czwartek, 12 września 2019

Konstytucja tego nie zabrania... ( Tekst z dnia 12 września 2019 roku)


Dostałam bana, dziś o godzinie 10:00, kiedy grzecznie dosypiałam noc, ponieważ załamanie pogody mnie ubezwłasnowolniło w kwestii opuszczania domu. Czyli, że mój dzisiejszy post pójdzie dopiero jutro.

Decyzja o przerwaniu sesji sejmu i dokończeniu jej po wyborach, bardzo mnie zaniepokoiła. Zupełnie, jakby miała nadejść wojna, albo inny kataklizm. Powód może być banalny, może naprawdę PIS zaczyna tracić w sondażach i posłowie muszą więcej czasu spędzać uczestnicząc w kampanii. Jednak taki powód jest dla mnie niewiarygodny, gdyż nasz parlament zbiera się tak rzadko, iż w żaden sposób nie wpływa to na mobilność posłów. Podejrzewam więc jakiś grubszy podstęp. Może będzie siłowe przejęcie władzy, albo jeszcze coś bardziej obrzydliwego.
Pani marszałek sejmu, taka sama PISda, jak reszta tej bandy, wykorzystała starą zasadę, że to, co nie jest zabronione, uważa się za dozwolone. Konstytucja rzeczywiście nie zabrania by przerwać posiedzenie sejmu przed wyborami i dokończyć po. Nic dziwnego. Twórcy Konstytucji to byli uczciwi ludzie i przez swoją uczciwość nieco naiwni. Nie przewidzieli wielu sytuacji, które się nikomu w głowie nie śniły, a wydarzyły się w ciągu ostatnich czterech lat. Nie przewidzieli, że może władzę przejąć partia PIS, a przede wszystkim, że jej członkom może tak odpierdalać. Dlatego, przede wszystkim, Konstytucja nie przewiduje obalenia władzy w trakcie trwania kadencji, jeśli ta w jawny sposób łamie Konstytucję. Nawet, gdyby była taka możliwość, nikomu nie przyszło do głowy, że władza może z Trybunału Konstytucyjnego, który by o tym łamaniu prawa orzekał, stworzyć polityczny instrument, który tej władzy służy. Nikt nie przewidział, że można powtarzać głosowania, jeśli jest ono niekorzystne dla rządzących, bo kilku lewusów akurat nie zdążyło wrócić na głosowanie z kibla, nikt nie przewidział pozbawiania mandatu posła, który głosuje na dwie ręce. W wyniku tego, że twórcy Konstytucji byli przekonani, iż naród polski, który wreszcie odzyskał pełną niepodległość, stał się członkiem NATO i UE, będzie tą wolność szanował nad wszystko, a demokracji strzegł, jak największego skarbu.
Demokracja! Równe prawa dla wszystkich! Powszechny udział wyborach! To wszystko są piękne hasła, pod warunkiem, że żyjemy w normalnym kraju. Dziś, obserwując wielu ludzi, których znam od lat, mam czasami ochotę odebrać im prawa wyborcze. Bo prawo do decydowania o przyszłości nas wszystkich powinni mieć ludzie, którzy swoją decyzję podejmują świadomie na podstawie poglądów własnych, i posiadanej wiedzy. Głosować powinni tacy, którzy zanim wezmą do ręki kartę wyborczą, podejmą trud myślenia i mają poczucie elementarnej odpowiedzialności za swój wybór, a nie są zakutymi łbami do których nic nie dociera. Tymczasem, karta wyborcza stałą się w tym kraju, jak broń automatyczna w rękach psychopaty! NIestety widzę, że moje pokolenie, to, które się wychowało w komunie, to jakieś dinozaury odchodzące w przeszłość, które nie potrafiły następnym pokoleniom przekazać tajemnicy życia.
Do tej pory wydawało mi się, że mamy jeszcze czas, że prędzej czy później wygramy, że wszystko naprawimy, że wrócimy na normalną drogę. Ale ta decyzja o dokończeniu obraz sejmu po wyborach naprawdę mnie przeraziła. Poczułam się tak, jakby PIS wiedział, że wygra, jakby miał na własne usługi komisje wyborcze, jakby wszystko już było stracone, a my tylko tańczymy jeszcze nasz ostatni taniec pingwina na szkle.
Być może jeszcze tym razem nam się uda, może się jeszcze prześlizgniemy, ale tych ludzi świadomych jest coraz mniej, a nadchodzą nowe pokolenia, które są nastawione tylko na to, by brać, których podnieca hejt, którzy nie rozróżniają już dobra od zła. Jeśli te wybory nas nie wykluczą z życia, nie rozbiją wolnych mediów, nie wytną w pień uczciwych sędziów i nie zrobią z Polski kraju policyjno-katolickiego, będziemy mieli wielkie szczęście i kupimy jeszcze trochę czasu, by ostatnim wysiłkiem uratować przyszłość. Ale musimy to zrobić natychmiast!, od razu, nie czekając na wichry historii. Musimy wreszcie nauczyć nowe pokolenia, co to znaczy, być obywatelem, co to znaczy dokonywać świadomych wyborów, które przyniosą nie doraźne profity, ale lepsze jutro. Zaniedbując to, narażamy Polskę na kolejne nieszczęścia, na następne klęski, na rozlew krwi, na groby i pomniki. A tych baranów, którzy pójdą za Ojczyznę walczyć znowu uznamy za bohaterów, chociaż nie zrobili nic, by kraj uratować bez wojny.
