niedziela, 5 maja 2019

Hipnotyzer. (Tekst z dnia 5 maja 2019 roku)


Noszę szkła kontaktowe. Z tego względu nie powinnam zalewać się łzami. Soczewki powodują nadwrażliwość oka, w którym łzy doprowadzają do kilkudniowego zapalenia. A jednak nie mogłam się opanować podczas wykładu Donalda Tuska na UW. Nie ze względu na to, co mówił. W przeciwieństwie do różnych stron politycznych, ten wykład nie budził we mnie ani strachu, ani nadziei na przełom. Donald Tusk, ze względu na piastowane stanowisko, nie może w zdecydowany sposób opowiadać się po którejkolwiek stronie politycznego sporu. Jest jego obowiązkiem stać po stronie wartości. Spodziewałam się, że przemówienie będzie rzeczowe, bez wycieczek politycznych, dowcipne i pozbawione agresji.
Popłakałam się, bo miałam przez chwilę wrażenie, że ostatnie 4 lata po prostu mi się przyśniły. To było tak, jakby po długiej zimie nagle zaczęło grzać słońce, jakby ktoś nagle włączył światło i świat, który w mroku wydawał nam się przerażający, nagle okazał się piękny. Zobaczyłam Polskę taką, jaką kocham. Polskę uśmiechniętą, pełną mądrych ludzi. Polskę, w której nie ma krzykaczy, w której każde wypowiadane słowo jest ważne i przemyślane.
To była uczta dla duszy.
O wykładzie Donalda Tuska powiedziano już wszystko. Ja mogę powiedzieć tylko o moich własnych emocjach. O tym, że chyba nikt z nas Donalda Tuska nie doceniał. To tak, jak z tą Litwą, która jest jak zdrowie i której się nie docenia, póki się jej nie straci. Ludzie w moim wieku i starsi znają karierę polityczną Pana Tuska od początku. I chyba nie ma takiej osoby, która 30 lat temu, widząc tego nieśmiałego, niezbyt urodziwego, rozczochranego chudzielca, zobaczyła w nim męża stanu. Widzieliśmy, jak dojrzewał, jak nad sobą pracował, jak popełniał błędy. Przełom nastąpił, kiedy powstałą Platforma Obywatelska. Donald Tusk, który do tej pory był gdzieś w drugim szeregu, wypłynął jako dojrzały polityk z bardzo konkretnymi poglądami. Ale nawet wtedy mało było takich, którzy zaryzykowali by wróżenie mu światowej kariery. Okazało się, że jest twardzielem, że ma skonkretyzowane cele, że panuje nad emocjami i przede wszystkim, że ma klasę. Rzeczą charakterystyczną jest właśnie ta klasa, bo to bardzo trudne, by ją zachować, a jednocześnie być zwyczajnym człowiekiem, takim, który kocha psa, bawi się z wnukami, biega po bułki do sklepu i lubi czasami z przyjaciółmi pograć w piłkę.
Taka jest różnica między Donaldem Tuskiem a Kaczyńskim.
Tusk nie musi jeździć kuloodporną limuzyną, nie musi go chronić obstawa, nie musi sobie wmawiać, że jest tak ważny dla świata, że wszyscy chcą go zabić. On ma klasę nawet na plaży i w krótkich spodenkach. Każdy może do niego podejść i uściskać mu rękę. A kiedy znienacka padnie jakieś niewygodne pytanie, może liczyć na spokojną i rzeczową odpowiedź.
Kaczyńskiemu, który klasy nie ma, wydaje się, że wystarczy być sztywnym i niedostępnym, by to wzbudzało podziw i szacunek. Odgrodził się pod świata, a kiedy padają niewygodne pytania, nie umie z nich wybrnąć dyplomatycznie. Wtedy mówi to, co naprawdę myśli i wychodzi z niego prawdziwy dyktator.
Kompleksy i niski brak poczucia własnej wartości, wstyd z powodu tchórzostwa w czasach próby, przykrywa ułomnym ale rozbuchanym ego. Jednocześnie boi się konkurencji i ją lekceważy. Jednocześnie chciałby być przywódcą ale nie potrafi się przyłożyć, przygotować do publicznych wystąpień. Kiedy zaczyna brakować mu argumentów, zaczyna charakterystycznie mlaskać...
