poniedziałek, 30 września 2019

Prawda wobec śmierci. ( Tekst z dnia 30 września 2019 roku)




Kornel Morawiecki nie był nigdy moim idolem. Wiele osób podkreśla jego zasługi w walce z komuną. Ale ja już wtedy wyczuwałam pierwiastki skrajnie narodowe w działalności jego i Solidarności Walczącej. To szczęście, że całą rewolucją kierował pokojowo nastawiony Lech Wałęsa, bo uniknęliśmy rozlewu krwi. Ale godzę się na to, by zasługi Kornela Morawieckiego oceniła historia.
Mówi się, że o zmarłych powinno się mówić dobrze, albo wcale. Ja uważam, że zawsze trzeba mówić prawdę, chociaż oczywiście nad trumną, trzeba zachować delikatność i kulturę. Ostatnie 4 lata w działalności zmarłego dziś polityka były bardzo kontrowersyjne. Nie zgadzam się z jego poglądem, że prawo nie jest święte, a nad prawem jest naród. Bo prawo jest jedyną stałą, jedyną osią, wokół której może w sposób normalny toczyło się życie. Nie podobało mi się także głosowanie na dwie ręce za Morawieckiego, co go nie oburzyło i uznał to za dobry zwyczaj. Całkowicie nie podoba mi się to, że taki bohater walki o wolność i taka legenda, wychował syna na karierowicza i kłamcę.
Mówić do zmarłego nie ma sensu. Niech mu ziemia lekką będzie, a ludzie niech zachowają o nim wyłącznie dobre wspomnienia. Zwrócę się więc do pogrążonego w żałobie syna, premiera Mateusza Morawieckiego.
Śmierć, panie premierze nie wybiera, dopada każdego i na razie nikt nie wymyślił na nią lekarstwa. Ja, jako całkowita sierota i dziecko, które niedawno straciło ojca, zwyczajnie panu współczuję, jak innemu dziecku, które właśnie ojca straciło.
Moglibyśmy w tej wyjątkowej chwili powtarzać liczne plotki o związkach pana Ojca z Rosją, o licznych kochankach. Moglibyśmy także zmienić mu życiorys w Wikipedii, moglibyśmy nazwać żydem, zdrajcą, współpracownikiem itd. itd. Ale MY, to nie wy! Nie potraktujemy pańskiego Ojca tak, jak Pana przyjaciele dalsi lub bliżsi potraktowali Mazowieckiego, Geremka, czy profesora Bartoszewskiego. A jestem pewna, że nie darujecie także Wałęsie, Michnikowi, Kwaśniewskiemu i innym naszym postaciom z historii, gdyby ten świat opuścili, (oby żyli, jak najdłużej). Nie będziemy w rocznicę śmierci wystawać pod domem pana ojca i nie będziemy go wyzywać, tak, jak to wielu tak zwanych patriotów robi każdego roku pod domem Jaruzelskiego, nie będzie także gwizdów i śmiechów na cmentarzu...chociaż pokusa jest wielka, by poczuł pan, jak to jest, kiedy ktoś opluwa trumnę człowieka, który jest nam bliski. Ale MY, to nie WY! My będziemy milczeć nad trumną. I potraktujemy pana Ojca z szacunkiem, na jaki zasługuje każdy człowiek, który odszedł na zawsze.

Kiedy doszła mnie dziś wiadomość o śmierci pana Ojca, miałam naprawdę mały promyk nadziei, że w swoim bólu i bacząc na stratę, nie będzie pan wykorzystywał trumny ojca w kampanii wyborczej, nie będzie brał ludzi na litość i wzbudzał przesadnego współczucia, że się Pan zachowa, jak mężczyzna. Nadzieja ta była bardzo słaba, wiedząc, że popiera pana partia, która na trumnach serfuje lepiej, niż niejeden australijski mistrz świata. Ciało jeszcze do końca nie ostygło.., a pan już opowiada o przesłaniach płynących z ust pańskiego umierającego Ojca, które powinien pan w takiej chwili zachować dla siebie. Czyli promyk nadziei zgasł... Za chwilę się dowiemy, że kazał ludziom powiedzieć, że Kaczyński jest najlepszym, co mogło Polskę spotkać. Wstyd panie Morawiecki! My, pańscy oponenci zachowamy się z honorem wobec śmierci, a pan? 



niedziela, 29 września 2019

Bajka o wkurwionej, złotej rybce. ( Tekst z dnia 29 września 2019 roku)


Ja przepraszam, że jest 2 tygodnie przed wyborami, a ja zamiast wszystkich zagrzewać do walki, po prostu się przypierdalam do szczegółów i marudzę. Opozycja ciągle narzeka, że sondaże się nie chce ruszyć na ich korzyść. Ale powiedzmy sobie szczerze, 4 lata temu PIS wygrał dzięki szczegółom. Tymczasem w tej chwili mamy mnóstwo ogólników, mnóstwo programów, które tak naprawdę nie mówią PANU/PANI X , że powinni zagłosować na tę lub inną partię.
Z uporem maniaka wysłuchuję wszystkich konwencji z wyjątkiem PISowskich, które obserwuję tylko w skrótach. Nie jestem niestety na tyle ambitna, by przeczytać wszystkie programy wyborcze, bo to dość długa i nudna lektura. Od wszystkich słyszą o podniesieniu płacy minimalnej... Jedni chcą podnieść o trochę, inni idą od razu po bandzie. Niestety, diabeł, ten, który może przekonać wyborcę, tkwi, jak zawsze w szczegółach.
Tak sobie słucham tych wszystkich konwencji i czegoś mi brakuje. Ja dawno temu, a można nawet powiedzieć, bardzo dawno, zaczęłam prace w prywatnej firmie i na początek dostałam całkiem dobrą pensję. Nie będę podawać kwoty, bo nie chce WAS zabić śmiechem, ale to były lata 90-te. Potem zostałam szefowa działu ( umownie, bo w papierach tego nie było) i dostałam podwyżkę. Niestety, w ciągu następnych lat nowo przyjmowani pracownicy, którzy zawsze dostawali najniższą krajową, wkrótce zaczęli mnie doganiać. Bo wiadomo, że rządy podnosiły tę kwotę, a zyskiwali na tym tylko najmniej zarabiający. Kiedy w 2004 roku wyjeżdżałam z Polski, moja pensja prawie zrównała się do pensji sprzątaczki w mojej firmie. Nie, żebym miała coś przeciwko sprzątaczkom. One też zasługują na godne wynagrodzenie. Ale nie za bardzo podoba mi się taka sprawiedliwość, kiedy wszyscy mają po równo. Nie może być tak, by minimalna pensja lekarza, naukowca, profesora lub inżyniera, ludzi, którzy poświęcili kawał życia na zdobycie wykształcenia, zaczynała się od takiego samego pułapu, co pensja osoby, którą ledwo przepchnięto przez podstawówkę. Taka sprawiedliwość jest demoralizująca. Chciałabym zapytać wszystkich partii, czy jest jakiś plan podnoszenia wynagrodzeń tym bardziej „zasłużonym”, Bo to zaczyna przypominać paranoję, kiedy osoby o większych obowiązkach, większej odpowiedzialności, a przede wszystkim dłuższym stażu pracy i doświadczeniu zawodowym, równają do najniższego wynagrodzenia. Czy macie w programach procentowy wzrost wynagrodzeń, ze względu na staż pracy oraz inne parametry( uczciwość, solidność, punktualność, zaangażowanie itd.?) W Polsce od jakiegoś czasu zaczyna być tak, że samo bycie na liście zatrudnienia powoduje wypłacanie nagród, trzynastek, czternastek itd. Wracamy powoli do modelu „czy się stoi, czy się leży”. Nie warto się starać. Czy nie byłoby uczciwie doceniać wszystkich pracowników, a nie tylko tych najbiedniejszych lub pozbawionym pracy? Na przykład osobom pracującym wypłacać, nie 500, a 600 złotych na dziecko? Dobrobyt bierze się z pracy, czego politycy nie mówią i bronią nas od takiej świadomości społecznej. Wolą udawać, że rząd ma kopalnie złota, albo diamentów.... Wszystko jest wynikiem kalkulacji przedwyborczej. A gdzie jest miejsce na prawdę? Gdzie kalkulacja ekonomiczna? Będziemy o niej myśleć dopiero po wyborach?
Druga sprawą jest ekologia. Naprawdę czasami to siedzę przed telewizorem i się śmieję widząc, jak politycy, wszyscy bez wyjątku traktują ten temat, jak gorącego kartofla, którego boja się dotknął. Naprawdę łatwo jest pieprzyć o de-karbonoizacji, o odejściu od węgla w 2030 roku, o samochodach elektrycznych. To takie gadanie, z którego wiadomo.., nikt nikogo nie rozliczy po wyborach. Wszystko się będzie toczyć tak, jak dawniej. Niezależnie, kto będzie trzymał w rekach władzę. A przecież tym młodym ludziom, którzy wychodzą na ulicę w obronie klimatu nie chodzi o jakąś abstrakcję, ale o natychmiastowe działanie! Wracam ze sklepu...zmęczona tłumaczeniem, dlaczego mam na owoce i warzywa własne torebki wielorazowego użytku. Panie w supermarkecie wręcz zbiegają się wszystkie, kiedy próbuję zapłacić przy kasie i nie potrafią wyjść z zachwytu, że mi się chce nosić ze sobą własne opakowania, jeśli na stoiskach jest taki wybór jednorazówek. . Nie wiedzą, czy to jakaś fanaberia starej baby, a może one więcej zarobią, kiedy sieć nie będzie musiała zużywać tak wielu torebek jednorazowych. O ekologicznym wymiarze mojego uporu nie myślą wcale, nie mają o nim pojęcia. Przynoszę do domu zwykłą, kurwa herbatę... Wiadomo, expresowa herbata jest zapakowana w indywidualna saszetkę. Ale każda saszetka jest zapakowana w kolorową kopertę, żeby kurwa było ładniej...papier i farba do wyrzucenia! Całość jest w kartoniku, ale to za mało! Kartonik jest dodatkowo owinięty szczelnie folią. Większości ludzi to się podoba, bo jest pięknie w supermarketach, a reklama jest dźwignią handlu. A ja nie rozumiem dlaczego słoik z dżemem hermetycznie zamknięty, musi być jeszcze obciągnięty folią? Chyba tylko po to, by nie dało się go otworzyć, bez noża, latajacych kurew i diabła!
A podczas tej walki z nadmiernie zapakowanymi produktami widzę w telewizji polityka, który jeżdżąc po jakiś festynach czy dożynkach wpierdala kaszankę na plastikowym talerzyku plastikowym widelcem popijając zdrową woda z plastikowego kubka! I co nam chce w ten sposób powiedzieć? Że o ekologii nie ma żadnego pojęcia? A może mówi nam wyraźnie, że to, iż ja, TY czy ON segregujemy śmieci, że je wywozimy pół kilometra od domu, bo obok nie ma właściwego kosza, to po prostu nie ma żadnego znaczenia! A przecież taki polityk, gdyby myślał, zrobiłby prawdziwą furorę wyciągając z kieszeni własne, czyste metalowe sztućce i powiedział: dziękuję, na widok plastikowego widelca. Gadanie to jedno, a przykład, to zupełnie coś innego i podnosi wiarygodność o 200%!
Nie słyszę, by ktoś obiecał, że będą w szkołach specjalne kosze na plastikowe butelki i na baterie, których młodzież używa bardzo wiele. Nie słyszę o metodach kija i marchewki, o obniżaniu podatków za rezygnację z nadmiernego pakowania produktów, za nalewanie napojów do szklanych butelek lub karania, za niszczenie środowiska. My sobie ze zwykłym wywożeniem śmieci do lasu nie potrafimy poradzić. Jest stek bzdur i garść frazesów. Nie widzę pomysłów, na indywidualne oszczędzanie wody, by wtedy, kiedy czekamy na ciepłą wodę pod prysznicem, nie szło 10 litrów w kanał. Tak, minimum 10 litrów za każdym prysznicem. Ja już pisałam, że mam wiadro i zbieram tę wodę, a potem podlewam nią ogród, ale wszyscy na mnie patrzą, jak na wariatkę, kiedy to robię. Myślą, ze taka jestem pazerna i oszczędna. Owszem, za wodę płace sporo i rachunek ekonomiczny ma znaczenie, ale nie chciało by mi się tego robić tylko dla pieniędzy.
A politycy co?, żyją na Marsie, nie widzą tego, co się dzieje? Mogę coś o tym powiedzieć, bo nie dalej, jak 2 tygodnie temu przeżyłam burzę, jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Obudziłam się z myślą, że ktoś spawa w mieszkaniu! Był jeden błysk i jeden nieustający grzmot. I nie wiedziałam, co mam ratować...Najpierw uwolniłam psa z zagrody, by się nie utopił, potem nie wiedziała, czy mam wylewać wodę z piwnicy, czy raczej zabezpieczyć balkon, gdzie progiem przelewała się woda, a może podstawiać wiadra tam, gdzie woda lała się z sufitu przez teoretycznie szczelny dach???
Mont Blanc zagraża obsunięciem się lodowca, ludzi się ewakuuje, a my ciągle dyskutujemy o tym, co będzie za 30 lat? Kupujemy samoloty bojowe? Z kim chcemy nimi walczyć? To wszystko nie dzieje się już na Antarktydzie, tylko tutaj! To tu, w Europie, może nastąpić koniec świata zanim umrze moje pokolenie!
Naprawdę wkurwiająca jest w tej chwili polityka, polityka ignorantów i egoistów. To jest tak, jakby ktoś na Polskę napadł, a my byśmy mieli świetny plan, jak walczyć z wrogiem za 50 lat. Totalny brak odpowiedzialności kogokolwiek, za cokolwiek.
Całe pokolenia twórców literatury, sztuki, kinematografii, pokazywania nam drogi, którą kroczymy ku zagładzie, wszystko na nic! Człowiek świat opanował, stworzył i go zniszczy. To smutne, ale nie potrafię już myśleć o banałach politycznych. Wiem, że wiele tematów, które krążą w kampanii, nie ma żadnego znaczenia. Że są tylko obrazem ludzkiej buty, wiary w to, że zostaliśmy stworzeni na obraz jakiegoś boga, że mamy super moce i możemy wszystko. A prawda jest taka, że za dużo zażądaliśmy...od złotej rybki!



