sobota, 3 sierpnia 2019

Nieszczęsna kraina, gdzie historię piszemy nienawiścią... (Tekst z dnia 3 sierpnia 2019 roku)


Mam prawie ukończony list o marszałki Kuchcińskim, nie zapomniałam też o wydarzeniach w Białymstoku. Remont, sprzątanie po remoncie, lepsze lub gorsze samopoczucie, gość w domu, bóg w domu i takie tam wymówki, które sprawiają, że milczę prawie od miesiąca. Ogarnęłam się na pierwszego sierpnia i rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i miałam zamiar napisać, krótki, miły list do bohaterów tamtych wydarzeń. Coś akurat właściwego na dzień takiej smutnej rocznicy i na powrót do „peletonu politycznego”.
Chcąc napisać miły list trzeba by się jednak całkowicie odciąć od mediów i nie słuchać ani jednego słowa wypływającego z ust polityków, którzy nie potrafią zachowa się w żadnej, dosłownie żadnej sytuacji. I tego dnia pierwszego sierpnia, prezydent Duda wkurwił mnie tak bardzo, że odrzuciłam plany, by pisać cokolwiek. Nie chciałam, tym Powstańcom, których ofiara jest niezmierzona i niewątpliwa, zepsuć tego święta słowami, które cisnęły mi się na klawiaturę.
Każda władza zawsze wykorzystuje różne rocznice dla lansu i jest jej na rękę, że mogą przed wyborami wygłosić swoje patetyczne przemówienia, zapewnić naród o swoim patriotyzmie i popisać się znajomością słów pieśni patriotycznych. To polityka, taka jest jej natura i chociaż czasami wyczuwamy fałszywe nuty i odczuwamy do nich obrzydzenie, godzimy się na takie wydarzenia bez szemrania. Ale kiedy ktoś w sposób brutalny wykorzystuje takie dni do walki politycznej, to po prostu dostaję białej gorączki.
Prezydenta Dudy nie słucham z uwagą od dawna. Raczej na zasadzie, że coś tam brzęczy w telewizorze, a pilot leży za daleko, by go wyłączyć. Niestety, niektóre wypowiedzi po prostu same wchodzą do uszu. I to mnie właśnie spotkało pierwszego sierpnia.
Prezydent powiedział, że „rzeź Woli to wielkie ludobójstwo, o którym w latach PRL-u właściwie nic nie mówiono”. No i jakby mnie ktoś w tym momencie walnął bejsbolem po głowie.
Tak zwany PRL to był bardzo trudny czas dla Polski. O wielu wydarzeniach nie mówiono, o wielu mówiono tylko połowę prawdy, oczywiście tę połowę bliską komunistom. Ale jeśli chodzi o Powstanie Warszawskie, w tym PRL-u, w którym ja żyłam, traktowano je z największym szacunkiem. Powstawały filmy fabularne na ten temat, gloryfikujące bohaterów Powstania. Wszystkich pieśni powstańczych nauczyłam się na lekcjach muzyki w podstawówce, a w rocznicę Powstania zawsze były uroczyste akademie. Wojenne wiersze Baczyńskiego były lekturą szkolną. Na lekcjach historii nie udawano, że nie istniała Armia Krajowa, tak, jak dziś wymazuje się z historii Bataliony Chłopskie. Uczyliśmy się też o udziale Polaków w Bitwie o Anglię, w Tobruku, czy na Monte Cassino, pomimo że trudno te bitwy zaliczyć do sukcesów Armii Czerwonej. A dziś próbuje się wymazać z pamięci młodych pokoleń fakt, że to ta znienawidzona Armia Czerwona wyzwoliła obóz koncentracyjny w Oświęcimiu.
Powiem tak...ja sobie niezwykle cenię prawdę. Nawet, jeśli jest to prawda bolesna. Wychowałam się w kraju komunistycznym, który wmawiał nam cały czas, że my, Polacy jesteśmy idealni, że nigdy nie zrobiliśmy nic złego i mamy na kartach historii wyłącznie momenty chwały. Przez jakiś czas było więc dla mnie bardzo bolesne, że zaraz po wojnie, nie wzięliśmy się wszyscy za ręce, a Polacy, którzy jeszcze chwilę wcześniej walczyli z tym samym wrogiem, nagle stali się dla siebie wrogami ze względu na poglądy polityczne i inną wizję powojennej Polski. Ale dziś jestem już bardzo dużą dziewczynką. Wiem, że komuna zamiast wdzięczności, okazała wielu bohaterom pogardę, osądziła ich, a wielu zamordowała. Jest mi z tego powodu przykro, ale nie usiłuję wyrzucić tego ze swej pamięci. Powiem WAM jednak, oceniając tamten ustrój po latach, był on pięciokrotnie mniej kłamliwy, niż ostatnie 4 lata rządów PISu. Bo komuna miała pewne swoje ustalone zasady: O bitwie pod Lenino mówmy, a o Katyniu nie. Kochamy górników, a trochę mniej inteligencję. A PIS, o oni pamiętają kurwa o wszystkich...2 miesiące przed wyborami! Jeśli którykolwiek z Powstańców śmie jednym zdaniem skrytykować obecną ekipę, to nagle jego krew przelana za Ojczyznę jest mniej wartościowa, jak tych, którzy ślepo tej władzy wierzą. I powiem WAM, że jako matka, zawsze oglądając stare zdjęcia i fragmenty filmów z tamtych czasów, ronię nie jedną łzę widząc tych pięknych młodych ludzi z karabinami idących na śmierć. Po prostu sobie nie potrafię tego wyobrazi. Ale słuchając współczesnych polityków, coraz bardziej widzę, jak bardzo...bezsensowna była ta ofiara. Nie dość, że na pewną śmierć wysłali ich rodacy, siedzący w wygodnych fotelach w Londynie i palących kubańskie cygara, uchodzący za bohaterów, a dla mnie to po prostu byli kłamcy i oszuści. Nie ryzykowali niczego, oszukali Warszawskie Dzieci, wmówili im, że idą walczyć z Niemcami, dokładnie wiedząc, że harcerze, nie będą w stanie przeciwstawić się skutecznie lepiej uzbrojonej armii. A przecież tak naprawdę chodziło tylko o to, żeby Armia Czerwona nie weszła do Warszawy. To było po prostu głupie i nieodpowiedzialne, bo gdyby nawet jakimś cudem Powstańcy odbili Warszawę, to co było by dalej? Odwrócili by się i zaczęli walczyć z Armią Czerwoną? Czy taki był plan?, do ostatniej kropli krwi, do całkowitego wyniszczenia narodu... Ruscy i tak dalej szli by do samego Berlina i pewnie i tak weszliby do Warszawy...
Gdyby tamci oficjele w swych wygodnych fotelach byli patriotami, gdyby liczyli się choćby minimalnie z życiem młodych Warszawiaków, wysłali by delegację na drugą stroną Wisły z białą flagą. Nie, nie z flagą poddańczą lecz flagą porozumienia. Dogadali by się z Rosjanami, że w tym samym momencie będzie natarcie Rosjan i Powstańców. Bitwa o Warszawę trwała by może 3, może 4 dni. Efekt końcowy w strategii wojennej byłby identyczny, a uratowaliby miasto i ocalili życie większości Powstańców. Wiele matek nie musiało by opłakiwać swoich dzieci, wiele dzieci nie zostało by sierotami... A na takich jak dziś uroczystościach byłoby dużo większe grono kombatantów.
Nie dość, że w wyniku chorych ambicji i nienawiści do Rosji, zginęli najlepsi z najlepszych, którzy mogliby po wojnie przeżyć piękne życie, to jeszcze dziś się ich traktuje jak takie konie, na które się wsiada przed wyborami i „wiśta wio”! Ci co przeżyli są dziś narzędziami do manipulacji i docenia się ich tylko po to, by dobrze wyglądać na wyborczych zdjęciach. I, tak jak wtedy karmiło się ich kłamstwami, tak dziś się im każe podobnych kłamstw wysłuchiwać.
Jesteśmy naprawdę nieszczęsną krainą, gdzie historię piszemy nienawiścią. Bo Powstanie Warszawskie wywołane w tym określonym momencie było wynikiem nienawiści do Rosjan kilku zadufanych w sobie dupków.
Oczywiście można było obawiać się, że jeśli to Rosjanie wyzwolą Warszawę, to wielu z tych młodych bohaterów poszłoby walczyć dalej z Armią Czerwoną. Ale czy to nie było by dla nich lepsze, niż śmierć?
O historii zawsze trzeba mówić prawdę, chociaż i ta prawda ma różne barwy i trzeba oceniać je wszystkie. Gdybym była odpowiedzialna za rzeź Warszawy, wywołując skazane na przegraną powstanie, widząc stojące kikuty zburzonych domów, płonące zabytki, ludzi chowających się w kanałach, jak szczury, palnęła bym sobie w łeb. Bo może rozumiałam bym, że żaden ze mnie bohater. A takiemu prezydentowi Duda, który jest największą pomyłką wolnej Polski, chciałabym tylko przypomnieć, że każde miejsce w obrębie przedwojennej Warszawy, po którym stąpa, jest nasiąknięte krwią, jest święte i świętokradztwem jest kłamać w takim miejscu. Oraz, że piękno tego miasta to efekt nie tylko tych, którzy za nie walczyli, ale także tych, którzy już żyli w komunie...którzy cegłę po cegle odgruzowali, gruz wywozili ruskimi ciężarówkami, rozminowali, i pobudowali od nowa. I używając zwrotu „w komunie”, należy pamiętać także o nich, a nie tylko o ciemiężycielach.