Tak, Konstytucja nie zabrania przerwania sesji i dokończenia jej po wyborach. Nie zabrania także opluwania przeciwników politycznych, kłamania w celu zdobycia władzy, arogancji, buty, pychy, kupowania milczenia, hejtu i wielu innych obrzydliwych zachowań, nie zabrania także głosowania posłom, którzy nie uczestniczą w obradach popijając wódeczkę w sejmowej restauracji i przychodzą wyłącznie na głosowania, często nawet nie wiedząc o co chodzi. Mają odgórny przykaz, czy głosować na tak lub nie. To po co są tacy posłowie, za co im płacimy? Wystarczył by istniał tylko ten jeden najważniejszy, który o wszystkim decyduje. Tego wszystkiego Konstytucja nie zabrania a mimo to nikt tego nie robił do tej pory. Tylko PIS nie ma żadnych zahamowań, żadnych! Jak bardzo trzeba być ślepym, by nie widzieć, co ci ludzie wyprawiają?! Jak bardzo trzeba być nienormalnym, by nie mieć w mózgu czerwonej lampki, która podpowiada STOP!? Jak można nie widzieć tego, że my, dziś przyjaciele władzy, jutro możemy stać się zbędnym balastem do utylizacji, bo za dużo chcemy, bo za drogo kosztujemy, że dając władzy narzędzia bezkarności, staniemy się szybko dla niej wrogami do odstrzału, z którymi nie trzeba się liczyć. Co się stało z normalnym instynktem samozachowawczym?
Niestety, wyborcy PISu nie widzą niczego... Polska jest jak rozpędzony dyliżans, który ciągną ślepe konie, a PIS jeszcze je popędza batem, by szybciej biegły. Głupie, dzikie konie, nie widzą przepaści...



środa, 11 września 2019

W życiu nie powinno być łatwo... ( Tekst z dnia 11 września 2019 roku)


Szkoła.., taki temat na czasie. Dużo było gadania zanim rozpoczął się rok szkolny. Ale teraz mija już drugi tydzień nowo rozpoczętego roku szkolnego i można zobaczyć pierwsze efekty reformy oświaty.
Mogłabym zachować się, jak zwykle zachowują się osoby w moim wieku i opowiedzieć WAM, jak to ja zaczynałam swoją naukę w szkole średniej. Jak nam było trudno, a mimo to wyszliśmy na ludzi, pomimo że jeszcze nie było nawet wolnych sobót. Jak to było nas 47 osób w klasie i jak to mieliśmy raz lub dwa razy w tygodniu lekcje po południu. Ale wtedy był wyż demograficzny, a szkoła była nowa i przestronna. Cztery piętra, szerokie korytarze i schody, Jasne klasy, na każdym piętrze przestronne toalety damskie i męskie, a także lekcje praktyczne w grupach po kilkanaście osób. To była wielka i nowoczesna szkoła, która przyjmowała regularnie cztery klasy pierwsze, natomiast w tym samym czasie, szkoły starsze przyjmowały tylko po 25 osób do klasy. Mimo świetnych warunków do nauki w mojej szkole, nauczycielom bardzo trudno było opanować tak wielką ilość uczniów, o dotarciu do każdego indywidualnie nie było mowy. Takie szkoły są dla prawdziwych twardzieli, dojrzałych ludzi, którzy sami mają motywację do nauki, których nie trzeba poganiać i pilnować. Ludzie ze słabym charakterem nie byli w stanie nadążyć za resztą. Tak wielkie klasy na pewno nie sprzyjają edukacji. Dziś, te 40 lat później mamy powtórkę z rozrywki. A wydawało mi się, że od dawna zrozumieliśmy, że chcąc osiągać dobre wyniki w nauczaniu i wychowaniu, klasy nie powinny przekraczać 22 do 25 uczniów.
Samorządy zrobiły co mogły, by upchnąć w szkołach wszystkich uczniów aplikujących do nauki w szkołach średnich. Na pozór naprawiły to, co PIS zepsuł, a minister Zalewska może powiedzieć, że tyle było krzyku, a wszystko pięknie się udało i sobie zapisać zasługi. Moim zdaniem to był błąd samorządów, bo jest to powierzchowne rozwiązanie problemu, ukrycie przed wyborcami tego, co naprawdę powinni zobaczyć wyborcy.
Wiem, że są wybory i wszyscy zajmują się polityką z wyższych półek, dyskutują o tym, co wszyscy obiecują i jakimi zbyt mądrymi słowami typu „ nihilizm” karmi Kaczyński swoje wrony, a życie codzienne zeszło na drugi plan. Mogłabym więc i ja o tym nie pisać, ale warto zauważyć, że pomimo iż wybory nazywane są świętem demokracji, to walczymy w nich właśnie o te codzienne sprawy.
