poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Klincz. ( Tekst z dnia 15 kwietnia 2019 roku)


Wielu moich znajomych wyrzuca mi, że ostatnio mało piszę. No cóż, mało pisze, bo Wy mało czytacie. Na początku było tak, że pisałam, by spuścić parę. Ale liczba czytelników rosła i się przyzwyczaiłam. Przez bardzo długo pisałam, bo wiedziałam, że ludzie czekają na moje słowa. Dziś wróciłam do początkowego stanu. Czyli piszę wtedy, kiedy ciśnienie mi rozsadza głowę i muszę coś z siebie wyrzucić.
Prawda jest także taka, że po czterech latach, trudno nie zauważyć, że wszystkie słowa, jakie tylko zawiera słownik języka polskiego, te cenzuralne i niecenzuralne, zostały już powiedziane. A efekty są raczej mierne. Dlatego, nie tylko ja, wiele osób, które na początku miały wiele entuzjazmu, dziś odczuwają zniechęcenie i zmęczenie.
Bo myśmy jako społeczeństwo, po prostu te 4 lata zmarnowali. Jesteśmy dokładnie w tym samym punkcie labiryntu, z którego rozpoczynaliśmy drogę. Wystarczy popatrzeć na prognozowane poparcie dla PISu... nie spadło ani o gram.
Te ostanie cztery lata są jakby historią Polski w pigułce. Historią z najgorszego okresu, zaborów i przegranych powstań. I tak, jak wtedy, tak teraz nie jesteśmy prawdziwym społeczeństwem i prawdziwymi obywatelami. Dlatego nic nam się nie udaje.
To może będzie smutna diagnoza. Znowu wielu z WAS uzna, że chcę ich obrazić. Ale każdy zryw, każdy strajk, każdy protest pokazuje niestety, że mam rację. Nie potrafimy być razem. Tak, jak dawniej w tych powstaniach przeciwko najeźdźcom, każda grupa społeczna, każda warstwa walczyła tylko o swoje, tak i teraz każdy z nas nie widzi istoty problemu, tylko kalkuluje, ile może zyskać, a ile stracić.
Ile było przez te cztery lata tych naszych małych powstań?
Powstaliście w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, ale byliście niepewni, jak dziewica, która i chce i jednocześnie się boi. Mogliście to bardzo szybko skończyć, ale chcieliście uszanować wynik wyborczy i werdykt suwerena. Nie uznaliście swojego obywatelskiego prawa do zmiany władzy, która łamie prawo...
Nie wsparliście polityków okupujących Sejm...To znaczy wspieraliście, ale uznaliście, że powinni wszystko załatwić za WAS. Bo przecież były święta, bo by WAM dupy marzły na ulicy, bo akurat wypłynęła sprawa Kijowskiego i ważniejsze dla WAS było ciąganie się za kudły i walka o przywództwo w KODzie. I co widzicie z perspektywy lat? Czy wina lub niewinność Mateusza Kijowskiego miała jakiekolwiek znaczenia dla naszej historii? Oczywiście żadne! Ale tak było łatwiej i wygodniej...zająć się pierdołami, a nie Polską. To było kolejne powstanie skazane na przegraną, bo nie było wsparcia w narodzie. Naród wolał zrobić z Ryśka Petru kozła ofiarnego. I tak historia będzie pisać o tym, że gdyby Rysiek nie wyjechał na wakacje, to by rewolucja się udała. Gówno prawda! Naród zawiódł, Rysiek jest tylko kozłem.
Potem spacerowaliście w sprawie sadów i było tak pięknie. Ale PIS zna WAS bardzo dobrze i wie, że nie stać WAS na agresję, że wolicie sobie wmawiać dobre intencje władzy. Pokonali WAS pozorowanym wetem prezydenta, rozciągnięciem w czasie całej procedury. Wiedzieli, nie będziecie spacerować przez 3 miesiące, i nie wyjdziecie po raz drugi na ulicę w tej samej sprawie.
Nie było solidarności w sprawie rezydentów. Chociaż środowisko pracowników służby zdrowia jest bardzo duże i gdyby choćby ono wsparło swoich kolegów realnym strajkiem, można było by osłabić władzę, zadawać kolejne ciosy.
Nie wdarliście się także do Sejmu, by wesprzeć niepełnosprawnych. Małymi grupkami protestowaliście na zewnątrz. A oni tam sami, jak na Westerplatte, wykrwawiali się z nadziei, wobec przeważającej siły wroga. Odeszli przegrani, trzeba to sobie powiedzieć prosto w twarz.
W międzyczasie życie oddał Piotr, zwyczajny szary człowiek, a potem Prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz... Polamentowaliście, zapaliliście morze zniczy, rzeka łez spłynęła do Bałtyku... Wróciliście do domów...
Teraz jesteśmy w trakcie kolejnego protestu, kolejnego strajku, kolejnego powstania przeciwko władzy, które jest z góry skazane na przegraną. Władza o tym wie, więc może sobie szydzić z narodu.
