapłacenie czegokolwiek PayPalem graniczy kurwa! z pierdolonym cudem!
Ale co to za problem! Barankom pan Kaczyński powie, że euro to śmierć i kryzys, a baranki Be, be, be, be, be,...
Ręce opadają w każdej sprawie. Nie ma to znaczenia, czy to jest polityka ekonomiczna, stosunki międzynarodowe, czy zwykłe nieszczęście, jakie spotkało Paryż, pożar katedry Notre Dame! Cały świat normalnie po ludzku współczuje! Cały świat czuje się związany z zabytkami historii, które są dowodem naszego rozwoju i zrozumieniem naszej tożsamości. Ale z Polsce się kurwa nie da normalnie! Tu się od razu społeczeństwo odmieńców podzieliło na dwie skrajne grupy. Lewicowcy nie współczują Francji, bo to przecież przeżytek kościelny, bo to się pali kościół, więc niezależnie jak bardzo byłby bezcenny dla dziejów ludzkości, żałować nie trzeba. Na prawdę ludzie! Weźcie się trochę opanujcie! Jakoś WAS nie widzę, byście mięli chęci, by pójść i rozliczać swoich proboszczów z pazerności i pedofilii. Ale jak już się można zemścić na budynku, który WAM po prostu nie może oddać, no to pierwsi jesteście, bohaterowie pierdoleni! No ale prawdziwe używanie mają prawicowcy! Wszystkie czarownice wypuścili z klatek i wszystkich wróżbitów. Zobaczyli nagle znak boży! Znak w wielkim tygodniu, ogień piekielny ostrzegający laicką Francję, ba, całą Europę, która sprzeciwiła się chrześcijaństwu! No chyba już ze starości ten wasz bóg jest ślepy, bo winnych oszczędza, a zsyła swój ogień w ostatnie przylądki swojego królestwa. Jakoś nie widać na co dzień, by jasny piorun uderzał w tych jego pasterzy, którzy plugawią wiarę chciwością i chucią. Oni spokojnie grzeszą w imię boże! I obce im są wyrzuty sumienia.
Pierwsze mentalnej rozkoszy doznała Jadwiga Emilewicz, która zobaczyła płonącą Francję w wyobraźni, Francję, której już nie ma... Za nią powtórzył Adam Andruszkiewicz, dla którego płomień był wyrazem multi-kulti i porzucenia chrześcijaństwa na rzecz emigrantów. No i oczywiście symboliczny upadek Zachodu też się przewija w jego wypowiedzi. A ja byłam pewna, że jego faszystowska gęba, jest symbolami upadku europejskiej kultury!
Następnym prorokiem okazał się Terlikowski, który odczytał pożar, jako symbol nawołujący do nawrócenia...No ty się gnoju na pewno powinieneś nawrócić, nawrócić na człowieczeństwo!
Pani Krynicka, ekspert przeciwpożarowy, który jeszcze przed ugaszeniem ognia jednoznacznie orzekł, że za podpalenie winna jest laicyzacja. Robert Winnicki, w płomieniach zobaczył rosnące gej-bary i meczety. No cóż, mówią, że głodnemu chleb na myśli i każdy ma taką wyobraźnie, jaką ma! Dla Ziemkiewicza pożar ma wymiar metafizyczne ( pewnie się branzlował podczas pożaru), wątpi też w uczciwość śledztwa wskazującego przyczyny tragedii. No tak, chyba by się trzeba było zgłosić do Macierewicza! On to na pewno bardzo dobrze zbada. Pewnie słyszał wybuch, a katedra rozpadła się jeszcze w powietrzu.
Archidiecezja krakowska, ona też dostrzegła pożar Europy. No im się akurat nie dziwię, bo od jakiegoś czasu mogą mieć wrażenie, że im się nieco koło dupy pali.
I na zakończenie, dwie stroskane niewiasty. Pani Magdalena Ogórek i pani Pawłowicz. Obie zgodnym chórem prorokują, że na miejsce katedry zostanie postawiony meczet.
Mogła bym tak, idiotów cytować choćby do rana.
Ręce mi na to wszystko opadają. Polacy, to jednak jest jakiś wyjątkowy i wybrany naród. Wszyscy, na całym świecie potraktowali tę tragedię, jako po prostu tragedię. Zapalić się może w sprzyjających warunkach wszystko. Ani się w dymie matka boska nie ukazała, ani Jezus, więc nie wiem skąd te prorocze wizje. Dach był drewniany, więc się jarał szybko, a pożar z poświeceniem ugasili zwyczajni strażacy, a nie jakieś anioły. I tylko Polacy muszą ze wszystkiego zrobić własna szopkę
Żal wielki, w wielu miejscach na świcie dzwony biły w trwodze. Niektóre zabytki nie są bowiem chrześcijańskie, nie są francuskie, są dziedzictwem całego świata, naszej genialnej konstrukcyjnej myśli, estetyki i zamiłowania do piękna, które nosimy w sobie. I niezależnie od poglądów powinniśmy to szanować, tak jak złościło nas, kiedy państwo islamskie niszczyło swoje zabytki, liczące ponad 2 tysiące lat. To głupie, by mścić się na budynkach, na miejscach pamięci, na symbolach przeszłości. One powinny stać zawsze, niektóre dla chwały, a inne ku przestrodze!