Bardzo nas ucieszyły sukcesy Donalda Tuska na
arenie międzynarodowej. Wiedzieliśmy, że spokojnie mógłby zostać królem świata i nie będziemy musieli się za niego wstydzić. Ale mam podejrzenia graniczące z pewnością, że gdyby Tusk nie odszedł do Brukseli na rok przed wyborami, wszystko potoczyło by się inaczej.
Wydawało nam się, że to tylko jeden człowiek, że odszedł, by na jego miejsce wyrósł inny, równie sprawny lider. Minęły lata, nic takiego się nie wydarzyło...
Poczuliście to w piątek, prawda? My, wszystkie słomiane sieroty po Donaldzie Tusku. Jesteśmy, jak takie małe dzieci, których ojciec wyjechał do Ameryki za chlebem. Wiemy, że to było konieczne. Wiemy, że ojciec nas kocha i robi to dla nas. A mimo to czujemy się opuszczeni i osieroceni.
Dlatego było to tak wzruszające. Donald Tusk...człowiek o niezwykłym poczuciu humoru i nieograniczonym dystansie do siebie, z tą swoją zniewalającą wadą wymowy, hipnotyzer, przemówił do nas. Przemówił, jakby tych czterech lat w państwie PIS nie było, jakby to był tylko zły sen, jakby cała prawdziwa Polska była na tej sali...sali pełnej ludzi, a nie jaśnie panów i szacownych ekscelencji.
Słyszę od WAS, że Tusk powinien wrócić i zmieść ze sceny politycznej Grzegorza Schetynę...
Ja też jestem osobą niezwykle emocjonalną, co często możecie wyczytać z moich postów. Ale po jakimś czasie staram się wylać sobie wiadro zimnej wody na głowę. Bo najważniejsze jest, by z tych całych emocji odcisnąć tyle prawdy ile tylko zdołamy i by w swojej ocenie być jak najbardziej uczciwym. Wszystkim się wydawało, że po odejściu Tuska, a już szczególnie po wybraniu Schetyny na szefa PO, partia ta będzie szybkim krokiem zmierzać do upadku, a sam Schetyna ugotuje się we własnym sosie. Nic takiego się nie stało. Uczciwie mówiąc, PO podniosło się po przegranych wyborach, a sam Schetyna schował ( podejrzewam, że tylko na jakiś czas) swoje prywatne wybujałe ego. Dokonał rzeczy, która był prawie niemożliwa. Zjednoczył opozycję i uczynił z niej realną siłę gotową wygrać z PISem. Wydaje mi się, że nawet Donald Tusk to zauważył i docenił. Nie przypuszczam też, by polityk tak wielkiego formatu powrócił do kraju tylko w celu dokonania osobistej wendety.
Bardzo bym chciała, by Donald Tusk wrócił. Nie ma dla mnie znaczenia, czy będzie startował na urząd prezydenta, czy założy nową partie, czy pozostanie tylko wykładowcą i komentatorem. Piątkowe wydarzenie z jego udziałem pokazało nam, że Tusk w Polsce, to znaczy Polska normalna, Polska uśmiechnięta, Polska mądrych ludzi, Polska, którą kocham. Moja Polska...
Donald Tusk jest głównym aktorem ostatniego tygodnia. Żadne napuszone, a pozbawione treści przemówienie Dudy czy Morawieckiego, nie jest w ogóle warte komentarza. I dopiero na tle tego wykładu mogliśmy dokładnie zobaczyć, jakie miernoty nami rządzą...
I na opowiadaniu o tej duchowej uczcie, która nas spotkała mogła bym zakończyć swój dzisiejszy list do Polaków.