Gdyby nauczyciele protestowali w innym terminie, który nie obejmował by egzaminów, pani Zalewska nadal szczerzyła by swoje przerośnięte uzębienie cichaczem pokazując im środkowy palec. Decyzja o podjęciu akcji strajkowej w tym trudnym czasie jest jedyną, jaką można było podjąć, bo tylko groźba zakłócenia egzaminów mogła sprawić, że ktoś w ogóle potraktuje to poważnie. A mimo to, od pierwszej chwili, nauczyciele byli na przegranej pozycji. Było od razu wiadomo, że PIS zagra ich powołaniem, misyjnością ich zawodu, a przede wszystkim, będzie, jako żywe tarcze używał dzieci.
Będą mówić: Tak, nauczyciele przeszkodzą WAM w egzaminach, zamkną WAM drogę do lepszych liceów, nie dopuszczą WAS do matury, zmarnują WAM życie... Nauczyciel, jak kapitan, nigdy nie powinien pozostawiać swoich uczniów! Gówno prawda! Wszystko gówno prawda! A społeczeństwo to gówno je i się oblizuje ze smakiem. To godzenie się na taką szkołę, na taki system nauczania, jaki nam zafundował PIS, jest prawdziwą zdradą wobec uczniów. System, w którym nie uczy się samodzielnego myślenia, rozwiązywania problemów, tolerancji i otwartości, który jest oparty na bezmyślnym wyklepywaniu regułek z paciorami na czele, to on niszczy przyszłość naszych dzieci. Bo tu nie chodzi tylko o jakieś grosze dla nauczycieli, lecz o godność i prestiż tego zawodu! O wolność wychowywania przyszłych pokoleń.
Niestety, nie wygramy i tej bitwy. Nie wygramy, bo nie mamy broni, którą dało by się walczyć z rządem, który posługuje się szantażem i obłudą.
I tu przeszła bym do puenty, która jest głównym celem i tematem mojego dzisiejszego wystąpienia...Mówię to od czasów tamtych wyborów prezydenckich sprzed 4 lat. Nie jest największym problemem Polski fakt, że PIS ma liczący 35% społeczeństwa elektorat, którego nawet bomba atomowa nie ruszy. Głównym problemem jest to, że wśród całej reszty jest tylko, na moje oko, 20% tych, którzy naprawdę rozumieją, że nie można podejmować walki, jeśli się nie jest w stanie ponieść konsekwencji. Nie wygramy nigdy, jeśli nie zrozumiemy, że musimy coś dla tej walki poświęcić. Rozmawiam z ludźmi z bardzo różnych środowisk. Większość z nich jest mądra i rozumie, jak powinno w Polsce być, żeby było dobrze. Ale te same osoby uważają, że wystarczy wybory wygrać, PIS odsunąć i wszystko wróci do normy! Nie wróci! Gdyby przed PISem, polskie społeczeństwo było mądre i silne, to nigdy by taki PIS do władzy nie doszedł. Polacy są dziwni. W ich głowach, pełnych ideałów i wiedzy, jest jeden niebezpieczny przycisk, który im wyłącza myślenie. Gdyby na przykład Polak widział, że ktoś się topi, albo jest uwięziony w pożarze, to z całego serca by mu pomógł. Ale wystarczy, że mu się przypomni, że akurat jest wigilia i mógłby na karpia nie zdążyć, albo, że się „M ja miłość” zaczyna, to mu się od razu wyłącza myślenie. Mamy jakiś pokręcony system wartości, bardzo dla nas wygodny i bezpieczny, który pozwala nam latami nie zauważać toczącej się obok nas wojny, choćby zależało od niej także nasze życie. Mijają stulecia, a mnie się ciągle zdaje, że Polacy tańczą, jak w "Weselu" Wyspiańskiego swój bezmyślny taniec. Tańczą tak, jak im cwaniaczki zagrają. Tak się kołują, kołują, że o całym świecie zapominają. A potem zasną i zapomną zagrać na rogu i prześpią, jak zwykle, swoją szansę.
Tak, mam żal. Jestem, bardzo rozżalona. Widzę, jak łatwo PIS manipuluje rodzicami i jak nauczyciele zostali zamknięci w moralnym klinczu, z którego sami się nie wydostaną. Bo albo zostaną z łatka nieodpowiedzialnych, pazernych belfrów, którzy porzucili swoich wychowanków w potrzebie, albo przegrają i zostaną dodatkowo upokorzeni. A Wy stoicie wkoło i się przyglądacie. Wiecie, że jutro mogłaby stanąć cała Polska, jak w latach osiemdziesiątych. Mogły by przestać jeździć tramwaje i autobusy, mogli by zastrajkować niedofinansowane szpitale, urzędy i sady. Czy wiecie, co to znaczy, kiedy staje komunikacja? Ci, którzy żyli w tamtych czasach wiedzą...
Można taki rząd wysadzić z siodeł w ciągu tygodnia.
Wiecie, że mogli byście to zrobić, ale wolicie się przyglądać...
Nie ma już w WAS solidarności i nie ma zrozumienia, że walka nie jest tylko o nich, że o nas wszystkich tu chodzi. Niezależnie, czy i kto strajkuje, robi to w naszym imieniu i dla naszej przyszłości.
Niestety, przez te cztery lata nie zrobiliśmy nic, by ludzi, którzy naprawdę to rozumieją, było więcej. Bo tu sama dobra wola nie wystarczy.