piątek, 27 września 2019

Czas stracony na milczenie, kiedy wszystko w nas krzyczy. ( Tekst z dnia 27 września 2019 roku)


Piszę do WAS z wielkim rozżaleniem, Wszystko po wczorajszym spektaklu na tak zwanej KOMISJI. Okazuje się, że w moim kraju można zrobić wszystko, nie trzeba się z nikim liczyć, bo tylko niektórzy mówią DOŚĆ! zbyt cicho i pod nosem...
Zastanawiam się ostatnio nad tym, czy istnieją takie słowa w świecie polityki, których można by użyć w kulturalny sposób mówiąc prawdę.
Słuchając polityków często mamy wrażenie, że pochodzą z innej galaktyki lub innego wymiaru. Wydawało mi się, że rozumiem grę wyborczą, te wszystkie obietnice na wyrost, te kłamstwa, te ataki na przeciwników. Znam to odkąd żyję. Zawsze były jakieś „łrze elity”, jakiś „drapieżny imperializm”, jak potwory, którym nas straszono, byśmy woleli biedę i zaściankowość, byleby własną, polską. Nie wymagam także by politycy w nagłym przypływie szczerości wyszli do dziennikarzy i powiedzieli: Tak, kradłem! Tak, brałem łapówki! Tak, jeździłem samochodem po pijanemu! Tak, nadużywałem władzy! Rozumiem, że ubiera się pewne rzeczy w delikatne słowa, by ludzi nie gorszyć i nie skazywać się na polityczny niebyt. Ale w ostatnich dniach naprawdę nie mogę już tego słuchać, tego szajsu owijanego w kolorowe papierki i polewanego drogimi perfumami.
Bo za kogo nas ma taki Kaczyński, który od kilku tygodni uczy nas o tym, jak powinna wyglądać prawdziwa rodzina? I nawet nie wymawiałabym mu tego, że jest samotny, bo różnie się ludziom układa w życiu. Ale odbieram mu moralne prawo, by nas uczył tego, o czym sam nie ma zielonego pojęcie, tak, jak nie mają prawa nas pouczać księża. Jak on może moralizować w momencie, kiedy jego ukochana bratanica miała już trzech mężów i ma gromadkę dzieci, z czego nie jest do końca wiadomo, czy którykolwiek z jej mężów jest ich ojcem? Dlaczego nikt nie jest w stanie stanąć naprzeciw Kaczyńskiego i rzucić mu to w twarz? Boimy się, żeby go przypadkiem nie urazić, nie zranić, nie zrobić mu przykrości??? A on?, on może nas obrażać, bo my nie mamy ludzkiej wrażliwości, nas nie boli? My musimy znieść każde upokorzenie...
Jakim chujem trzeba być, by zwolnić kobiety z pracy tylko dlatego, że są samotnymi matkami? Czy ktoś naprawdę się na to publicznie oburzył? Powiedział to wprost i głośno? Czy dyplomacja przedwyborcza każe przemilczeć także i to? Naprawdę nikogo na to nie stać od lewej do prawej strony, by choćby słowem wspomnieć,, że to jest zwyczajna podła dyskryminacja niezgodna z prawami pracowniczymi i prawami człowieka? Z takich powodów w normalnych krajach wybuchają rewolucje, a my...my jesteśmy bezsilni. W telewizji wszyscy dyplomatycznie mlaskają, wolą się nie wypowiadać, bo boją się facetów w kieckach, którym w Polsce wolno wszystko, są poza jakimkolwiek ludzkim i boskim prawem!
Jakiś gnojek na świeczniku dostał kamienicę od kombatanta, który zmarł zanim ten się w ogóle urodził. Czy ktoś pyta o jakiś podatek od darowizny? Spróbuj TY, zwykły człowieku z ulicy przyjąć cokolwiek od kogokolwiek, to urząd skarbowy CIĘ znajdzie nawet na księżycu. I CIĘ zgnoi!
I taki człowiek ze świecznika, przez kilkanaście lat w swojej kamienicy prowadzi burdel. Wiem!, wszyscy krzyczą, że nie ma dowodów, że wiedział, co się tam dzieje. I wszyscy się oburzają, że zaniżał ceny za wynajem, skubiąc w ten sposób budżet państwa...Tak trudno się domyślić, dlaczego tak mało kazał sobie płacić za nieruchomość w środku Krakowa?... Bo resztę należności brał pod stołem i była ona procentem od biznesu?! Czy samo to, że Burdel-Tata, jest tak bezczelny i tak pewny siebie, że dzwoni do pana „B” w towarzystwie dziennikarzy, by dać do zrozumienia, jak szerokie ma plecy i jak bardzo ma w dupie opinię publiczną, o niczym nie świadczy?
Jak to jest możliwe, że na nieusuwalne stanowisko powołuje się faceta, którego służby nie do końca sprawdziły i dlaczego sprawdzają go tak długo? Może prezes Kaczyński powiedział, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu i nic poza tym się nie liczy...
Pan „B” postanowił pójść na urlop, bo tylko tak może wyciszyć swoje działania przed wyborami. I taka podejrzana persona ma jeszcze prawo robić czystki wśród swoich pracowników? Przestraszył się, że jeśli któryś z nich przejmie po nim stanowisko, to mogą mu się zwyczajnie dobrać do dupy? Idzie na urlop, ale na stanowisku zostawia swojego człowieka, by rządzić z drugiego siedzenia. I wszyscy piszczą z zachwytu, jakie to są super standardy, bo się odsunął na czas wyjaśniania sprawy!
Pan „B” zapewne powróci po wyborach... jak bumerang! W tym czasie PIS, który trzyma łapę na wszystkim, zwyczajnie wyczyści mu papiery. Spreparuje akt sprzedaży kamienicy, udowodni, że w ogóle nie znał tego, komu ją wynajął. I pan „B” będzie czysty, jak kryształ, jak Kuchciński, jak Ziobro, jak Piebiak, jak Kuchciński, jak cały PIS!
Śmieszy mnie to, że wszyscy po kolei aferzyści zamierzają pozwać dziennikarzy, którzy ujawnili ich niecne czyny. Ale kiedy to zamierzają zrobić? Po wyborach? Kiedy Ziobro i spółka dobiją już Sąd Najwyższy, a wyroków ostatnich sprawiedliwych sędziów nie będzie już trzeba respektować? Po wyborach nie będzie już prokuratury i nie będzie już sądów. Nie będzie obiektywnego prawa, a o sprawiedliwości możemy zapomnieć. Temida zdejmie opaskę z oczu i będzie nas dzielić: Ten z PISu, ten nie, ten z PISu, ten nie...I może dobrze...może w końcu niedowiarki uwierzą, kiedy to zobaczą!
Naprawdę, z całego zła tego świata wcale mnie nie bulwersują same uczynki. Jakiś dom publiczny...jeśli jest popyt, a kobiety pracują tam z własnej woli, nie przeszkadza mi. Przeszkadza mi, że im częściej któryś polityk odwiedza Rydzyka, im bardziej nachalnie się modli, tym jest z niego gorszy skurwysyn! Hipokryzja, to jest to, czym po prostu rzygam! Hipokryzja tych, którzy czynią zło i tych, którzy z jakiegoś powodu omijają właściwe słowa, by to zło nazwać! Hipokryzja dziennikarzy, którzy wiedzą, ale się boją powiedzieć niektóre rzeczy wprost, by nie zostali sponiewierani w sądzie, bo wiedzą, że z Ziobrą nie wygrają.
Czy kiedyś znowu prawda stanie się jedynym kryterium oceny rzeczywistości? Nie przez polityków, ale przez nas, zwykłych ludzi... Dlaczego tak trudno jest postawić kogoś prze Trybunałem Stanu, bo tak naprawdę każdy polityk się asekuruje, że gdyby w następnej kadencji to „tamci” mieli większość, a ja bym coś przeskrobał, to w ramach wdzięczności też mnie oszczędzą. Taka kurwa mać, solidarności kutasów! ( ciągle jeszcze to faceci stanowią większość w grupie decydentów)... Dlaczego wielu z WAS oburza się, kiedy ktoś użyje w chwili bezradności wulgarnego słowa, ale kłamstwa przyjmujecie co najwyżej z uśmiechem na twarzy? Dlaczego nikt z WAS się po prostu nie porzyga, kiedy mu ktoś zafunduje ten polityczny bełkot? Kiedy doraźny zysk przestanie wygrywać z rozsądkiem?
Wiem, to zbyt wiele pytań naraz. Pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Pozwalamy, by ktoś nas uwikłał w ten świat pełen fałszu. Nie reagujemy, kiedy ktoś obrzuca błotem Klaudię Jachirę, bo jest za głupi by zrozumieć konstruktywną satyrę... Nie dziwię się więc, że i do mnie nikt się nie przyznaje...bo mówię prawdę bez cenzury?!
Przez tysiąc lat, a może i dłużej przetrwaliśmy, bo mimo swoich narodowych wad zawsze istniała w naszym społeczeństwie grupa bohaterów, szaleńców, którzy kładli na szali własne życie, własną przyszłość, by chociaż trochę uratować prawdę. Dziś jesteśmy społeczeństwem dyplomatycznych hipokrytów i tchórzy i nikt nie ma odwagi, by krzyczeć w tłumie. Myślimy, że jakoś to będzie, że to przetrwamy. Ale nikt nam nie wróci ani jednego dnia z naszego życia. Ani jednego dnia, który zmarnujemy na milczenie.



poniedziałek, 23 września 2019

Nie świrujcie, idźcie na wybory! ( Tekst z dnia 23 września 2019 roku)