Mogłabym, jak już wspomniałam wcześniej, powiedzieć, że my przeżyliśmy cięższe czasy i cięższe warunki w szkołach, a mimo to wyrosły z nas wartościowe jednostki. Tylko w ciągu tych ostatnich 4 lat mamy jeden zasadniczy problem, zamiast iść do przodu, wracamy do złych czasów i złych zwyczajów, a naszym dzieciom nie fundujemy lepszej przyszłości, a „ jakoś to będzie”.
Po tych kilku dniach spędzonych w szkołach, dostaje od rodziców i zaprzyjaźnionych nauczycieli wiele sygnałów, które są niepokojące. I wcale nie chodzi o to, że nasze dzieci po prostu nie mają stworzonych warunków do nauki, do której prawo z kolei gwarantuje im Konstytucja. Podczas studiów nauczycielskich wpojono mi jedną zasadę: Możesz zaniedbać proces edukacyjny, czyli po prostu być złym pedagogiem, możesz nie zrealizować programu, możesz nie zrealizować zadań wychowawczych. Ale pod żadnym pozorem nie wolno ci narazić dzieci będących pod twoją opieką na niebezpieczeństwo. To jest podobna zasada, jaką kierują się lekarze, że mają przede wszystkim nie szkodzić. Niestety, nauczyciele w przepełnionych szkołach, nie są w stanie spełnić nawet tego podstawowego zadania. Wszystko jest dobrze w czasie, kiedy jest lekcja, a nauczyciel ma „na oku”, powierzoną mu młodzież. Prawdziwy horror zaczyna się dopiero na przerwach. Przerwy stworzono nie tylko po to, by uczniowie mieli czas zmienić salę lekcyjną przystosowaną do innego przedmiotu. Jest to przede wszystkim czas na chwile wytchnienia, czas na wyjście na świeże powietrze, na załatwienie potrzeb fizjologicznych lub na konsumpcję drugiego śniadania. Tymczasem na korytarzach jest taki tłok, że wiele dzieci nie ma żadnej szansy, by w ogóle się gdziekolwiek wydostać, na schodach robią się prawdziwe korki, a do toalet tworzą się kolejki, jak na stadionie. Taka ilość osób skupiona w jednym miejscu powoduje, że dzieci w zasadzie oddychają dwutlenkiem węgla, a na lekcje wracają zmęczone i senne. Ten, kto nie zdąży skorzystać z toalety, jest zmuszony wychodzić w czasie lekcji, co powoli staje się powszechnym zjawiskiem. Dzieci jedzą kanapki w tym smrodzie i ciasnocie, a nauczyciel nie ma żadnej szansy na reakcję w wypadku jakiegoś konfliktu, bójki, molestowania przez kolegów, łatwiejsze staje się także rozpowszechnianie narkotyków. Mają szansę w takiej szkole dzieci niepełnosprawne, na wózkach? To są tylko takie pierwsze spostrzeżenia, związane z efektem podwójnego rocznika, który przetacza się przez szkoły średnie. I oczywiście, te kila lat można się przemęczyć, chociaż podejrzewam, że na co dzień wystarczająco stresująca praca nauczycieli, staje się dla nich koszmarem w takich warunkach, a ich efektywność spada o wiele procent. Mamy więc do czynienia z kolejnymi straconymi rocznikami, niedouczonymi, sfrustrowanymi i podatnymi na depresję. To wszystko jest scenariusz na wypadek, kiedy będziemy mieli szczęście, i „jakoś” te lekcje będą się odbywała, a nasze dzieci przejdą przez to trudne doświadczenie bez szwanku. Ale wyobraźmy sobie sytuację wyjątkową, na przykład pożar. Jaką mamy gwarancję, że w takich warunkach dojdzie do sprawnej ewakuacji? Albo, gdyby w szkole naszych dzieci zdarzyła się strzelanina podobna tym, które często obserwujemy w USA... Przyszło WAM do głowy, ile mogłoby by być ofiar takiego wydarzenia, gdyby człowiek z bronią pojawił się na stłoczonym korytarzu, z którego jest tylko jedno, albo dwa wyjścia?
Nie chce WAS tu absolutnie straszyć, ale wszyscy o tym wiemy, że miejsca publiczne, w których przebywa równocześnie bardzo wiele osób, sale koncertowe, stadiony, szpitale, a przede wszystkim szkoły, powinny być miejscami bezpiecznymi.
Większość polityków opozycji zapomniała już o tej sytuacji, gadają tylko o pensjach nauczycieli. Ale wystarczy przejechać się do jednego czy drugiego przeładowanego liceum, by światu pokazać, co zrobili dla uczniów minister Zalewska i PIS! Nie zaniedbujcie tego proszę w kampanii wyborczej, bo rodzice tych dzieci też są wyborcami. Wszyscy politycy zgodnie twierdzą także, że nie będą tej anty-reformy odwracać. To błąd! Przyznajemy w ten sposób jakąś rację minister Zalewskiej, że niby taka szkoła też jest dobra. A to nie prawda. Taka szkoła jest po prostu do dupy. Trzeba znaleźć sposób, by nasze dzieci wróciły do europejskiego systemu szkolnictwa, gdzie między wstępną podstawówka jest gimnazjum, a warunki w szkołach przystosowane są do dzieci w danym wieku. Należy także preferować naukę od 6 roku życia, oczywiście dobrowolnie. Liczę bowiem, że rodzice sami zauważą, że rówieśnicy ich dzieci, którzy rozpoczęli naukę rok wcześniej, szybciej rozpoczynają drogę do zawodowych sukcesów.
