środa, 29 stycznia 2020

W geście dobrej woli... (Tekst z dnia 29 stycznia 20120 roku)


Bardzo, ale to bardzo współczuję niepijącym alkoholikom, bo ja widząc Ziobrę, Wójcika lub młode gnidy z ministerstwa sprawiedliwości odczuwam głód alkoholowy i mam ochotę się po prostu napić. Tego się nie da na trzeźwo wysłuchać.
Minister Wójcik, oprócz innej sterty bzdur stwierdził, że ustawa kagańcowa nie jest ustawą kagańcową, że wbrew przeciwnie, zdejmuje kaganiec z obywateli. Natychmiast poleciałam do lustra. Nie zauważyłam w swojej gębie żadnej zmiany. Nie przypominam też sobie, by przez ostatnie 30 lat, niezależnie czy na trzeźwo, po poimprezowo, wypoczęta lub zmęczona, zobaczyła na niej jakikolwiek kaganiec. No może było kilka takich momentów, kiedy się wirtualny kaganiec pojawił. Na przykład, kiedy bardzo trudno było ukarać policjantów, którzy zamordowali Igora Stachowiaka, kiedy ginęły nagrania z różnych nielegalnych akcji PISu, albo kiedy przypadkiem uszkodziła się płyta z monitoringu na której był zarejestrowany wypadek Beaty Szydło. Wtedy faktycznie chciało mi się wyć i czułam, że ktoś mi knebluje usta. Ale ten kaganiec pojawiał się chwilowo i dopiero podczas rządów PISu. Wcześniej nie miałam takiego poczucia.
Ale prawdziwe katharsis spadła na mnie po konferencji ministra Ziobro, po spotkaniu z Verą Jourovą. Szczyt bezczelności został bowiem przekroczony. Poczułam się tak, jakby w Polsce przestępca nagle dostawał uprawnienie, by stawiać warunki prokuratorowi: Panie prokuratorze, przestanę kraść lub mordować pod warunkiem, że mnie pan w dupę pocałuje...
Ziobro nie jest wybitnym prawnikiem, ale jest wiernym partyjnym aparatczykiem. Zrobi wszystko, by mu nienależnej pozycji nie odebrano. Ale musi to wreszcie zrozumieć, że przez rządy PISu, Polska straciła zdolność do negocjacji, że on nie może już stawiać żadnych warunków! On może tylko pokornie z podwiniętym ogonem podać się do dymisji i zniknąć. To jest jedyna rzecz, która może zrobić dla społeczeństwa, zanim dobierzemy mu się do dupy. Może wszystko co do tej pory uczynił podrzeć i wrzucić do kosza, a wtedy może, za jakiś czas, UE znowu zacznie Polakom ufać.
Jeżeli pan Ziobro naprawdę chce okazać gest dobrej woli, to niech spakuje swoich wybitnych ministrów, razem z tym bezczelnym młodym narybkiem i niech wypierdala na bezludna wyspę by wprowadzać tam swoje reformy. Chociaż obawiam się, że szympansy słysząc te bzdury pospadają z drzew ze śmiechu. Nie rozumiem więc, dlaczego intelekt polskiego społeczeństwa ocenia się gorzej, jak intelekt innych naczelnych, nie ludzi, a przecież małp do kurwy nędzy!
Po drugie! Jakim prawem minister Ziobro udostępnia publicznie jakieś programy wyborcze Platformy Obywatelskiej dodając do nich swoją pokrętna interpretację? Chce powiedzieć społeczeństwu, że z braku własnych pomysłów, ukradli pomysły innej znienawidzonej partii? A jeśli już pan Ziobro chce tak bardzo stanąć w prawdzie, może pokaże członkom UE skrywany w głębokiej tajemnicy faszystowski i autorytarny projekt konstytucji, który czeka w archiwum na odpowiednią większość w parlamencie, żeby go wprowadzić. Powoływanie się na cudze projekty, na cudze słowa, interpretowanie ich na własny użytek, porównywanie PISowskich reform do stanu prawnego w Niemczech lub innych krajach o zupełnie innej kulturze demokratycznej, uważam za bezczelność, którą zapewne dostrzegają przywódcy Unii. I jeśli się komuś wydaję, że pozowanie do zdjęcia w uścisku dłoni z unijną komisarz coś tu pomoże, to nie będzie się łudził zbyt długo. Polska, jeśli będzie miała jakikolwiek wpływ na europejską politykę, to jej postawa sprawi, że Unia wprowadzi wreszcie system karania za łamanie praworządności, demokracji i umów międzynarodowych. I Polacy, bo nie rząd, któremu nigdy niczego nie zabraknie, to Polacy będą ofiarami tych nowych regulacji. Będą ofiarami rządów, które interes obywateli położyły niżej, niż ksenofobiczne fobie. Nie będzie nam więc nikt w obcym języku kurwa, pieniędzy unijnych przyznawał...



niedziela, 26 stycznia 2020

Niby-kurwa-landia... (Tekst z dnia 26 stycznia 2020 roku)