Nie była bym jednak sobą, gdybym nie wspomniała o Leszku Jażdżewskim, który był tak zwanym supportem Donalda Tuska. Pan Jażdżewski nie wystąpił wprawdzie w czerwonym bikini i prochowcu, jak Prince przed występem Rolling Stones, ale zrobił równie piorunujące wrażenie. I tu, jako pisarka amatorka, która nigdy nie wzniesie się na wyżyny tak trafnej retoryki, posłużę się znowu nieuprawnionym cytatem, który powinien nam wszystkim zapaść w pamięci:
...Kościół katolicki w Polsce, obciążony niewyjaśnionymi skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy, stracił moralny mandat do tego by sprawować funkcję sumienia narodu. Ten, kto szuka transcendencji absolutu w kościele, będzie zawiedziony. Ten, kto szuka moralności w kościele, nie znajdzie jej. Ten kto szuka strawy duchowej w kościele, wyjdzie głodny. Polski kościół zaparł się ewangelii i zaparł się Chrystusa i gdyby dziś Chrystus został ponownie ukrzyżowany, to prawdopodobnie przez tych, którzy używają krzyża jako pałki, by pokorne owieczki zaganiać do zagrody. Dziś agendę tematów dnia układają nam czarnoksiężnicy, którzy liczą, że przy pomocy zaklęć i manipulacji złymi emocjami, będą w stanie zdobyć władzę nad duszami Polaków. Ale rywalizacja na inwektywy i na złe emocje z nimi nie ma sensu. Dlatego, że po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie, orientujesz się w końcu, że świnia to lubi. Trzeba zmienić zasady gry.
Cytat ten dedykuję przede wszystkim dwom politykom, wcale nie z obozu władzy, Po pierwsze Panu Kosiniakowi Kamyszowi, który podczas tego wykładu zaczął się nerwowo kręcić na krześle, jakby mu ktoś prąd pod nie podłączył, a w jego oczach widać było walkę myśli, by sale opuścić, z walką myśli, czy mu się to opłaci...
Zabolały te słowa, prawda Panie Władku? Zabolały, chociaż pan Jażdżewski nie zaatakował ani wierzących, ani Jezusa czy Maryję. Powiedziałabym nawet, że stanął w jakimś sensie w ich obronie przez kościołem, który ich wizerunek kala. Skoro więc tak bardzo Pana te słowa ubodły, to niech Pan sobie zada w duszy pytanie: Czy jest Pan osobą wierząca, czy po prostu zwyczajnym sługusem kościoła? Widząc Pana zmieszanie , odczuwam swoją osobista satysfakcję. I myślę sobie: Bardzo dobrze, że odczuł Pan to na swojej własnej skórze! Poczuł Pan to, co czuje wielu Polaków, kiedy w swoich, nomen omen politycznych wystąpieniach, powołuje się Pan na Jezusa, Maryję JPII i kościół. Kiedy Pan to robi, mimo całego szacunku dla Pana, jako polityka, ja również nerwowo kręcę się an krześle i odczuwam fizyczny ból jak podczas postępującej marskości wątroby, lub potrzeby spowodowania tej marskości, bo mam ochotę się napić... Może Pan zrozumie, że wiara nie powinna być przedmiotem debaty publicznej ani programem wyborczym. I w tym wymiarze Pan Jażdżewski, który nie jest politykiem zachował się dużo bardziej przyzwoicie, niż Pan, bo zaatakował instytucję, a nie wiarę.
Następne moje słowa skieruje do Roberta Biedronia.
Panie Robercie, gdyby Pan tak mówił o kościele, bez zadęcia, bez tego fałszywego entuzjazmu, a z obiektywną oceną sytuacji, głosowała bym na Pana natychmiast. Niech się Pan uczy od Pana Jażdżewskiego!
I na koniec słów kilka do Jarosława Kaczyńskiego, który w wystąpieniu redaktora zobaczył poniekąd słusznie atak na kościół... Ale nie zgadzam się ze zdaniem, że: Każdy atak na kościół katolicki, jest atakiem na polskość.
Czy chce pan w ten sposób powiedzieć, że nasi dalecy przodkowie, ci, których przedstawia się w legendach, którzy się na tych ziemiach osadzili, widząc ich piękno, którzy pierwsi dostrzegli białego orła, jako znak naszego narodu, że oni nie byli Polakami? Czy to chrzest uczynił z nas wolny naród?, a może wręcz przeciwnie. Czy nie jest prawdą, że akt ten był wydarzeniem politycznym, swego rodzaju poddaniem się nie tylko Watykanowi, ale także Cesarzowi Niemiec, który, gdybyśmy dobrowolnie nie przyjęli chrześcijaństwa, nawrócił by nas ogniem i mieczem? To prawda, na tamte czasy, było to dobre strategicznie posuniecie, które pozwoliło pod pozorem względnej suwerenności nadal budować państwo polskie. Ale czy dziś, kiedy większość krajów wyzwoliła się z tego wasalskiego poddaństwa względem Watykanu, po tak wielu latach manipulacji i szantażu emocjonalnego, nie czas już uwolnić Polskę od tego zakłamania, od tej instytucji, w której nie chodzi o wiarę a o władzę i pieniądze?
