środa, 30 października 2019

Deja vu...( Tekst z dnia 30 października 2019 roku )


PIS jest jak kameleon. Zmienia się w zależności od okoliczności. Ma wiele skór na różne okazje. W jego kolekcji brakuje tylko jednego koloru, koloru uczciwości. Sprawa Banasia jest typowym przykładem tej natury kameleona i potwierdzeniem kolejnej gry na czas. Najpierw Marian był kryształowy, potem czekaliśmy na raport służb, następnie na odpowiedzi wyjaśniające Banasia. Oczywiście, po wyborach, kiedy wydawało się, że smrodu się nie da zamieść pod dywan. Wtedy PIS zaczął udawać, że sami są w szoku i że oczekują dymisji. Była też obietnica, że zostaną upublicznione zarówno oświadczenia majątkowe, jak i raport w sprawie szefa NIK. Ale wczoraj kolor percepcji się zmienił. Okazuje się, że w tym raporcie są taaaakie!!!, kurwa, tajemnice, że raczej nie można ich upubliczniać. Znalazł się więc odpowiednio duży dywanik, pod którym zmieści się nawet Banaś razem ze swoimi znajomościami i biznesami. Za chwilę usłyszymy, że w raporcie służb nie ma nic na tyle kompromitującego, by Mariana Banasia odwołać, a raport pozostanie tajemnicą państwową najwyższej wagi. Tak żyje się w państwie mafijnym, kiedy Kaczyński trzyma za jaja Banasia, a Banaś trzyma za jaja Kaczyńskiego. I w tym uścisku musi cały czas być utrzymywana równowaga, by Kaczyński utrzymał władze, a Banaś mógł być pancerny. Najbardziej wkurwiające jest to, że osoby publiczne, które podlegają innym zasadom, co zwykli śmiertelnicy, których życie, majątki i kontakty powinny być powszechnie znane i jawne, mogą przed światem udawać kogoś zupełnie innego. Po coś chyba została uchwalona jawność oświadczeń majątkowych, do których powinniśmy mieć dostęp jako obywatele, by polityk nie mógł być oszustem. Powinniśmy mieć także dostęp do wszystkich dokumentów świadczących o działalności rządów, które istnieją z naszego namaszczenia. Tymczasem, jeśli coś jest wstydliwe, jak na przykład listy poparcia do KRS-u lub wyniki śledztwa w sprawie Banasia, to staje się to tajemnicą państwową. Wcale się nie zdziwię, jeśli usprawiedliwieniem dla utajnienia tego raportu będzie powołanie się na RODO. No bo przy okazji mogli byśmy poznać prywatne i wrażliwe dane Paolo z kamienic w Krakowie lub innych współpracowników pana Banasia, a przecież takie osoby trzeba chronić za wszelką cenę. Szkoda, że nikt o RODO nie myślał, przekazując wrażliwe dane na temat sędziów do farmy trolli. Zupełnie co innego, kiedy złapie się na wzięciu łapówki polityka PO. Wtedy w jeden dzień wiemy o nim wszystko i bębni się od rana do wieczora o jego postępku. Od razu mówię, wcale mi faceta nie żal. Trzeba być prawdziwą gnidą, by w takiej sytuacji Polski, dostarczać argumentów Kamińskiemu do uderzania w opozycję. Dobrze, że Platforma wywaliła gnoja na zbitą mordę. Ale to nie zmienia faktu, że łapówka jakiegoś urzędniczyny, który w hierarchii politycznej jest po prostu nikim w porównaniu z Banasiem, ma nagle udowodnić, że nieuczciwi są tylko po jednej stronie.
Opozycja musi się teraz podwójnie, lub nawet potrójnie pilnować. Spodziewam się, że PIS będzie szedł po bandzie chcąc dobić chory organizm sprzeciwu. Może nawet agent Tomek wróci do łask. Będą prowokacje i będą fałszywe oskarżenia i trzeba być przygotowanym na ostrą jazdę.
Powiem WAM, że jest dla mnie żenujące... pisanie o Banasiu. Usiłowałam tego tematu unikać, bo mówi się o tym tak wiele, a i tak niczego to nie zmienia. Żenujące jest to, że zajmujemy się jednym cwaniaczkiem, wobec którego i tak jesteśmy bezsilni, a odpuszczamy sobie sprawy ważne. Zajmujemy się głupotami, rozliczeniami wewnątrz partii, rozliczeniami, które w ogóle nie mają żadnego znaczenia. Nie zauważamy, że PIS po raz kolejny dosypał pieniędzy, jak suchego drewna do kominka, by głupota paliła się równym płomieniem, a strach, przed utratą pozornego dobrobytu podsycał ten ogień. Mówię to, bo miałam ostatnio okazję porozmawiać z kilkoma osobami, które głosowały na PIS, nie ze względu na jakość polityki obozu rządzącego, a pomimo to, że władza im się nie podoba. Ale dla tych ludzi po prostu liczy się socjal. Mówią: Moje dziecko żyje z alimentów, których po prostu nie wystarcza, 500+ to dla nas zbawienie. Popieram Konfederację, ale głosowałem na PIS, albo: Mam lewicowe poglądy, ale mój stary ojciec po raz pierwszy wykupił wszystkie leki za 13-tą emeryturę. Głosowałam na PIS, bo jeśli się zmieni władza, to zanim się dogadają minie kilka lat. Ludzie po prostu nie wierzą hasłu, że „nic co danie nie zostanie odebrane”. Rządzi nimi strach, a nie rozum. Gdyby się chwile zastanowili, może zrozumieli by, że niezależnie od intencji, żadna partia nie odbierze z dnia na dzień zasiłków socjalnych, nie będzie miała odwagi. Zakończyłoby to się wyjściem ludzi na ulicę i zamieszkami. Niektórym ludziom to nawet się wydaje, że nadal te 500+ dostają, bo nie łączą wzrostu cen i inflacji z konsumpcją niezrównoważoną pracą, towarem i usługami. My, ludzie, którzy przeżyli lata osiemdziesiąte, wiemy o co chodzi.
