piątek, 5 lipca 2019

Westerplatte raz jeszcze... ( Tekst z dnia 5 lipca 2019 roku)


Normalny człowiek ma taka naturę, że kiedy widzi coś zepsutego, natychmiast chciałby to naprawić. Czasami jednak patrzysz na swój dom-Polskę, a tam wygląda, jak po spaleniu, albo jakby przeszła trąba powietrzna. Wszystko, co było filarem państwa zostało zrównane z ziemią i każda rzecz, jaką bierzesz do reki po prostu się rozpada. Nie wiesz wtedy, czy warto jeszcze się łudzić, czy cokolwiek da się uratować, czy lepiej odwrócić się i odejść i zacząć nowe życie.
Kiedy podczas kampanii wyborczej w roku 2015 pojawiło się hasło „Polska w ruinie”, wszystkich nas to oburzało, a szczególnie starszych. Tych, którzy widzieli ruiny Warszawy, gruzy w innych miastach, albo nieco młodszych, którzy obserwowali, jak po upadku komunizmu nasz krajobraz z czarno-białego filmu powoli nabierał barw i zaczął przypominać Europę. Po 4 latach okazuje się, że śmiać się nie było z czego, bo wcale nie trzeba burzyć budynków, by ruina stałą się faktem, by w środku Europy, kilkoma pociągnięciami długopisu odwrócić wszystko.
Każdego dnia czuję się w jakimś sensie okradana, z realnego należącego do wszystkich obywateli mienia, ale także mentalnie. Kiedy ukradziona Polakom Plac Piłsudskiego tylko po to, by bez pytania kogokolwiek o zgodę postawić tam pomniki, bardzo mnie to bolało, ale osobiście nie jestem bardzo związana z Warszawą. Zupełnie inaczej jest z Westerplatte, bo jestem z pokolenia wychowanego na micie obrońców tego miejsca. Było to miejsce zaczarowane, zmuszające każdego zwiedzającego do zadumy. Może dlatego, że wyglądało tak, jakby dopiero wczoraj ucichły odgłosy wojny. Wśród ruin czuło się duchy poległych, zapach prochu, potu i krwi, odgłos łamanych przez pociski gałęzi. Po prostu miejsce pamięci, muzeum zbudowane przez życie...
Teraz słyszymy argumenty, że to miejsce jest zaniedbane, że trzeba je odnowić, wybudować „NOWE” muzeum, posprzątać. Słyszymy także, że „TEN RZĄD” wyciąga na światło dzienne prawdziwą historię. Czyżby się miało okazać, o czym do tej pory nie wiedzieliśmy, że Westerplatte bronili żołnierze wyklęcie, jedyni bohaterowie zasługujący na szacunek tego rządu, a na ich czele stał dziwnie nam z twarzy znany koleś w okularkach i z krzywym uśmiechem...? To nie są żarty, oni są do tego zdolni.
Zbliża się pierwszy września, a ja mam wrażenie, jakby znów SMS Schleswig-Holstein stał w porcie, jakbyśmy znowu musieli bronić tego skrawka ziemi przed najeźdźcą. Problem jest tylko taki, że najeźdźca jest swój, mówi naszym językiem . Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że to święte miejsce zostanie Polakom odebrane, że zostanie ogrodzone, i jak to mówi władza „ właściwie zagospodarowane”. Bo jak można zagospodarować morze krwi? Jedyną rzeczą, jaką wolno tam było zrobić, to postawić pomnik obrońcom, a to już zostało zrobione. Reszta powinna pozostać taka, jaka była wtedy, bo tylko w ten sposób jest naturalnym pomnikiem historii.

Nie wyobrażam sobie, że centralna władza nam ten teren odbierze i postawi tam znowu jakiś swój debilny pomnik całkowicie nie związany z tym miejscem. Ale zdaję sobie sprawę, że oni nie ustąpią. Muszą pokazać kto tu rządzi, muszą splugawić każde święte miejsce.
Nie wyobrażam sobie, że to oni zorganizują obchody wybuchu wojny, zaproszą gości, oczywiście wyłącznie tych według ich oceny godnych, a my będziemy stali za płotem w milczeniu... Bo zapytać musimy sami siebie, czy to na pewno nadal jest nasz kraj? Czy banda najeźdźców może nas tak wyganiać za płot, by sobie z naszej historii kpić?
Wybierający PiS mają w dupie Polskę, mają w dupie historię i polskie zabytki. Byleby tylko rząd nadal robił im dobrze w portfelu. Ci, którym zależy są niestety w mniejszości, a widmo porażki odbiera im chęć do działania. Bo po co się narażać, jeśli nie można wygrać.
I tak z narodu słynącego na świecie z waleczności i męstwa, staliśmy się bezradni jak pluszowe misie. Daliśmy się we własnym kraju wyrzucić poza nawias.
A gdyby tak, tamtych 182 żołnierzy, wiedząc o tym, że okręt Schleswig Holstein przywiózł kilka tysięcy żołnierzy, pomyślało sobie: po co umierać? Po co się starać, skoro i tak nie wygramy z przeważającymi siłami wroga? Gdzie byśmy byli i kim byśmy byli? Tylko, że wtedy nikomu nawet do głowy by nie przyszło, żeby zadawać takie pytania.
Czy my dzisiaj, ze swoim konformistycznym podejściem do życia, jesteśmy w stanie obronić Westerplatte? Czy chociaż spróbujemy?
Czy kawałek po kawałku będziemy oddawać Polskę walkowerem?



2 komentarze:

  1. Pięknie napisane, gratuluję i dziękuję. Jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie normalnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. I jak to mit Westerplatte było już w peerelu podkoloryzowane. Pewnie głównie by pokazać że na Anglię i Francję nie można liczyć. Że bohatersko i pełni nadziei a na pewno z poczucia żołnierskiego obowiązku (mimo że to obowiązek żołnierzy i oficerów niekomunistycznych) bronili tego miejsca bo tak należało. Obecna władza zrobi z Westerplatte kolejny multimedialny show z odpowiednim przekazem. Następnym miejscem uznanym za mało zadbane pewnie będzie KL Oświęcim. Przecież jest tak mało nowoczesny. Oby tylko nie postawiono budek z hotdogami. I pewnie elektorat PiS będzie miał w dupie co się robi z tymi miejscami. Coś im tam w szkole mówili ale nie była to wiedza potrzebna w codziennym życiu. Pewnie dlatego tak proste przekazy do nich docierają jak "ile kasy dostanę". Hasło "nie pytaj co kraj może zrobić dla ciebie tylko ile ty możesz dla kraju" wyblakło. Są sytuacje gdy ruiny ekonomicznie nie opłaca się remontować. Jeśli objęta jest ochroną zabytków to zostawia się ją do malowniczego rozpadu. Jaka jest sytuacja w Polsce? Może zamysłem jest przetworzyć ją w olbrzymi kiczowaty park rozrywki martyrologicznej. Wiem tylko jedno czego doświadczyłem osobiście i zapewne każdy kto remont przeżył we własnym domu, nie robi się remontu zwłaszcza generalnego mieszkając równocześnie na placu budowy. Zawsze kończy się to prowizorkami z jakimi godzimy się żyć latami.

    OdpowiedzUsuń

...Ci wszyscy wasi przyjaciele... ( Tekst z dnia 18 listopada 2019 roku)

Wszyscy zgodnie twierdzą, że ze względu na taki, a nie inny układ sił, ta kadencja sejmu i senatu będzie bardzo ciekawa. A ja się obawia...