Słucham, słucham i uszom nie wierzę. W poważnym państwie z tysiącletnią tradycją, będącym prekursorem tolerancji i ustaw konstytucyjnych, walczącym skutecznie o wolność i demokrację w różnych okresach swojej historii, nagle coś się totalnie popierdoliło. Oto przyszła dziwna władza, a nasze realne państwo zniknęło. Nagle mamy niby-Trybunał Konstytucyjny, niby-Sąd Najwyższy, który wydaje niby-wyroki, których nie trzeba respektować, tak zresztą, jak wyroków innych sądów. Mamy nielegalny KRS, który rekomenduje do pracy niby-sędziów, których w końcu zatwierdza niby-prezydent.
Ten, kto wymyślił bajkę o Nibylandii, może się czuć usatysfakcjonowany. Bo oto jego sen stał się nieoczekiwanie jawą.
Żyjąc w polskim amoku, między pracą zawodową, przedszkolem czy szkołą dzieci, a ogromem domowych obowiązków, wydawało mi się, że stereotypy narodowościowe już dawno się przedawniły. Dopiero wyjazd z kraju i szersza perspektywa pokazały, że są one nadal aktualne i żywe. Nie miałam się okazji przekonać czy Szkot jest naprawdę skąpy, czy Anglik musi wypić herbatę o 17-tej, ale wiem na pewno, że Hiszpan jest naprawdę leniwy i jest w stanie włożyć bardzo dużo wysiłku, by się nie napracować, a Polak, no cóż, Polak będzie tak długo kombinował, aż wkurwi złotą rybkę i wszystko, co zostało mu dane po prostu spierdoli. To, że jesteśmy kombinatorami i złodziejami niestety się sprawdza, że nie jesteśmy w stanie wyjść z pracy, by czegoś ze sobą w teczuszce nie zabrać, nie ważne, potrzebne czy nie, że jeśli możemy ominąć przepisy i odnieść choćby minimalną korzyść, ale czujemy się, jak bohaterowie, bo znowu kogoś zrobiliśmy w chuja, to wszystko jest naprawdę mało ważne. To, że jesteśmy notorycznymi pijakami, którzy pracują cały tydzień tylko po to, by w piąteczek tygodniówkę przejebać na alkohol.., nie mój interes. Wasza kasa, wasza decyzja. Najgorsze jest to, że od tysiąca lat strzelamy sobie regularnie w stopę, i że tak naprawdę żyjemy w jakimś amoku, w jakimś zaklętym kole z którego nie jesteśmy się w stanie wyrwać.
Wystarczyło nam 30 lat, by z kraju, który dostał największą w swej historii szansą zrobić pierdoloną NIBYLANDIĘ, kraj, w którym nie wiadomo, co jest co, i co jest naprawdę a co na niby.
No dobrze, teraz mamy chaos w sprawie sądów. Nic nie jest ani pewne, anie prawdziwe, a każdy organ państwa ciągnie swój narożnik w swoją stronę wywracając do góry nogami jakąkolwiek hierarchię ważności. Tym sposobem takie zero, jak Ziobro, magister prawa w randze ministra może podważać wyroki Sądu Najwyższego. Ale zastanówcie się, co będzie, kiedy ta ułuda wedrze się w inne dziedziny życia. Mamy zresztą już w tej chwili wiele symptomów, że Nibylandia króluje nie tylko w wymiarze sprawiedliwości. Bo jeśli debil dostaje doktorat, to nie może się zdarzać w prawdziwym państwie. Od czasów reformy oświaty wiemy, że mamy niby-system oświaty i niby-program nauczania. A dowodem jest fakt, że ktoś zdobył się na wydanie i sprzedaż podręcznika, jak skutecznie dawać wpierdol dzieciom, by je złamać, upokorzyć i zmusić do posłuszeństwa, a jednocześnie uniknąć kary za maltretowanie. Ten, kto to arcydzieło wydał powinien od razu zostać aresztowany i ukarany. Ale nie, nie w Polsce, gdzie agresja jest cnotą katolicką.
Wyobraźmy sobie, a ostatnie 5 lat pokazały, że to nie jest niemożliwe, dyplomy lekarskie będą dostawać niby-lekarze. No co? Skoro Jaki może dostać doktorat, to wszystko jest możliwe. Że niby-chirurg będzie robił niby-operacje na otwartym sercu, a niby farmaceuta będzie nam sprzedawał niby-leki. Niby-policjant będzie niby-łapał morderców, a my będziemy niby-rodzicami swoich niby-dzieci.
Okazuje się, że w Polsce możemy mieć niby-Konstytucję, której nikt nie przestrzega, a więc wszystko jest już możliwe.
Nigdy, nawet żyjąc sporą część mojego życia w komunie, nie przeszło mi przez myśl, że wszystko może być tak bardzo postawione na głowie. Że możemy znaleźć się w rzeczywistości, gdzie nic nie jest pewne i gdzie nie ma żadnych reguł, że nie będziemy respektować prawa nie tylko krajowego, ale także międzynarodowego.
Donald Tusk mówi, że marzeniem Kaczyńskiego jest wyjście z UE. Ja myślę, że dla dobra ludzkości powinno się nas natychmiast z tej Unii wyrzucić. Tolerowanie tego, co się dzieje w Polsce może obudzić podobne złe moce w innych krajach, jest szkodliwym przykładem bezkarności.
To źle, że tak mówię o własnej Ojczyźnie? Być może, ale to dowód, że ona jeszcze żyje resztkami sił. Bo tylko o umarłych mówi się dobrze, albo wcale. Ale tak naprawdę, naprawdę nie chcę, by ta Nibylandia rozlała się na Europę i na cały świat. W Polsce jest ona już obecna i staje się coraz silniejsza w swej głupocie i podłości. Tylko tyle, że bajkowa Nibylandia miała, jak większość światów, zalety i wady, a jej czarodziejska moc pozwalała na zło, ale także na zaczarowane dobro. A kapitan Hook, był tylko nieszczęśliwym i samotnym starcem, którego nikt od dawna nie obdarzał miłością. Tamta Nibylandia była wierna normalnym ludzkim uczuciom. Nasza Nibylandia generuje tylko zło. A nasz kapitan Hook też jest niedowartościowanym starcem, ale oprócz tego jest prawdziwym skurwysynem, który nie liczy się z nikim i z niczym. I wcale nie przytulania mu brakuje najbardziej. Brakuje mu władzy. Władzy za wszelką cenę. On zniszczy nasz kraj, zniszczy i to było widać już od chwili, kiedy się pojawił na scenie politycznej...Ten starzec, ten szkodnik, ten narcyz, który tylko siebie kocha i tylko siebie wynosi na piedestały.