Tymczasem, obserwując opozycję, mam kolejne deja vu. Zupełnie, jakbyśmy cofnęli się o cztery lata. W PO się tłuką po mordach, chociaż po cichu i z klasą, Lewica się cieszy, że wreszcie powróciła na łono polityki. PSL spogląda w kierunku PISu, a dla Korwina od 40 lat świat jest czarno-biały. Gdzieś z tłumy wysuwają głowy pojedynczy wieszcze narodu, mówiąc, że musimy się zorganizować. Co mnie też wkurza, bo niestety nikt nie ma pomysłu, jak się mamy zorganizować i w jakim celu. Czyli wracamy do punktu wyjścia, do czasów przed KOD-em i innymi ruchami społecznymi, które utonęły w morzy „Nie chce mi się”. Ja też się czuję, jak taki żałosny pieniacz, który głośno krzyczy i przez 4 lata nie zrobił nic, no może przekonałam kilka osób z najbliższego otoczenia, by poszli na wybory. To wszystko! Miałam przez te 4 lata kilka pomysłów, które niestety odbijały się o ten sam mur niemocy. W tym świetle jedynym konstruktywnym oporem wydaje się „lotna brygada opozycji”, która przynajmniej próbuje ośmieszyć tę władzę. Ale jeśli się komuś wydaje, że PIS można zabić śmiechem, liczy na zbyt wiele.
Jeśli w obliczu takiej rzeczywistości stać WAS na optymizm, to proszę byście się ze mną nim podzielili. Ale nie tak bezsensownie, że przeżyjemy ten PIS, jak wszystkie inne plagi egipskie. Chcę działać, chce się na coś przydać, chce widzieć, że WY działacie. Nie chcę już być bezradna i żałosna i mieć świadomość, że ten stan utrzyma się przez kolejne 4 lata, a może jeszcze dłużej. Nie chcę pisać o Banasiach, chcę szukać sposobu, jak się takich ludzi pozbyć z telewizora.





piątek, 25 października 2019

Okrakiem na barykadzie. ( Test z dnia 25 października 2019 roku)


No dobrze, może w końcu warto dać głos. Piszecie do mnie dużo, ale tak naprawdę wszyscy macie podobny do mnie nastrój. Wiem, że nie można się poddawać i trzeba przeć do przodu, do zwycięstwa. Tylko co zrobić, kiedy na horyzoncie żadnego zwycięstwa nie widać.
Większość posłów paraduje wymachując świeżo otrzymanymi nominacjami i pewnie zasną dziś z przekonaniem, że kto, jak kto, ale właśnie on lub ona zmienią ten świat, a przynajmniej jego kawałek. Taki stan euforii może potrwać nawet do pierwszego posiedzenia sejmu, a potem uderzą gębą o bruk i przekonają się, że dobre intencje nie wystarczą.
Jeżeli jest coś, o czym absolutnie nie mam ochoty pisać, to jest bieżąca polityka. Mam bowiem wrażenie, że nie było żadnych wyborów. Banaś , jak gdyby nigdy nic normalnie wrócił do pracy i będzie zgrywał kryształowego, a Jarosław Kaczyński, jak uznała prokuratura, nigdy nawet nie próbował wybudować dwóch wież. Żyliśmy w matriksie, żyjemy w matriksie i w matriksie żyć będziemy...
Nie chce mi się ani słuchać, ani gadać na temat rozliczeń w PO i czerwonej kartki dla Grzegorza Schetyny. Może dlatego, że pomimo wielu nowych, młodych, prężnych polityków w szeregach tej partii, nie widzę takiego twardziela, ani twardzielki, którzy by mogli ten burdel ogarnąć. Gdyby nie była to sprawa honorowa, to w PO przywódców powinno być dwóch. Jeden ideolog, który umiałby przemawiać do społeczeństwa i drugi ( Schetyna), który by wszystko utrzymał w tak zwanej „kupie”. Pewne jest jedno. Cokolwiek PO zamierza, powinna to zrobić, jak najszybciej. Ćwierkanie o tym, że wybory na przewodniczącego partii, które odbędą się w lutym, rozwiążą problem rozliczeń po przegranej, jest kolejnym pakowaniem się w kłopoty. Bo pozostanie miesiąc na kampanię prezydencką, którą albo zaczniemy już dziś, albo ją już dziś przegramy. Schetyna oczywiście odejść musi! Wcale nie dlatego, że przegrał wybory. Myślę, że nagimnastykował się sporo na te 27% poparcie. Mnie jednak osobiście bardzo przeszkadza fakt, że tak naprawdę, PO od dawna nie ma twarzy. Tacy wyborcy, jak ja głosują na nią z musu, bo na kogoś trzeba. Oczywiście, z moimi poglądami mogłabym zagłosować na lewicę. Ale nie jestem w stanie znieść Roberta Biedronia odkąd rozpoczął kampanie do PE. Ta jego codzienna „ radość o poranku” po prostu mnie rozwala. Zupełnie jakby cyganie tańczyli na tle płonącego lasu... Ale pan Biedroń świetnie czułby się na Titanicu. Statek by tonął a on by baloniki puszczał i krzyczał WOW!!! W sumie to cieszą się, że lewica się połączyła, bo wyrachowany polityk, jakim jest Czarzasty, trochę zneutralizował i Biedronia, i zbyt mądrego, jak na współczesne standardy Zandberga. Trochę się bałam, że cała lewica nam w tej kampanii „zbiedronieje”( i wszyscy będą biegać z balonikami i konfetti), ale jakimś cudem udało się tego uniknąć. Wracając do Platformy Obywatelskiej: Przeszkadza mi to, że ta partia nie ma w tej chwili tożsamości, że głosując na nią, nie