wtorek, 13 sierpnia 2019

Pokój zwierzeń.... ( Tekst z dnia 13 sierpnia 2019 roku)


Bardzo niechętnie piszę takie posty. Posty, które mówią o moich, bardzo osobistych przeżyciach. Z napisaniem tego wszystkiego czekałam ponad miesiąc i biłam się z myślami, czy w ogóle warto.
Oczywiście, to co piszę zawsze jest wynikiem tego, kim jestem, tego, co przeżyłam i całych moich życiowych doświadczeń. Mam też dość specyficzne nazwisko, przez co wiele osób w Polsce bez trudu potrafi mnie zidentyfikować. ( Naprawdę, gdybym wiedziała, że tak się to wszystko potoczy, publikowałabym na fałszywym profilu i pod fałszywym nazwiskiem) Ale stało się, polityka stała się nieprzewidywalna, a ja się swojej twarzy nie wstydzę.
Przez cały czas dbałam o to, by nikogo, nawet jeśli był bohaterem mojej opowieści, nie wymieniać z imienia i nazwiska, nie piętnować i nie wciągać w moją działalność. ( Oczywiście, poza politykami i osobami publicznymi, które decydując się na swoją działalność, godzą się na to, że będą podlegali ocenom) Na moim prywatnym profilu rzadko pojawiała się polityka, czasami jakieś sprawy społeczne poruszałam, ale tak na co dzień, jak wszyscy: zdjęcia z wakacji, kotki, pieski, dowcipy, śmieszne filmiki itd. Nic ideologicznego, zdrożnego, wulgarnego czy niestosownego. Niestety zostałam zaatakowana przez osoby, które znam od dawna, które powinnam nawet uznawać za bliskie. Okazuje się, że moje wypowiedzi trafiły pod strzechy, nawet takie, gdzie większość mieszkańców nie korzysta z internetu, a na pewno nie posiada kont na portalach społecznościowych. W pierwszym momencie zaniemówiłam, byłam w szoku i mogłabym się nawet zezłościć. Ale po chwili poczułam prawdziwą ulgę, że wreszcie będę mogła w sposób jawny być tym, kim chcę, że już nie muszę być grzeczna i niczego udawać.
Ale zacznijmy od początku, bo blog ten na pewno nie był przewidziany do wylewania moich osobistych żalów...
Wyobraźmy sobie ( niektórzy nie muszą, widzieli to na własne oczy), wyobraźmy sobie kościół... powiedzmy w Białymstoku. Zwyczajna parafia, zwyczajna msza, zwyczajni parafianie. Ludzie w różnych przedziałach wiekowych, od starców, aż po dzieci...modlą się, klękają słuchają kazania. A na kazaniu proboszcz zamiast mówić o bogu grzmi „prawdziwym patriotyzmem”. Ukazuje swym owieczkom obraz upadającej Ojczyzny zaatakowanej przez dziwnych kolorowych ludzi, którzy chcą wyniszczyć rodziny, zdemoralizować dzieci, zabić kulturę i tradycję...
Ci parafianie wychodzą z kościoła, a na ulicy konfrontują się z tymi INNYMI, o których ksiądz im mówił. Starsi ludzie czasami naprawdę się boją, robią znak krzyża w kierunku współobywateli maszerujących w obronie równości. Myślę, że małe dzieci po takim kazaniu też są przerażone. Mają wbijane do głowy, że jeśli coś jest kolorowe, jest złe, jest straszne, jest niebezpieczne. Ale najbardziej ciekawa jest ta świeżo wymodlona młodzież, w różnym wieku, od nastolatków, po ludzi, którzy już sami posiadają dzieci. Oni nie odczuwają strachu lecz nienawiść, a na takie spotkania idą uzbrojeni w petardy, świece dymne i kastety. Uderzające jest to, że wszyscy są do siebie podobni, obwód karku mają większy od obwodu czaszki... A przeraża najbardziej religijny charakter wykrzykiwanych przez nich haseł: Chrystus, chuje, wypierdalać, matka boska, zboczeńcy, Jezus, pedały, honor i Ojczyzna przy okazji. Wszystko razem wykrzykiwane czasami, dosłownie w jednym zdaniu. I taki człowiek, który jak ja, już dawno nie bywał w kościele, bo cytując klasyka: „nie chadzam byle gdzie”, taki człowiek zastanawia się, czy takie są w tej chwili modlitwy? Czy takich trudnych ze względu na swoją specyficzną konstrukcję uczy się teraz na religii???
W powietrzu fruwają petardy, kilku osiłków napada na czternastolatka i obijają go serdecznie, bo im się wydał nazbyt kolorowy. Nie pytają, czy jest homoseksualny, czy nie. Oceniają po wyglądzie.
Gdyby proboszcz z opisywanej parafii miał choćby trochę przyzwoitości, to by zobaczył, co narobił swoim kazaniem. Wybiegłby na ulicę i krzyczał, że nawet jeśli ktoś jest inny, wydaje nam się nienormalny, to Chrystus kazał kochać wszystkich! Przestańcie! Nie bijcie ludzi na ulicach! Ale proboszcz osiągnął swój cel! Osiągnął to, czego od niego wymaga jego kościół lub jego biskup-pedofil. Skutecznie odwrócił uwagę społeczeństwa od upadku moralnego instytucji, której służy. Cień własnego diabła rzucił na innych, znalazł kozły ofiarne, które mają zapłacić za grzechy kościoła.
