poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Dlaczego?, czyli moje świąteczne igraszki z diabłem. ( Tekst z dnia 22 kwietnia 2019 roku)


...Na początek życzenia, nieco spóźnione lecz szczere. Skoro już zjedliście Państwo wczoraj pogańskie jajeczka i poszły WAM na zdrowie, życzę WAM udanego, równie pogańskiego lanego poniedziałku...

Po wielu latach mojego życia udało mi się osiągnąć tak zwany konsensus z samą sobą. Czyli po prostu nie obchodzę w sposób tradycyjny żadnych świąt. Nie jem w tym dniu jajek, ugotowanej wcześniej szynki, nie piekę mazurków i babek. Nie stroję choinki, nie poszczę w dni postne ( wręcz odwrotnie). Jedyne, co staram się robić w dni, kiedy świat ma tak zwane święta, staram się odpocząć od polityki. Staram się... przysięgam sobie, że nie dam się w tym czasie wyprowadzić z równowagi. I każdego roku jestem zmuszona złamać daną sobie przysięgę.
Powiem WAM, chociaż to może jest nieco pokręcone u osoby niewierzącej, każdego roku łudzę się, że ludzie, którzy się przecież deklarują, jako wyznawcy zmartwychwstałego Jezusa, odpuszczą sobie chociaż przez ten jeden tydzień w roku. Zajmą się malowaniem jaj, składaniem sobie nawzajem swoich fałszywych życzeń i pozwolą ludziom na trochę luzu. Ale moje złudzenia zostają, jak zwykle zamordowane już od samego rana.
Zaczynam, jak idiotka tęsknić za tamtymi czasami, kiedy był tylko jeden program w telewizji, a reżim tylko jednym zdaniem napomykał, że właśnie tego dnia obchodzimy Wielkanoc, albo pokazywał młodzieńcze harce podczas końskich zalotów z polewaniem kobiet wodą z wiadra. Dziś niestety, kiedy w prywatnych stacjach nawołuje się do powrotu do świeckiego państwa, kiedy na co dzień wydaje się wszystko normalnie ( w tych telewizjach), w święta wszyscy dostają małpiego rozumu. Taki TVN, już od piątku niczym się nie różni od telewizji Trwam. Jaja, księża, koszyczki, palmy, znowu jaja... „chuje muje”. Wszystko idzie w odstawkę, czekam tylko, kiedy modlitwą poranną zaczynał się będzie program „Wstajesz i wiesz”. Patrzysz na to i masz ochotę spierdalać, ale dokąd? Na innym programie, „życie Jezusa”, na następnym „droga krzyżowa”, a jeszcze na następnym ekranizacja mąki Chrystusa w trzech odsłonach...
Po trzech dniach człowiek rzyga już wiarą i tradycją. I pytam się, ja człowiek niewierzący w imieniu swoim i innych ateistów, a także ludzi innej wiary: Czy my mamy w tym kraju jakieś prawa? Czy święta jednego wyzwania muszą wyglądać, jakby potop gówna zalał cały kraj i wszyscy w tym gównie muszą się taplać po uszy?
Na to dostałam odpowiedź bardzo szybko w kazaniach wielkanocnych, gdzie prawa mniejszości opluto. Ale o tym może trochę później, należy bowiem zawsze zaczynać od początku.
Udało mi się w tym roku, po raz pierwszy od lat czterech chyba, powstrzymać się od wielkanocnej polityki w wielkanocną niedziele. A uważam to za nie lada wyczyn wobec szeregu wydarzeń, które nie pozostały bez wpływu na polski świąteczny nastrój. A denerwować się było na co już od soboty.
Są takie rzeczy, które wedle polskiej tradycji wydarzyć się muszą i trzeba je zwyczajnie przeczekać zaciskając zęby. Należą do nich wszelkie okazjonalne życzenia polityków skierowane do narodu.
