środa, 11 września 2019

W życiu nie powinno być łatwo... ( Tekst z dnia 11 września 2019 roku)


Szkoła.., taki temat na czasie. Dużo było gadania zanim rozpoczął się rok szkolny. Ale teraz mija już drugi tydzień nowo rozpoczętego roku szkolnego i można zobaczyć pierwsze efekty reformy oświaty.
Mogłabym zachować się, jak zwykle zachowują się osoby w moim wieku i opowiedzieć WAM, jak to ja zaczynałam swoją naukę w szkole średniej. Jak nam było trudno, a mimo to wyszliśmy na ludzi, pomimo że jeszcze nie było nawet wolnych sobót. Jak to było nas 47 osób w klasie i jak to mieliśmy raz lub dwa razy w tygodniu lekcje po południu. Ale wtedy był wyż demograficzny, a szkoła była nowa i przestronna. Cztery piętra, szerokie korytarze i schody, Jasne klasy, na każdym piętrze przestronne toalety damskie i męskie, a także lekcje praktyczne w grupach po kilkanaście osób. To była wielka i nowoczesna szkoła, która przyjmowała regularnie cztery klasy pierwsze, natomiast w tym samym czasie, szkoły starsze przyjmowały tylko po 25 osób do klasy. Mimo świetnych warunków do nauki w mojej szkole, nauczycielom bardzo trudno było opanować tak wielką ilość uczniów, o dotarciu do każdego indywidualnie nie było mowy. Takie szkoły są dla prawdziwych twardzieli, dojrzałych ludzi, którzy sami mają motywację do nauki, których nie trzeba poganiać i pilnować. Ludzie ze słabym charakterem nie byli w stanie nadążyć za resztą. Tak wielkie klasy na pewno nie sprzyjają edukacji. Dziś, te 40 lat później mamy powtórkę z rozrywki. A wydawało mi się, że od dawna zrozumieliśmy, że chcąc osiągać dobre wyniki w nauczaniu i wychowaniu, klasy nie powinny przekraczać 22 do 25 uczniów.
Samorządy zrobiły co mogły, by upchnąć w szkołach wszystkich uczniów aplikujących do nauki w szkołach średnich. Na pozór naprawiły to, co PIS zepsuł, a minister Zalewska może powiedzieć, że tyle było krzyku, a wszystko pięknie się udało i sobie zapisać zasługi. Moim zdaniem to był błąd samorządów, bo jest to powierzchowne rozwiązanie problemu, ukrycie przed wyborcami tego, co naprawdę powinni zobaczyć wyborcy.
Wiem, że są wybory i wszyscy zajmują się polityką z wyższych półek, dyskutują o tym, co wszyscy obiecują i jakimi zbyt mądrymi słowami typu „ nihilizm” karmi Kaczyński swoje wrony, a życie codzienne zeszło na drugi plan. Mogłabym więc i ja o tym nie pisać, ale warto zauważyć, że pomimo iż wybory nazywane są świętem demokracji, to walczymy w nich właśnie o te codzienne sprawy.
Mogłabym, jak już wspomniałam wcześniej, powiedzieć, że my przeżyliśmy cięższe czasy i cięższe warunki w szkołach, a mimo to wyrosły z nas wartościowe jednostki. Tylko w ciągu tych ostatnich 4 lat mamy jeden zasadniczy problem, zamiast iść do przodu, wracamy do złych czasów i złych zwyczajów, a naszym dzieciom nie fundujemy lepszej przyszłości, a „ jakoś to będzie”.