mamy pojęcia, czego możemy się spodziewać. Jest bardzo prężna grupa młodych polityków, którzy mają europejskie standardy myślowe, akceptują związki partnerskie, chcą rozdziału kościoła od państwa, nowoczesnej edukacji i racjonalnego podejścia do seksu. Ale zza ich pleców ciągle wychylają się ci wszyscy, którzy są zbyt do kościoła przywiązani, a pewne uznane na świecie zasady współżycia społecznego, ciągle im przez gardło nie przechodzą. Usłyszałam dziś w jednym z seriali, że „jeśli ktoś siedzi okrakiem na barykadzie”, to go w końcu jaja zabolą. I to chyba dopadło PO. Mam nadzieję, że politycy tej partii zdecydują się na obranie jakiegoś wyraźnego kierunku, bo dla mnie paranoją jest oglądanie w jednej partii Ujazdowskiego i Trzaskowskiego. Chociaż muszę przyznać, że Ujazdowski zrobił bardzo dobry wynik w Warszawie, a ja byłam pewna, że przegra z Kasprzakiem. Widocznie ludzie ciągle jeszcze wolą polityka od rebelianta, co może okazać się logiczne i słuszne, bo może niech w sejmie będą politycy, a rebelianci na ulicach. Każdy powinien robić to, co mu wychodzi najlepiej. Przykładem może być Lech Wałęsa, który był świetnym rebeliantem, a marnym politykiem.
Jestem naprawdę tym przybita, że przeżyliśmy wybory, a ja mam wrażenie, że nic się nie zmieniło i niczego się nie nauczyliśmy. PIS nami kręci jak chce, kręci też znakomicie mediami. Mydli nam oczy i gra na czas. Po co mówić o Banasiu, czy o kłopotach w koalicji, jeśli się podrzuci, jak głodnym psom, takie bezwartościowe info o protestach wyborczych, które oczywiście zakończą się niczym. Niestety, telewizja o tym gada całe dnie i wszyscy zapominają o rzeczywistości z wypiekami na twarzy. Albo się wysyła wszystkie służby do warszawskiego ratusza na kontrolę, by Polacy zobaczyli, jakie są sprawne i szybkie. ( Szkoda, że w przypadku Banasia nie byli tacy sprawni) Ja nawet mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że będzie dwóch winnych wszystkiego, cokolwiek by wykryli. Będą to Hanka Waltz i Rafał Trzaskowski. No może jeszcze Tuska dla zasady.
A jak sobie pomyślę, że Duda już rozpoczął kampanie wyborczą i że będzie jeździł i opowiadał te swoje „bezmózgoteorie”, to po prostu czasami boję się telewizora włączyć. Szczególnie, że opozycja jeszcze nawet nie myśli o kontr- kandydatach, którzy mogliby chociaż trochę odciążyć nasze mózgi od słuchania tego idioty.
Niczego nowatorskiego dzisiaj WAM nie powiem, ale dopiero zaczynam powoli łapać równowagę. I ponieważ w tej chwili odczuwam obrzydzenie do polityki, chciałabym nieco odejść od tematu, ale tylko pozornie i tylko na milimetr.
Zawsze, kiedy na świecie zdarzy się jakaś katastrofa, rozbije się samolot, utonie łódź z emigrantami, wybuchnie gaz lub poleje się krew w jakiejś wojnie, do głowy przychodzi mi bolesny cytat z mojej ulubionej książki, która ukształtowała lub raczej nazwała moje poglądy religijne. Cytat ten brzmi: „ Czy twój bóg jest już nasycony”. Ze swojej strony dodałabym... Czy na jakiś czas nachlał się już wystarczająco krwi niewinnych? Mówię to w związku ze zbliżającym się kolejnym marszem niepodległości i dumą z organizacji tego wydarzenia, wyrażaną przez naszą nową siłę polityczną KONFEDERACJĘ. Symbolem tego marszu ma być zaciśnięta na różańcu pięść. Muszę przyznać, że o ile ideologia organizatorów jest mi absolutnie obca, o tyle symbol wybrali doskonały. Tak właśnie widzę boga i wszystkich, którzy mu służą.., jako zaciśniętą pięć w odruchu nienawiści i pogardy.
I jeszcze jedna rzecz, która mnie także przygnębia...Obejrzałam wczorajszy reportaż o biskupie Głódziu i stwierdziłam, że nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Mam już tak twardy pancerz, właściwie cała jestem pancerzem, a w przypadku duchownych tak wiele widziałam na własne oczy, że zachowanie tego chama jest dla mnie normą wyznaczaną przez kościół.
Smuci mnie także to, co uświadomiłam sobie po tych wyborach, że gdybyśmy my, ludzie którzy dorośli na przełomie dziejów, którzy te plus minus 30 lat temu urodzili dzieci, gdybyśmy mieli więcej nieufności, gdybyśmy nie zachłysnęli się wolnością, nie stracili czujności i nie uwierzyli, że teraz to już wszystko się ułoży samo, nie wylądowalibyśmy w tej PISowskiej czarnej dupie. Wystarczyło nie przestawać czytać książek, naciskać na ich czytanie nasze dzieci. Człowiek, który czyta automatycznie uczy się akceptacji innych światów, innych losów, widzi świat z różnych stron, a tolerancja jest jego naturalnym stanem. Gdybyśmy wtedy byli bardziej roztropni, dziś nikt by nie wybrał na drugą kadencję ministra kultury, który nie jest w stanie doczytać do końca książki polskiej noblistki.