4 komentarze:

  1. Nic nie napiszę, bo mi łzy zalewają oczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawie ze wszystkim się zgadzam. Co do jednego mam wątpliwość. Znając z historii Stalina i działania NKWD nie sądzę by długa była "wdzięczność" w stosunku do Powstańców za współudział w bitwie o Warszawę. Łaska Pańska na pstrym koniu jeździ. Ale faktem jest że z jednej strony heroizm Powstańców a z drugiej bezsens stawania do przegranej walki. W tej chwili nasunęło mi się porównanie że PiS dokładnie tak samo postępuje ze swoim elektoratem jak Rząd Londyński z Powstańcami. Mami wygraną, chwilowym polepszeniem warunków życia, patriotyzmem i białoczerwonymi flagami. A za chwilę będą tabuny uchodźców z Polski szukających nowego życia na obczyźnie. Tyle że nikt ich nie będzie rozstrzeliwać na granicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, wdzięczność komunistów trwała od 1956 do 1989, czyli 33 lata. Pewnie trwałaby i dłużej, gdyby dalej rządzili. Ile trwała wdzięczność PiS?
      Ja tam wolę ewolucję od prześladowań do wdzięczności, a nie odwrotnie...

      Usuń

Marian wybawca. ( Tekst z dnia 10 grudnia 2019 roku.)

Halo! Polacy! Halo! Jak się WAM żyje w czarnej dziurze? Pytam, jako osoba, która jest zawieszona gdzieś pomiędzy WASZYM, a normalnym świat...