Po tych kilku dniach spędzonych w szkołach, dostaje od rodziców i zaprzyjaźnionych nauczycieli wiele sygnałów, które są niepokojące. I wcale nie chodzi o to, że nasze dzieci po prostu nie mają stworzonych warunków do nauki, do której prawo z kolei gwarantuje im Konstytucja. Podczas studiów nauczycielskich wpojono mi jedną zasadę: Możesz zaniedbać proces edukacyjny, czyli po prostu być złym pedagogiem, możesz nie zrealizować programu, możesz nie zrealizować zadań wychowawczych. Ale pod żadnym pozorem nie wolno ci narazić dzieci będących pod twoją opieką na niebezpieczeństwo. To jest podobna zasada, jaką kierują się lekarze, że mają przede wszystkim nie szkodzić. Niestety, nauczyciele w przepełnionych szkołach, nie są w stanie spełnić nawet tego podstawowego zadania. Wszystko jest dobrze w czasie, kiedy jest lekcja, a nauczyciel ma „na oku”, powierzoną mu młodzież. Prawdziwy horror zaczyna się dopiero na przerwach. Przerwy stworzono nie tylko po to, by uczniowie mieli czas zmienić salę lekcyjną przystosowaną do innego przedmiotu. Jest to przede wszystkim czas na chwile wytchnienia, czas na wyjście na świeże powietrze, na załatwienie potrzeb fizjologicznych lub na konsumpcję drugiego śniadania. Tymczasem na korytarzach jest taki tłok, że wiele dzieci nie ma żadnej szansy, by w ogóle się gdziekolwiek wydostać, na schodach robią się prawdziwe korki, a do toalet tworzą się kolejki, jak na stadionie. Taka ilość osób skupiona w jednym miejscu powoduje, że dzieci w zasadzie oddychają dwutlenkiem węgla, a na lekcje wracają zmęczone i senne. Ten, kto nie zdąży skorzystać z toalety, jest zmuszony wychodzić w czasie lekcji, co powoli staje się powszechnym zjawiskiem. Dzieci jedzą kanapki w tym smrodzie i ciasnocie, a nauczyciel nie ma żadnej szansy na reakcję w wypadku jakiegoś konfliktu, bójki, molestowania przez kolegów, łatwiejsze staje się także rozpowszechnianie narkotyków. Mają szansę w takiej szkole dzieci niepełnosprawne, na wózkach? To są tylko takie pierwsze spostrzeżenia, związane z efektem podwójnego rocznika, który przetacza się przez szkoły średnie. I oczywiście, te kila lat można się przemęczyć, chociaż podejrzewam, że na co dzień wystarczająco stresująca praca nauczycieli, staje się dla nich koszmarem w takich warunkach, a ich efektywność spada o wiele procent. Mamy więc do czynienia z kolejnymi straconymi rocznikami, niedouczonymi, sfrustrowanymi i podatnymi na depresję. To wszystko jest scenariusz na wypadek, kiedy będziemy mieli szczęście, i „jakoś” te lekcje będą się odbywała, a nasze dzieci przejdą przez to trudne doświadczenie bez szwanku. Ale wyobraźmy sobie sytuację wyjątkową, na przykład pożar. Jaką mamy gwarancję, że w takich warunkach dojdzie do sprawnej ewakuacji? Albo, gdyby w szkole naszych dzieci zdarzyła się strzelanina podobna tym, które często obserwujemy w USA... Przyszło WAM do głowy, ile mogłoby by być ofiar takiego wydarzenia, gdyby człowiek z bronią pojawił się na stłoczonym korytarzu, z którego jest tylko jedno, albo dwa wyjścia?
Nie chce WAS tu absolutnie straszyć, ale wszyscy o tym wiemy, że miejsca publiczne, w których przebywa równocześnie bardzo wiele osób, sale koncertowe, stadiony, szpitale, a przede wszystkim szkoły, powinny być miejscami bezpiecznymi.
