środa, 13 listopada 2019

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)


Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą, lansik Dudy, ślubowania... O 18:35 wyszłam z psem. Było już po głosowaniu, a zarządzona 20-to minutowa przerwa zakończyła się dawno. Po prostu nie wytrzymałam! Ile czasu, można kurwa przeliczać 100 kartek. Ale kiedy wróciłam, liczyli nadal, a napięcie było tak wielkie, że aż trudno było oddychać. Aż wreszcie wyniki. Jest! Nikt się nie złamał, nikt się nie wyłamał, pomimo obiecywanych przez PIS złotych gór, a także pomimo gróźb. Wręcz przeciwnie. To posłanka niezależna, teoretycznie związana z PISem oddała głos nieważny. Mina Karczewskiego wynagrodziła nam cały ten zakręcony dzień. No cóż Panie senatorze, miło jest przegrywać, kiedy się nie może powtórzyć głosowania?
Ktoś napisał, że na marszałka Senatu kandydowało dwóch lekarzy, dwóch chirurgów, dwóch facetów, ale ja różnica klasy. Dokładnie! Zupełnie inna półka. Nie znałam wcześniej Pana Profesora Grodzkiego. Ale w 5 minut mnie do siebie przekonał. I miło, że został wybrany właśnie on, a nie jakiś zatwardziały i znany polityk. Bardzo mnie to wczoraj wzmocniło, bo to dowód, że gdzieś, pod polityczną skorupą opozycja ma ukrytych ludzi z jajami, charyzmatycznych, kulturalnych i konkretnych. Zakochałam się politycznie od pierwszego wrażenia.
Ale zanim przyszedł ten miły moment naszego!!! zwycięstwa, cały dzień wystawiano nasze zdrowie na wszelkiego rodzaju próby. Zafundował nam to nowo wybrany Sejm.
Zawsze zastanawiałam się, kogo najbardziej nie trawię z PISowskiego chlewika. Na podium zawsze stał Błaszczak, ale także Brudziński za bezczelność, Kępa za styl przekupki, Pawłowicz za niechlujstwo, Kaczyński za podłość, Duda za brak charakteru i tak dalej i tak dalej. Każdy po kolei, kto akurat w danym momencie przemawia budzi moje obrzydzenia. Czytałam wiele opinii na temat wczorajszych wystąpień Macierewicza i Dudy.
Na początku zdawało się, że chociaż dziś będzie spokojnie. Pan Macierewicz normalnie wszedł ma marszałkowski podest, Przywitał się, a nawet bez pomyłki i ze spokojem trzy razy walnął laska o podłogę. Niestety, już podczas powitalnego przemówienia wszystko wróciło do normy. Marszałek senior pomylił mównicę sejmową z amboną, albo nagle się poczuł, jak na imieninach u ojca inwestora. Przestał mówić o Polsce, o roli Parlamentu, który powinien reprezentować wszystkich Polaków. Od razu z góry, bez pytania kogokolwiek o zdanie, pojechał wątpliwą polską chrześcijańską tradycją, genderem i czystkami ideologicznymi. Ale kiedy zaczął mówić o Konstytucji, to mi się już na dobre zapaliła czerwona lampka. Czyżby za słabe leki zaaplikował mu Kaczyński? I znowu cały czar tej uroczystości prysł i wszyscy się obudziliśmy przypominając sobie, gdzie jesteśmy i w jakich ramach czasowych. Panie Macierewicz! Larum grają! Papierz dąży do tego, by żonaci faceci mogli składać śluby kapłańskie i zakonne. Nie ma żadnych przeszkód, by tam się pan zgłosił! W pana wieku, to już bym panu odpuściła seminarium. Za szczególne zasługi, jak dla mnie, mogą razu dać panu czerwoną czapeczkę. I wtedy będzie pan mógł dalej tak pierdolić, jak wszyscy pańscy przyjaciele w czerwonych czapeczkach! Tu jest Sejm Rzeczpospolitej, nie kurwa jakiś odpust u Rydzyka!
Czy Pan Macierewicz mnie zdenerwował? Trochę, może...w kontekście, że to był dzień po narodowym święcie, które już od dawna przypomina raczej kościelną procesję, na której młodzi, niewinni ludzie z rodzinami przeszli ulicami Warszawy z kurwami, chujami i jebaniem na ustach. Wszystko ku chwale Ojczyzny, matki boskiej, w obronie chrześcijańskiej kultury. Słownictwo wprost zapożyczone ze starego testamentu. W tegorocznych zachowaniach marszu narodowców nic mnie właściwie już nie zdziwiło. Rok w rok te same hasła i ci sami głupcy. Nadzieje budzi to, że marsz był co najmniej o połowę mniejszy od tego w zeszłym roku. Nie zaskoczyły mnie także przed-marszowe przemówienia. Nienawiść, nienawiść, nienawiść i jeszcze nienawiść. I miłość, miłość, miłość do Watykańskich najeźdźców. I z tego wszystkiego uderzyło mnie tylko jedno zdanie wykrzyczane przez przewodniczącego marszu: Biskupi, nie bójcie się! My WAS obronimy!
Nie dziwcie się, że kościół robi w Polsce co chce! Nie dziwcie się, że złodziej arogant i pijak w sutannie czuje się w Polsce bezkarny, a inny ordynarny homofob, pewnie ukryty gej, dyktuje nam zasady moralne. Przecież nikt tego zdania nawet nie skomentował! Nawet nikt nie zauważył, że pewna grupa Polaków manipuluje tłumem, by zapewnić bezkarność pedofilom.
Tak więc wróciliśmy do codzienności, zarówno na ulicy, jak i w Sejmie, warunki będzie nam dyktować fundamentalizm chrześcijański, a nie prawo i KONSTYTUCJA.