Szybkie odwrócenie tej „katastrofy Zalewskiej” spowodowałoby dziś jeszcze wielki chaos, ale myślę, że stopniowe wprowadzanie gimnazjów, jest konieczne. Jak długo możemy utrzymywać ruski system szkolnictwa, który odbiera naszym dzieciom możliwość rywalizacji z europejczykami?
Drodzy rodzice, najlepszym systemem nauczania byłby taki, gdyby jeden nauczyciel przypadał na jedno dziecko. To jest oczywiście nierealne, ale nasze dzieci będą tym lepiej wykształcone, im lepsze warunki pracy stworzymy nauczycielom. W takiej ciasnocie, dostęp do pomocy naukowych, do konsultacji z nauczycielem, są właściwie niemożliwe. Oprócz tego, nasze dzieci narażają się na wiele niebezpieczeństw, przebywając w przepełnionych budynkach. Zastanówcie się nad tym, macie jeszcze miesiąc, by w waszych sumieniach rozważyć, czy są dla WAS ważniejsze gruszki na wierzbie w postaci profitów socjalnych, czy woleli byście zadbać o przyszłość i zdrowie swoich dzieci? W życiu nie powinno być zbyt łatwo, bo tylko pokonywanie przeszkód powoduje wzmocnienie charakteru, tak potrzebne w dorosłym życiu, ale dziś WASZE dzieci dusza się, jak kury tuczone w przemysłowych kurnikach, nawet tlenu nie mają wystarczająco, będą mdlały, będą odczuwały zmęczenie, spadnie ich odporność na choroby, a do tego wszystkiego dochodzi zwyczajny stres. Czy są takie pieniądze, które byłyby tego warte? Dużo się mówi o umieraniu w kolejkach do lekarzy, bo to takie spektakularne i dobrze brzmi w wyborach. Pamiętajmy o tym, że nasze dzieci, kiedy się zestarzeją, będą umierać w tych samych szpitalach, a ich przyszłość umiera już dziś w szkołach do których chodzą.



niedziela, 8 września 2019

Nareszcie się zaczęło... ( Tekst z dnia 8 września 2019 roku)


Półtora miesiąca przed wyborami, wreszcie zaczęła się jakaś kampania, a przynajmniej mam nadzieję, że się zaczęła...chociaż podobno jedna jaskółka wiosny nie czyni, a jedna konwencja wyborcza nie zapowiada aktywnej kampanii. Lubię kampanie wyborczą, to zawsze jest czas nadziei...
Milczałam przez wiele dni, a więc nazbierało się sporo tematów. Wyszłam z założenia, że skoro opozycja nie prowadzi w mediach kampanii, skoro tylko PIS kontratakuje nie spotykając się z żadnym oporem, to ja nie będę prowadzić kampanii za opozycję. Wkurzało mnie to bardzo, że zamiast promować zmianę, do programów zaprasza się wyłącznie te „dziabaki” z PISu, które nie odpowiadają na zadane pytania, mówią przez 7 minut bez przerwy na oddech i zawsze mają w zanadrzu worek wyborczych kłamstw.
Wczoraj z pokorą wysłuchałam Konwencji PSL i KO. Kiedy telewizja nadawała wystąpienie „nadprezesa”, wzięłam się za domowy system zagłuszania, czyli włączyłam odkurzacz, a i tak kilka wymownych zdań do mnie dotarło. Wysłuchałam z wielkim trudem Beaty Szydło, która jak zwykle miała minę, jakby zapowiadała zderzenie z asteroidą i zbliżający się nieuchronny koniec świata, ale zauważyłam, że wyraźnie straciła charyzmę, była nudna, obyło się bez krzyków i połajanek. Najwyraźniej europejska dieta sprawiła, że już jej nie zależy, w końcu jej chleb nie zależy już od tego, kto w Polsce wygra wybory. Kiedy na mównicy pojawił się Morawiecki, wyłączyłam telewizor, gdyż w tm momencie przestał on być przekaźnikiem wiedzy, a „wylewaczem” kłamstw. Później doszło do mnie, że premier śmiał się z Borysa Budki, iż ten uczestniczy w wywiadzie telewizyjnym w laczkach i bokserkach. Widocznie pan premier przyjmuje dziennikarzy bez majtek i na boso.
Mówiąc szczerze, nie mam ochoty rozwodzić się tutaj nad programami socjalnymi i obietnicami. Dla mnie w przypadku wszystkich ugrupowań to zwyczajne wróżenie z fusów. I niestety, najbliższy spełnienia swych obietnic jest PIS. Po pierwsze dlatego, że wie ile ma kasy w budżecie, po drugie, ma czteroletnia praktykę ograbiania podatników na rzecz transferów socjalnych i po trzecie, wie już od kogo pożyczyć, a jeśli przyjdzie potrzeba nie zawaha się drukować pieniądze. To jest partia, która nie zawaha się przed niczym, by zdobyć pełnię władzy, wziąć ludzi za mordę i wtedy skończy się wszystko, demokracja i socjal także.