Ale ich pierdolona cykliczność i nieuniknioność nie sprawia, że nas nie dołują. O dziwo, nie zrobił na mnie piorunująco złego wrażenia prezydent Duda...może to już siła przyzwyczajenia. Ale mój mózg zadrżał na widok stojącej u jego boku anorektycznej krowy, której fałszywy uśmiech był w tym roku jeszcze fałszywszy i wyjątkowo irytujący. Pomyślałam sobie: Jak śmiesz „drewniana damo”, życzyć komukolwiek, czegokolwiek, wobec strajku nauczycieli, będąc jedną z nich i nie robiąc nic w ich sprawie?...
A potem pojawił się świąteczno, kurwa wyborczy spod z udziałem Mateusza Morawieckiego. Myślałam, że się porzygam od tego dobrobytu! Podobno, nawet kota można zagłaskać na śmierć... I Polska zaczyna przypominać takiego kota, który może miałby ochotę czasami pójść w pole i zgodnie ze swoim instynktem mysz upolować, ale zabrano mu wolność w zamian za bezustanne głaskanie.
I znowu czarna myśl rodzi się głęboko w mózgu..., a może by tak wrócić do czasów komuny, kiedy nie było nic za darmo, kiedy musieliśmy walczyć o swoje, kiedy czuliśmy swoją wartość, bo to, co położyliśmy na świątecznym stole zawdzięczaliśmy sobie, a nie jakiejś krzywej mordzie... Ale przede wszystkim, tęsknię za czasami, kiedy nawet propagandziści szanowali społeczeństwo wiedząc, że nie mogą przesadzić, by nie okazać się śmieszni.
Dziś trafia się do społeczeństwa propagandą na poziomie przedszkola. Bo to tylko małe dziecko może bezwarunkowo przyjąć taką wizję. Wizje rządu, który ciągle sięga do własnej kieszeni i daje, daje, daje, wszystko czego społeczeństwo zapragnie. I nikt się nie pyta, skąd się w ogóle biorą na świecie pieniądze... Wiem wiem...manna z nieba i przepiórki i cudowne rozmnożenie chleba i ryby... Jeszcze nie zapomnijcie o stoliczku nakryj się, ale pamiętajcie, że na koniec są kije samobije, no może nie „samo”...
Na koniec spotu z premierem nie padło tylko historyczne „POMOŻECIE?”, a było by zupełnie na miejscu! Należy też uszanować, że pan premier nie wspomniał 7 razy ( jak podczas wszystkich ostatnich wystąpień), że Pan Broniarz zna pana Schetynę, jakby znajomość pana Schetyny była w Polsce czynem karalnym.
A może by tak pan premier, zamiast do takiej szczęśliwej rodzinki, żyjącej, jak mniemam w komplecie, na garnuszku państwa, zajrzał na śniadanie wielkanocne do innych domów. Może zobaczyłby, jakie święta ma niepełnosprawna Zosia, której matka ukrywa łzy przy biednie zastawionym stole, bo stan jej dziecka pozbawionego rehabilitacji gwałtownie się pogorszył...
Może zajrzy na święta do nauczyciela, który musi udzielać korepetycji nawet w niedzielę, by jego rodzina też miała szynkę i baranka z cukru. Musi to robić pomimo, że przecież „jego” rząd tak się troszczy o niedziele wolne od handlu, by panie z kasy miały lżej, a społeczeństwo ten czas spędzało z rodziną. Może pan premier zajrzy do szpitali i odwiedzi tych chorych, którym zabrano refundację na leki ratujące życie, może się z nimi jajkiem podzieli... Może by pan zapytał Magdalenę Adamowicz i jej córki, jak szczęśliwe mają święta, te pierwsze po morderstwie z nienawiści ich męża i ojca? Może by pan pozdrowił rodzinę Piotra Szczęsnego i Igora Stachowiaka... No tak, wygodniej jest udawać, że ci ludzie nigdy nie istnieli...