Jest mi naprawdę wstyd, że wszyscy ludzie potrafią odczuwać współczucie i solidarność, że tylko Polacy, jak zwykle szukają znaków, czarów lub po prostu zwyczajnie dziury w całym. I mam wrażenie, że to udawane współczucie podszyte jest szyderstwem i skrywaną radością, że wreszcie los tej znienawidzonej i zlaicyzowanej Francji wypłacił za krzywdy nasze. Tylko pytanie zasadnicze, za jakie krzywdy?
Budynek katedry jeszcze się nie nadaje do oceny przez ekspertów, jeszcze nie wiadomo, co mogło być przyczyną wydarzenia. Polacy niestety szukają już winnych na tym lub w bajkowym świecie. Sugerują by sprawdzić, czy przypadkiem wśród robotników pracujących przy renowacji, nie było muzułmanów...A ja mówiąc szczerze, widząc te rusztowania ustawione wokół, pomyślałam sobie, czy tam przypadkiem nie pracował jakiś niedopity Polak z ułańską fantazja, który zlekceważył zasady bezpieczeństwa.
A na zakończenie tego przeglądu zachowań Polaków, wspomnę może jeszcze o politykach najwyższego oręża. Wielu twierdzi, że nasz „cep i krzywa morda” na pewno pracował w XII wieku przy budowie katedry, jako że nie było w historii świata takiego wydarzenia, w którym on osobiście nie brał by udziału. Może po prostu z powodu wrodzonej skromności jeszcze o tym nie wspomniał. Odezwał się za to prezydent Andrzej Duda, zameldował się jeszcze w trakcie pożaru z kilofem i łopatą gotowy do odbudowywania..., nie, nie katedry Notre Dame. Ten pajac chce odbudowywać Europę całą na fundamentach semickich i chrześcijańskich. ( narodowcy mu tego nie wybaczą)
Wiem, wiem, prezydent wolny człowiek, obywatel, jak każdy. Wolno mu pierdolić to, co mu ślina na język przyniesie. Ale niektórym politykom, do których się zalicza Duda, powinno się w dniu zaprzysiężenia zabierać wszelkie urządzenia elektroniczne do kontaktowania się ze światem. Bo zwykły człowiek mówi tylko w swoim imieniu, sam ponosi konsekwencje swoich wypowiedzi. Taka bezmyślna szmata wypowiada się niestety w imieniu narodu, a więc także moim. Jeśli już jakimś dziwnym przypadkiem został prezydentem i musi mnie reprezentować, to mógłby chociaż tyle wiedzieć, kiedy wypada milczeć i zwyczajnie zamknąć ryj, jeśli się nic mądrego nie ma do powiedzenia!



poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Klincz. ( Tekst z dnia 15 kwietnia 2019 roku)


Wielu moich znajomych wyrzuca mi, że ostatnio mało piszę. No cóż, mało pisze, bo Wy mało czytacie. Na początku było tak, że pisałam, by spuścić parę. Ale liczba czytelników rosła i się przyzwyczaiłam. Przez bardzo długo pisałam, bo wiedziałam, że ludzie czekają na moje słowa. Dziś wróciłam do początkowego stanu. Czyli piszę wtedy, kiedy ciśnienie mi rozsadza głowę i muszę coś z siebie wyrzucić.
Prawda jest także taka, że po czterech latach, trudno nie zauważyć, że wszystkie słowa, jakie tylko zawiera słownik języka polskiego, te cenzuralne i niecenzuralne, zostały już powiedziane. A efekty są raczej mierne. Dlatego, nie tylko ja, wiele osób, które na początku miały wiele entuzjazmu, dziś odczuwają zniechęcenie i zmęczenie.
Bo myśmy jako społeczeństwo, po prostu te 4 lata zmarnowali. Jesteśmy dokładnie w tym samym punkcie labiryntu, z którego rozpoczynaliśmy drogę. Wystarczy popatrzeć na prognozowane poparcie dla PISu... nie spadło ani o gram.
Te ostanie cztery lata są jakby historią Polski w pigułce. Historią z najgorszego okresu, zaborów i przegranych powstań. I tak, jak wtedy, tak teraz nie jesteśmy prawdziwym społeczeństwem i prawdziwymi obywatelami. Dlatego nic nam się nie udaje.
To może będzie smutna diagnoza. Znowu wielu z WAS uzna, że chcę ich obrazić. Ale każdy zryw, każdy strajk, każdy protest pokazuje niestety, że mam rację. Nie potrafimy być razem. Tak, jak dawniej w tych powstaniach przeciwko najeźdźcom, każda grupa społeczna, każda warstwa walczyła tylko o swoje, tak i teraz każdy z nas nie widzi istoty problemu, tylko kalkuluje, ile może zyskać, a ile stracić.
Ile było przez te cztery lata tych naszych małych powstań?
Powstaliście w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, ale byliście niepewni, jak dziewica, która i chce i jednocześnie się boi. Mogliście to bardzo szybko skończyć, ale chcieliście uszanować wynik wyborczy i werdykt suwerena. Nie uznaliście swojego obywatelskiego prawa do zmiany władzy, która łamie prawo...