sobota, 25 stycznia 2020

Kim jesteś, by sprzątać mój dom? ( Tekst z dnia 25 stycznia 2020 roku)


Ja przepraszam, że drugi raz z rzędu o Dudzie i do Dudy. Ale gdyby człowiek, którego przypadkiem jesteśmy zmuszeni nazywa prezydentem nie napisał tego listu, mój wczorajszy post byłby zupełnie inny. W końcu zbliżają się wybory prezydenckie i w tej sytuacji wszystko wchodzi na inne obroty.
Wspomniałam już w poprzednim poście, że na ostatniej prostej Andrzej Duda unika spotkań międzynarodowych , Jeździ na Śląsk i na Podkarpacie, gdzie spotyka przyjaciół i bezsensownie klaszczących klakierów. 
...Ty głupcze pełen pychy. Tam możesz wygłaszać swoje faszystowskie tyrady! A my musimy tego słuchać i nawet nie mamy okazji, by rzucić ci w twarz, że nie wszyscy się z tobą zgadzamy, że nie mówisz na naszym imieniu, że Polska jest pełna mądrych ludzi, którzy sobie nie życzą tych wrzasków...
Andrzeju Dudo...Ty? Chcesz sprzątać mój dom?, nasz dom? Sprzątać z czego lub kogo? Dziś wyrzucasz poza nawias niezawisłych sędziów, a kto będzie następny? Jaka grupa społeczna, a może narodowa? Aż trudno uwierzyć, że tak cię wzrusza holokaust i historia obozów koncentracyjnych. Bo jeśli chcesz posprzątać nasz dom to i te piece gazowe mogą ci się jeszcze przydać i getta dla niepokornych. Naprawdę jesteś tak głupi, by nie wiedzieć, jak to się zwykle kończy? Gruz, ruiny, wróg u bram...kulka w łeb... Może ci tą kulkę załatwić zanim zaczniesz sprzątać nasz dom z jego obywateli i zanim doprowadzić do katastrofy? Może warto poświecić ciebie, zanim namówisz nas byśmy się wzajemnie mordowali?!
Od kilku dni włączając telewizor ciągle widzę tę twoją wypasioną na kaczym chlebie, spoconą mordę z wyrazem pogardy, i zastanawiam się, po co to robisz? Dla władzy? Przecież ty nie masz żadnej władzy! Kim jesteś, by się ośmielić sprzątać w mojej Ojczyźnie? Odpadem społecznym?!, pomyłką historii?!, śmieciem, hybrydą podłości swojej partii i głupoty społecznej?! Najpierw posprzątaj sobie w tym zakutym łbie, w którym się gówno przelewa. Jesteś tylko odbytem swojej partii, któremu pozwolono głośno wyrzucać śmierdzące gazy. Nic nie znaczysz ani dla swoich ani dla innych. A miałeś wybór! Mogłeś być niezależny! Wystarczyło nie łamać prawa i najpierw przeczytać to, co podpisujesz. Mogłeś zasłużyć na nasz szacunek, bo społeczeństwo potrafi docenić prawdziwego prezydenta, nawet jeśli pochodzi z podejrzanej partii. Przykładem jest Aleksander Kwaśniewski, były komuch, prezydent z klasą na miarę naszych czasów.
Wybrałeś, co wybrałeś. Tylko tyle, że Kaczyński może nie dożyć sądu społecznego, a ty będziesz w tym pałacu tylko 2 kadencje i radzę ci, byś potem jak najszybciej spierdalał zanim cie dopadniemy.
Czasami to nawet jest mi ciebie żal widząc, jak bardzo nisko może upaść człowiek.
Niestety, mam wrażenie, że następne wybory jeszcze wygrasz, bo za dużo jest w tym kraju ślepców. Ale przyjdzie dzień, że przejrzymy na oczy. Nie będą nam faszyści w naszym domu sprzątać. Bo nasz dom jest czysty, i mieszczą się w nim wszyscy, nawet, jeśli niektórzy już sobie zasłużyli na trybunał stanu. Mamy nawet dla takich jak ty w naszym kraju miejsce. Miejsce, gdzie będziesz mógł w zadumie i spokoju przemyśleć swoje życie i odpokutować. I będzie to miejsce dla ciebie bezpieczne, znacznie bardziej niż gdybyś chodził po ulicy.