Nie będzie się więc przejmował paroma kurwami rzuconymi obok imienia Jezusa, bo gdyby ludzie przejrzeli na oczy, czekałby go głód, skończyły by się złote widelce i porcelanowe kible.
A oto typowa reakcja kościoła...
To jest akurat cytat, z ogłoszeń duszpasterskich parafii św. Jadwigi Królowej w Białymstoku z dnia 21 lipca, czyli tuż po opisywanych przeze mnie wydarzeniach:
Jako kapłani posługujący w naszej parafii, składamy wyrazy uznania i podziękowania tym wszystkim, którzy w ostatnim czasie, w jakikolwiek sposób włączyli się w obronę wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich, chroniąc nasze miasto, zwłaszcza dzieci i młodzież przed planową demoralizacją i deprawacją. Niech wam bóg wynagrodzi i błogosławi wszystkie dalsze dobre poczynania...”
Tak, tak właśnie podziękowali duchowni jednym Polakom, za bicie swoich braci. Błogosławieństwa, za chuje i kurwy wykrzykiwane w kierunku innych ludzi? Naprawdę?
Tak było w Białymstoku...Potem biskup Jędraszewski nazwał część obywateli Polski zarazą, ale nic dziwnego, skoro marszałek Sejmu, dzięki ci losie, że już były, mówił o tych samych ludziach jako o szczurach, które trzeba wytępić...
A potem przyszedł 10 sierpnia i podobna sytuacja w Płocku, mieście o tyle mi bliskim, że pochodzę z tego regionu. I znowu kolorowy marsz i znowu ta sama piękna młodzież wrzeszcząca wulgarne hasła...
Ale chyba największe wrażenie zrobiła na widzach grupka dzieci, takich w przedziale 9-12 lat, która wśród kontrmanifestantów była z rodzicami i wspólnie z nimi krzyczeli, wiecie co? Jebać was!, jebać was!, i...weź kutasa do buzi... Koszulki z Jezusem, koszulki z orłem i takie teksty na ustach...I ta obrzydliwa dziewucha, trzymająca rękę między nogami i symulująca masturbację.., do kamery. Można się porzygać.
Myślicie, wy tam spod strzech, których tak bardzo oburza moja postawa w stosunku do kościoła katolickiego, który nakręca tę nienawiść, że to ja robię coś złego swoją krytyką. Czy widząc te dzieci, boicie się nadal edukacji seksualnej w szkołach? Przecież ksiądz na religii bardzo dobrze ich już wyedukował, skoro rozumieją hasła, które krzyczą. Możecie powiedzieć, że to, co piszę to nieprawda, albo propaganda. Ale jeśli chcecie mogę wam udostępnić materiały filmowe, bo wiem, że w tej jedynej telewizji, którą wam wolno oglądać, tego na pewno nie zobaczycie.
Mój mąż jest całe życie w delegacji. Zadzwoniliście do niego w imieniny z takimi życzeniami: „Chłopcze, wracaj do domu, bo twojej żonie odbiło. Atakuje kościół i poobrażała już całą rodzinę.”
Nie znacie do mnie numeru telefonu?, jeśli coś do mnie macie... Przypomnieliście go sobie tylko wtedy, kiedy chcieliście, żebym przyjechała do chrześniaka na komunię? Przez 15 lat tylko raz!
Przez całe życie odnosiłam się do was z szacunkiem. Kiedy mój mąż nie chciał was znać, dałam mu kopa w dupę, żeby do was jechał na boże narodzenie, bo nie chciałam stać między nim, a resztą świata. Uważałam, że tak trzeba. Mój mąż od czasu, kiedy wrócił z USA, cały czas myślał o tym, by wyjechać gdziekolwiek, ale ja nie chciałam byśmy zrywali kontakty z rodziną, bo wydawało mi się, że w „kupie” raźniej. Wiecie, kiedy zapadła decyzja o wyprowadzce? Poszło o rosół na komunię. Tak, to była ta kropla, kiedy po prostu doszłam do wniosku, że w moim domu, na mojej imprezie, nikt nie będzie mi mówił, co mam moim gościom podawać do żarcia. Wtedy zgodziłam się na wyjazd. Zresztą, niektórzy poczuli się tak urażeni, że na tej komunii się nie pojawili. Ukarali dziecko za mnie i za brak rosołu.
Mówię wam dość! Mnie się też wasze poglądy nie podobają, ale po rodzinie nie wydzwaniam z pretensjami. Rozumiem je, wychowałam się w podobnych warunkach i jedni mają szczęście i dostęp do wiedzy, a inni niestety wolą żyć w nieświadomości. I wbrew pozorom mogli byśmy tak żyć z dala lecz w zgodzie. Bo nigdy nie zamierzałam się z nikim kłócić i gniewać o politykę, religię, czy jego sposób życia. Ale to wy mnie zaatakowaliście, a ja mogę się tylko cieszyć, że wreszcie do was dotarło, że po trzydziestu latach ciężkiej pracy nade mną, nie zmieniliście we mnie nic. Ciągle jestem sobą i że to wreszcie do was dotarło.