Człowiek może wierzyć w co chce. To jest jego prywatna sprawa. Według tej wiary nie należy go oceniać ani spychać na margines. Ale w życiu politycznym i społecznym nie ma już miejsca na baśnie. Z kultywowania tych wierzeń nie wynika nic pożytecznego dla kraju. Pan Sasin uważa, że katolicki dekalog jest podstawą tworzenia prawa . Dobrze, że tak nie jest, bo gdyby tak było, to marszałkowi Kuchcińskiemu jaja by obcięli, za stosunki z nieletnią, ukraińską prostytutką... We wszystkich cywilizowanych krajach suwerenem jest naród, w Polsce jest nim kościół!
Dorośliśmy, cały świat dorósł. Nie potrzebujemy już żadnego dekalogu, by odróżniać dobro od zła. I dostrzegamy to, że mieszanie wiary do paragrafów prawa, do ustaw politycznych, do zasad współistnienia społecznego jest złem. Musimy wreszcie nauczyć się być ludźmi!, bez strachu przed bogiem i piekłem. Bycie dobrym ze strachu nie jest byciem dobrym...
I na koniec jeszcze inna refleksja powstała po teorii spiskowej Sasina, że na pewno Pan Jażdżewski powiedział to, co Tusk z nim ustalił i że jego wystąpienie rzuca cień na całą opozycję. Panie Sasin, wiem, że nie jest Pan sobie tego w stanie wyobrazić, że w normalnym świeci jeden wykładowca nie musi prosić drugiego o pozwolenie wygłoszenia swoich własnych poglądów. Jesteśmy wolnymi ludźmi, jeśli nawet mamy skrajnie odległe poglądy. Na tym polega wolność, której nie rozumiecie. Każdy mówi co chce zgodnie z tym co czuje i nie musi tego konsultować z żadnym prezesem.



10 komentarzy:

  1. Jak zwykle w punkt ,jasno ,mądrze,uczciwie,Ja też sie popłakałem słuchając Tuska,Bo takiej Polski chcę,o powrocie albo stworzeniu takiej Polski marzę .Marzę o Polsce dla wszystkich ,gdzie będzie miejsce dla wierzących i niewierzących dla wszystkich,Nie dla mnie taka POlska gdzie gdy wygrają zwolennicy kościoła to wprowadzą dekalog i prawa kościelne do kodeksu karnego a bycie wyznawcą będzie obowiązkowe a gdy władzę przejmą ich przeciwnicy to zakarzą religii i zamkną kościoły ,Musimy się dogadać To się nazywa wolność,Wolność nie ogranicza twojego wyboru chcesz chodzić do kościoła idź ,nie chcesz nie chodź chcesz skorzystać z in vitro masz prawo,nie chcesz ,nikt cię nie będzie łapał na ulicy i aplikował ci go,Każdy ma prawo wierzyć w co chce,ubierać się jak chce i wydawać swoje pieniądze na co chce i kochać kogo chce,A pan Tusk nie jest takim człowiekiem bez skazy,on też przyłożył rękę do tego aby pis doszedł do władzy,też mu swojego czasy woda sodowa uderzyła,ale dziś jest dla nas gwiazdą zaranną wyglądaną z niecierpliwością,jasnym światełkiem w morzu ciemności,musimy dbać o to światełko aby nam nie zgasło i niosło nadzieję

    OdpowiedzUsuń
  2. Problem polega na tym, że Tusk po prostu z Polski wyrósł.
    Po co miałby wrócić? Jako rycerz na białym koniu, żeby ratować tych, którym nie chciało się własnej d*** ruszyć i do tej pory oczekują, że ktoś ZA NICH załatwi sprawę? Po to, żeby w pojedynkę walczyć o ICH sprawę, a oni zasiądą wygodnie z pop-cornem i ograniczą się do nadziei, że to on wygra, jak to robią oglądając mecz piłkarski czy zawody skoczków narciarskich? Ale jeśli przegra, to kanapowi fachowcy od wszystkiego podsumują "za cienki był, tu spieprzył to, a tam - owo" i wrócą do swojego umoszczonego, już oswojonego miejsca w czarnej d***.