piątek, 24 stycznia 2020

Ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie... ( Tekst z dnia 24 stycznia 2015 roku)


Chciałam dziś jeszcze raz uważnie przeczytać list Dudy w sprawie ogólnie mówiąc II wojny światowej skierowany do???? chyba światowych mediów i Izraela. Wbiłam więc na Google temat: List prezydenta i wyskoczyło mi bardzo wiele stron. Na przykład: List Prezydenta do Olgi Tokarczuk, list do Rydzyka czy list do sędziów... O, zostałem zaskoczona. Nie wiedział, że z niego taki pisarz listów. Może ma to jakieś uzasadnienie. Bo jeśli gratuluje Oldze Tokarczuk, a media prawicowe się tym nie pochwalą, to zostanie spełniony niemiły obowiązek pogratulowania noblistce, a suweren i tak się o tym nie dowie. W drugą stronę działa list do Rydzyka. Gratulacje bardzo szczere zostały złożone, Dupa ojca inwestora serdecznie ucałowana, a żadna telewizja nie odnotowała wizyty prezydenta w Toruniu i pozycji na klęczkach.
Ale dosyć wstępu, zajmijmy się tym właściwym listem.
Miło, że Pan Duda czasami przestaje wrzeszczeć, chwyta za pióro nie tylko po to, by jakąś głupotę podpisać, ale by w kulturalny sposób wyrazić swoje zdanie. Można się spierać co do treści i prawdy historycznej, która została chyba dość prawidłowo nakreślona i nie widzę z okazji upamiętnia holokaustu potrzeby, by uczciwie wyznawać polskie grzechy w kwestii unicestwiania żydów. Jedna rzecz razi mnie najbardziej. Ktoś tak wysoko wykształcony powinien wiedzieć, że nie istnieje naród żydowski, bo nie istnieje narodowość żydowska. Nawet zasady ortografii nie wymagają, by słowo „żyd” pisać wielką literą, tak, jak nie piszemy słowa katolik, a większość tych żydów było Polakami lub obywatelami innych krajów.
To, że pan Duda napisał nie głupi list, aż trudno uwierzyć, że to jego dzieło, nie zmienia faktu, że jest zwyczajnym tchórzem, który mimo zaproszenia nie pojawił się na obchodach upamiętniania holokaustu. Pewnie obawiał się, że jeśli przyjdzie mu na gorąco komentować słowa Putina, bez wytycznych z Nowogrodzkiej, nie będzie w stanie sobie z tym poradzić.
A Putin zachował się dyplomatycznie. Nie powiedział ani jednego słowa, które mogłoby przynieść uszczerbek na honorze Polaka.
Komentarz Dudy, że się bardzo cieszy, iż na spotkanie nie pojechał, bo nikt nie wspomniał wielkiej roli Polski walczącej na wszystkich frontach, przez co historia została zmanipulowana, jest nieprawdą i błędem. Owszem, każda sroka swój ogonek chwali, a więc Putin mówił o Armii Czerwonej, Macron o francuskim ruchu oporu, a vice... USA Mice Pence twierdził, że losy wojny przesądziło dołączenie się do niej jego kraju. Chciałabym jednak wspomnieć, że zarówno Putin wymienił wśród ofiar obozów koncentracyjnych Polaków, a vice prezydent USA wspomniał o niszczeniu kultury polskiej przez zmianę nazw polskich miast. To, że nic więcej o Polsce nie mówiono, jest efektem tego, że Pana Dudy na spotkaniu nie było. Chciałabym także podkreślić, że pomimo, iż Polacy walczyli rzeczywiście na wszystkich frontach, nasz udział w tej wojnie nie był decydujący. I pomimo naszych niechęci musimy to przyznać, że największy wpływ na losy wojny miał front wschodni i wojsko radzieckie. Nie dlatego, że byłą to świetna jakościowo armia dysponująca nowoczesnym sprzętem, ale dlatego, że Stalin swoich własnych żołnierzy traktował, jak mięso armatnie. Nie wolno było się cofać, trzeba było zwyciężać za wszelką cenę. To wielkość armii, a nie jakość miały znaczenie.
Szkoda, że Pan Duda nie zechciał brać udziału w uroczystościach w Izraelu, bo prawda jest niestety taka, że nieobecni nie mają głosu. Ale cóż, pokonała go pycha i strach, że będzie musiał odpowiadać na pytania na schodach. Niestety, Duda nie ma mentalności męża stanu, która wymaga skromności i rozwagi. Założę się, że z odpowiadaniem na pytania w dowolnym miejscu nie miałby żadnego problemu premier Kanady, jeden z najbardziej szanowanych przywódców na świecie. Prezydentowi Francji nie przeszkadzało wywalić izraelskich policjantów z własnego kościoła. I nikt mu się kazał za to przepraszać i nikt go nie wezwał do MOSADu na dywanik, jak naszych ministrów, którzy poszli za daleko w jednej z patriotycznych ustaw. Pan Duda doskonale wie, że tu w kraju może się nadymać i grać bohatera. Prezydent jest niestety tchórzem, który jeździ na Śląsk i Podkarpacie, spotyka się wyłącznie z przyjaciółmi, gdzie nie musi się zmierzyć z prawdą.
Burzymy się strasznie na Putina, który nas posądza o współpracę z Hitlerem.. Sami też oskarżamy Rosję o podpisywanie paktów o nieagresji z faszystowskimi Niemcami. Nikt się nad tym nie zastanawia, że Hitler był pierwszym takim psychopatycznym przywódcą, że gdyby ktokolwiek wtedy przewidział do czego doprowadzi, nie tylko by się z nim nie układał, ale zatłukłby go własnymi rękami w ciemnym zaułku. Nikt tego nie przewidział, że może kogoś, jakiś naród być stać na taką podłość. Znacznie bardziej straszne jest to, że dziś, kiedy o tym już wiemy, tolerujemy jakieś faszystowskie hasła i kult III Rzeszy, doskonale wiedząc, jak to się zakończy.
Jeśli mogłabym coś poradzić Andrzejowi Dudzie, to niech sobie obejrzy wystąpienie prezydenta Niemiec na tych uroczystościach.
Jak długo będą nasz naród reprezentować śliskie indywidua, które będą lawirować i zamazywać historię? Potrzebujemy kogoś, kto będzie miał jaja i tak jak prezydent Niemiec powie wprost: To my Niemcy to uczyniliśmy, to w moim kraju urodziło się to zło, którego nigdy nie zdołamy naprawić...