Mogłabym w ramach zemsty opowiedzieć wszystkim o tym, co mi robiliście przez lata, o tym, jak kłamaliście mojemu mężowi, wydzwaniając do niego, kiedy był w USA, jak mnie opowiadaliście o nim niestworzone rzeczy, żeby mi udowodnić, że jestem nic nie warta i że ma już 5 innych i lepszych na moje miejsce, o tym, jak mnie straszyliście, że do niego zadzwonicie i mu nagadacie, że się puszczam, o tym, jak kazaliście mi się przebierać we własne ciuchy, bo przyjechałam do was w zbyt prześwitującej bluzce, a akurat był jakiś pierdolony odpust, o tym, że przyjeżdżaliście do mnie w nowych futrach, śmiejąc się, że mnie takiego ojciec nie kupił, o tym jak napuszczaliście na mnie proboszcza, tak, tego samego, który chlał, aż mu zabrali prawo jazdy i który wyzywał zakonnice od kurew w autobusie. Przysyłaliście go żeby przychodził do mnie ze swoimi umoralniającymi gadkami. Mogłabym opowiedzieć o tym, jak szpiegów wysyłaliście do mojej wsi, by się dowiedzieli, czy przypadkiem nie jestem jakąś kurwą. Mogłabym także zacząć śpiewać, jak skowronek i przypomnieć sobie, co mówiliście o niektórych członkach rodziny albo o sąsiadach, że dla was wszyscy inni to zawsze byli „pijusy i bidusy”, tylko wy zawsze godni szacunku i absolutni abstynenci. Książkę bym mogła o tym napisać. Przez tych kilkanaście lat w Polsce próbowaliście za wszelką cenę wsadzić kij między nas. Do tego służył wam ten mniejszy pokój obok salonu. Ja go nazywam pokojem zwierzeń, gdzie braliście mojego męża na spytki, tak, żebym ja nie słyszała. Tam przepytywaliście go z domowych wydarzeń, a kiedy okazało się, że w jakiejś prywatnej sprawie podjęliśmy jakąś decyzję, wy wyrażaliście swoje zdanie odrębne. Dobre rady dotyczyły wszystkiego, koloru ścian, płytek na podłodze, rodzaju dachu, banałów! Ale po każdej wizycie mój mąż wracał i był między młotem a kowadłem, między tym, co jemu się wydawało dobre, a czego chcieliście wy. Nawet, kiedy miał już siwe włosy, nigdy nie był dla was na tyle mądry, by mieć prawo do swojego zdania.
Jesteśmy razem już 30 lat, a wy nadal wierzycie w to, że coś się wam uda rozwalić? Naprawdę, nigdy nie zrezygnujecie? Moja świętej pamięci matka i mój świętej pamięci ojciec w życiu by do mnie nie zadzwonili z takim tekstem. Bo moi rodzice mówili wprost: Nie ważne kogo do domu przyprowadzicie, Żyda, Chińczyka, murzyna, a nawet zielonego kosmitę, będziemy go szanować i kochać, jak własne dziecko. I tak było. Mój mąż był dla nich równie ważny jak, ja. Złego słowa o nim nie było wolno powiedzieć. A ja jestem dla was całe życie złą koniecznością, piątym kołem u wozu i czarną owcą w jednym.
Wyprowadziłam się 3 tysiące kilometrów, ale widzę, że chyba bym musiała kulę ziemską opuścić, byście w końcu byli szczęśliwi.
Wiem, źle wychowałam dzieci. Są hetero, ale wśród przyjaciół mają LGBT, nawet chodzą na marsze równości i mają dużo znajomych wśród czarnych i muzułmanów. I wszystkie te osoby zapraszają do domu, siadają przy wspólnym stole i nie odczuwają do nich obrzydzenia.
Mam już naprawdę sporo lat, nie pozwolę więc sobie dłużej na to, by mnie ktoś strofował, jak małe dziecko. Trudno. Od dziś moje posty będą nie tylko na politycznych grupach, ale także na moim prywatnym murze. A wy, jeśli uważacie, że odbija mi, bo chcę sprawiedliwości dla dzieci skrzywdzonych przez księży pedofilii i że ujmuję się za ludźmi bitymi na ulicach w imię boga, po prostu zapomnijcie o moim istnieniu. Skreślcie mnie z grona znajomych na portalach, wystąpcie do sadu, by mi odebrać nazwisko. Macie wiele możliwości. Ale mojego męża zostawcie w spokoju. Tym bardziej, że jakoś nie widzę u niego żadnej wiary w żadnego boga, której warto by było bronić. Jedyną wiarę, jaką wyniósł z domu to wiara w nabywczą siłę pieniądza. Nie dzwońcie do niego i mnie nie pozdrawiajcie, nie składajcie na jego ręce swoich fałszywych życzeń, skoro nie stać was na to, by zadzwonić do mnie.
Na koniec mogę wam tylko polecić, byście jeszcze raz przeczytali mój opis sytuacji z Białegostoku i Płocka. To nie jest nic wymyślonego. Widziałam z tych wydarzeń transmisje na żywo. A potem po prostu żyjcie, jak chcecie i pozwólcie żyć mnie. I zauważcie to, że nadal nie wymieniłam w tym tekście ani jednego nazwiska, nie zrobiłam tego od tych czterech lat, kiedy piszę. Nikogo nie miałam zamiaru obrażać. Ale może, kiedy się uderzy w stół, to nożyce zawsze się odezwą.