    Bez sensu, moim zdaniem. Oni zwyczajnie na tego rycerza na białym koniu nie zasługują. A Europa jako całość tylko na tym zyska, jeśli Tusk będzie się zajmować sprawami jej jako całości, zamiast bez sensu tracić zdrowie i nerwy w jednostkowej Polsce. Jeśli zaś zyska Europa, to pośrednio zyskają i Polacy. Więc...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie. Ubrała Pani w słowa, to co sobie pomyślałam, po wysłuchaniu obu Panów. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za ten takst,pod którympodpisuję się wszystkimi kończynami!

    OdpowiedzUsuń
  5. Niezwykle piękny tekst dający nadzieję,że te żenujące czasy w Polsce miną bezpowrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od siebie dodałbym uwagę że katolicy w Polsce ze swoją walką by narzucić całemu społeczeństwu kanony swojej wiary niczym nie różnią się od fundamentalistów islamskich. Ta sama zaciekłość, obnoszenie się z własnymi religijnymi przekonaniami, chęć utworzenia prawa opartego na religii. I tu można upatrywać podłoża wielowiekowej wojny. Moje jest najmojsze. Co do Schetyny, nie przeceniałbym jego osoby. Dla mnie jest jedynie "cieciem" pilnującym całości gospodarstwa PO i reliktem "chrześcijańskości" tej partii z początków jej istnienia. Było to modne dwadzieścia lat temu jeszcze za życia Jana Pawła II z którym nikt nie chciał wojować a dobrze było żyć w zgodzie bo to przecież Polak, nasz człowiek w Watykanie, Papież. Można mieć idoli, można doceniać ich dzieła ale nie można z nich robić nieskazitelnych bóstw. Ostatnie kilkanaście lat pokazało ile takich bałwanów zostało nagle odartych z nimbu cudowności i ukazała się zwykła ludzka ułomność. Z przegięciem w drugą stronę jak chęć wymazania z historii muzyki Michaela Jacksona. Przesiejmy ziarno od plew i jedynie to co wartościowe dla nas użyjmy jako budulca w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jej, ale Pani dała! Podoba mi się, trafia Pani - że tak powiem - w sam środek sedna! Postanowiłem zostać stałym czytelnikiem Pani bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie Pani napisała! Na Facebooku dałem Pani serduszko. Też się 3 maja wzruszyłem.
    Mam jednak inne zdanie gdy idzie o porównanie porównanie panów Jażdżewskiego i Biedronia. Po pierwsze wydaje mi się, znając sposób bycia p. Biedronia, że kierując się kurtuazją nie chciałby przesłonić swoją mową wystąpienia p. Tuska, bo to miał być jego, nazwijmy toi, popis. Po drugie zaś p. Biedroń występuje teraz w roli szefa partii biorącej udział w wyborach i dążącej do umocnienia swego miejsca przed wyborami jesiennymi.
    Dwukrotnie miałem okazję słuchać (na sali) wystąpień p. Biedronia w dyskusjach panelowych i w obu przypadkach o demokracji. Wtedy nie mówi jak na wiecu, lecz jak człowiek, który ma ugruntowane poglądy o istocie demokracji i o zagrożeniach dla niej. I dostaje po nich gromkie brawa.
    Dopisuję Pani blog do listy wartych uwagi na moim blogu

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem od niedawna czytelnikiem Pani komentarzy i nie mogę się nadziwić DOSKONAŁOŚCI ocen i sformułowań. Oby miała Pani zdrowie przez długie lata i odrzuciła pomysły zaprzestania prowadzenia blogu. "Doładowanie" psychiczne mnie i pozostałych czytelników, jest nie do przecenienia. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...