Chciałabym zacząć od takiego, na pozór nieważnego tematu, w który Polacy dali się wkręcić. W zeszłym tygodniu szerokim echem odbiła się akcja „ nie świruj, idź na wybory” No i się zaczęło! Jak to możliwe, według wielu osób, by znane postacie z show biznesu obrażały osoby chore psychicznie. Słyszałam to z ust wielu komentatorów, którzy w mowie codziennej bez ogródek używają słów: wariat, debil, głupek itd. A tu, kiedy ktoś użyje słowa świr lub świrować jest ogólnopolska obraza majestatu. Drodzy Państwo, żyjemy w takich czasach, kiedy słowo wariat lub świr od dawna przestało być terminem medycznym. Weszło w kulturę języka polskiego w szerzej rozumianym, kolokwialnym znaczeniu. Kontekst jest ważny. Są takie sytuacje, chociaż wielu osobom nadal trudno się z tym pogodzić, że nie da się słowa, czasem wulgarnego, zastąpić czymś bardziej subtelnym. Sama w debacie politycznej tych słów używam. Kiedy mówię, że „ trzeba być ślepym”, nie mam na myśli osób niewidomych. I oczywiście mogę powiedzieć o Kaczyńskim, że jest podłym, zaślepionym władzą starcem, ale już nie mogę byś tak miła w przypadku Błaszczaka, który jest zwyczajną pizdą pospolitą. I tylko to słowo jest w stanie dokładnie i precyzyjnie określić jego charakter. Nie czepiajcie się więc głupot, dajcie sobie trochę luzu i wskoczcie na te przedwyborcze tory. Nie świrujcie, idźcie na wybory!
A teraz już o polityce. Mamy bardzo miłą, kulturalną, zgodną i mądrą kandydatkę na stanowisko premiera. Ale każdy z nas jest inny i ja nie mam zamiaru z tego powodu przestać być sobą. Wiem, że wielu już przekonałam do tej swojej, nie zawsze grzecznej percepcji rzeczywistości.
I tak jak mówię. Większość komentatorów próbuje pewne tematy obchodzić dookoła. Wiem, że osobom publicznym nie wypada mówić wprost. Ale ja jestem tylko kobietą w średnim wieku, żyjącą za granicą komentatorką wydarzeń. Nie będę więc owijać w bawełnę...
Urzędnik państwowy wysokiego szczebla, z ramienia PIS (by nie było wątpliwości), za kredyt z państwowego banku kupuje hotel, w którym prowadzi na spółę z bandytami burdel. I to jest tak naprawdę symbol dzisiejszego polskiego państwa. To jest Polska w pigułce, w trzech zdaniach. Może wkrótce Superwizjer dokopie się do materiałów świadczących o tym, że transfery społeczne z legendarnym już 500+ są finansowane nie z pieniędzy odzyskanych od mafii vatowskiej, ale z sutenerstwa i sprzedaży haszyszu oraz LSD. Może w ogóle upaństwowić burdele i hotele na godziny. Można by w ten sposób znacznie podratować budżet państwa, zrównoważony budżet państwa, kurwa jego mać!
Gdzie nie spojrzeć, wszędzie jest tylko gnój, ciemne interesy i niewyjaśnione sprawy. Czy ktokolwiek należący do PISowskiej ośmiornicy złożył prawdziwe oświadczenie majątkowe?... I ten prokurator generalny, który własną piersią broni dostępu do akt, które mogłyby skompromitować jego towarzyszy, tak, jak broni dostępu do akt sprawy Kosteckiego przed adwokatami. Tajemnica państwowa, kurwa! A na przyszłą kadencję kolejne nowe plany nadużyć.
Nadal uważam, że nie ma najmniejszego sensu pisać o obietnicach wyborczych. Kiedy ich wysłuchuję i niestety dotyczy to wszystkich stron areny politycznej, to odnoszę wrażenie, że Polska jest usytuowana na złożach złota, diamentów, albo przynajmniej ropy naftowej, bo bez takich bogactw naturalnych, nie da się tego wszystkiego spełnić. Oczywiście, najbardziej idzie po bandzie PIS, bo inne partie mniej więcej ustaliły listy swoich obietnic i się ich trzymają. PIS natomiast gasi pożary na bieżąco. Jeśli coś obieca jednym, a to uderza w drugich, to za tydzień ma pomysł, jak tym drugim dołożyć jakieś bezsensowne pięćset itd. Widać to w reakcji na sprzeciw przedsiębiorców wobec podniesienia płacy minimalnej. Mam wrażenie, że gdybym wyszła na ulice i zaczęła „ pruć mordę”, że w najbliższej kadencji chcę polecieć na księżyc, to premier Morawiecki ze swoim krzywym uśmiechem i to by mi obiecał. Mówiąc szczerze, od jakiegoś czasu słucham tylko skrótów konwencji PISu i naprawdę zdarzyło mi się to po raz pierwszy w życiu, że nie jestem w stanie znieść tych mord politycznych dłużej niż przez kilka minut.
Tak więc, o obietnicach pieniężnych, jako ekonomiczny i matematyczny laik mówić nie będę. Dla mnie decyzje wyborcze leżą w szczegółach. I tu muszę pochwalić TVN 24 i ONET. A szczególnie takie programy jak „Czarno na białym” i „Superwizjer”, które od chwili rozpoczęcia kampanii wyborczej serwują nam każdego wieczoru, kolejny odcinek aferowego serialu z udziałem PISowskiej ośmiornicy.
Pani Kidawa-Błońska nawołuje nas do kultury wypowiedzi i do miłości przeciwników politycznych. A ja mam pytanie, czy ma to być również pobłażanie przestępstwom? Czy mamy ich po prostu przytulać do serca? Czy taki Gliński, który z powodów „patriotycznych”, planuje odbudowanie wszystkich zamków kazimierzowskich, a niektóre chce nawet zbudować od nowa, w momencie, kiedy onkologia jest na poziomie trzeciego świata, a szpitale toną w długach, nie jest zwyczajnym chujem i pospolitym przestępcą? Normalnie myślący człowiek doskonale wie, dlaczego wspiera się tego typu inwestycje, a nie szpitale. Bo szpital nie może zostać pralnią państwowych pieniędzy. Takie zamki można budować przez dziesięciolecia, i w tym szczytnym celu przeznaczać kolejne dotacje z budżetu, opłacać nieistniejących ekspertów, kupować na lewe faktury na dowolną ilość materiałów budowlanych i bardzo trudno będzie ocenić, czy to wszystko jest warte swojej ceny. A tak naprawdę wyprowadzać na lewo, do własnych kieszeni grube miliony, tak, jak to się robi przez te wszystkie nie do końca przezroczyste, patriotyczne fundacje. Nie ma, nikt nie utworzył takiej fundacji, która miałaby na celu wspomaganie finansowe dzieci, które potrzebują drogich, specjalistycznych operacji w USA lub innych krajach, w których medycyna stoi na najwyższym poziomie. Ciągle to my, społeczeństwo, składamy się na takie cele. Na państwo nie można liczyć w chwili prawdziwej tragedii. Państwo w tym czasie myśli o zamkach Kazimierza Wielkiego. Ja wszystko rozumiem. Rozumiem na przykład dlaczego komuniści odbudowali, właściwie od podstaw zamek królewski w Warszawie. Warszawa, byłaby bez niego... niepełnosprawna, i pusta. A poza tym, znajduje się wewnątrz wiele autentycznych, zabytkowych przedmiotów. Ale budowanie zamków od podstaw, w których nawet jedna cegłą nie będzie autentyczna, które nie będą miały, jako budowle XXI wieku żadnych wartości historycznych, uważam za prawdziwą hucpę. Takie inwestycje będą tylko kolejnymi pralniami budżetowych pieniędzy.
Oczywiście, powtórzę to po raz sto pięćdziesiąty ósmy, że trzeba być ślepym, by jeszcze na PIS głosować. I żeby było jasne, mam na myśli tylko ślepotę społeczną.
Całe życie byłam wierna jednej zasadzie, że każdy człowiek zasługuje na szacunek. Na liście jednostek trudnych wyliczałam złodziei, pijaków, bezdomnych, morderców, prostytutki czy dziewczyny tańczące na rurze, cały kalejdoskop ludzi, którzy nie żyją zgodnie z naszym systemem wartości. Przekonałam się, że 99% tych osób prowadzi taki styl życia z jakiegoś powodu: sytuacja życiowa, przypadek, błędy młodości, niewłaściwy krąg znajomych, złe wychowanie, tragedie życiowe, miłość, nienawiść, choroba psychiczna lub zwyczajny bilans zysków i strat. I chociaż ja nie popieram tych motywacji, to je jakoś na swój sposób rozumiem. I tu mam właśnie problem z szacunkiem do wyborcami PISu, ponieważ kompletnie nie akceptuje ich motywacji i ich wyboru. Tłumaczę sobie często, że to po prostu brak wiedzy, ale czy to jest prawda? Skoro ja, 3000 kilometrów od Polski, jestem w stanie zdobywać potrzebną wiedza na bieżąco, to chyba trzeba trzymać głowę w wiadrze i siedzieć od 4 lat w ciemnicy, by nic nie docierało.
PIS, który twierdzi, że jest wśród ludzi, a tak naprawdę, jest dupą do obywateli, jak posłanka Krynicka, która nie reagowała na pytania niepełnosprawnych, jak Szydło, która na nich patrzyła zza barierki wyższego piętra, jak Kaczyński, który udaje, że tych grup społecznych, które strajkują po prostu nie ma. Czy widzicie, jak zachowują się członkowie PISu zaczepiani przez dziennikarzy, jak odpowiadają na pytania? Najczęściej nawet się nie zatrzymują, ignorują przedstawicieli mediów, a przecież to dziennikarze są naszymi uszami, więc ignorując ich, ignoruje się społeczeństwo. Innym sposobem rozmowy z mediami, a jest to rzadki zbytek łaski, to odpowiadanie półsłówkami typu: nie znam tej wypowiedzi, w tym temacie nie jestem ekspertem lub proszę zapytać rzecznika...A w najgorszym wypadku jest agresja i pretensje do dziennikarzy, że są agresywni, bo w ogóle mieli czelność o coś zapytać. W tym świetle trudno nie zorientować się, co się kryje za planami utworzenia tak zwanego „samorządu dziennikarskiego”, który ma decydować o kwalifikacjach moralnych do pracy w tym zawodzie. Chodzi przede wszystkim o to, by dziennikarze stawiali właściwe, wcześniej przygotowane pytania. PIS, czego w ogóle już nie kryje w swoim programie, funduje nam państwo opresyjne, które ma dobić sądy i wyeliminować wolne media. A społeczeństwo... Trudno jest szanować człowieka, jeśli ktoś mu na jednej szali kładzie normalne życie, a na drugiej wirtualny diament, którego jeszcze nie odnaleziono, a on jest tak pazerny i tak zaślepiony, że wybiera ten diament.
Nie wiem, co się porobiło z ludźmi, że kompletnie stracili instynkt samozachowawczy, intuicję, że o wyobraźni nie wspomnę. Żyjemy w tej chwili w kraju, w którym ukrywa się przed opinią społeczną wypadki rządowych limuzyn, w którym regularnie giną niewygodne dowody przestępstw, gdzie policja boi się faszystów, a niektórzy świadkowie zdarzeń umierają w niewyjaśnionych okolicznościach, a innych izoluje się, by nie mogli powiedzieć głośno tego, o czym wiedzą.
Obudźcie się! To wszystko co widzimy dziś pomnóżcie przez 2, bo jeśli PIS wygra drugą kadencję, to będzie 2 razy bardziej bezczelny i dwa razy bardziej odważny. I chyba nie muszę WAM po raz kolejny przypominać, że każdy może kiedyś stanąć PISowi na drodze, coś powiedzieć, źle spojrzeć i stać się wrogiem, którego trzeba tępić, może stać się winnym zanim jeszcze zostaną mu nałożone kajdanki. Więc nie świrujcie, ogarnijcie się, idźcie na wybory! 



czwartek, 12 września 2019

Konstytucja tego nie zabrania... ( Tekst z dnia 12 września 2019 roku)


Dostałam bana, dziś o godzinie 10:00, kiedy grzecznie dosypiałam noc, ponieważ załamanie pogody mnie ubezwłasnowolniło w kwestii opuszczania domu. Czyli, że mój dzisiejszy post pójdzie dopiero jutro.