Nie wsparliście polityków okupujących Sejm...To znaczy wspieraliście, ale uznaliście, że powinni wszystko załatwić za WAS. Bo przecież były święta, bo by WAM dupy marzły na ulicy, bo akurat wypłynęła sprawa Kijowskiego i ważniejsze dla WAS było ciąganie się za kudły i walka o przywództwo w KODzie. I co widzicie z perspektywy lat? Czy wina lub niewinność Mateusza Kijowskiego miała jakiekolwiek znaczenia dla naszej historii? Oczywiście żadne! Ale tak było łatwiej i wygodniej...zająć się pierdołami, a nie Polską. To było kolejne powstanie skazane na przegraną, bo nie było wsparcia w narodzie. Naród wolał zrobić z Ryśka Petru kozła ofiarnego. I tak historia będzie pisać o tym, że gdyby Rysiek nie wyjechał na wakacje, to by rewolucja się udała. Gówno prawda! Naród zawiódł, Rysiek jest tylko kozłem.
Potem spacerowaliście w sprawie sadów i było tak pięknie. Ale PIS zna WAS bardzo dobrze i wie, że nie stać WAS na agresję, że wolicie sobie wmawiać dobre intencje władzy. Pokonali WAS pozorowanym wetem prezydenta, rozciągnięciem w czasie całej procedury. Wiedzieli, nie będziecie spacerować przez 3 miesiące, i nie wyjdziecie po raz drugi na ulicę w tej samej sprawie.
Nie było solidarności w sprawie rezydentów. Chociaż środowisko pracowników służby zdrowia jest bardzo duże i gdyby choćby ono wsparło swoich kolegów realnym strajkiem, można było by osłabić władzę, zadawać kolejne ciosy.
Nie wdarliście się także do Sejmu, by wesprzeć niepełnosprawnych. Małymi grupkami protestowaliście na zewnątrz. A oni tam sami, jak na Westerplatte, wykrwawiali się z nadziei, wobec przeważającej siły wroga. Odeszli przegrani, trzeba to sobie powiedzieć prosto w twarz.
W międzyczasie życie oddał Piotr, zwyczajny szary człowiek, a potem Prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz... Polamentowaliście, zapaliliście morze zniczy, rzeka łez spłynęła do Bałtyku... Wróciliście do domów...
Teraz jesteśmy w trakcie kolejnego protestu, kolejnego strajku, kolejnego powstania przeciwko władzy, które jest z góry skazane na przegraną. Władza o tym wie, więc może sobie szydzić z narodu.
Gdyby nauczyciele protestowali w innym terminie, który nie obejmował by egzaminów, pani Zalewska nadal szczerzyła by swoje przerośnięte uzębienie cichaczem pokazując im środkowy palec. Decyzja o podjęciu akcji strajkowej w tym trudnym czasie jest jedyną, jaką można było podjąć, bo tylko groźba zakłócenia egzaminów mogła sprawić, że ktoś w ogóle potraktuje to poważnie. A mimo to, od pierwszej chwili, nauczyciele byli na przegranej pozycji. Było od razu wiadomo, że PIS zagra ich powołaniem, misyjnością ich zawodu, a przede wszystkim, będzie, jako żywe tarcze używał dzieci.
Będą mówić: Tak, nauczyciele przeszkodzą WAM w egzaminach, zamkną WAM drogę do lepszych liceów, nie dopuszczą WAS do matury, zmarnują WAM życie... Nauczyciel, jak kapitan, nigdy nie powinien pozostawiać swoich uczniów! Gówno prawda! Wszystko gówno prawda! A społeczeństwo to gówno je i się oblizuje ze smakiem. To godzenie się na taką szkołę, na taki system nauczania, jaki nam zafundował PIS, jest prawdziwą zdradą wobec uczniów. System, w którym nie uczy się samodzielnego myślenia, rozwiązywania problemów, tolerancji i otwartości, który jest oparty na bezmyślnym wyklepywaniu regułek z paciorami na czele, to on niszczy przyszłość naszych dzieci. Bo tu nie chodzi tylko o jakieś grosze dla nauczycieli, lecz o godność i prestiż tego zawodu! O wolność wychowywania przyszłych pokoleń.
Niestety, nie wygramy i tej bitwy. Nie wygramy, bo nie mamy broni, którą dało by się walczyć z rządem, który posługuje się szantażem i obłudą.