Wielka więc praca przed nami i nierówna walka. I nie opowiadajcie mi proszę, że za 4 lata... Jeżeli nadal będziemy siedzieć na dupie i komentować na fb, a nie pójdziemy działać w realu, to za 4 lata będzie jeszcze gorzej. Wiem, liczycie, że przyjdzie kryzys gospodarczy i że PIS sam się rozsypie i nie da rady...A czy nie wolelibyście, by obywatele Polski głosowali rozumiejąc demokrację? Czy będziemy nadal kierować się niskim poczuciem własnej wartości i mądrzeli tylko witając się z głodem?



środa, 16 października 2019

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)


Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiście mogłabym poczekać kilka dni, aż te pierwotne emocje całkowicie opadną, ale ponieważ wiele osób mnie pyta i prosi bym skomentowała wynik wyborów, odpowiem. Chociaż... wcale nie jestem pewna, czy chcecie to usłyszeć. Pocieszać WAS bowiem nie będę, głaskać po głowach, też nie! Nie odzywałam się chyba dwa tygodnie przed wyborami, bo uznałam, że skoro przez cztery lata do czyjegoś mózgu nie dotarłam, to już nie dotrę, a kampania była tak denna, tak nudna i tak kłamliwa, że było mi się bardzo trudno pogodzić z takim zjawiskiem w kraju, który wszyscy chcieli byśmy uważać za demokratyczny.
W swoich postach użyłam już chyba wszystkich istniejących słów, a okazało się, iż tylko po to, by w niedzielę 13 października 2019 roku, stanąć, jak ten debilny Syzyf u podnóża góry i patrzeć, jak głaz, który z takim trudem wciągałam na górę spierdala się pod moje nogi. Poczułam śmiech za swoimi plecami, śmiech tych, którzy nie robili w tym czasie nic...
Codzienne życie ratuje nas od rozpaczy. Po prostu zajmujemy się banalnymi sprawami, jak automaty. Bo w przeciwnym razie miałabym ochotę krzyczeć tylko jedno: CHUJ WAM WIELKI W WASZE POLSKIE DUPY, GŁUPKI!!!
Tak, nie przesłyszeliście się. Czuję dokładnie właśnie to. Bo co może czuć ktoś, kto odniósł osobistą porażkę usiłując ludzi uszczęśliwić na siłę i właśnie zobaczył, że to bez sensu?
Im dłużej oglądam to, co po wyborach w telewizji, tym bardziej ręce mi opadają. Nie pocieszają mnie także WASZE komentarze.
Piszecie na przykład, żeby się nie przejmować, bo na PIS głosowali głównie bezdomni, bezrobotni i margines społeczny. Naprawdę? Mam w to uwierzyć, że w Polsce mamy ponad 8 milionów kloszardów, nierobów i bezdomnych, którzy kochają PiS za socjal? Wybaczcie, ale całkowicie w to nie wierzę.
Zawsze, kiedy pracowałam, a mój szef mnie chwalił, poklepywał po ramieniu i dziękował mi za nadzwyczajnie świetną pracę, odpowiadałam mu, żeby się zwrócił do mojej kieszeni, bo o moich zasługach należy rozmawiać wyłącznie z nią. Za „dziękuję” się bowiem chleba nie kupi i rachunków nie zapłaci. Dziś uświadomiłam sobie, że percepcja ogromnej ilości Polaków jest na poziomie tej właśnie kieszeni, w dodatku dziurawej. Łeb pusty, a kieszeń ciągle niedowartościowana! Nic się nie liczy, tylko kasa! Patriotyzm i przyzwoitość nie istnieją. Bodaj bardziej jestem w stanie uszanować tych, którzy głosowali na KONFEDERACJĘ, bo w nich się jakiś patriotyzm, chory, bo chory, ale tli.
Patrząc na nazwiska osób, które dostały się do Sejmu i Senatu, chyba dziesięciu palców mi wystarczy, by wskazać te osoby, które mogą o coś walczyć, chcieć coś zmienić, mieć ideały. Reszta przypomina panie w średnim wieku, którym się właśnie udało znaleźć siedzące miejsce w pociągu i zadowolone z siebie poprawiają swoją wielką dupę na miękkiej poduszce... Och, jak pięknie, jak wam dziękuję, żeście mnie wybrali, że będę miał/miała przez 4 lata święty spokój, będę ja, taki ważny/taka ważna.
I te pocieszanki.., że przecież kiedyś wszystko za nas się samo naprawi, że za 4 lata itd. No i co zrobicie przez te następne 4 lata? To samo, co przez poprzednie? Pójdziecie pokojowo manifestować przed Sejmem, zapalicie świeczki, zaśpiewacie pioseneczki, będziecie pisać bzdety o tym, jak WAM się marzy inna demokracja?
Pomarzyć, to ja sobie mogę o miłej, dostatniej emeryturze w ciepłym kraju, o demokrację trzeba walczyć! Trzeba mieć jakiś plan, jakiś cel, jakieś przylądki do dopłynięcia, jakieś góry do zdobycia. W przeciwnym razie, to za 4 lata będziemy w tej samej dupie, w jakiej jesteśmy dziś i byliśmy 4 lata temu.