Decyzja o przerwaniu sesji sejmu i dokończeniu jej po wyborach, bardzo mnie zaniepokoiła. Zupełnie, jakby miała nadejść wojna, albo inny kataklizm. Powód może być banalny, może naprawdę PIS zaczyna tracić w sondażach i posłowie muszą więcej czasu spędzać uczestnicząc w kampanii. Jednak taki powód jest dla mnie niewiarygodny, gdyż nasz parlament zbiera się tak rzadko, iż w żaden sposób nie wpływa to na mobilność posłów. Podejrzewam więc jakiś grubszy podstęp. Może będzie siłowe przejęcie władzy, albo jeszcze coś bardziej obrzydliwego.
Pani marszałek sejmu, taka sama PISda, jak reszta tej bandy, wykorzystała starą zasadę, że to, co nie jest zabronione, uważa się za dozwolone. Konstytucja rzeczywiście nie zabrania by przerwać posiedzenie sejmu przed wyborami i dokończyć po. Nic dziwnego. Twórcy Konstytucji to byli uczciwi ludzie i przez swoją uczciwość nieco naiwni. Nie przewidzieli wielu sytuacji, które się nikomu w głowie nie śniły, a wydarzyły się w ciągu ostatnich czterech lat. Nie przewidzieli, że może władzę przejąć partia PIS, a przede wszystkim, że jej członkom może tak odpierdalać. Dlatego, przede wszystkim, Konstytucja nie przewiduje obalenia władzy w trakcie trwania kadencji, jeśli ta w jawny sposób łamie Konstytucję. Nawet, gdyby była taka możliwość, nikomu nie przyszło do głowy, że władza może z Trybunału Konstytucyjnego, który by o tym łamaniu prawa orzekał, stworzyć polityczny instrument, który tej władzy służy. Nikt nie przewidział, że można powtarzać głosowania, jeśli jest ono niekorzystne dla rządzących, bo kilku lewusów akurat nie zdążyło wrócić na głosowanie z kibla, nikt nie przewidział pozbawiania mandatu posła, który głosuje na dwie ręce. W wyniku tego, że twórcy Konstytucji byli przekonani, iż naród polski, który wreszcie odzyskał pełną niepodległość, stał się członkiem NATO i UE, będzie tą wolność szanował nad wszystko, a demokracji strzegł, jak największego skarbu.
Demokracja! Równe prawa dla wszystkich! Powszechny udział wyborach! To wszystko są piękne hasła, pod warunkiem, że żyjemy w normalnym kraju. Dziś, obserwując wielu ludzi, których znam od lat, mam czasami ochotę odebrać im prawa wyborcze. Bo prawo do decydowania o przyszłości nas wszystkich powinni mieć ludzie, którzy swoją decyzję podejmują świadomie na podstawie poglądów własnych, i posiadanej wiedzy. Głosować powinni tacy, którzy zanim wezmą do ręki kartę wyborczą, podejmą trud myślenia i mają poczucie elementarnej odpowiedzialności za swój wybór, a nie są zakutymi łbami do których nic nie dociera. Tymczasem, karta wyborcza stałą się w tym kraju, jak broń automatyczna w rękach psychopaty! NIestety widzę, że moje pokolenie, to, które się wychowało w komunie, to jakieś dinozaury odchodzące w przeszłość, które nie potrafiły następnym pokoleniom przekazać tajemnicy życia.
Do tej pory wydawało mi się, że mamy jeszcze czas, że prędzej czy później wygramy, że wszystko naprawimy, że wrócimy na normalną drogę. Ale ta decyzja o dokończeniu obraz sejmu po wyborach naprawdę mnie przeraziła. Poczułam się tak, jakby PIS wiedział, że wygra, jakby miał na własne usługi komisje wyborcze, jakby wszystko już było stracone, a my tylko tańczymy jeszcze nasz ostatni taniec pingwina na szkle.
Być może jeszcze tym razem nam się uda, może się jeszcze prześlizgniemy, ale tych ludzi świadomych jest coraz mniej, a nadchodzą nowe pokolenia, które są nastawione tylko na to, by brać, których podnieca hejt, którzy nie rozróżniają już dobra od zła. Jeśli te wybory nas nie wykluczą z życia, nie rozbiją wolnych mediów, nie wytną w pień uczciwych sędziów i nie zrobią z Polski kraju policyjno-katolickiego, będziemy mieli wielkie szczęście i kupimy jeszcze trochę czasu, by ostatnim wysiłkiem uratować przyszłość. Ale musimy to zrobić natychmiast!, od razu, nie czekając na wichry historii. Musimy wreszcie nauczyć nowe pokolenia, co to znaczy, być obywatelem, co to znaczy dokonywać świadomych wyborów, które przyniosą nie doraźne profity, ale lepsze jutro. Zaniedbując to, narażamy Polskę na kolejne nieszczęścia, na następne klęski, na rozlew krwi, na groby i pomniki. A tych baranów, którzy pójdą za Ojczyznę walczyć znowu uznamy za bohaterów, chociaż nie zrobili nic, by kraj uratować bez wojny.
Tak, Konstytucja nie zabrania przerwania sesji i dokończenia jej po wyborach. Nie zabrania także opluwania przeciwników politycznych, kłamania w celu zdobycia władzy, arogancji, buty, pychy, kupowania milczenia, hejtu i wielu innych obrzydliwych zachowań, nie zabrania także głosowania posłom, którzy nie uczestniczą w obradach popijając wódeczkę w sejmowej restauracji i przychodzą wyłącznie na głosowania, często nawet nie wiedząc o co chodzi. Mają odgórny przykaz, czy głosować na tak lub nie. To po co są tacy posłowie, za co im płacimy? Wystarczył by istniał tylko ten jeden najważniejszy, który o wszystkim decyduje. Tego wszystkiego Konstytucja nie zabrania a mimo to nikt tego nie robił do tej pory. Tylko PIS nie ma żadnych zahamowań, żadnych! Jak bardzo trzeba być ślepym, by nie widzieć, co ci ludzie wyprawiają?! Jak bardzo trzeba być nienormalnym, by nie mieć w mózgu czerwonej lampki, która podpowiada STOP!? Jak można nie widzieć tego, że my, dziś przyjaciele władzy, jutro możemy stać się zbędnym balastem do utylizacji, bo za dużo chcemy, bo za drogo kosztujemy, że dając władzy narzędzia bezkarności, staniemy się szybko dla niej wrogami do odstrzału, z którymi nie trzeba się liczyć. Co się stało z normalnym instynktem samozachowawczym?
Niestety, wyborcy PISu nie widzą niczego... Polska jest jak rozpędzony dyliżans, który ciągną ślepe konie, a PIS jeszcze je popędza batem, by szybciej biegły. Głupie, dzikie konie, nie widzą przepaści...



środa, 11 września 2019

W życiu nie powinno być łatwo... ( Tekst z dnia 11 września 2019 roku)