I tu przeszła bym do puenty, która jest głównym celem i tematem mojego dzisiejszego wystąpienia...Mówię to od czasów tamtych wyborów prezydenckich sprzed 4 lat. Nie jest największym problemem Polski fakt, że PIS ma liczący 35% społeczeństwa elektorat, którego nawet bomba atomowa nie ruszy. Głównym problemem jest to, że wśród całej reszty jest tylko, na moje oko, 20% tych, którzy naprawdę rozumieją, że nie można podejmować walki, jeśli się nie jest w stanie ponieść konsekwencji. Nie wygramy nigdy, jeśli nie zrozumiemy, że musimy coś dla tej walki poświęcić. Rozmawiam z ludźmi z bardzo różnych środowisk. Większość z nich jest mądra i rozumie, jak powinno w Polsce być, żeby było dobrze. Ale te same osoby uważają, że wystarczy wybory wygrać, PIS odsunąć i wszystko wróci do normy! Nie wróci! Gdyby przed PISem, polskie społeczeństwo było mądre i silne, to nigdy by taki PIS do władzy nie doszedł. Polacy są dziwni. W ich głowach, pełnych ideałów i wiedzy, jest jeden niebezpieczny przycisk, który im wyłącza myślenie. Gdyby na przykład Polak widział, że ktoś się topi, albo jest uwięziony w pożarze, to z całego serca by mu pomógł. Ale wystarczy, że mu się przypomni, że akurat jest wigilia i mógłby na karpia nie zdążyć, albo, że się „M ja miłość” zaczyna, to mu się od razu wyłącza myślenie. Mamy jakiś pokręcony system wartości, bardzo dla nas wygodny i bezpieczny, który pozwala nam latami nie zauważać toczącej się obok nas wojny, choćby zależało od niej także nasze życie. Mijają stulecia, a mnie się ciągle zdaje, że Polacy tańczą, jak w "Weselu" Wyspiańskiego swój bezmyślny taniec. Tańczą tak, jak im cwaniaczki zagrają. Tak się kołują, kołują, że o całym świecie zapominają. A potem zasną i zapomną zagrać na rogu i prześpią, jak zwykle, swoją szansę.
Tak, mam żal. Jestem, bardzo rozżalona. Widzę, jak łatwo PIS manipuluje rodzicami i jak nauczyciele zostali zamknięci w moralnym klinczu, z którego sami się nie wydostaną. Bo albo zostaną z łatka nieodpowiedzialnych, pazernych belfrów, którzy porzucili swoich wychowanków w potrzebie, albo przegrają i zostaną dodatkowo upokorzeni. A Wy stoicie wkoło i się przyglądacie. Wiecie, że jutro mogłaby stanąć cała Polska, jak w latach osiemdziesiątych. Mogły by przestać jeździć tramwaje i autobusy, mogli by zastrajkować niedofinansowane szpitale, urzędy i sady. Czy wiecie, co to znaczy, kiedy staje komunikacja? Ci, którzy żyli w tamtych czasach wiedzą...
Można taki rząd wysadzić z siodeł w ciągu tygodnia.
Wiecie, że mogli byście to zrobić, ale wolicie się przyglądać...
Nie ma już w WAS solidarności i nie ma zrozumienia, że walka nie jest tylko o nich, że o nas wszystkich tu chodzi. Niezależnie, czy i kto strajkuje, robi to w naszym imieniu i dla naszej przyszłości.
Niestety, przez te cztery lata nie zrobiliśmy nic, by ludzi, którzy naprawdę to rozumieją, było więcej. Bo tu sama dobra wola nie wystarczy.



czwartek, 11 kwietnia 2019

Stać nas na solidarność. ( Tekst z dnia 11 kwietnia 2019 roku.)


Strajkowałam w życiu tylko raz. Byłam przyjęta na okres przedświąteczny, na czasową umowę do fabryki produkującej ciastka. Pracowałam w sumie może jeden tydzień. Resztę, nie do końca z własnej woli, strajkowałam z całą załogą. Nie byłam łamistrajkiem. Oczywiście strajkowanie nie polegało na siedzeniu w domu. Trzeba było do zakładu przyjść normalnie i protestować.
Za cały ten okres dostałam normalną wypłatę. A ponieważ strajk dotyczył między innymi wysokości wynagrodzeń, których wzrost udało się wywalczyć, jeszcze po dwóch latach do mnie wydzwaniano, by za ten czas, na który opiewała moja umowa, wypłacić mi wyrównanie. To się wydarzyło w Hiszpanii, gdzie, jak mi się wydawało, prawa pracownicze nie są szanowane.
Ja może jestem głupia, nie znam się na prawie, które obowiązuje w Polsce. Może więc mnie uświadomicie... Naprawdę?, jeśli się strajkuje, nie otrzymuje się wynagrodzenia? Jeśli tak, to znaczy, że prawo do strajku jest naprawdę do dupy. Byłam tego nieświadoma i raczej pewna, że robotnicy wywalczyli już w XIX wieku tę zasadę, że skoro mają prawo strajkować, mają także prawo do podstawowego wynagrodzenia w czasie strajku. W zamierzchłych czasach istniał specjalny fundusz dla pracowników, którzy byli wyrzucani z pracy, albo stracili możliwość zarabiania pieniędzy, bo ulegli wypadkowi, albo kiedy strajkowali. Ja się o tym uczyłam na lekcji historii, dlatego szczęka mi opadłą, kiedy usłyszałam, że nauczyciele nie będą mieli zapłacone, za te dni, kiedy strajkują. Zastanawiam się, czy to świat się tak cofnął, czy to tylko w naszym kraju tak traktuje się pracowników?
Muszę jednak z satysfakcja powiedzieć, że wszystkie represje, które rząd wdraża, by odwieś nauczycieli od strajkowania, odnoszą dokładnie odwrotny skutek. To jest kolejny dowód na to, że taki nikt, jak Kaczyński, nie zdoła nas złamać. Jeśli nie zapłacą nauczycielom, my im zapłacimy, my ich wesprzemy i docenimy.