Każdy polityk po wyborach, a mam na myśli i tych wygranych i przegranych, opowiada z podnieceniem, o co będzie walczył w sejmie, jakie ma priorytety. Niektórzy z przegranych to nawet nowe partię chcą tworzyć... Po jaki chuj?, pytam się grzecznie. Po co tworzyć kolejną partię, która z braku środków zasili innego molocha w następnych wyborach. Bez pieniędzy, nie można stworzyć niczego, co mogłoby zagrozić temu żelaznemu układowi sił.
Nie zrobiliśmy nic konstruktywnego przez te 4 lata. Chociaż może wielu z WAS ma inne zdanie. Bo jedni nagle stali się osobami publicznymi, organizatorami, znanymi twarzami...zasłynęli wewnętrznymi wojnami, jak KOD, powkurwiali Kaczyńskiego na miesięcznicach...I co? Mandatów w poprzednim sejmie dla PIS-235 i 235 dziś. Jesteśmy wszyscy żałośni, a ja czuje się najbardziej chyba żałośnie. Bo po tych czterech latach, nawet swojej gęby nie wypromowałam. Stałam się beznadziejną, pesymistyczną literatką, która wie, że wiele osób czyta, to co pisze, ale nikt się do tego publicznie nie przyzna.
Wyniki wyborów, w normalnym państwie nie mają znaczenia. Władze przychodzą i odchodzą, a w strukturze funkcjonowania tych państw nic się nie zmienia. Tu, każdego dnia, gra się z życiem o wszystko.
...Pan Adam Mazguła napisał w tekście pocieszenia, że Polacy nie są głupi, tylko narażeni na propagandę i niedoinformowani ( mówiąc w skrócie). Drogi Panie. Niech mi Pan jednak jedną rzecz wytłumaczy: Dlaczego my tutaj, za granicami Polski ( Pomijając Jackowo w USA), oglądając tę samą telewizję, z tej samej satelity, słuchając tych samych kłamstw, tej samej propagandy, będący bombardowanymi przez internet wulgarnym hejtem, idziemy i głosujemy: 52% za KO, 27% za Lewicą, a za PISem tylko 10%? Mamy inne mózgi? Dlaczego my, na przykład ja, pokonałam 130 kilometrów do lokalu wyborczego, nie wiem, ile kosztowało mnie paliwo, ale za same autostrady zapłaciłam ponad 20 euro, stałam w ciasnym korytarzu, gdzie był tłum ludzi, zero tlenu, głosowałam w lokalu wyborczym urągającym wszelkim standardom, gdzie nie było kabin do głosowania, i ludzie wypełniali karty dokładnie na kolanie lub na plecach znajomych, a mimo to czuliśmy się dumnie, że mogliśmy oddać głos? A przecież byli tacy, którzy pokonali dystans dwa razy dłuższy...Naprawdę Pan uważa, że nie mamy prawa się czuć rozżaleni, widząc, że w Polsce tylko PIS zmobilizował swój elektorat? Powtórzę się, ale skoro Pan uważa, że to media są winne i propaganda, dlaczego nie powstało żadne, podkreślam, żadne! Medium, które równoważyłoby tę propagandę, które nie robiło by politycznego teatru, jak prywatne stacje, dla których liczy się tylko oglądalność, więc muszą zapraszać Jakich i Sasinów? Dlaczego powstają tylko biedne portale informacyjne, jak OKO PRES, czy WOLNE MEDIA, które jako informację dnia podają zawsze: „Nie mamy reklam, wspomóż nam finansowo”.., co całkowicie odbiera chęci, by czytać dalej? Nie ma, naprawdę nie ma w Polsce kapitału, by stworzyć coś z prawdziwego zdarzenia, nawet pełnego reklam, czegoś, co było by ekskluzywnym źródłem prawdy?
I drugi aspekt: Co zrobiliśmy przez 4 lata w celach edukowania społeczeństwa, szczególnie młodych ludzi, by chociaż obudzić świadomość obywatelską? Nie myślę o tej paplaninie, jaką uprawiamy, która jest skierowana do nikogo i ginie w przestrzeni kosmicznej?
Nie rozpatruję wyników wyborczych w kontekście: ile stołków komu przypadło. Chociaż widząc, jak niektórzy się cieszą, to wydaje mi się, że tylko o to im chodzi, by zmieścili się na krótkiej ławce do żłoba. Mnie przerażają tylko i wyłącznie dwa aspekty. Po pierwsze, wzrost o parę procent głupoty społecznej, bo z danych wynika, że po 4 latach rządów, PIS zyskał wielu zwolenników. I po drugie, w kontekście tych miejsc przy korycie, niestety, niczego, co będzie PiS chciało zrobić, nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Będzie tak, jak było. Jakiś jebany marszałek sejmu, jak mu się to, co mówi poseł nie spodoba, to mu wyłączy mikrofon. I w ten sposób będziemy mieli połowę posłów opłacanych z budżetu państwa całkowicie niepotrzebnych, będą tylko folklorem, nikt się nie będzie musiał z nimi liczyć. A my będziemy na to patrzeć i będziemy znowu, kurwa bezsilni. Niektórych to może bawi, ale mnie zabija.
Nie podjęłam jeszcze decyzji, co do mojego dalszego pisania, bo osobiście wolałabym robić coś bardziej konstruktywnego, coś, co przynosiłoby realne efekty. I proszę nie mówić mi, że nie możecie żyć bez mojego pisania i że to ja WAS trzymam przy życiu, bo po prostu jestem wystarczająco wkurwiona, by mi w tej chwili włazić w dupę.