Z przemówienia prezesa Kaczyńskiego utkwiło mi w pamięci kilka niepokojących szczegółów. Jeden z nich to tak zwane „państwo narodowe”. Oczywiście nie mam 100% pewności, co ten socjopata miał na myśli, ale grzebiąc w swojej wiedzy historycznej doszłam do wniosku, że znam tylko jedno państwo idealnie przystające do tej idei, była to III Rzesza Niemiecka. Drugim zagadnieniem, które zwróciło moją uwagę to ten PISowski model rodziny. Mamy więc już pewność, że PISowskie państwo narodowe, będzie opresyjne nie tylko wobec innych narodowości, ale także innych modelów rodziny. Jednym słowem, samotna matka, jak Pani Prezydent Gdańska, nie będzie już mogła powiedzieć, że „ojciec jej dziecka to jest jej prywatna sprawa”, bo nie dość, że rodzinę ma tworzyć jeden mężczyzna, jedna kobieta i dzieci, to prezes podkreślił, że mają oni żyć w legalnym związku, i te dzieci muszą pochodzić z tego legalnego związku. Możemy się więc spodziewać dyskryminacji osób nie spełniających tych warunków, samotnych matek i ojców, rodzin w partnerskich związkach, że o innych orientacjach seksualnych nie wspomnę. I mam pytanie.., czy przywrócimy instytucje dziecka z prawego łoża i bękarta, któremu pomimo zgodności kodu DNA, nie będzie należało się ani nazwisko, ani majątek ojca, ani szacunek społeczny?
Rzuciła mi się na uszy jeszcze jedna fraza wypowiedziana przez prezesa. Dotyczy ona okresu po upadku komunizmu, a przed nastaniem „dobrej zmiany”. W tym kontekście przypomniałam sobie jedno z przemówień Donalda Tuska, który stwierdził, że „jeśli Jarosław Kaczyński z czymś walczy, to znaczy, że właśnie o tym marzy”...Kaczyński stwierdził, że postkomunizm ostatnich lat polegał na, cytuję „mechanizmie negatywnego doboru kadr” Co WAM przychodzi do głowy słysząc takie zdanie? Bo mnie wyłącznie...ministerstwo sprawiedliwości, Ziobro, jego wybrańcy ( Piewiak i spółka) tworzący farmę trolli do zwalczania niezależnych sądów. To jest, panie Kaczyński, MECHANIZM NEGATYWNEGO DOBORU KADR! Stosujecie go właśnie wy! Nie jest to przypadek, że Ziobro, jako najbliższych współpracowników wybrał sobie samych przestępców i karierowiczów. Ale nic nas nie dziwi wiedząc, jaki jest stosunek Kaczyńskiego do ustroju państwa. „Manipulacja zamiast dialogu”, o którą oskarża on wszystkie poprzednie rządy, to też jest jedno z narzędzi tej władzy, Dla niego wolne sady to fundament państw autorytarnych, a nadzór polityków nad wymiarem sprawiedliwości, to gwarancja demokracji. To trzeba być naprawdę pierdolniętym w czaszkę, żeby takie bzdury opowiadać...
W swoim wystąpieniu, poza atakami na swoich poprzedników, poza osobistymi wycieczkami wymierzonymi w Donalda Tuska, prezes odniósł się, bo przecież nie mógł pominąć tego tematu, do tak zwanych fundamentów naszej polskości, czyli wiary katolickiej, do narzucanych przez kościół tak zwanych wartości, a wszystkich ludzi, którzy mają inne, niekatolickie zasady moralne nazwał nihilizmem. Temu tematowi poświęcę inny post, bo jest on zbyt szeroki. Jestem już w końcowej fazie czytania książki „Sodoma”, która o tych wartościach i standardach moralnych kościoła katolickiego mówi bardzo dużo. Nie wchodząc w szczegóły powiem tylko, że gdybyście pomnożyli przez 100 moralność pana Rydzyka, to i tak nie oddałoby to rzeki brudu wypływającej z Watykanu, a sam ojciec z Torunia wydałby się WAM małą, skromną myszką robiącą swój skromny interesik u podnóża góry zła.
Wracając do programów wyborczych...
Może zacznę od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która została ku naszemu zaskoczeniu zaproponowana na stanowisko premiera KO. Nie porównywałabym tej sytuacji z zasłanianiem prezesa Kaczyńskiego przez Beatę Szydło. Różnicę widać na pierwszy rzut oka. Schetyna się nie schował, stoi zawsze obok niej, nie siedzi w mysiej dziurze, jak Kaczyński, by wyleźć z niej dopiero po wygranych wyborach. Poza tym, decyzja jaką podjął jest bardzo racjonalna i to obywatele zmusili go do jej podjęcia. Od początku jego przywództwa w PO słyszę od ludzi: PO tak, Schetyna nie! Trochę to dla mnie głupie, ale może jestem naiwna myśląc, że jedna osoba, nawet przywódca, nie świadczy o charakterze całej partii. Tym bardziej, że w PO jest bardzo wiele postępowych osób, które śmiało wygłaszają swoje zdanie, czasem podejmują samodzielne decyzje niezbyt zgodne z poglądami Schetyny ( Trzaskowski), a jednak nie są wyrzucani z partii, nie są łajani publicznie, czy odsuwani na peryferie. Jest więc jakaś różnica między KO a PISem, gdzie przekaz dnia musi być zgodny z linią partii co do przecinka. Małgorzata Kidawa- Błońska to dobry wybór, bo to osoba, co do której będzie bardzo trudno wzniecić jakiś heit i sformułować wobec niej jakieś niskie zarzuty, chociaż niestety widziałam już brzydkie memy na jej temat.