Może tak trochę prawdy o Polsce, panie kurwa premierze,... chociaż w święta! Ale pan woli być z tymi szczęśliwymi, bo oni nie pytają: Jak żyć?!
Co do pańskiej prawdy, pańskiego patriotyzmu i pańskiej misji dla Polski, to wprowadził nas pan w konsternację po raz drugi podczas tych samych świąt.
Premier pojechał bowiem do Stanów Zjednoczonych promować Polskę... I tak ratował i ratował nasze dobre imię, tak zaciekle walczył o nie własna piersią, że przyrównał polskich sędziów do francuskich kolaborantów, którzy w czasie wojny współpracowali z III Rzeszą. Nie wiem, co miał ten beznadziejny człowiek na myśli... żaden z sędziów nie żyje wystarczająco długo, by miał szansę kolaborować z hitlerowcami, większość z nich w czasach komuny była dziećmi..., z kim więc do cholery kolaborowali lub kolaborują?
Właściwie to powinnam się zamknąć i nie komentować czegoś tak obrzydliwego. Mój patriotyzm nie jest tak prostolinijny, jak niektórzy by chcieli. Uważam, że czasami gorzka prawda o swojej historii jest lepsza, niż pudrowanie jej kłamstwem. Ale żeby jeździć po świecie w celu „promowania swego kraju” i opluwać go w bezpardonowy sposób, będąc do tego premierem!!! Nie, nie znam drugiego takiego przypadku na świecie, ani wśród przywódców krajów rozwiniętych, ani rozwijających się, ani trzeciego świata. I pragnę przypomnieć, że nie jest to pierwsze tego typu wystąpienie pana Morawieckiego.
Biedny jest ten nasz kraj, gdzie zwykły szary człowiek musi znosić takie upokorzenia, upokorzenia wobec całego świata z ust własnego premiera. Musi je znosić w pokorze i nic nie może zrobić. Nie może..., albo po prostu nie chce.
Zobaczyłam wczoraj taki nagłówek na Onecie: Prezydent Duda wypowiedział się na temat zamachów Sri Lance...nie otworzyłam artykułu, bałam się, miałam już dość!
Miałam dość tego, że Wielkanoc, jak każde święta w naszym kraju, jest okazją do tego, by nie tylko politycy nas urabiali na swoją modłę, ale żeby także kościelne wieprze przemawiały ludzkim głosem. Chociaż słowo „ludzkim” jest tu nadużyciem. Jak zwykle, msze święte stały się areną politycznych wystąpień poparcia dla rządu, areną wykluczenia grup społecznych i mniejszości, areną pogardy dla ludzi wolnych i walczących z systemem o swoją wolność, areną napuszczania dzieci i rodziców przeciw nauczycielom.
Jezus Chrystus, gdyby istniał i zstąpił na Ziemię w Wielkanoc AD 2019, wolał by drugi raz umrzeć na krzyżu i nigdy nie zmartwychwstać, by nie oglądać co jego pasterze zrobili w jego imieniu. Wolał by umrzeć, niż widzieć, jak jego kościół zajmuje się wyłącznie ludzką dupą, a nie krzewieniem wiary. Nie chciał by widzieć, jak na krzyży naszych win i grzechów, wymienia się aborcje, in vitro, masturbację, homoseksualizm, seks przedmałżeński, a zapomina się o pedofilii...



1 komentarz:

  1. W punkt!! Trzeba było tylko dodać, że wprowadzony system podziału narodu, kłamstwa i obłudy wpływa znacząco na stan zdrowia psychiczny i fizyczny !!!
    Przerobiono mnie tym ( PiS) wbrew mojej woli z empatycznego kosmopolity na wrednego zamordystę i tego im nie daruję...

    OdpowiedzUsuń

Wdowi grosz i łzy sierot... ( Tekst z dnia 1 października 2019 roku)

Kampania wyborcza ma już z górki. A ja, zgodnie z obietnicą, wracam do jej początki. Do pierwszego przemówienia prezesa Kaczyńskiego i do ...