Szkoła.., taki temat na czasie. Dużo było gadania zanim rozpoczął się rok szkolny. Ale teraz mija już drugi tydzień nowo rozpoczętego roku szkolnego i można zobaczyć pierwsze efekty reformy oświaty.
Mogłabym zachować się, jak zwykle zachowują się osoby w moim wieku i opowiedzieć WAM, jak to ja zaczynałam swoją naukę w szkole średniej. Jak nam było trudno, a mimo to wyszliśmy na ludzi, pomimo że jeszcze nie było nawet wolnych sobót. Jak to było nas 47 osób w klasie i jak to mieliśmy raz lub dwa razy w tygodniu lekcje po południu. Ale wtedy był wyż demograficzny, a szkoła była nowa i przestronna. Cztery piętra, szerokie korytarze i schody, Jasne klasy, na każdym piętrze przestronne toalety damskie i męskie, a także lekcje praktyczne w grupach po kilkanaście osób. To była wielka i nowoczesna szkoła, która przyjmowała regularnie cztery klasy pierwsze, natomiast w tym samym czasie, szkoły starsze przyjmowały tylko po 25 osób do klasy. Mimo świetnych warunków do nauki w mojej szkole, nauczycielom bardzo trudno było opanować tak wielką ilość uczniów, o dotarciu do każdego indywidualnie nie było mowy. Takie szkoły są dla prawdziwych twardzieli, dojrzałych ludzi, którzy sami mają motywację do nauki, których nie trzeba poganiać i pilnować. Ludzie ze słabym charakterem nie byli w stanie nadążyć za resztą. Tak wielkie klasy na pewno nie sprzyjają edukacji. Dziś, te 40 lat później mamy powtórkę z rozrywki. A wydawało mi się, że od dawna zrozumieliśmy, że chcąc osiągać dobre wyniki w nauczaniu i wychowaniu, klasy nie powinny przekraczać 22 do 25 uczniów.
Samorządy zrobiły co mogły, by upchnąć w szkołach wszystkich uczniów aplikujących do nauki w szkołach średnich. Na pozór naprawiły to, co PIS zepsuł, a minister Zalewska może powiedzieć, że tyle było krzyku, a wszystko pięknie się udało i sobie zapisać zasługi. Moim zdaniem to był błąd samorządów, bo jest to powierzchowne rozwiązanie problemu, ukrycie przed wyborcami tego, co naprawdę powinni zobaczyć wyborcy.
Wiem, że są wybory i wszyscy zajmują się polityką z wyższych półek, dyskutują o tym, co wszyscy obiecują i jakimi zbyt mądrymi słowami typu „ nihilizm” karmi Kaczyński swoje wrony, a życie codzienne zeszło na drugi plan. Mogłabym więc i ja o tym nie pisać, ale warto zauważyć, że pomimo iż wybory nazywane są świętem demokracji, to walczymy w nich właśnie o te codzienne sprawy.
Mogłabym, jak już wspomniałam wcześniej, powiedzieć, że my przeżyliśmy cięższe czasy i cięższe warunki w szkołach, a mimo to wyrosły z nas wartościowe jednostki. Tylko w ciągu tych ostatnich 4 lat mamy jeden zasadniczy problem, zamiast iść do przodu, wracamy do złych czasów i złych zwyczajów, a naszym dzieciom nie fundujemy lepszej przyszłości, a „ jakoś to będzie”.
Po tych kilku dniach spędzonych w szkołach, dostaje od rodziców i zaprzyjaźnionych nauczycieli wiele sygnałów, które są niepokojące. I wcale nie chodzi o to, że nasze dzieci po prostu nie mają stworzonych warunków do nauki, do której prawo z kolei gwarantuje im Konstytucja. Podczas studiów nauczycielskich wpojono mi jedną zasadę: Możesz zaniedbać proces edukacyjny, czyli po prostu być złym pedagogiem, możesz nie zrealizować programu, możesz nie zrealizować zadań wychowawczych. Ale pod żadnym pozorem nie wolno ci narazić dzieci będących pod twoją opieką na niebezpieczeństwo. To jest podobna zasada, jaką kierują się lekarze, że mają przede wszystkim nie szkodzić. Niestety, nauczyciele w przepełnionych szkołach, nie są w stanie spełnić nawet tego podstawowego zadania. Wszystko jest dobrze w czasie, kiedy jest lekcja, a nauczyciel ma „na oku”, powierzoną mu młodzież. Prawdziwy horror zaczyna się dopiero na przerwach. Przerwy stworzono nie tylko po to, by uczniowie mieli czas zmienić salę lekcyjną przystosowaną do innego przedmiotu. Jest to przede wszystkim czas na chwile wytchnienia, czas na wyjście na świeże powietrze, na załatwienie potrzeb fizjologicznych lub na konsumpcję drugiego śniadania. Tymczasem na korytarzach jest taki tłok, że wiele dzieci nie ma żadnej szansy, by w ogóle się gdziekolwiek wydostać, na schodach robią się prawdziwe korki, a do toalet tworzą się kolejki, jak na stadionie. Taka ilość osób skupiona w jednym miejscu powoduje, że dzieci w zasadzie oddychają dwutlenkiem węgla, a na lekcje wracają zmęczone i senne. Ten, kto nie zdąży skorzystać z toalety, jest zmuszony wychodzić w czasie lekcji, co powoli staje się powszechnym zjawiskiem. Dzieci jedzą kanapki w tym smrodzie i ciasnocie, a nauczyciel nie ma żadnej szansy na reakcję w wypadku jakiegoś konfliktu, bójki, molestowania przez kolegów, łatwiejsze staje się także rozpowszechnianie narkotyków. Mają szansę w takiej szkole dzieci niepełnosprawne, na wózkach? To są tylko takie pierwsze spostrzeżenia, związane z efektem podwójnego rocznika, który przetacza się przez szkoły średnie. I oczywiście, te kila lat można się przemęczyć, chociaż podejrzewam, że na co dzień wystarczająco stresująca praca nauczycieli, staje się dla nich koszmarem w takich warunkach, a ich efektywność spada o wiele procent. Mamy więc do czynienia z kolejnymi straconymi rocznikami, niedouczonymi, sfrustrowanymi i podatnymi na depresję. To wszystko jest scenariusz na wypadek, kiedy będziemy mieli szczęście, i „jakoś” te lekcje będą się odbywała, a nasze dzieci przejdą przez to trudne doświadczenie bez szwanku. Ale wyobraźmy sobie sytuację wyjątkową, na przykład pożar. Jaką mamy gwarancję, że w takich warunkach dojdzie do sprawnej ewakuacji? Albo, gdyby w szkole naszych dzieci zdarzyła się strzelanina podobna tym, które często obserwujemy w USA... Przyszło WAM do głowy, ile mogłoby by być ofiar takiego wydarzenia, gdyby człowiek z bronią pojawił się na stłoczonym korytarzu, z którego jest tylko jedno, albo dwa wyjścia?
Nie chce WAS tu absolutnie straszyć, ale wszyscy o tym wiemy, że miejsca publiczne, w których przebywa równocześnie bardzo wiele osób, sale koncertowe, stadiony, szpitale, a przede wszystkim szkoły, powinny być miejscami bezpiecznymi.
Większość polityków opozycji zapomniała już o tej sytuacji, gadają tylko o pensjach nauczycieli. Ale wystarczy przejechać się do jednego czy drugiego przeładowanego liceum, by światu pokazać, co zrobili dla uczniów minister Zalewska i PIS! Nie zaniedbujcie tego proszę w kampanii wyborczej, bo rodzice tych dzieci też są wyborcami. Wszyscy politycy zgodnie twierdzą także, że nie będą tej anty-reformy odwracać. To błąd! Przyznajemy w ten sposób jakąś rację minister Zalewskiej, że niby taka szkoła też jest dobra. A to nie prawda. Taka szkoła jest po prostu do dupy. Trzeba znaleźć sposób, by nasze dzieci wróciły do europejskiego systemu szkolnictwa, gdzie między wstępną podstawówka jest gimnazjum, a warunki w szkołach przystosowane są do dzieci w danym wieku. Należy także preferować naukę od 6 roku życia, oczywiście dobrowolnie. Liczę bowiem, że rodzice sami zauważą, że rówieśnicy ich dzieci, którzy rozpoczęli naukę rok wcześniej, szybciej rozpoczynają drogę do zawodowych sukcesów.
Szybkie odwrócenie tej „katastrofy Zalewskiej” spowodowałoby dziś jeszcze wielki chaos, ale myślę, że stopniowe wprowadzanie gimnazjów, jest konieczne. Jak długo możemy utrzymywać ruski system szkolnictwa, który odbiera naszym dzieciom możliwość rywalizacji z europejczykami?
Drodzy rodzice, najlepszym systemem nauczania byłby taki, gdyby jeden nauczyciel przypadał na jedno dziecko. To jest oczywiście nierealne, ale nasze dzieci będą tym lepiej wykształcone, im lepsze warunki pracy stworzymy nauczycielom. W takiej ciasnocie, dostęp do pomocy naukowych, do konsultacji z nauczycielem, są właściwie niemożliwe. Oprócz tego, nasze dzieci narażają się na wiele niebezpieczeństw, przebywając w przepełnionych budynkach. Zastanówcie się nad tym, macie jeszcze miesiąc, by w waszych sumieniach rozważyć, czy są dla WAS ważniejsze gruszki na wierzbie w postaci profitów socjalnych, czy woleli byście zadbać o przyszłość i zdrowie swoich dzieci? W życiu nie powinno być zbyt łatwo, bo tylko pokonywanie przeszkód powoduje wzmocnienie charakteru, tak potrzebne w dorosłym życiu, ale dziś WASZE dzieci dusza się, jak kury tuczone w przemysłowych kurnikach, nawet tlenu nie mają wystarczająco, będą mdlały, będą odczuwały zmęczenie, spadnie ich odporność na choroby, a do tego wszystkiego dochodzi zwyczajny stres. Czy są takie pieniądze, które byłyby tego warte? Dużo się mówi o umieraniu w kolejkach do lekarzy, bo to takie spektakularne i dobrze brzmi w wyborach. Pamiętajmy o tym, że nasze dzieci, kiedy się zestarzeją, będą umierać w tych samych szpitalach, a ich przyszłość umiera już dziś w szkołach do których chodzą.



niedziela, 8 września 2019

Nareszcie się zaczęło... ( Tekst z dnia 8 września 2019 roku)