Druga sprawa personalna, o którą mnie wiele osób pyta, więc czuję się w obowiązku się do niej ustosunkować. Chodzi o kandydata do Senatu z Warszawy, pana Ujazdowskiego. Nie jest to facet z mojej bajki. Ale muszę przyznać, że nigdy mi nie pasował do PISu. Ma straszne poglądy, ale kiedy PIS zaczął łamać prawo i Konstytucję, natychmiast się z niego wypisał. Mogę mieć jakieś złudzenia, że przynajmniej trochę zmienił swoje poglądy i że będzie trzymał się założeń ugrupowania, które go wystawiło. Gdybym ja tworzyła listy KO, to wolałabym oczywiście Pawła Kasprzaka, na którego zresztą zamierzam głosować. Ale nie podoba mi się nawoływanie do bojkotu całego projektu KO z powodu jednego faceta, którego nie lubimy. Cieszę się, że Paweł Kasprzak wystartuje i zmierzy się z Ujazdowskim. Znamy jego poglądy i jego działalność, mam nadzieję, że wygra. I nie ma się o co kłócić, trzeba głosować na Pawła. Jeśli Schetyna popełnił błąd, to tylko tak go zrozumie.
Te 4 lata bliskiego obcowania z polityką nauczyły mnie wiele, ale przede wszystkim, nauczyły pokory. Jestem daleko, nie jestem zawodową polityczką. Ciągle jeszcze w tych „szachach” jestem tylko amatorką. Czasami coś mi się wydaje, ale wielokrotnie się pomyliłam. Na przykład kiedy byłam wściekłą, że PSL poszedł samodzielnie do wyborów samorządowych, a dostał dobry wynik i wprowadził sporo osób do samorządów, na co nie miałby szans idąc w koalicji. Myliłam się, więc i teraz nie chce przesądzać, czy Schetyna stawiając na Ujazdowskiego robi źle czy dobrze. Wyroki suwerena są nieprzewidywalne. Z pokorą podchodzę także do wyboru Pawła Kasprzaka na senatora. Jest doskonałym rebeliantem, po prostu petardą walki ulicznej. Ale czy jako polityk będzie równie przekonywujący? Przecież to oznacza przejście na druga stronę barykady, zupełnie inne zadania do wykonania. Spójrzmy choćby na Lecha Wałęsę, który też był świetnym rebeliantem, ale był bardzo słabym prezydentem. Dopiero się uczył polityki i być może następną kadencję miałby lepszą, ale na początku naprawdę było kiepsko.
To są pytania, na które nikt z nas nie jest w stanie odpowiedzieć dziś. Można zdać się wyłącznie na instynkt, to wszystko. I trzeba ostudzić emocje, zaufać politykom, bo nie mamy innego wyjścia.
Jeśli chodzi o programy wyborcze, to są one we wszystkich ugrupowaniach do złudzenia podobne, ale nie zawierają żadnych satysfakcjonujących mnie konkretów. Można oczywiście obiecać krótsze kolejki do lekarza i podwyżki dla wszystkich pracowników służby zdrowia. Pieniądze oczywiście są ważne, tylko tyle, że nawet zwiększając o 100% wydatki na tę sferę, niczego nie da się załatwić od ręki. Nie sądzę, by podwyżki dla lekarzy i pielęgniarek spowodowały, że bardzo wiele osób wróci z zagranicy, by podjąć tu pracę. A bez szybkiego zwiększenia kadry, nie zmniejszą się kolejki w szpitalach. Studia medyczne są długie i trudne, potem są praktyki, staże itd. Żeby przybyło nam lekarzy potrzebne jest 10 lat. Ale żadna partia nie odniosła się w swoim programie do pomysłu zatrudniania personelu medycznego z Ukrainy lub innych krajów. Zachodnia Europa robi to od lat, dzięki czemu polscy lekarze i pielęgniarki znaleźli swoje miejsce w innych krajach. W tej chwili Niemcy otwierają swoje rynki dla pracowników z Ukrainy, nie bojąc się, że będą gorzej wykształceni lub niesolidni czy nieuczciwi. Za chwilę wszyscy nas ominą, a my pozostaniemy z palcem w dupie i nic z obietnic nie zostanie, bo trzeba by klonować specjalistów, by coś zmienić. A może inne ugrupowania też po cichu, jak prezes, wierzą w państwo narodowe, gdzie nie ma miejsca dla obcych?