Wręcz przeciwnie, jeśli będę pisać dalej, mam taką prośbę. Przestańcie mnie laikować, przestańcie udawać, że czytacie, przestańcie mi wypisywać bzdury o tym, że mam świetne pióro, że myślicie tak samo, tylko nie umiecie tego napisać. Na początku może było to dla mnie ważne, ale w tej chwili, lata mi to setka wkoło pizdy, co o mojej twórczości ktoś myśli! Jeśli nie jesteście w stanie wypowiedzieć się w temacie postu, to po prostu lepiej zachować milczenie. Kłamałabym, gdybym powiedziała, że tego, co robię, nie robię dla siebie. Pomaga mi to spuścić parę i się zresetować. Ale nigdy tego nie robiłam dla poklasku, a przede wszystkim dla WASZEGO pierdolonego zadowolenia i dobrego samopoczucie! Wręcz przeciwnie, chciałam, byście się czuli źle w takiej Polsce. Piszę, bo uważam, że powinniście wykrzesać z siebie jakieś prawdziwe działanie. Jeśli moje teksty nie sprawiają, że jakieś reakcje cisną WAM się na usta, że nie rodzą się w WASZYCH głowach jakieś pomysły na działanie, to znaczy, że moje pisanie jest bez sensu. Za bezsensowne pochwały dziękuję bardzo. A jeśli zobaczę jakiegoś kotka lub pieska, któremu z piersi wypływają serduszka, to będę skreślać z listy znajomych i wyrzucać z grupy. Bo dla mnie często to jest tak, jakby ktoś wpuścił klowna na pogrzeb, albo napluł mi w twarz. I to wszystko, co mogę WAM dziś powiedzieć! Liczyliście na marchewkę?A tu tylko kij...



wtorek, 1 października 2019

Wdowi grosz i łzy sierot... ( Tekst z dnia 1 października 2019 roku)


Kampania wyborcza ma już z górki. A ja, zgodnie z obietnicą, wracam do jej początki. Do pierwszego przemówienia prezesa Kaczyńskiego i do tak zwanego nihilizmu.
W czasie tych kilkunastu lat, odkąd znam medialnie Kaczyńskiego, próbował on obrazić Polaków na wszelkie sposoby. Najpierw nie podobali mu się ci wychowani na podwórku, albo wiejskie nieuki, które siedzą w kawiarenkach komputerowych, bo ich nie stać na własny komputer, piją piwo i oglądają pornusy. Potem poczuł się pan prezes taki silny i zaczął nas wyzywać ze znacznie grubszej rury. Okazało się, że jesteśmy gorszym sortem, elementem animalnym, a niektórzy nawet mordami zdradzieckimi. Ostatnio, wszyscy wrogowie stali się nihilistami, a ten, kto nie jest chrześcijaninem, nie może być także Polakiem.
Panie prezesie Kaczyński, nawet pan nie wie, że posiada Pan super-moc, taką, jaką szczycę się X-meni, albo inne postacie ze świata fantastyki. Tylko tyle, że pańska super-moc, nie jest wytworem ludzkiej wyobraźni, ona jest najprawdziwsza na świecie i istnieje tu i teraz. Ma pan niezwykłą zdolność zamieniania słów brzydkich i obraźliwych w komplementy. I tak całkiem spora grupa Polaków zaczęła być dumna z tego, że jest gorszego sortu, że wychowała się na podwórku, że jest elementem animalnym, a niektórzy nawet szczycą się tym, że są mordami zdradzieckimi. To samo dotyczy tego nieszczęsnego nihilizmu, który w pana ustach miał zabrzmieć jako wielka obraza. Ale to właśnie wtedy wielu z nas zaczęło się zastanawiać, czy nie wolałoby być NIE-POLAKIEM, niż pozostać wyznawcą tej fałszywej, podszytej polityką wiary.
Tamto pańskie wystąpienie z początków kampanii, zbiegło się w moim życiu z lekturą książki autorstwa Frederica Mortel pod tytułem „Sodoma”. Może nie powinnam robić temu dziełu darmowej kryptoreklamy, ale książka jest tego naprawdę warta. Nie jest to dzieło antyklerykalne, nie jest to nawet książka o pedofilii. Wręcz przeciwnie, oparta na prawdziwych relacjach dostojników kościelnych kronika z życia tego specyficznego państwa, jakim jest Watykan, odkrywa nam prawdę, o której filozofom się nie śniło.
Ja, Drodzy Państwo, nie jestem pruderyjna. Dopóki czyjeś życie nie zagraża w jawny sposób mojemu, akceptuje je z całą obfitością inwentarza. Jako wieloletni antyklerykał, wiele prawd o kościele katolickim, a raczej o jego pasterzach, jest mi doskonale znana. A jednak ta książka mnie zszokowała, bo powiązała ze sobą wiele znanych mi wątków.
Nie jestem głupia i od dawna wiem, że tak zwane powołanie kapłańskie, czyli wewnętrzny głos, który nas woła do zostania tak zwanycm sługą, nie pochodzi od żadnego ducha świętego, ani nie jest głosem wzywającego nas boga. Jest ucieczką przed własnym zagubienie, przed brakiem odpowiedzi na zmiany w naszej psychice, na zewnętrzną niezgodę na to, co dzieje się w ludzkim mózgu podczas procesu dojrzewania. Seminarium jest od wieków schronieniem ludzi, którzy odkrywają swój homoseksualizm, którzy nawet nie potrafią tego nazwać, kiedy odczuwają, że nie będą w stanie sprostać normom społecznym, założyć rodziny, spłodzić dzieci. Tacy ludzie, zanim natura pokaże im prawdziwe oblicze problemu, odczuwają swoją inność, jako wołanie boga. Prostym dowodem na tę teorię jest fakt, że ilość powołań kapłańskich spada wprost proporcjonalnie do akceptacji w życiu społecznym osób LGBT.