środa, 22 stycznia 2020

Ja to mam szczęście... ( Tekst z dnia 22 stycznia 2020 roku)



Jak wiecie, mam spore zaległości w komentowaniu bieżących spraw. Zacznę jednak od bardzo ogólnej oceny sytuacji. Ocena ta wiąże się z kilkoma zbiegami okoliczności. Czasami to naprawdę trudno uwierzyć, że to są zwyczajne przypadki, a cały świat nie pracuje w pocie czoła na korzyść Kaczyńskiego. Nawet katastrofa w Smoleńsku uratowała dupę upadającej i rozpadającej się partii PIS! Śmierć prawie 100 osób tknęła nowe życie w tę partię. Kaczyński jest urodzony w czepku i może nam się ciągle śmiać w twarz powtarzając: Ja to mam szczęście...
Za każdym razem, kiedy jakaś gruba PISobska afera zaczyna powoli budzić społeczeństwo, kiedy zaczyna się palić grunt pod PISowską dupą, od razu nadciąga Putin, Trump, albo jakaś inna światowa kurwa.
...A było już tak pięknie. Sprawa Mariana Banasia zaczynała się powoli przedzierać do ludzkich umysłów, bo była naganna nie tylko finansowo ale także moralnie. Osobisty konflikt szefa NIK z PISem sprawiał, że politycy tej partii próbowali za wszelką cenę dobrać mu się do dupy. W zamian za to on ujawniał ich przekręty. I w ciągu najbliższego pół roku mogłoby być po PISie pozamiatane, nawet, jeśli Banaś dostałby status świadka koronnego albo poszedł na dno z tę partią.
Ale wtedy wyskoczył Putin z oskarżeniami o współudział Polski w wywołaniu II wojny światowej. No i nasz głupi, nacjonalistyczny umysł natychmiast zapomniał o Banasiu. A w podgrzewaniu tematu wzięły udział wszystkie! media.
Problem polega na tym, że zdanie Putina na temat historii Polski ma po 80-ciu latach znaczenie podobne do zdania szympansa na bezludnej wyspie, który nigdy o Polsce nie słyszał. Jest to dla mnie niezrozumiałe, że kolejne rządy, społeczeństwo i media nie chcą za żadną cenę zrobić jedynej rzeczy, która by mogła Putinowi zrobić przykrość. ZIGNOROWAĆ!!! On przecież czekał na naszą reakcję, na nasze obrażone miny, bo to go nakręca, kiedy cały świat o nim mówi. A my, jak takie posłuszne pajacyki na sznurku dajemy mu powód do triumfu.
Ale kiedy sprawa Putina zaczęła schodzić na plan dalszy, wszechświat stwierdził, że nie możemy przypomnieć sobie o Banasiu. Na pomoc został wysłany inny debil z równie rozdmuchanym ego.
Kiedy Donald Trump zaczął prowadzić negocjacje z Północna Koreą, pomyślałam sobie, że może źle go oceniłam. Gdyby udało mu się doprowadzić do jako takiego pokoju między dwoma koreańskimi państwami, umożliwić choćby odwiedziny rodzin, jakieś wspólne inwestycje gospodarcze czy wymianę kulturową, odwołałabym wszystkie złe słowa, jakie o nim powiedziałam. Bo pokój na świecie, każdy krok w jego stronę jest po prostu bezcenny. Trump nie ugrał zbyt wiele w Korei, więc pozbawiony spektakularnego sukcesu, w ogniu trwających procedur ipeachmentu, postanowił po prostu bezczelnie wywołać wojnę, nie licząc się absolutnie z ofiarami i konsekwencjami. Żeby było jasne. Jestem wrogiem kary śmierci. Ale dopuszczam możliwość trwałego usuwania osób, które zagrażają ludzkości. I zapewne ten irański generał zasługiwał na swój los. Ale takie rzeczy zleca się CIA, robi się po cichu. Wiele takich akcji zostało już skutecznie przeprowadzonych. Ale Trump, który przecież walczy o reelekcję, musiał się od razu na twetterze pochwalić, czego dokonał, narażając całą kulę ziemska na konflikt. Tylko chyba zimna krew i rozsadek Teheranu zapobiegło katastrofie. Gdyby mnie ktoś zapytał, kto ma na rękach krew pasażerów ukraińskiego samolotu, nie mam wątpliwości, że są to ręce Trumpa. Irańczycy po prostu zadziałali w strachu i panice spodziewając się odwetu.