Druga rzecz... ekologia, którą wszyscy kochają podczas wyborów. Wiele się o tym mówi, ale nikt nie wpadł na pomysł, by na przykład obniżyć podatki dla producentów napojów, którzy zrezygnują z plastikowych butelek. Jeszcze 30 lat temu, nawet coca-cola sprzedawała swoje produkty wyłącznie w szklanych butelkach.., i jakoś było można. Może zamiast inwestować w infrastrukturę oddawania plastikowych butelek za zwrotem pieniędzy, stalibyśmy się pierwszym krajem bez nich. Oczywiście szklana butelka byłaby zwrotna. Takich pomysłów, niby drobnych, ale mogących przynieść prawdziwe efekty jest wiele. Bo wysłuchiwanie o przejściu na zielona energię, i inne hasła, które nic nikomu nie mówią, nie oddziałuje na naszą wyobraźnię. W mentalności ludzi ciągle wygrywa pogląd, że łatwiej jest wydać pieniądze, kiedy w sklepach wszystko jest kolorowe i pięknie zapakowane. Od dawna nie ma owoców i warzyw na wagę, wszystko jest w jakiejś folii lub na tackach. Przychodzimy do domu ze zwykłą herbatą, która najpierw jest zapakowana w saszetkę, którą się wkłada do szklanki, saszetka jest w osobnej papierowej torebce, a torebki w kartoniku. A kartonik dodatkowo jeszcze owinięty jest folią? Zakręcane słoiki też są dodatkowo zafoliowane. Ludzie, to jest jakiś obłęd.
Wiem, że ten post jest już za długi, ale jeszcze chciałam powiedzieć o jednej sprawie. Wszyscy krzyczą o podniesieniu płacy minimalnej i skupieniu się na doinwestowaniu pracujących. Ale nawet najlepsze podwyżki niczego nie zmienią, dopóki nie zmusimy pracodawców do przestrzegania prawa. Może byśmy tak zlikwidowali CBA, które absolutnie nie spełnia roli zgodnej ze swoją nazwą, jest tylko narzędziem do walki politycznej, biega za ludźmi po cmentarzach, podsłuchując ich rozmowy, albo zakłada podsłuchy w popularnej wśród polityków restauracji. Zamiast tego należałoby wzmocnić i rozszerzyć działalność inspekcji pracy. Co z tego, że praca minimalna będzie ustalona na 4000 złotych, skoro ciągle zatrudnia się ludzi na połowę etatu, i tylko za tę połowę wypłaca się według obowiązującej stawki. Reszta, jak bóg da i w zależności od humoru pracodawcy. Może zamiast tych fikcyjnych podwyżek, zadbalibyśmy o to, by ludzie nie mieli nadgodzin „na czarno”, za tę sama stawkę, co zwykłe godziny albo jeszcze niższą. Może byśmy ludziom pracującym dali nie 500, a 600 złotych na dziecko, by eliminować zjawisko „ róbmy sobie dzieci, zamiast pracować” Sprawiedliwość społeczna to nie tylko wyrównywanie dochodów przez transfery, ale także motywacja do lepszej pracy, szacunek dla tych, którzy pracują i ich bezpieczeństwo finansowe, by podpisując umowę o pracę mieli pewność, że nie jest to fikcja literacka nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością. Przydałyby się także prawdziwe związki zawodowe.
Może na dzisiaj koniec, bo pewnie i tak nikt nie dotrwa do końca tego postu. Ale skoro wszystkie partie i koalicje zgodnie twierdzą, że są między ludźmi i ich słuchają, to może i mój skromny głos dotrze we właściwe miejsce. My obywatele wiemy, co należy poprawić. A politycy są od tego, by nam wskazywać drogi, którymi chcą podążać do tych celów. Same hasła nic nie znaczą. Potrzebujemy konkretów.



poniedziałek, 2 września 2019

Szczęście... ( Tekst z dnia 2 września 2019 roku)


Sytuacja kryzysowa przed wyborami... to piękny obrazek dziwnych zachowań. Gdyby awaria oczyszczalni ścieków wydarzyła się tydzień po wyborach, partia PIS byłaby bezlitosna w krytykowaniu. Waliła by w Trzaskowskiego, jak w bęben, a na pewno by nie pomogła, chyba, że w udowadnianiu swojej teorii, że jest katastrofa ekologiczna, a dla ludzi porównywalne z Czarnobylem nieszczęście. Ale jest kampania i bilans zysków i strat został bardzo szybko zrobiony. Z kim PIS przegrał najboleśniej w wyborach samorządowych? W Warszawie, z Rafałem Trzaskowskim. A taka awaria powoduje, że medialnie to przestaje być tylko imię i nazwisko, które można dowolnie opluwać. Nagle, znowu, jak zła siła, Rafał Trzaskowski pojawił się w mediach. Rafał w oczyszczalni, Rafał w kolektorze, Rafał w Płocku, Rafał z podwiniętymi rękawami, Rafał w kasku, lekko niedogolony, by było widać, że pracuje 24 godziny na dobę i nie ma czasu na pierdoły, Rafał, Rafał, Rafał...O, na to PIS nie może pozwolić, bo jeśli znowu będzie w mediach tak wiele Trzaskowskiego, takiego ładnego, wygadanego i mądrego, to ludzie gotowi zapomnieć o tym, że tak bardzo nienawidzą Schetynę... Musieli się włączyć, by chociaż w rządowych mediach było więcej Mateusza, niż Rafała, bo jeszcze ktoś zauważy, jaki jest miły i śliczny. Do dzieła więc, a suwerenowi zawsze można powiedzieć, że Trzaskowski sobie nie poradził i że to nasz bohater narodowy, Mateusz, znowu nas uratował.