Półtora miesiąca przed wyborami, wreszcie zaczęła się jakaś kampania, a przynajmniej mam nadzieję, że się zaczęła...chociaż podobno jedna jaskółka wiosny nie czyni, a jedna konwencja wyborcza nie zapowiada aktywnej kampanii. Lubię kampanie wyborczą, to zawsze jest czas nadziei...
Milczałam przez wiele dni, a więc nazbierało się sporo tematów. Wyszłam z założenia, że skoro opozycja nie prowadzi w mediach kampanii, skoro tylko PIS kontratakuje nie spotykając się z żadnym oporem, to ja nie będę prowadzić kampanii za opozycję. Wkurzało mnie to bardzo, że zamiast promować zmianę, do programów zaprasza się wyłącznie te „dziabaki” z PISu, które nie odpowiadają na zadane pytania, mówią przez 7 minut bez przerwy na oddech i zawsze mają w zanadrzu worek wyborczych kłamstw.
Wczoraj z pokorą wysłuchałam Konwencji PSL i KO. Kiedy telewizja nadawała wystąpienie „nadprezesa”, wzięłam się za domowy system zagłuszania, czyli włączyłam odkurzacz, a i tak kilka wymownych zdań do mnie dotarło. Wysłuchałam z wielkim trudem Beaty Szydło, która jak zwykle miała minę, jakby zapowiadała zderzenie z asteroidą i zbliżający się nieuchronny koniec świata, ale zauważyłam, że wyraźnie straciła charyzmę, była nudna, obyło się bez krzyków i połajanek. Najwyraźniej europejska dieta sprawiła, że już jej nie zależy, w końcu jej chleb nie zależy już od tego, kto w Polsce wygra wybory. Kiedy na mównicy pojawił się Morawiecki, wyłączyłam telewizor, gdyż w tm momencie przestał on być przekaźnikiem wiedzy, a „wylewaczem” kłamstw. Później doszło do mnie, że premier śmiał się z Borysa Budki, iż ten uczestniczy w wywiadzie telewizyjnym w laczkach i bokserkach. Widocznie pan premier przyjmuje dziennikarzy bez majtek i na boso.
Mówiąc szczerze, nie mam ochoty rozwodzić się tutaj nad programami socjalnymi i obietnicami. Dla mnie w przypadku wszystkich ugrupowań to zwyczajne wróżenie z fusów. I niestety, najbliższy spełnienia swych obietnic jest PIS. Po pierwsze dlatego, że wie ile ma kasy w budżecie, po drugie, ma czteroletnia praktykę ograbiania podatników na rzecz transferów socjalnych i po trzecie, wie już od kogo pożyczyć, a jeśli przyjdzie potrzeba nie zawaha się drukować pieniądze. To jest partia, która nie zawaha się przed niczym, by zdobyć pełnię władzy, wziąć ludzi za mordę i wtedy skończy się wszystko, demokracja i socjal także.
Z przemówienia prezesa Kaczyńskiego utkwiło mi w pamięci kilka niepokojących szczegółów. Jeden z nich to tak zwane „państwo narodowe”. Oczywiście nie mam 100% pewności, co ten socjopata miał na myśli, ale grzebiąc w swojej wiedzy historycznej doszłam do wniosku, że znam tylko jedno państwo idealnie przystające do tej idei, była to III Rzesza Niemiecka. Drugim zagadnieniem, które zwróciło moją uwagę to ten PISowski model rodziny. Mamy więc już pewność, że PISowskie państwo narodowe, będzie opresyjne nie tylko wobec innych narodowości, ale także innych modelów rodziny. Jednym słowem, samotna matka, jak Pani Prezydent Gdańska, nie będzie już mogła powiedzieć, że „ojciec jej dziecka to jest jej prywatna sprawa”, bo nie dość, że rodzinę ma tworzyć jeden mężczyzna, jedna kobieta i dzieci, to prezes podkreślił, że mają oni żyć w legalnym związku, i te dzieci muszą pochodzić z tego legalnego związku. Możemy się więc spodziewać dyskryminacji osób nie spełniających tych warunków, samotnych matek i ojców, rodzin w partnerskich związkach, że o innych orientacjach seksualnych nie wspomnę. I mam pytanie.., czy przywrócimy instytucje dziecka z prawego łoża i bękarta, któremu pomimo zgodności kodu DNA, nie będzie należało się ani nazwisko, ani majątek ojca, ani szacunek społeczny?
Rzuciła mi się na uszy jeszcze jedna fraza wypowiedziana przez prezesa. Dotyczy ona okresu po upadku komunizmu, a przed nastaniem „dobrej zmiany”. W tym kontekście przypomniałam sobie jedno z przemówień Donalda Tuska, który stwierdził, że „jeśli Jarosław Kaczyński z czymś walczy, to znaczy, że właśnie o tym marzy”...Kaczyński stwierdził, że postkomunizm ostatnich lat polegał na, cytuję „mechanizmie negatywnego doboru kadr” Co WAM przychodzi do głowy słysząc takie zdanie? Bo mnie wyłącznie...ministerstwo sprawiedliwości, Ziobro, jego wybrańcy ( Piewiak i spółka) tworzący farmę trolli do zwalczania niezależnych sądów. To jest, panie Kaczyński, MECHANIZM NEGATYWNEGO DOBORU KADR! Stosujecie go właśnie wy! Nie jest to przypadek, że Ziobro, jako najbliższych współpracowników wybrał sobie samych przestępców i karierowiczów. Ale nic nas nie dziwi wiedząc, jaki jest stosunek Kaczyńskiego do ustroju państwa. „Manipulacja zamiast dialogu”, o którą oskarża on wszystkie poprzednie rządy, to też jest jedno z narzędzi tej władzy, Dla niego wolne sady to fundament państw autorytarnych, a nadzór polityków nad wymiarem sprawiedliwości, to gwarancja demokracji. To trzeba być naprawdę pierdolniętym w czaszkę, żeby takie bzdury opowiadać...
W swoim wystąpieniu, poza atakami na swoich poprzedników, poza osobistymi wycieczkami wymierzonymi w Donalda Tuska, prezes odniósł się, bo przecież nie mógł pominąć tego tematu, do tak zwanych fundamentów naszej polskości, czyli wiary katolickiej, do narzucanych przez kościół tak zwanych wartości, a wszystkich ludzi, którzy mają inne, niekatolickie zasady moralne nazwał nihilizmem. Temu tematowi poświęcę inny post, bo jest on zbyt szeroki. Jestem już w końcowej fazie czytania książki „Sodoma”, która o tych wartościach i standardach moralnych kościoła katolickiego mówi bardzo dużo. Nie wchodząc w szczegóły powiem tylko, że gdybyście pomnożyli przez 100 moralność pana Rydzyka, to i tak nie oddałoby to rzeki brudu wypływającej z Watykanu, a sam ojciec z Torunia wydałby się WAM małą, skromną myszką robiącą swój skromny interesik u podnóża góry zła.
Wracając do programów wyborczych...
Może zacznę od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która została ku naszemu zaskoczeniu zaproponowana na stanowisko premiera KO. Nie porównywałabym tej sytuacji z zasłanianiem prezesa Kaczyńskiego przez Beatę Szydło. Różnicę widać na pierwszy rzut oka. Schetyna się nie schował, stoi zawsze obok niej, nie siedzi w mysiej dziurze, jak Kaczyński, by wyleźć z niej dopiero po wygranych wyborach. Poza tym, decyzja jaką podjął jest bardzo racjonalna i to obywatele zmusili go do jej podjęcia. Od początku jego przywództwa w PO słyszę od ludzi: PO tak, Schetyna nie! Trochę to dla mnie głupie, ale może jestem naiwna myśląc, że jedna osoba, nawet przywódca, nie świadczy o charakterze całej partii. Tym bardziej, że w PO jest bardzo wiele postępowych osób, które śmiało wygłaszają swoje zdanie, czasem podejmują samodzielne decyzje niezbyt zgodne z poglądami Schetyny ( Trzaskowski), a jednak nie są wyrzucani z partii, nie są łajani publicznie, czy odsuwani na peryferie. Jest więc jakaś różnica między KO a PISem, gdzie przekaz dnia musi być zgodny z linią partii co do przecinka. Małgorzata Kidawa- Błońska to dobry wybór, bo to osoba, co do której będzie bardzo trudno wzniecić jakiś heit i sformułować wobec niej jakieś niskie zarzuty, chociaż niestety widziałam już brzydkie memy na jej temat.