Tymczasem w Polsce nikt już nie mówi o Banasiu...
Sprawa przyschła, przycichła i poszła w zapomnienie. Tym bardziej, że PIS wrzucił na przynętę ustawę kagańcową, która jest na tyle bulwersująca, że od razu pochłonęła uwagę mediów i politycznych elit. Tak, politycznych elit, bo przeciętny Kowalski nie ma zielonego pojęcia, jaki to będzie miało wpływ na jego życie. Telewizja publiczna go o tym nie poinformuje. Przedstawi mu tylko żyjących jak pączusie w masełku przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, którym trzeba to słodkie życie ukrócić. I zaspokaja to prymitywną potrzebę obywatela, by zemścić się na tych, którym się lepiej powodzi od niego. Zapominają o Banasiu, który jest oszustem i sutenerem, który mógł obniżać sondaże, znowu kochają swoją partię.
PIS zawsze umiał znaleźć właściwy temat zastępczy, coś, co odwróci uwagę, co zmieni poparcie. Ja jednak mam cichą nadzieję, że tym razem przesadził, a lekarstwo okaże się trucizną. Bo wreszcie Europa zaczyna głośno mówić, że we wspólnocie nie ma miejsca dla kraju, który łamie prawa obywatelskie, a prawo do niezależnego sądu, jest w tych kwestiach podstawą.
Unia Europejska przestała wreszcie nas głaskać po główce, uśmiechać się i delikatnie zwracać uwagę, że powinniśmy przemyśleć swoje reformy. Mówi się głośno o uchwaleniu takich zasad, by kraj, który się nie podporządkowuje traktatom, był za tę samowolę karany, a nawet wyrzucany poza nawias wspólnoty.
Mam jednak takie nieodparte wrażenie, że to nie ustawa kagańcowa przechyliła szalę, że nią PIS dał Europie narzędzie i powód do reakcji. Wydaje mi się, że decydującym był ten pseudo sukces Morawieckiego w sprawach klimatu, kiedy to jako jedyny nie podporządkował się planom zrównoważonej emisji dwutlenku węgla. Europa chyba wtedy właśnie zrozumiała, że brak demokracji, niszczenie wolnych sądów, sprawy ustrojowe, nie sprawią, że w ich krajach też zapanuje chaos, autorytaryzm lub anarchia. Ale powietrze nie zna grani, smog przenosi się z wiatrem na całą Europę zatruwając wszystkich dookoła.
Myślę, że to był prawdziwy przełom, kiedy straciliśmy resztki zaufania i pozostaliśmy sami ze swoją ignorancją i zamiłowaniem do ruskiego węgla.
Drodzy Polacy. Wszystko, co się dzieje jest ważne. Patrząc jednak na reakcję społeczną na aferę Get Back, wydaje mi się, że już nic tak naprawdę nie robi na nas wrażenia. Kiedy wybuchło Amber Gold, media zrobiły doskonałą robot pokazując zrozpaczonych ludzi, babcie na łożu śmierci, które straciły 300 tysięcy złotych odkładanych na luksusową trumnę. Dziś, wszelkie afery nie są łączone z indywidualnym tragediami ludzi, więc po prostu społeczeństwa nie obchodzą, a prawda jest taka, że nie mamy właściwych mediów, które docierały by do bolących ran i pokazywały je bez cenzury.
Kaczyński ma po prostu szczęście. Wszystko dzieje się jakby według z góry określonego planu. Widocznym jest, że przy marazmie opozycji, Duda wygra wybory, a PIS dokona planowanej katastrofy.
Z mojej strony mogę tylko apelować, by za wszelką cenę informować społeczeństwo o nowej planowanej twarzy Polski, która nie będzie tak radosna, jak się wszystkim zdaje. Że stanie się krajem biednym, zadupiem na końcu świata, smutnym skansenem, którego nikt już nie będzie chciał odwiedzać. Ja mogę tylko apelować do WAS: Nie zapominajcie o Banasiu! Być może nie jest to najważniejszy temat w kraju, ale jeden z niewielu, który może jeszcze ruszyć ludzkie sumienia, który obnaża prawdziwe intencje i prawdziwe oblicze PISu.