Byłabym nieszczera, gdybym próbowała robić wielki problem z życia erotycznego kapłanów. Wszyscy dobrze wiemy, że zarówno księża, jak i osoby zakonne obu płci, są normalnymi ludźmi z normalnymi potrzebami. Śluby kapłańskie i zakonne nie są związane z kastracją, a ci, którzy za wszelką cenę próbują ich dotrzymać, stają się psychicznymi wrakami, ludźmi nieszczęśliwymi, agresywnymi ( słynne siostrzyczki w instytucjach opiekuńczych dla dzieci) lub frustratami przebywającymi w zakonach zamkniętych.
Zupełnie inną kategoria jest sam Watykan. Ale i to jest dla mnie do przyjęcia. To, że jest to miasto rozpusty, przewyższające wszelkie czerwone ulice i czerwone dzielnice Amsterdamu, też mnie nie bulwersuje. To, że 5 na pięciu ostatnich papieży, trzech było homoseksualistami.., krzyż na drogę...
Jeśli coś mnie naprawdę szokuje, to skala tego zakamuflowanego życia za murami „świętego” miasta. Nie obchodzi mnie to, że większość dostojników kościelnych zamieszkujących za murami, ma w swoich prywatnych apartamentach miłosnych przyjaciół: kleryków, sekretarzy, gwardzistów lub innych dostojników. Miłość mnie nie bulwersuje. Nie mam także problemu z tym, że ci, którzy nie potrafią znaleźć sobie stałego partnera, korzystają z usług męskich prostytutek. Podobno bardzo dobrze płacą i nie są nigdy agresywni. Dopóki dzieje się to za przyzwoleniem i z woli partnera, mogę tylko przyklasnąć i pogratulować. Niestety, nie zawsze jest tak pięknie. Niektóre eminencje, wykorzystując swoją władze, potrafią iść do seminarium i na podstawie zewnętrznego oglądu wskazać, że ty, ty i ty, macie się stawić u mnie w godzinach nocnych. Robią sobie z kleryków seksualnych niewolników i jest to pewien rodzaj inicjacji do kapłańskiego fachu. Znacznie trudniej jest tym pasterzom, którzy na co dzień nie mieszkają w Watykanie. Pozbawieni przyzwolenia braci, robienia czego dusza zapragnie wewnątrz własnej społeczności, uciekają się często do molestowania dzieci, a ci heteroseksualni często rozbijają rodziny sprowadzając na manowce nobliwe parafianki.
Jeżeli cokolwiek mnie w tej całej sytuacji prawdziwie bulwersuje, to skala... Autor książki udowodnił, że homoseksualizm księży w porywach sięga 85%. I najgorsza w tym wszystkim jest hipokryzja, czyli zwalczanie członków LGBT w środowiskach cywilnych, kiedy jednocześnie w nieograniczony sposób korzysta się z uciech cielesnych w murach Watykanu. Zasada jest taka, że im większym jest ktoś homofobem, tym bardziej prawdopodobne jest, że jest czynnym i wyuzdanym homoseksualistą.
To, co do tej pory napisałam to taka tajemnica, której wszyscy się domyślamy. Ciągle jeszcze obracamy się w sferze spraw, o których większość ludzi wie, ale przymyka na nie oko.
Chcę tu od razu uspokoić Polaków. Nie ma dowodów na to, że Jan Paweł II był homoseksualistą. W plotkach mówi się nawet o jego związkach z kobietami. Papież Polak miał natomiast inną wadę. Owładnęła nim i całkowicie zaślepiła nienawiść! Tak głęboko nienawidził wszystkiego, co mogło przerodzić się w komunizm, że inne aspekty funkcjonowania ludzkości całkowicie mu umykały. Był w stanie popierać zbrodnicze reżimy, by tylko nie dopuścić do głosu rewolucji, nawet, jeśli byłą obiektywnie słuszna. Był też zwolennikiem kościoła archaicznego, takiego na wzór starego testamentu, nienawidził kobiet, nienawidził wolności w ogóle... Smutne? Wydawało WAM się, że to on przyniósł nam wolność od komunizmu? Nie, on tylko chciał zamienić jedne kajdany na drugie.
Zamykał oczy na wszystko, co nie karmiło jego nienawiści! To w czasach Jana Pawła II, pedofile w kościele byli najbardziej bezkarni. To za jego pontyfikatu szerzyła się korupcja w watykańskim banku i włoski kler przenikał się z włoską mafią. To w końcu za jego czasów powstały słynne „legiony Chrystusa”...Trzeba mieć wielki tupet i wyobraźnię, by organizację sensu stricto pedofilską nazwać legionami Chrystusa, że aż czasami człowiek zastanawia się, czy sam Jezus, otoczony dwunastoma apostołami i przygarniający dzieci, nie był homoseksualny i pedofilski zarazem.