Druga sprawa personalna, o którą mnie wiele osób pyta, więc czuję się w obowiązku się do niej ustosunkować. Chodzi o kandydata do Senatu z Warszawy, pana Ujazdowskiego. Nie jest to facet z mojej bajki. Ale muszę przyznać, że nigdy mi nie pasował do PISu. Ma straszne poglądy, ale kiedy PIS zaczął łamać prawo i Konstytucję, natychmiast się z niego wypisał. Mogę mieć jakieś złudzenia, że przynajmniej trochę zmienił swoje poglądy i że będzie trzymał się założeń ugrupowania, które go wystawiło. Gdybym ja tworzyła listy KO, to wolałabym oczywiście Pawła Kasprzaka, na którego zresztą zamierzam głosować. Ale nie podoba mi się nawoływanie do bojkotu całego projektu KO z powodu jednego faceta, którego nie lubimy. Cieszę się, że Paweł Kasprzak wystartuje i zmierzy się z Ujazdowskim. Znamy jego poglądy i jego działalność, mam nadzieję, że wygra. I nie ma się o co kłócić, trzeba głosować na Pawła. Jeśli Schetyna popełnił błąd, to tylko tak go zrozumie.
Te 4 lata bliskiego obcowania z polityką nauczyły mnie wiele, ale przede wszystkim, nauczyły pokory. Jestem daleko, nie jestem zawodową polityczką. Ciągle jeszcze w tych „szachach” jestem tylko amatorką. Czasami coś mi się wydaje, ale wielokrotnie się pomyliłam. Na przykład kiedy byłam wściekłą, że PSL poszedł samodzielnie do wyborów samorządowych, a dostał dobry wynik i wprowadził sporo osób do samorządów, na co nie miałby szans idąc w koalicji. Myliłam się, więc i teraz nie chce przesądzać, czy Schetyna stawiając na Ujazdowskiego robi źle czy dobrze. Wyroki suwerena są nieprzewidywalne. Z pokorą podchodzę także do wyboru Pawła Kasprzaka na senatora. Jest doskonałym rebeliantem, po prostu petardą walki ulicznej. Ale czy jako polityk będzie równie przekonywujący? Przecież to oznacza przejście na druga stronę barykady, zupełnie inne zadania do wykonania. Spójrzmy choćby na Lecha Wałęsę, który też był świetnym rebeliantem, ale był bardzo słabym prezydentem. Dopiero się uczył polityki i być może następną kadencję miałby lepszą, ale na początku naprawdę było kiepsko.
To są pytania, na które nikt z nas nie jest w stanie odpowiedzieć dziś. Można zdać się wyłącznie na instynkt, to wszystko. I trzeba ostudzić emocje, zaufać politykom, bo nie mamy innego wyjścia.
Jeśli chodzi o programy wyborcze, to są one we wszystkich ugrupowaniach do złudzenia podobne, ale nie zawierają żadnych satysfakcjonujących mnie konkretów. Można oczywiście obiecać krótsze kolejki do lekarza i podwyżki dla wszystkich pracowników służby zdrowia. Pieniądze oczywiście są ważne, tylko tyle, że nawet zwiększając o 100% wydatki na tę sferę, niczego nie da się załatwić od ręki. Nie sądzę, by podwyżki dla lekarzy i pielęgniarek spowodowały, że bardzo wiele osób wróci z zagranicy, by podjąć tu pracę. A bez szybkiego zwiększenia kadry, nie zmniejszą się kolejki w szpitalach. Studia medyczne są długie i trudne, potem są praktyki, staże itd. Żeby przybyło nam lekarzy potrzebne jest 10 lat. Ale żadna partia nie odniosła się w swoim programie do pomysłu zatrudniania personelu medycznego z Ukrainy lub innych krajów. Zachodnia Europa robi to od lat, dzięki czemu polscy lekarze i pielęgniarki znaleźli swoje miejsce w innych krajach. W tej chwili Niemcy otwierają swoje rynki dla pracowników z Ukrainy, nie bojąc się, że będą gorzej wykształceni lub niesolidni czy nieuczciwi. Za chwilę wszyscy nas ominą, a my pozostaniemy z palcem w dupie i nic z obietnic nie zostanie, bo trzeba by klonować specjalistów, by coś zmienić. A może inne ugrupowania też po cichu, jak prezes, wierzą w państwo narodowe, gdzie nie ma miejsca dla obcych?
Druga rzecz... ekologia, którą wszyscy kochają podczas wyborów. Wiele się o tym mówi, ale nikt nie wpadł na pomysł, by na przykład obniżyć podatki dla producentów napojów, którzy zrezygnują z plastikowych butelek. Jeszcze 30 lat temu, nawet coca-cola sprzedawała swoje produkty wyłącznie w szklanych butelkach.., i jakoś było można. Może zamiast inwestować w infrastrukturę oddawania plastikowych butelek za zwrotem pieniędzy, stalibyśmy się pierwszym krajem bez nich. Oczywiście szklana butelka byłaby zwrotna. Takich pomysłów, niby drobnych, ale mogących przynieść prawdziwe efekty jest wiele. Bo wysłuchiwanie o przejściu na zielona energię, i inne hasła, które nic nikomu nie mówią, nie oddziałuje na naszą wyobraźnię. W mentalności ludzi ciągle wygrywa pogląd, że łatwiej jest wydać pieniądze, kiedy w sklepach wszystko jest kolorowe i pięknie zapakowane. Od dawna nie ma owoców i warzyw na wagę, wszystko jest w jakiejś folii lub na tackach. Przychodzimy do domu ze zwykłą herbatą, która najpierw jest zapakowana w saszetkę, którą się wkłada do szklanki, saszetka jest w osobnej papierowej torebce, a torebki w kartoniku. A kartonik dodatkowo jeszcze owinięty jest folią? Zakręcane słoiki też są dodatkowo zafoliowane. Ludzie, to jest jakiś obłęd.
Wiem, że ten post jest już za długi, ale jeszcze chciałam powiedzieć o jednej sprawie. Wszyscy krzyczą o podniesieniu płacy minimalnej i skupieniu się na doinwestowaniu pracujących. Ale nawet najlepsze podwyżki niczego nie zmienią, dopóki nie zmusimy pracodawców do przestrzegania prawa. Może byśmy tak zlikwidowali CBA, które absolutnie nie spełnia roli zgodnej ze swoją nazwą, jest tylko narzędziem do walki politycznej, biega za ludźmi po cmentarzach, podsłuchując ich rozmowy, albo zakłada podsłuchy w popularnej wśród polityków restauracji. Zamiast tego należałoby wzmocnić i rozszerzyć działalność inspekcji pracy. Co z tego, że praca minimalna będzie ustalona na 4000 złotych, skoro ciągle zatrudnia się ludzi na połowę etatu, i tylko za tę połowę wypłaca się według obowiązującej stawki. Reszta, jak bóg da i w zależności od humoru pracodawcy. Może zamiast tych fikcyjnych podwyżek, zadbalibyśmy o to, by ludzie nie mieli nadgodzin „na czarno”, za tę sama stawkę, co zwykłe godziny albo jeszcze niższą. Może byśmy ludziom pracującym dali nie 500, a 600 złotych na dziecko, by eliminować zjawisko „ róbmy sobie dzieci, zamiast pracować” Sprawiedliwość społeczna to nie tylko wyrównywanie dochodów przez transfery, ale także motywacja do lepszej pracy, szacunek dla tych, którzy pracują i ich bezpieczeństwo finansowe, by podpisując umowę o pracę mieli pewność, że nie jest to fikcja literacka nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością. Przydałyby się także prawdziwe związki zawodowe.
Może na dzisiaj koniec, bo pewnie i tak nikt nie dotrwa do końca tego postu. Ale skoro wszystkie partie i koalicje zgodnie twierdzą, że są między ludźmi i ich słuchają, to może i mój skromny głos dotrze we właściwe miejsce. My obywatele wiemy, co należy poprawić. A politycy są od tego, by nam wskazywać drogi, którymi chcą podążać do tych celów. Same hasła nic nie znaczą. Potrzebujemy konkretów.