poniedziałek, 20 stycznia 2020

To, co mnie boli najbardziej. (Tekst z dnia 20 stycznia 20120 roku)



Jest takie zwierze w Australii, z natury przypominające naszego kreta ponieważ żyje w głębi ziemi ryjąc w niej korytarze. Nazywa się wombat. W stosunku do naszego małego ogrodowego zwierzęcia, to okaz wielkich rozmiarów, osiąga około metra długości i wagę do 35 kilo, czyli tyle ile waży mój pies. Podczas trwających od czterech tygodni pożarów w Australii odnotowano dziwne zjawisko w zachowaniu tego zwierzęcia. Okazało się bowiem, że zagania zwierzęta innych gatunków, by w jego norach ukryły się przed pożarami...
Obserwując tak niezwykłe zjawisko solidarności w przyrodzie, trudno się oprzeć wrażeniu, że tak zwanemu bogu, ze wszystkich rzeczy, które podobno stworzył, najbardziej nie udał się człowiek. Aż strach pomyśleć, jaki by był ten bóg gdyby istniał, skoro stworzył człowieka na własne podobieństwo...
Możecie powiedzieć, że po miesiącu milczenia, powinnam przede wszystkim zająć się naszymi krajowymi sprawami, bo od początku roku wiele się dzieje w Polsce. Zajmą się, ale może najpierw powiem o tym, co mnie ogólnie boli najbardziej.
Podczas finału WOŚP pieniądze zebrane w Australii pozostaną tam dla ratowania przyrody i ludzi. Ruszyło także wiele zbiórek pieniężnych, a jakaś amerykańska, czy kanadyjska dziewczynka sprzedaje ulepione z modeliny koale, a pieniądze idą na ten sam szczytny cel. To takie wzruszające i jednocześnie takie wkurzające, a najbardziej wkurzająca jest telewizja, która się ślini do kolan pokazując te gesty. Zupełnie tak, jakby to było jakieś alibi i załatwiało sprawę. 
Przeciętny, zwykły człowiek może zrobić niewiele, może co najwyżej dać datek i w ten sposób uspokoić sumienie. Ale, czy to jest w stanie uspokoić sumienie ludzkości? Gdzie są przywódcy świata? Gdzie jest ONZ i inne pierdolone organizacje, które na co dzień zajmują się prawdziwymi pierdołami? Gdzie jest solidarność ludzkości wobec globalnego zagrożenia? Jesteśmy beznadziejnymi ignorantami i egoistami. Kiedy z tankowca wylewa się ropa, odwracamy głowę uważając, że to jest problem kraju, do którego należy tankowiec i ewentualnie tego, który jest najbliżej katastrofy. Postępujemy tak pomimo że w interesie nas wszystkich jest jak najszybsze uprzątnięcie tej ropy. Pozwalamy na wieloletnie konflikty, w których giną tysiące niewinnych ludzi. Milczymy wiedząc, że w Chinach i Afryce wykorzystuje się kilkuletnie dzieci do niewolniczej pracy. Nie jesteśmy nawet w stanie zareagować na trudny do opanowania pożar w Amazonii czy Australii. Z zatwardziałym sumieniem siadamy przy wigilijnych stołach i udajemy dobrych ludzi, ale tak naprawdę nic nas nie obchodzi poza czubkiem własnego nosa. Wszystko chcemy załatwić pieniędzmi, by zapewnić sobie święty spokój. Pieniądze i doraźna pomoc mają znaczenie, kiedy przychodzi trzęsienie ziemi, tsunami, wybuch wulkanu. Są to zjawiska na które nie mamy wpływu. Możemy jedynie łagodzić ich skutki. Tu mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją. Australia to bogaty kraj, jestem pewna, że poradzi sobie doskonale z odbudowywaniem zniszczonych domów lub wypłacaniem odszkodowań za poniesione straty. Dlatego tak mnie to wkurwia! Naprawdę?, ci, którzy jesteście tak dumnie z tego, że jesteście ludźmi!?, chcecie poczekać aż się wszystko spali, a potem łaskawie dowieść butelkowaną wodę, koce i bandaże?
Przez 4 tygodnie nie znalazła się na świecie żadna organizacja, która pospieszyłaby z pomocą, ale nie humanitarną, a po prostu ratunkową. A przecież wystarczyłoby żeby z każdego kraju wysłać tam powiedzmy 100 żołnierzy i trochę ciężkiego sprzętu. Żołnierzy, którzy zazwyczaj siedzą i pierdzą w stołki wmawiając sobie, jacy to są ważni i bohaterscy. Każdy, kto miał kiedykolwiek do czynienia z takim pożarem doskonale wie, że jest bardzo trudno ugasić to, co już się pali. Ratunek polega głównie na odizolowaniu obszaru objętego pożarem od reszty i zabezpieczeniu, by ogień się nie przenosił. Mogliśmy to zrobić, my, jako ludzkość. Mogliśmy wysłać ludzi i szybko temu zaradzić, a nie zginęłoby tak wiele zwierząt. Ale my wolimy wylewać łzy na twitterze nad poparzonym koalą i zabić sumienie tą litością.
Gdybym była żołnierzem wolałabym naprawdę oddać życie pomagając ugasić pożar, niż za interesy Ameryki i innych mocarstw udzielając się w Iraku, lub innym kraju na tak zwanych misjach pokojowych. Ratowanie Australii to jest prawdziwa misja pokojowa.
Wybaczcie mi więc, że mój pierwszy list po tak długiej przerwie, nie jest poświęcony polskiej polityce. Wobec naszego, tak zwanego człowieczeństwa, wobec obojętności na nadciągającą katastrofę, której jednym z objawów są pożary lasów, szaleństwo egoistycznego starca z Nowogrodzkiej, wydaje mi się nieważnym szczegółem.
Człowieczeństwo, to czym szczyciliśmy się przez wieki, a tak naprawdę, jest to słowo określające wszystko to, czego powinniśmy się wstydzić. Bo świat był prawdziwym rajem, dopóki człowiek nie zlazł z drzewa, a w jego przyrodzonej pysze nie zrodziła się myśl, że jest ważniejszy od innych. Dopóki nie wymyślił sobie bożków, którzy stanowią jego usprawiedliwienie w procesie niszczenia i podporządkowywania sobie innych dla zwyczajnego zysku. Może kataklizm, który wydaje się już nieunikniony, ten wyczekiwany przez proroków „koniec świata”, jest tym, co nam się po prostu zwyczajnie należy za nasze zasługi. A natura i tak była bardzo, bardzo cierpliwa.
...Nad Australię nadeszły właśnie ogromne ulewy, które pomogą w gaszeniu pożarów. Ktoś powie, a nie mówiłem?, że przyroda sama sobie poradzi, że to, co się pali po prostu odrośnie... A może natura daje nam kolejną szansę, której i tak nie wykorzystamy...