Na koniec doszłam do ostatecznej konkluzji, która była dla mnie największym szokiem i zaskoczeniem. Może dlatego, ze nigdy się nad nią nie zastanawiałam... Przypominam sobie z dzieciństwa, jak składaliśmy się na tace na nowy kielich, czy ornat pogrzebowy, dach czy ławki w nowym kościele... I może przez 50 lat mojego życia podświadomie mnie to wkurwiało, że ktoś ograbia ludzi z ciężko zarobionych pieniędzy, by załatwiać własne sprawy, jednak to, co opisuje autor w swojej książce, wrzuciło moje myślenie na zupełnie inne tory... Nigdy bowiem nie zastanawiałam się do końca na co idą te pieniądze. Dzieła sztuki wybitnych twórców, złocone kible, złote sztućce, najdroższe zegarki wysadzane diamentami, koronkowe halki pod komżami od Armaniego, czerwone bokserki, które zaprojektował Gucci, ręcznie szyte papcie z najlepszej skóry, specjalnie robione na zamówienie perfumy... Własne portrety na złotych tronach i w zdobionych gronostajami pelerynach, kalendarze wydawane specjalnie dla Watykanu, na stronach których widnieją zdjęcia ubranych w liturgiczne szaty pięknych mężczyzn w wyzywających pozach, będące często katalogami chętnych do dawania rozkoszy braci spoza muru...  Rydzyk, którego zbytek bogactwa nas tak bardzo kole w oczy, jest w stosunku do tych eminencji mieszkających w Watykanie po prostu biedakiem. To jest nie tylko moralna Sodoma, to jest Bizancjum! Gipiury, purpury, szum pawich piór... Oczywiście nie mam problemu z tym, że ludzie są bogatsi ode mnie, że ciężko pracując mają więcej i żyją zgodnie ze swoim statusem społecznym. Zawsze to powtarzałam, kiedy ktoś wypominał artystom lub piłkarzom, ile wydają na samochody czy fryzjera.
Ale musimy mieć świadomość, że blask Watykanu nie wynika z pracy rąk tych, którzy z niego korzystają. To jest wdowi grosz i płacz sierot!
Kiedy sobie przypomną matkę w kaplicy szpitalnej, która wrzuca 2 złote do puszki modląc się o zdrowie dziecka, kiedy widzę emerytkę, która długo przegląda portfel, by wyskrobać tam coś na tacę, która na co dzień po prostu głoduje..., to chce mi się rzygać.
Czy takie osoby choćby przez chwile pomyślą, że za te parę groszy, które oni sobie odejmują od ust, jakiś arcy-chuj, pójdzie w Watykanie na rzymskie kurwy? Gdyby istniał bóg, spaliłby to miasto, bo nie ma w nim ani jednego pobożnego i ani jednego sprawiedliwego.
Mogę ludziom wybaczyć, że nie wiedzę, mogę także zrozumieć, że ludzie nie przeczytają tej, czy tamtej książki, bo ma 700 stron i nie leży w kręgu ich zainteresowania. Ale nigdy nie wybaczę tym, którzy wiedzą, a mimo to, wolą NIHIL NOVY I CONSTANS.
Nie wybaczę ludziom, którzy wiedzą, ale wolą pozostać w swojej fałszywej wierze i płacić haracz za święty spokój. I mówię to przede wszystkim do pana Kaczyńskiego, ale także do innych polityków z różnych scen politycznych, którzy nie są idiotami, ale w celach politycznych wola idiotów udawać.
Ja urodzona w Polsce, ochrzczona, po komunii i bierzmowaniu, po kościelnym ślubie, która ochrzciła swoje dzieci, chociaż nigdy do wiary nie zmuszała i nie zachęcała... Ja, uważałam to za nieważne, za jakiś pęd, w którym wszyscy tkwimy i szkoda czasu, by się z niego wymiksować...Dzięki takim książkom, dzięki także Kaczyńskiemu, po raz pierwszy w życiu myślę o apostazji. Nie potrafię być członkiem instytucji, w której za pomocą szantażu pobiera się haracz od biedaków, by jakiś obleśny, pozbawiony moralności koleś mógł iść na kurwy albo kupować prezenty zgwałconym podwładnym, aby kupić ich milczenie. To się po prostu kłóci z moim systemem wartości panie Kaczyński i mogę być dla pana nihilistką lub czym pan chce, mogę być nie-Polską, skoro polskość musi być przyszyta do tego syfu!
Ja, kobieta która nie wierzy w boga sprzedawanego nam przez kościół, mam ten luksus, że nie muszę się od niczego odzwyczajać. Od dawna nie chodzę do kościoła. Ale jeśli ktoś ma potrzebę wierzyć i opierać swe życie o jakiś system wartości z innego wymiaru, o jakiś dekalog, powinien poczuć się zdrajcą swojego boga zawsze, kiedy przekroczy próg kościoła, zawsze, kiedy daje coś w ofierze pasożytom.
Pewnie w życiu czeka mnie jeszcze nie jedna lektura na ten temat. Większość z nich potwierdza moje podejrzenia. Kiedyś sygnalizowano to wszystko w literaturze pięknej, w takich dziełach, jak „Imię róży”, czy „Królowie przeklęci”. Można było je traktować poważnie lub nie, bo literatura piękna jak wiadomo jest fikcją literacką. Ale dziś mamy wystarczająco wiele dokumentów opartych na faktach, które nie są już wytworem wyobraźni autora. Mówię to do wszystkich tych polityków, którzy niezależnie od poglądów, nie mają odwago zaatakować fałszu i kłamstwa. Nic nie jest tego warte, ani kariera, ani dobrobyt, by żyć w tej zakłamanej rzeczywistości, gdzie największym homofobem jest homoseksualista, który za pieniądze ciemnego ludu prowadzi hulaszcze i niemoralne życie.







Marian wybawca. ( Tekst z dnia 10 grudnia 2019 roku.)

Halo! Polacy! Halo! Jak się WAM żyje w czarnej dziurze? Pytam, jako osoba, która jest zawieszona gdzieś pomiędzy WASZYM, a normalnym świat...