Biedna ta Polska bardzo, szczególnie, kiedy ma takiego prezydenta, który zmienia oblicze w zależności od warunków. Nie trudno się domyślić, że zmiana o 180 stopni charakteru przemówień Andrzeja Dudy, związana jest z kampanią wyborczą.
Mówiąc szczerze, Duda mnie wczoraj co najwyżej rozśmieszył. Ja się chyba uodporniłam na Dudę. Podejrzenie, że jego przeciwniczką w wyborach będzie Pani Kidawa- Błońska sprawiło, że musiał zrezygnować z retoryki „zwarcia”, na rzecz głoszenia pokoju i pojednania. Zbladł przy tym bardzo, bo chyba w głoszeniu pokoju nie czuje się zbyt mocny. A kiedy wyskoczył do posłów z wyciągniętą dłonią na zgodę, parsknęłam śmiechem. Uściskał dłoń Schetyny, Kamysza, ludzi lewicy...Kurwa, kto by przypuszczał ile można zrobić dla utrzymania stołka pod dupą?! Ile można zrobić, żeby przez następne 5 lat pozostawać NIKIM.? Jedno, co pozytywne wynikało z tego przemówienia, to fakt, że Andrzej Duda, ku swojemu zaskoczeniu zrozumiał po 5 latach, że...Polska jest jedna, co z radością wszystkim ogłosił. A od kiedy, panie prezydencie? Kiedy pan zmienił zdanie? A co z dojną Ojczyzną?, pójdzie w zapomnienie, czy powróci po wyborach?
I tu zmierzam powoli do konkluzji. Po tych czterech latach oglądania tych fałszywych mord w swoim telewizorze, wcale mnie nie skręca, kiedy widzę Kaczyńskiego, zobojętniał mi też Duda, a reszta nie pokazuje się na tyle często, bym mogła się nabawić wrzodów na żołądku.
Ale kiedy wczoraj na mównicę wszedł Mateusz Krzywamorda, od razu miałam skręt kiszek. Jest chyba najgorszą polityczną gnidą ostatnich 4 lat. No, ten potrafi człowieka wkurzyć. Każde, dosłownie każde słowo to kłamstwo. Sukces goni sukces, manna leci z nieba, kraj płynie mlekiem i miodem i wszyscy nas kochają. A do tego wszystkiego rząd dobrej jebanej zmiany dołożył pieniędzy! o kilkadziesiąt procent na służbę zdrowia, szkolnictwo i kulturę. No to gdzie kurwa są te pieniądze, bo chorzy w szpitalach jedzą chleb ze smalcem i ogórkiem na śniadania, nauczyciele przymierają głodem, a kultura zamienia się w jedno wielkie disco-polo, spychając na margines ambitnych i wartościowych twórców. Może tak naprawdę te fundusze dbają o zdrowie wyłącznie ojca Rydzyka, o jego uniwersytet dla nawiedzonych i niemotów, którzy nie dają sobie rady na innych uczelniach, a kulturę się uprawia wyjąc pieśni kościelne na pielgrzymkach?
Nikt mnie tak nie doprowadza do szału, jak Morawiecki.., zapluta, zakłamana morda! A to, jak potraktował wczoraj Panią Witek, jak ignorował jej prośby i uwagi, to jest po prostu poniżej wszelkich granic! Żadnego szacunku do kobiety, żadnego szacunku w końcu do drugiej osoby w państwie! Nawet się chuj nie odwrócił, by powiedzieć przepraszam!, przepraszam, ale muszę dokończyć. Po prostu ją spuścił w kiblu publicznie! Kultura porażająca! Skąd się takie indywidualności, wykształcone, z dobrych domów, a chamstwo pełną gębą, skąd oni się biorą i to w takich ilościach?
Nawet sobie nie wyobrażam, że ten kłamliwy pajac będzie mi wyzierał z telewizora przez kolejną kadencję!, będzie nas jeszcze 4 lata powalał swoimi wystąpieniami.
Trudny był wczorajszy dzień, ale go szczęśliwie przetrwaliśmy. Mam wrażenie, że będziemy te dni po prostu liczyć i z każdego z nich się cieszyć. Bo Polska jest jak pacjent w śmiertelnej chorobie, dla którego każdy dzień, kiedy jeszcze utrzymujemy przewagę w Senacie, kiedy nikt nie zdradził, nikt się nie dał kupić, jest po prostu bezcenny.
Na zakończenie chciałam serdeczni podziękować wszystkim tym posłom, którzy ślubowali wczoraj licząc na swoje własne siły, nie oddając się w strachu, że sami nie podołają zadaniu, w ręce jakiegoś boga. Szczególne dziękuję tym, które odważyli się w tym siedlisku żmij ślubować na KONSTYTUCJĘ. Jestem dumna, bo wśród tych, którzy nie wzywali boga na daremno, większość stanowiły kobiety. Teraz jestem pewna, że to do nich będzie należała przyszłość.





3 komentarze:

  1. Całkowicie się z Panią zgadzam co zdarza mi się b.często.Dla mnie ten dzień też był cięzki ale wieczorem przyszła ulga i radość.Liczę na więcej takich dni z promykmi nadziei.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witek odważyła się zwrócić kilka razy uwagę Mordzie , ciekawe jak długo będzie marszałkiem ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Witek odważyła się zwrócić kilka razy uwagę Mordzie , ciekawe jak długo będzie marszałkiem ?

    OdpowiedzUsuń

Rząd działający pod przykrywką. (Tekst z dnia 5 grudnia 2019 roku)

Mam bana! Nic to dla WAS nowego, dla mnie też nie. To efekt mojego wczorajszego postu. Mam najwyraźniej jakiegoś wielbiciela, który bezust...