Przywitanie. ( 20 stycznia 20120 roku)


Drodzy Państwo. Wracam po długiej przerwie. Połowa z niej to był okres świąteczny, kiedy to świadomie zawiesiłam pisanie, wiedząc, że w tym czasie i tak nie czytacie. Żaden bowiem pismak, nawet taki, jak ja od siedmiu boleści nie lubi, kiedy jego twórczość ginie w niebycie. Po tych dwóch tygodniach zepsuł mi się komputer. Naprawa w Hiszpanii, to co najmniej 7 dni roboczych, ale jeśli doliczyć weekendy robi się dni 10. Teraz usiłuję opanować windows 10, bo siódemki już nie wgrywają z powodu utraty licencji.
Przepraszam, że słabo się udzielałam przez tak długi czas, ale nie jestem mistrzem świata korzystania z internetu na komórce. Obiecuję, że przeczytam wszystkie wiadomości oraz obejrzę wszystkie wysłane przez WAS materiały. Tam, gdzie uznam za konieczne, odpowiem, ale po tak długim czasie nie zdołam napisać do wszystkich, za co jeszcze raz przepraszam. Mam ogromne zaległości, bo w polskiej polityce po prostu się gotuje. Dziękuję wszystkim tym, którzy sprawili, że grupa Myślę, więc jestem...Polakiem, nie umarła kiedy mnie nie było.   Mam nadzieję, że mamy już objawy początku końca PISu, że demokracja zwycięży. Do zobaczenia w następnym poście!
PS. Zanim się wezmę porządnie do pisania, muszę jeszcze usunąć wodę z piwnicy. Mamy kryzys pogodowy, po raz trzeci od lata. Tak więc! gumiaki na nogi i do roboty. 



Liżąc rany po bitwie. ( Tekst z dnia 30 czerwca 2020 roku.)

Pewnie się zastanawiacie, czy jestem zadowolona z wyniku wyborów, czy raczej zawiedziona... Odpowiedź nie jest przecież aż tak trudna. Je...