poniedziałek, 2 września 2019

Szczęście... ( Tekst z dnia 2 września 2019 roku)


Sytuacja kryzysowa przed wyborami... to piękny obrazek dziwnych zachowań. Gdyby awaria oczyszczalni ścieków wydarzyła się tydzień po wyborach, partia PIS byłaby bezlitosna w krytykowaniu. Waliła by w Trzaskowskiego, jak w bęben, a na pewno by nie pomogła, chyba, że w udowadnianiu swojej teorii, że jest katastrofa ekologiczna, a dla ludzi porównywalne z Czarnobylem nieszczęście. Ale jest kampania i bilans zysków i strat został bardzo szybko zrobiony. Z kim PIS przegrał najboleśniej w wyborach samorządowych? W Warszawie, z Rafałem Trzaskowskim. A taka awaria powoduje, że medialnie to przestaje być tylko imię i nazwisko, które można dowolnie opluwać. Nagle, znowu, jak zła siła, Rafał Trzaskowski pojawił się w mediach. Rafał w oczyszczalni, Rafał w kolektorze, Rafał w Płocku, Rafał z podwiniętymi rękawami, Rafał w kasku, lekko niedogolony, by było widać, że pracuje 24 godziny na dobę i nie ma czasu na pierdoły, Rafał, Rafał, Rafał...O, na to PIS nie może pozwolić, bo jeśli znowu będzie w mediach tak wiele Trzaskowskiego, takiego ładnego, wygadanego i mądrego, to ludzie gotowi zapomnieć o tym, że tak bardzo nienawidzą Schetynę... Musieli się włączyć, by chociaż w rządowych mediach było więcej Mateusza, niż Rafała, bo jeszcze ktoś zauważy, jaki jest miły i śliczny. Do dzieła więc, a suwerenowi zawsze można powiedzieć, że Trzaskowski sobie nie poradził i że to nasz bohater narodowy, Mateusz, znowu nas uratował.
Tylko Marek Suski, wielki niepokorny, zaspał na przekaz dnia i wypuścił ze swego odbytu, bo chyba nie z mózgu, obfity strumień hejtu. Pomogła mu w tym także PISowska telewizja.
Mówimy od dwóch tygodni o zorganizowanej, acz tajemnej farmie hejterskiej w pewnym ministerstwie. Ale nie rozumiem, po co ta tajemnica. Na tt, politycy PISu od lat nie potrzebują żadnych trolli. Wszyscy hejtują bez opamiętania i pod swoim nazwiskiem. Robi to każdy z nich, no może poza Kaczyńskim, ale to tylko dlatego, że nikt nie wymyślił jeszcze papierowej wersji Twittera. Zawsze przodowała w tym Kryśka, ale na przedzie peletonu jest także Karczewski, prezydent Duda, czy Patryk Jaki. Swoje złote myśli rzuca także w przestrzeń wspomniany Marek Suski.
Można by wypowiedź Marka Suskiego skomentować jednym zdaniem: Że to są słowa Marka Suskiego, wystarczy na niego spojrzeć, żeby mu wybaczyć. Ale warto jest przeanalizować kilka drobnych szczegółów i wiedzę, jaką nam Marek Suski oraz TVPIS przekazują. Okazuje się bowiem, że w ramach równouprawnienia i takich samych praw dla wszystkich obywateli, nie tylko segreguje się ludzi na lepszy i gorszy sort. Okazuje się, że w przypadku awarii w oczyszczalni ścieków, do Wisły wylewają się wyłącznie platformerskie ekskrementy. Czyli, że w tajemnicy przed większością społeczeństwa, potajemnie segreguje się gówno tak, by się przypadkiem PISowskie nie mieszało z tym z PO.
Ja się Drodzy Państwo pytam, jako obywatel Polski, gdzie, w takim razie przebywają odchody lepszego sortu? A może sort lepszy, jest już tak lepszy, że w ogóle nie robi kupy, lub może ich kupa pachnie różami. Patrząc na to, jak bardzo kreatywny stworzyli budżet na rok następny i na nowe propozycje obniżenia podatku dochodowego od osób fizycznych, to chyba złotem srają, albo petrodolarami.
Ręce opadają, kiedy się coś takiego czyta. Nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Tym bardziej, kiedy się słyszy wyrażenia typu: wyciek PO, awaria PO... itd. Przyjmując taką retoryką, nękają nas ostatnio PISowskie trąby powietrzne, PISowski grad wielkości kurzych jajek i PISowskie gromy walą w ludzi na Giewoncie. W końcu to wszystko się dzieje za rządów PISu.
Powiem WAM, że jako obywatelka Polski i wróg PISowskiego nierządu, mam bardzo duży żal do natury, do zbiegów okoliczności i do zwykłego losu. Całe życie nam się wmawia. Że istnieje powracająca fala każąca za złe uczynki, że oliwa jest sprawiedliwa, że kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw, albo że pan bóg, nierychliwy ale sprawiedliwy. I z tych wszystkich przysłów, tylko jedno słowo jest prawdziwe: nierychliwy. Niestety, od jakiegoś czasu nie możemy liczyć na żadną sprawiedliwość. Nasza ukochana zjednoczona prawica niszczy wszystko, czego się dotknie, kradnie, kłamie, segreguje i dzieli ludzi, obraża, poniża i traktuje z pogardą. A mimo to, szczęście im sprzyja i zawsze spadają na pierdolone cztery łapy. Zawsze trafiają na koniunkturę gospodarczą, zawsze mają jakiego pierdolonego Trumpa, któremu można wylizać dupę, nawet głupia oczyszczalnia ścieków zepsuła się na miesiąc przed wyborami, żeby było można oskarżyć HGW o to, że źle zbudowała i Trzaskowskiego, że zepsuł.
Ja oczywiście zawsze głoszę zasadę, że każdy jest kowalem swego losu, ale wobec takich faktów naprawdę nie mam siły walczyć. Chyba tym światem naprawdę jakaś zła moc rządzi. Bo czasami wydaje mi się, ze trzeba się pogodzić z tym, co los nam zsyła, skoro i tak nie jesteśmy w stanie go zmienić. Może więc idźmy na wybory i wszyscy głosujmy na PIS, gdyż chyba tylko dno, jakie planują nam zafundować po wyborach, jest w stanie to koło fortuny odwrócić.



Kształt maski. ( Tekst z dnia 9 listopada 2019 roku)

Miałam to wrzucić dopiero jutro. Mam świadomość, że nie ma takich słów, które by mogły podziałać. Ale piszę to wszystko już dziś, bo zaws...