Większość polityków opozycji zapomniała już o tej sytuacji, gadają tylko o pensjach nauczycieli. Ale wystarczy przejechać się do jednego czy drugiego przeładowanego liceum, by światu pokazać, co zrobili dla uczniów minister Zalewska i PIS! Nie zaniedbujcie tego proszę w kampanii wyborczej, bo rodzice tych dzieci też są wyborcami. Wszyscy politycy zgodnie twierdzą także, że nie będą tej anty-reformy odwracać. To błąd! Przyznajemy w ten sposób jakąś rację minister Zalewskiej, że niby taka szkoła też jest dobra. A to nie prawda. Taka szkoła jest po prostu do dupy. Trzeba znaleźć sposób, by nasze dzieci wróciły do europejskiego systemu szkolnictwa, gdzie między wstępną podstawówka jest gimnazjum, a warunki w szkołach przystosowane są do dzieci w danym wieku. Należy także preferować naukę od 6 roku życia, oczywiście dobrowolnie. Liczę bowiem, że rodzice sami zauważą, że rówieśnicy ich dzieci, którzy rozpoczęli naukę rok wcześniej, szybciej rozpoczynają drogę do zawodowych sukcesów.
Szybkie odwrócenie tej „katastrofy Zalewskiej” spowodowałoby dziś jeszcze wielki chaos, ale myślę, że stopniowe wprowadzanie gimnazjów, jest konieczne. Jak długo możemy utrzymywać ruski system szkolnictwa, który odbiera naszym dzieciom możliwość rywalizacji z europejczykami?
Drodzy rodzice, najlepszym systemem nauczania byłby taki, gdyby jeden nauczyciel przypadał na jedno dziecko. To jest oczywiście nierealne, ale nasze dzieci będą tym lepiej wykształcone, im lepsze warunki pracy stworzymy nauczycielom. W takiej ciasnocie, dostęp do pomocy naukowych, do konsultacji z nauczycielem, są właściwie niemożliwe. Oprócz tego, nasze dzieci narażają się na wiele niebezpieczeństw, przebywając w przepełnionych budynkach. Zastanówcie się nad tym, macie jeszcze miesiąc, by w waszych sumieniach rozważyć, czy są dla WAS ważniejsze gruszki na wierzbie w postaci profitów socjalnych, czy woleli byście zadbać o przyszłość i zdrowie swoich dzieci? W życiu nie powinno być zbyt łatwo, bo tylko pokonywanie przeszkód powoduje wzmocnienie charakteru, tak potrzebne w dorosłym życiu, ale dziś WASZE dzieci dusza się, jak kury tuczone w przemysłowych kurnikach, nawet tlenu nie mają wystarczająco, będą mdlały, będą odczuwały zmęczenie, spadnie ich odporność na choroby, a do tego wszystkiego dochodzi zwyczajny stres. Czy są takie pieniądze, które byłyby tego warte? Dużo się mówi o umieraniu w kolejkach do lekarzy, bo to takie spektakularne i dobrze brzmi w wyborach. Pamiętajmy o tym, że nasze dzieci, kiedy się zestarzeją, będą umierać w tych samych szpitalach, a ich przyszłość umiera już dziś w szkołach do których chodzą.



1 komentarz:

  1. Czego się pisowcy nie dotkną to spieprzą. Jednak to co zrobiła Zalewska zasługuje nie tylko na Trybunał Stanu. Jeżeli stanie się coś złego w szkole winny będzie dyrektor, samorząd ale na pewno nie ci niszczyciele. Już od jakiegoś czasu piszę, że potrzebni są zagraniczni bezstronni obserwatorzy przy wyborach . Już kombinują jak tu zaciemnić wyniki. Jeżeli opozycja nie przypilnuje, nawet gdyby ludzie zagłosowali za państwem prawa, pisze nie odpuszczą, a wtedy Polska popadnie w kompletną ruinę.

    OdpowiedzUsuń

Kształt maski. ( Tekst z dnia 9 listopada 2019 roku)

Miałam to wrzucić dopiero jutro. Mam świadomość, że nie ma takich słów, które by mogły podziałać. Ale piszę to wszystko już dziś, bo zaws...