Brawa więc dla pomysłodawców i wykonawców pomysłu o utworzeniu funduszu strajkowego. To pomoże nauczycielom przetrwać, utrudni zastraszanie, ale przede wszystkim, jest wyrazem oporu społeczeństwa, wobec pogardy władzy.
Droga opozycjo i nauczyciele. Cały czas wzywacie Morawieckiego do jego osobistego udziału w negocjacjach. Bez sensu jest to wezwanie. Szukam w pamięci takiego wydarzenia, bym widziała jego krzywą mordę w trakcie jakiejś rozmowy. On jest zaprogramowany, jako katarynka, nakręcona tylko na odtwarzanie monologu pełnego kłamstw. Do rozmowy się nie nadaje. Po co pójdzie do nauczycieli? Będzie im kłamał, że pracują w najlepszym na świecie systemie edukacji?, że najmniej pracują i w najlepszych warunkach?, że zarabiają świetnie? Przecież to tym razem zadziałać nie może.
Niech sobie sam posiedzi przy okrągłym stole. W tym kraju wszystko jest na niby, rząd jest na niby, budżet jest na niby i premier jest na niby. Po co go o coś prosić. Przecież on i tak o niczym nie decyduje...

Chciałam jeszcze raz zwrócić się do rodziców. Kiedy WASZE dzieci jadą na wycieczkę, macie prawo wezwać policję, sprawdzić stan techniczny autobusu, kwalifikacje i trzeźwość kierowcy. Macie takie samo prawo do kontroli nauczycieli i egzaminatorów. Dlaczego nie sprawdzacie, czy osoby nadzorujące WASZE dzieci są do tego uprawnione? Dlaczego narażacie młodzież na to, że ich stres pójdzie na marne, a napisane przez nich egzaminy będą mogły być podważone? Nie możecie się zgodzić, by WASZE dzieci egzaminował byle kto. Wyniki takich egzaminów mogą być mało wiarygodne, a komisje rekrutujące do liceów, mogą odrzucać podania tych dzieci, które były egzaminowane przez strażaków, księży lub strażników leśnych. Nie dajcie się zmanipulować. Zastanówcie się dobrze, co jest najlepsze dla WASZYCH dzieci.
To jest sytuacja trudna i bardzo wyjątkowa. Ale tylko na pozór liczy się to, czy egzaminy się odbędą. Ważniejsze jest, by WASZE dzieci zobaczyły WASZĄ postawę, byście się okazali odważnymi ludźmi.
Drodzy Polacy. Ja WAM nie będę za długo zawracać głowy. Dziś ważni są nauczyciele, którzy strajkują.
Do nas należy tylko wspieranie ich w każdy możliwy sposób. Kto może, niech wpłaca na fundusz strajkowy, kto może niech uczestniczy w organizowanych w różnych miejscach Polski manifestacjach i protestach. Przydadzą się także ci, którzy mogą tylko siedzieć przed komputerami. Kasujcie hejt, rozpowszechniajcie posty wspierające, udostępniajcie numer konta, na który należy przekazywać wsparcie.
Bądźmy razem, bo w końcowym efekcie, tylko to się opłaci. Historia to udowodniła wiele razy. A teraz jest nasz czas. Widocznie żadne pokolenie nie może być wolne o zawieruchy i rewolucji. Ta władza sama nie ustąpi, więc my tej rewolucji potrzebujemy.
Udowodniliśmy 30 lat temu, że potrafimy to zrobić pokojowo. Zróbmy to jeszcze raz. Stać nas na to.

PS:Możesz dokonać wpłaty na „Fundusz strajkowy” ZNP: 
13 1240 5934 1111 0010 8960 6877



wtorek, 9 kwietnia 2019

Ostatni wieczór przed wojną. ( Tekst z dnia 9 kwietnia 2019 roku)


Drodzy Państwo!
Nie ma sensu, bym WAS traktowała, jak barany, czyli tak, jak WAS traktuje PIS! Wszystko, co się dzieje, jest WAM wiadome. Nie ma sensu, bym WAM powtarzała kłamstwa, które właśnie w tej chwili pierdoli Sasin w Kropce nad I, albo bym WAM pokazywała, jak nadęta Szydło z krzywą miną namawia nauczycieli, by podpisali gównianą ugodę. Wszystko widzicie i sami to potraficie ocenić.
Będzie więc dziś krótko, o ile mi się uda.
Polacy kochani. Zaczyna się piękna wiosna. Przyroda i natura idzie swoją drogą niezależnie od tego, co wyrabia nasza władza. Niezależnie od polityki, będzie coraz cieplej, będą kwitły fiołki i kaczeńce. A mimo to, ten wieczór, zawsze może być ostatnim wieczorem przed wojną...
Czy myślicie, że ostatniego sierpnia 1939 roku, ludzie spacerując ciepłymi ulicami wiedzieli, że obudzą się rano i ich życie zmieni się na zawsze? Czy 12 grudnia 1981 roku, ktokolwiek przypuszczał co wydarzy się już za kilka godzin? Czy słysząc głuchy daleki hałas, ktokolwiek pomyślał, że to czołgi właśnie wjeżdżają do naszego miasta? Zarówno wtedy, przed wybuchem II wojny światowej, jak i przed stanem wojennym, czuło się w powietrzu to ciśnienie, narastające napięcie, ale nikt nie wierzył, że może się wydarzyć to, co się wydarzyło. Jedni poszli na randkę, inni do kina, tamci poszli spać wcześniej, a inni wypili wódkę z przyjaciółmi... Taki zwyczajny dzień, taka zwyczajna noc... ostatnia przed czasem próby.