3 komentarze:

  1. Bardzo krótko...podzielam wszystko,mnie już też piórka opadły,chociaż się buntuję,dziękuję, ale proszę nadal pisać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Grochem o ścianę. Można przypominać "twój głos ma znaczenie", można wytykać że manifestowanie nawet zorganizowane to jedynie lekkie swędzenie dla władzy. A kiedy należało by tupnąć nogą to robi się to w miękkich kapciach przed telewizorem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała prawda. Jesteśmy dziwnym narodem. Może to pokłosie komuny, ale nie ma w nas odwagi. Kierowca karetki nie taranuje zapory, bo boi się mandatu i giną dwie osoby. Kapitan Tupolewa nie odmawia lądowania przy braku warunków, bo?..., boi się wyrzucenia z pracy ? W rodakach nie ma odwagi, żeby poświęcić jakieś ulotne, czy materialne dobra, w imię przezwyciężenia zła, które niszczy tylko jednostkę, albo cały naród. Nawet gdyby maturzyści stracili rok, to byłby tylko rok, może kosztem dobrej jakości całego życia. No, ale w Korei Północnej też ludzie żyją. Ten strajk jest już przede wszystkim nie o pieniądze. Myślę, że dużo ludzi to rozumie, ale brak impulsu, przywódcy, odwagi ? Oby nie skończyło się jak w "Weselu".

    OdpowiedzUsuń

Znak od boga. ( Tekst z dnia 17 kwietnia 2019 roku)

Krótkie chwile, kiedy wydaje mi się, że wydarzy się coś wyjątkowego, jak sama nazwa wskazuje, są krótkie. Na przykład dziś...Zapowiedź, że...