Tylko Marek Suski, wielki niepokorny, zaspał na przekaz dnia i wypuścił ze swego odbytu, bo chyba nie z mózgu, obfity strumień hejtu. Pomogła mu w tym także PISowska telewizja.
Mówimy od dwóch tygodni o zorganizowanej, acz tajemnej farmie hejterskiej w pewnym ministerstwie. Ale nie rozumiem, po co ta tajemnica. Na tt, politycy PISu od lat nie potrzebują żadnych trolli. Wszyscy hejtują bez opamiętania i pod swoim nazwiskiem. Robi to każdy z nich, no może poza Kaczyńskim, ale to tylko dlatego, że nikt nie wymyślił jeszcze papierowej wersji Twittera. Zawsze przodowała w tym Kryśka, ale na przedzie peletonu jest także Karczewski, prezydent Duda, czy Patryk Jaki. Swoje złote myśli rzuca także w przestrzeń wspomniany Marek Suski.
Można by wypowiedź Marka Suskiego skomentować jednym zdaniem: Że to są słowa Marka Suskiego, wystarczy na niego spojrzeć, żeby mu wybaczyć. Ale warto jest przeanalizować kilka drobnych szczegółów i wiedzę, jaką nam Marek Suski oraz TVPIS przekazują. Okazuje się bowiem, że w ramach równouprawnienia i takich samych praw dla wszystkich obywateli, nie tylko segreguje się ludzi na lepszy i gorszy sort. Okazuje się, że w przypadku awarii w oczyszczalni ścieków, do Wisły wylewają się wyłącznie platformerskie ekskrementy. Czyli, że w tajemnicy przed większością społeczeństwa, potajemnie segreguje się gówno tak, by się przypadkiem PISowskie nie mieszało z tym z PO.
Ja się Drodzy Państwo pytam, jako obywatel Polski, gdzie, w takim razie przebywają odchody lepszego sortu? A może sort lepszy, jest już tak lepszy, że w ogóle nie robi kupy, lub może ich kupa pachnie różami. Patrząc na to, jak bardzo kreatywny stworzyli budżet na rok następny i na nowe propozycje obniżenia podatku dochodowego od osób fizycznych, to chyba złotem srają, albo petrodolarami.
Ręce opadają, kiedy się coś takiego czyta. Nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Tym bardziej, kiedy się słyszy wyrażenia typu: wyciek PO, awaria PO... itd. Przyjmując taką retoryką, nękają nas ostatnio PISowskie trąby powietrzne, PISowski grad wielkości kurzych jajek i PISowskie gromy walą w ludzi na Giewoncie. W końcu to wszystko się dzieje za rządów PISu.
Powiem WAM, że jako obywatelka Polski i wróg PISowskiego nierządu, mam bardzo duży żal do natury, do zbiegów okoliczności i do zwykłego losu. Całe życie nam się wmawia. Że istnieje powracająca fala każąca za złe uczynki, że oliwa jest sprawiedliwa, że kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw, albo że pan bóg, nierychliwy ale sprawiedliwy. I z tych wszystkich przysłów, tylko jedno słowo jest prawdziwe: nierychliwy. Niestety, od jakiegoś czasu nie możemy liczyć na żadną sprawiedliwość. Nasza ukochana zjednoczona prawica niszczy wszystko, czego się dotknie, kradnie, kłamie, segreguje i dzieli ludzi, obraża, poniża i traktuje z pogardą. A mimo to, szczęście im sprzyja i zawsze spadają na pierdolone cztery łapy. Zawsze trafiają na koniunkturę gospodarczą, zawsze mają jakiego pierdolonego Trumpa, któremu można wylizać dupę, nawet głupia oczyszczalnia ścieków zepsuła się na miesiąc przed wyborami, żeby było można oskarżyć HGW o to, że źle zbudowała i Trzaskowskiego, że zepsuł.
Ja oczywiście zawsze głoszę zasadę, że każdy jest kowalem swego losu, ale wobec takich faktów naprawdę nie mam siły walczyć. Chyba tym światem naprawdę jakaś zła moc rządzi. Bo czasami wydaje mi się, ze trzeba się pogodzić z tym, co los nam zsyła, skoro i tak nie jesteśmy w stanie go zmienić. Może więc idźmy na wybory i wszyscy głosujmy na PIS, gdyż chyba tylko dno, jakie planują nam zafundować po wyborach, jest w stanie to koło fortuny odwrócić.



Konstytucja tego nie zabrania... ( Tekst z dnia 12 września 2019 roku)

Dostałam bana, dziś o godzinie 10:00, kiedy grzecznie dosypiałam noc, ponieważ załamanie pogody mnie ubezwłasnowolniło w kwestii opuszcza...