Chciałam WAM powiedzieć, że dziś też czuje się to napięcie. Nadszedł czas krytyczny. Jutro wyjątkowy dzień w szkołach, strajk nauczycieli trwa. Nawet jeśli uda się przeprowadzić egzaminy, to ich wyniki zawsze będą kwestionowane. Rząd coraz bardziej atakuje nauczycieli. Od tygodni, a może miesiącu śledził szefa ZNP, robiąc mu zdjęcia, jeśli tylko zbliżył się do polityków PO. Jestem pewna, że większość osób, którzy mogli by zagrażać władzy, jest w podobny sposób inwigilowana. Tak, żeby zawsze mieć pod ręką jakieś kompromitujące materiały. Podsłuchy i obserwacja, jak przed stanem wojennym. I nastawianie jednych obywateli przeciwko drugim. Związek zawodowy Solidarność zdradził naród, nie pierwszy raz zresztą.
Tak naprawdę nie wiemy, co jeszcze się może wydarzyć.
Zdając sobie sprawę, że jeszcze silniej niż ja odczuwacie to napięcie, bo dotyczy WAS bezpośrednio i dotyka z bliska, mogę tylko zwrócić się do WAS z apelem:
...Drodzy Nauczyciele. Bądźcie niezłomni! Mówię to z bardzo egoistycznego powodu. WASZE niskie wynagrodzenie uwłacza nam wszystkim i wielu z nas zdaje sobie sprawę, że dla naszych dzieci wcale nie są najważniejsze te jutrzejsze egzaminy, a lekcja postawy obywatelskiej, którą dostają na żywo. Z mojego egoistycznego punktu widzenia, jesteście kolejną nadzieją na to, że uda nam się w końcu dokopać tej władzy. Ale samo dokopanie mnie nie usatysfakcjonuje. Mam nadzieję, że WASZ strajk, będzie ich pierwszym gwoździem do trumny. Tak! Chcę żeby wreszcie odeszli, ponieważ nauczyciel, tak, jak sędzia, policjant czy lekarz, powinien być wolnym człowiekiem i w ramach swojej wolności zgodnie z własnym, a nie narzuconym sumieniem, wychowywać nowe pokolenia. Niestety reforma oświaty odebrała WAM swobodę działania, a ze szkoły uczyniła narządzie polityczne, narzędzie do łamania młodych kręgosłupów. Z taką szkoła się nie zgadzam. Dlatego wspieram WASZĄ walkę, bo wierzę, że walczycie nie tylko o własny los, ale także o kształt i przyszłość polskiej szkoły.
Apeluję do rodziców, by dobrze rozważyli, co jest naprawdę ważne dla ich dzieci i dla doraźnych celów nie przekreślali przyszłości nowych pokoleń.
Im więcej nas wesprze nauczycieli, tym szybciej nasze dzieci wrócą do szkół i będą mogły kontynuować naukę.
Dziś Władysław Frasyniuk apelował w telewizji, byście się zbierali wieczorami przed kuratoriami i wspierali protest pracowników oświaty. Ja WAS proszę o więcej.
Ja apeluje do wszystkich pracowników budżetówki, rozważcie wsparcie nauczycieli czynnym strajkiem. Skoro związek zawodowy, posługujący się w sposób nieuprawniony nazwą „Solidarność”, nas zdradził, my musimy przywrócić tej nazwie właściwą godność.
Zwracam się do rezydentów, oszukanych przez rząd, po długiej i wyczerpującej głodówce, do pielęgniarek i pracowników sadów. Zwracam się do osób niepełnosprawnych, ich opiekunów, w szczególności do Jakuba Hartwicha, który sam jest czynnym politykiem. Pomóżcie nauczycielom. Wszystkich WAS oczekujemy na ulicach. Pamiętacie, jak trudno jest protestować w osamotnieniu i jak bardzo czuliście się bezsilni wobec bezdusznych polityków PiSu.
Pomóżcie nam! Tylko solidarność nas wszystkich, którzy doznali od tej władzy upokorzenia i pogardy, może coś zmienić!
I mój ostatni apel, może najtrudniejszy. Zwracam się do wszystkich szeregowych członków Solidarności.
Na pewno, w ostatnim czasie nie raz zastanawialiście się, czy bycie członkiem tej organizacji jest jeszcze powodem do dumy. Widząc, jak WASI przywódcy dilują z władzą, jak podpisują porozumienia i popierają kandydatów na różne stanowiska, jak bronią księdza pedofila, jak obrażają bohaterów lat osiemdziesiątych, jak WASZ szef żyje ponad stan, jak zapomniał, czym jest związek zawodowy, to na pewno WAS zmusza do refleksji. Wiem, jak wiele dla WAS znaczy ta legitymacja. To przecież najjaśniejsza część WASZEGO życia. Ale myślę, że czara goryczy już się przelała i czas najwyższy spojrzeć prawdzie w oczy. Tamtej Solidarności, w którą wierzyliśmy i która wierzyła w nas, już po prostu nie ma.