8 komentarzy:

  1. Oni są wszędzie. Nie tylko u Pani. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję....i popieram w 100%

    OdpowiedzUsuń
  3. To już nie dystopia, lecz smutna rzeczywistość. Podziwiam Panią, ile trzeba mieć siły w sobie żeby to wszystko wytrzymać i pomijam tu sytuację, w której wspólnie się znaleźliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałem z dużym zainteresowaniem. Bardzo podoba mi się zdecydowana postawa którą Pani prezentuje. U wielu normalnych ludzi brak takiego zdecydowania. Nie wiem z czego to wynika, ale wielu boi się zająć stanowiska wobec obrzydliwych słów i czynów niektórych ludzi bo się boją, że kogoś urażą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakże ja się cieszę że nie mam już bliskiej rodziny. Czort wie czy nie było by w niej takich przypadków hipokryzji. A znajomych, kolegów a nawet przyjaciół to można zawsze zmienić na innych. Na szczęście tych co mam nie muszę. ;) I miło mi że Wilmo jesteś moją bliską znajomą "nieznajomą" z daleka. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przykro mi, Uleńko, ale niestety nie jest to sytuacja jednostkowa i to jest najtragiczniejsze w tym Narodzie... To, że jeszcze dobrze nie wyszli z kościoła, a już całkowicie zapominają o naukach tej wiary (jeśli takie były i nawet ich wysłuchali), to wiem już od ponad pięćdziesięciu lat. Nie zmienił tego nawet pontyfikat JPII, "polskiego" papieża. Smutnym jest fakt, kiedy doświadcza się takich działań od osób, podobno bliskich, bo właśnie z tych kręgów nie spodziewamy sie tego. Mam ogromny szacunek dla Twojego męża, że trw pry Tobie mimo wszystko i jest wierny swoim uczuciom i Tobie. Zakładając nową rodzinę, zakładamy "nową koszulę" i ona jest odtąd najbliższa naszmu ciału. Kto nie potrafi tego zrozumieć, ten nie jest w stanie zrozumieć niczego, a przede wszystkim sensu życia. Trzymaj się i nie daj sobą, ani swoimi bliskimi manipulować postronnym, choćby byli nie wiem jak bliskimi powinowatymi. Wara im od Waszego ogniska domowego, i Waszego rodzinnego ciepła... <3 Co nas nie zabija, to nas tylko wzmacnia. Pozdrowienia i buziaki. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej że oni wchodząc do tego kościoła nie znają, nie pamiętają zasad chrześcijaństwa. Że już na wstępie tego typu kazań nie wyrażają swego zdziwienia a nawet oburzenia na tego typu słowa w domu bożym. Jak te barany wodzone są. Na rzeź, na manowce, do piekła.

      Usuń
  7. Bardzo Cię lubię, za otwartość. Życzeń nie składam. Bo gdyby życzenia się spełniały, połowa ludzkości by nie żyła.

    OdpowiedzUsuń

Wdowi grosz i łzy sierot... ( Tekst z dnia 1 października 2019 roku)

Kampania wyborcza ma już z górki. A ja, zgodnie z obietnicą, wracam do jej początki. Do pierwszego przemówienia prezesa Kaczyńskiego i do ...