Dziś przyszedł czas, by podjąć decyzję. Uważam, że po ostatniej niedzieli, powinniście masowo wystąpić z tego, co od dawna już nie jest naszą Solidarnością.
Nie wiemy, jak to wszystko się skończy. Nie mamy pojęcia, czy odniesiemy pokojowe zwycięstwo, czy może jest to ostatni wieczór przed nadejściem wojny. Cokolwiek się stanie, nie okazujmy strachu. Bądźmy wreszcie razem. Dajmy przykład naszym dzieciom, że są sprawy zasadnicze, ważniejsze niż los pojedynczego człowieka. Że tylko razem stanowimy siłę, która może coś zmienić.



poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Pycha, buta i głupota. ( Tekst z dnia 8 kwietnia 2019 roku)


Moje politowanie nad partią PISd przybiera na sile każdej kolejnej soboty, kiedy oglądam ich rozpaczliwe próby kupienia sobie następnej kadencji.
Przez ostatnie kilka tygodni widzieliśmy wiele zmian w polskiej polityce. Konserwatywny Grzegorz Schetyna, Kosiniak Kamysz ze swoją wiarą w dobre intencje kościoła, Czarzasty dokarmiający swoje osobiste ego, miotająca się Nowoczesna, oni wszyscy zrozumieli, że niezależnie od osobistych poglądów, muszą się zjednoczyć, by ratować Polskę. Z tych partii, które reprezentują poszczególni liderzy wzięto wszystko, co najlepsze i włożono do jednego garnka, by powstała koalicja o zupełnie nowej jakości.
PIS niestety jest niereformowalny. On się po prostu nie zmienia. Ciągle mu się zdaje, że nas kupi, że nas zniewoli i że zwyczajne procesy demokratyczne nie dotyczą ich partii.
W historii świata przekonali się o tym już wszyscy dotychczasowi dyktatorzy i agresorzy, że każdy naród można zniewolić, ale nie da się go złamać. Nie wiem dlaczego PISowi się zdaje, że będzie wyjątkiem i że nas złamie...
Od ponad trzech lat obserwujemy władzę, której się wydaje, że zawsze lepiej wie, co jest obywatelom potrzeba. Wiedzą, co mamy jeść, w co się ubierać, czego się uczyć i co myśleć. Daje swoje 500+ tym, którzy potrzebują, ale także tym, którzy więcej wydają na codzienne zakupy w supermarkecie. Hołdują jednak jednej niezłomnej i niepodważalnej zasadzie. Nie wolno dawać tym, którzy proszą.
Mówi się, że pycha i buta idą przed upadkiem. W przypadku PISu, przed pychą i butą raźnym krokiem maszeruje głupota.
Mogli by choćby udawać, że rozumieją potrzeby innych. Mogli by dla pozoru dołożyć nauczycielom do pensji, zlitować się nad niepełnosprawnymi czy pielęgniarkami. Nie! Oni muszą ukarać tych, którzy się dopominają o swoje! Muszą udowodnić, że dobrze żyć mogą tylko ci, którzy przed partią klęczą na kolanach, a przede wszystkim ci, którzy milczą.. Nic, zero dla buntowników! Gra pozorów, teatrzyk zielone oko trwa w najlepsze! Pani „premier od niczego” Szydło, jest kurwa gotowa nawet o szóstej rano negocjować z nauczycielami, co brzmi naprawdę śmiesznie wobec faktu, że nie znalazła dla nich czasu przez ostatnie 4 lata. Bo przecież nie chodzi o to, by cokolwiek załagodzić, lecz o to, by pokazać, jak rząd się stara. Ba, nawet jest gotowa otoczyć, jak kwoka, nasze dzieci i za darmo zastąpić nauczycieli wykładając historię, której nie zna i wiedzę o społeczeństwie. No, tu przynajmniej może nauczyć, jak zgrabnie kłamać i łamać Konstytucję. Jeszcze śmieszniej brzmią propozycje podwyżek za cztery lata. Droga pani „premier od niczego”...za cztery lata, to może asteroida pierdolnąć w Ziemię, a na pewno już wy nie będziecie wtedy rządzić. Po co więc pani obiecuje coś czego dotrzymać nie może? Ten, kto czytał „Potop” Henryka Sienkiewicza na pewno pamięta, jak Zagłoba obiecywał Szwedom Niderlandy, których nie był właścicielem. Te propozycje mają podobny wymiar i są równie realne. Szydło nam obiecuje Niderlandy, w których posiadaniu nie jest i nigdy nie będzie!
Jest to dla nas, jako Polaków, jako narodu, po prostu kuriozalne, że prezes, którego pachołki uporczywie powtarzają, iż pieniędzy dla nauczycieli nie ma, nie mogąc wprost pojechać na konwencji mową nienawiści, nazwać nauczycieli mordami zdradzieckimi, albo jakimś zaraźliwym elementem, stawia ich potrzeby niżej niż potrzeby świń i krów. Szkoda tylko, że pan nadprezes dawno już stracił zdolności honorowe. Nie jest więc w stanie nas obrazić. Taki występ, dwa dni przed strajkiem w oświacie, świadczy tylko o tym, że i on nie zważając na wybory, nie potrafi powstrzymać swej głupoty.
Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że prezes wymyślił te krowy i świnie tylko po to, by nam, nauczycielom pokazać, jak nisko nas ceni. Ale nas nie złamie, bo my znamy swoją wartość.
Głupota PISu idzie ważkim krokiem pełnym samozadowolenia przed pycha i butą. Bo gdyby PIS był mądrą partią, to grał by innymi kartami. Rozumiał by, że ducha narodu nie złamali ci, którzy mieli do dyspozycji lepsze miecze, więcej koni, a nawet czołgi, bombowce lub karabiny. A PIS ma tylko swoje „pińset” i zdaje mu się, że jeśli nas nie może zniszczyć, to chociaż nas kupi. To raz może zadziałało, ale dziś to już jest zgrana karta.
Gdyby PIS był partią ludzi mądrych, wojewoda pomorski trzymający palec z PISowskiej dupie, nie rozpoczął by wojny z Gdańszczanami o Plac Solidarności i obchody 4 czerwca. Mógł w zgodzie z resztą obywateli tego miasta, po prostu wspólnie uhonorować tę rocznicę. Pokazał by, że obca mu jest mowa nienawiści, że szanuje najnowszą historie, że w sprawach zasadniczych dąży do zjednoczenia i zgody. Wszystko odbyło by się grzecznie, a opozycja nie miała by się do czego przyczepić.
Niestety, PIS jest za głupi i woli iść na zwarcie, co całkowicie obnaża jego intencje.
Powiem tak: Pani Prezydent Gdańska, kulturalna kobieta, bardzo grzecznie prosiła pana wojewodę, by zmienił swą decyzję. Ja taka kulturalna być nie muszę. Powiem więc wprost, to, co myślę...
Chuj panu w pańską wojewódzkę dupę! Jeśli pan nam zabroni świętować pod trzema krzyżami, znajdziemy inny plac w Gdańsku. Jeśli pan nas wygoni z Gdańska, znajdziemy polską łąkę, na której rozłożymy nasz stół wolności i solidarności. Tam przyjmiemy Polaków i gości zagranicznych. Jeśli nas pan wygoni z Polski, to będziemy tę rocznicę obchodzić w Brukseli, na włoskich plażach, pod wieżą Eiffla, w Toronto, w Sidney lub Buenos Aires! Na całym świecie znany jest Lech Wałęsa i nasze zwycięstwo nad komunizmem. Cokolwiek pan wymyśli, to święto się odbędzie! I na pewno będzie przemawiał na nim Donald Tusk i skopie wam dupy! A z nim przyjadą wielcy tego świata. Gdziekolwiek będziemy obchodzić tę rocznicę, tam w tym momencie będzie Polska. A wy możecie co najwyżej odtańczyć swój chocholi taniec wkoło pomnika trzech krzyży, który , podkreślam!, nie jest waszą własnością! Jest własnością narodu polskiego!
PIS to klasyczna banda durni. Popełniają błąd po błędzie. Ale największym z nich jest to, że nie doceniają Polaków. Ciągle jeszcze w tym społeczeństwie wielu jest takich, którym nie wystarczy dać jałmużnę, nie wystarczy zafundować zgrzewki piwa, albo kromki mocno suchego już chleba. Nie traktujcie nas, jak żebraków, których można kupić byle czym. Jesteśmy dumnymi ludźmi, rozumiemy co jest ważne w życiu. Pieniądze są oczywiście ważne, ale dobry polityk powinien myśleć o tym, jak pieniądze zdobyć, a nie, jak je rozdać.
PIS każdej soboty organizuje swoje konwencje. Krzyczy, że inni nie mają żadnego programu. A mnie się zdaje, że ich jedynym programem jest pokazywanie, że inni programu nie mają. Nie mówią na tych konwencjach o tym, że obiecują ludziom pieniądze, których im jeszcze Unia nie dała, że po cichu, za plecami narodu, umawiają się na koalicje z europejskimi faszystami. Mówią natomiast, że będą od nowa chrystianizować Europę...Ale czy to jest działanie dla Polski? Czy nie jest to zwyczajny lobbing na rzecz obcego państwa, na rzecz Watykanu? Bo co my będziemy z tego mieli? Czy Watykan się z nami podzieli swym bogactwem, dołoży na te wszystkie „pińćset” na krowy i świnie?
Następne spotkanie z głupotą pana Kaczyńskiego odbędzie się w następną sobotę. Kto się chce pośmiać, zapraszam. Dobrze, że PIS przegra wybory i że te obiecanki są całkowicie puste. Bo w przeciwnym wypadku, nie było by się z czego śmiać. Mam jednak nadzieję, że pan prezes się opamięta i na najbliższe spotkanie się bardziej postara. Bo, żeby było sprawiedliwie, nie może wyróżniać tylko dwóch gatunków zwierząt domowych w swoich planach. Na swoją szansę czekają także owce, a szczególnie barany, a także konie ( już nie arabskie, bo te zostały już wykończone, ale pociągowe i te na mięso), indyki, kurczaki i gęsi. I niech pan prezes nie zapomni o kaczuszkach, ale tych prawdziwie polskich, szczególnie, że idzie Wielkanoc...



Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...