środa, 22 stycznia 2020

Ja to mam szczęście... ( Tekst z dnia 22 stycznia 2020 roku)



Jak wiecie, mam spore zaległości w komentowaniu bieżących spraw. Zacznę jednak od bardzo ogólnej oceny sytuacji. Ocena ta wiąże się z kilkoma zbiegami okoliczności. Czasami to naprawdę trudno uwierzyć, że to są zwyczajne przypadki, a cały świat nie pracuje w pocie czoła na korzyść Kaczyńskiego. Nawet katastrofa w Smoleńsku uratowała dupę upadającej i rozpadającej się partii PIS! Śmierć prawie 100 osób tknęła nowe życie w tę partię. Kaczyński jest urodzony w czepku i może nam się ciągle śmiać w twarz powtarzając: Ja to mam szczęście...
Za każdym razem, kiedy jakaś gruba PISobska afera zaczyna powoli budzić społeczeństwo, kiedy zaczyna się palić grunt pod PISowską dupą, od razu nadciąga Putin, Trump, albo jakaś inna światowa kurwa.
...A było już tak pięknie. Sprawa Mariana Banasia zaczynała się powoli przedzierać do ludzkich umysłów, bo była naganna nie tylko finansowo ale także moralnie. Osobisty konflikt szefa NIK z PISem sprawiał, że politycy tej partii próbowali za wszelką cenę dobrać mu się do dupy. W zamian za to on ujawniał ich przekręty. I w ciągu najbliższego pół roku mogłoby być po PISie pozamiatane, nawet, jeśli Banaś dostałby status świadka koronnego albo poszedł na dno z tę partią.
Ale wtedy wyskoczył Putin z oskarżeniami o współudział Polski w wywołaniu II wojny światowej. No i nasz głupi, nacjonalistyczny umysł natychmiast zapomniał o Banasiu. A w podgrzewaniu tematu wzięły udział wszystkie! media.
Problem polega na tym, że zdanie Putina na temat historii Polski ma po 80-ciu latach znaczenie podobne do zdania szympansa na bezludnej wyspie, który nigdy o Polsce nie słyszał. Jest to dla mnie niezrozumiałe, że kolejne rządy, społeczeństwo i media nie chcą za żadną cenę zrobić jedynej rzeczy, która by mogła Putinowi zrobić przykrość. ZIGNOROWAĆ!!! On przecież czekał na naszą reakcję, na nasze obrażone miny, bo to go nakręca, kiedy cały świat o nim mówi. A my, jak takie posłuszne pajacyki na sznurku dajemy mu powód do triumfu.
Ale kiedy sprawa Putina zaczęła schodzić na plan dalszy, wszechświat stwierdził, że nie możemy przypomnieć sobie o Banasiu. Na pomoc został wysłany inny debil z równie rozdmuchanym ego.
Kiedy Donald Trump zaczął prowadzić negocjacje z Północna Koreą, pomyślałam sobie, że może źle go oceniłam. Gdyby udało mu się doprowadzić do jako takiego pokoju między dwoma koreańskimi państwami, umożliwić choćby odwiedziny rodzin, jakieś wspólne inwestycje gospodarcze czy wymianę kulturową, odwołałabym wszystkie złe słowa, jakie o nim powiedziałam. Bo pokój na świecie, każdy krok w jego stronę jest po prostu bezcenny. Trump nie ugrał zbyt wiele w Korei, więc pozbawiony spektakularnego sukcesu, w ogniu trwających procedur ipeachmentu, postanowił po prostu bezczelnie wywołać wojnę, nie licząc się absolutnie z ofiarami i konsekwencjami. Żeby było jasne. Jestem wrogiem kary śmierci. Ale dopuszczam możliwość trwałego usuwania osób, które zagrażają ludzkości. I zapewne ten irański generał zasługiwał na swój los. Ale takie rzeczy zleca się CIA, robi się po cichu. Wiele takich akcji zostało już skutecznie przeprowadzonych. Ale Trump, który przecież walczy o reelekcję, musiał się od razu na twetterze pochwalić, czego dokonał, narażając całą kulę ziemska na konflikt. Tylko chyba zimna krew i rozsadek Teheranu zapobiegło katastrofie. Gdyby mnie ktoś zapytał, kto ma na rękach krew pasażerów ukraińskiego samolotu, nie mam wątpliwości, że są to ręce Trumpa. Irańczycy po prostu zadziałali w strachu i panice spodziewając się odwetu.
Tymczasem w Polsce nikt już nie mówi o Banasiu...
Sprawa przyschła, przycichła i poszła w zapomnienie. Tym bardziej, że PIS wrzucił na przynętę ustawę kagańcową, która jest na tyle bulwersująca, że od razu pochłonęła uwagę mediów i politycznych elit. Tak, politycznych elit, bo przeciętny Kowalski nie ma zielonego pojęcia, jaki to będzie miało wpływ na jego życie. Telewizja publiczna go o tym nie poinformuje. Przedstawi mu tylko żyjących jak pączusie w masełku przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, którym trzeba to słodkie życie ukrócić. I zaspokaja to prymitywną potrzebę obywatela, by zemścić się na tych, którym się lepiej powodzi od niego. Zapominają o Banasiu, który jest oszustem i sutenerem, który mógł obniżać sondaże, znowu kochają swoją partię.
PIS zawsze umiał znaleźć właściwy temat zastępczy, coś, co odwróci uwagę, co zmieni poparcie. Ja jednak mam cichą nadzieję, że tym razem przesadził, a lekarstwo okaże się trucizną. Bo wreszcie Europa zaczyna głośno mówić, że we wspólnocie nie ma miejsca dla kraju, który łamie prawa obywatelskie, a prawo do niezależnego sądu, jest w tych kwestiach podstawą.
Unia Europejska przestała wreszcie nas głaskać po główce, uśmiechać się i delikatnie zwracać uwagę, że powinniśmy przemyśleć swoje reformy. Mówi się głośno o uchwaleniu takich zasad, by kraj, który się nie podporządkowuje traktatom, był za tę samowolę karany, a nawet wyrzucany poza nawias wspólnoty.
Mam jednak takie nieodparte wrażenie, że to nie ustawa kagańcowa przechyliła szalę, że nią PIS dał Europie narzędzie i powód do reakcji. Wydaje mi się, że decydującym był ten pseudo sukces Morawieckiego w sprawach klimatu, kiedy to jako jedyny nie podporządkował się planom zrównoważonej emisji dwutlenku węgla. Europa chyba wtedy właśnie zrozumiała, że brak demokracji, niszczenie wolnych sądów, sprawy ustrojowe, nie sprawią, że w ich krajach też zapanuje chaos, autorytaryzm lub anarchia. Ale powietrze nie zna grani, smog przenosi się z wiatrem na całą Europę zatruwając wszystkich dookoła.
Myślę, że to był prawdziwy przełom, kiedy straciliśmy resztki zaufania i pozostaliśmy sami ze swoją ignorancją i zamiłowaniem do ruskiego węgla.
Drodzy Polacy. Wszystko, co się dzieje jest ważne. Patrząc jednak na reakcję społeczną na aferę Get Back, wydaje mi się, że już nic tak naprawdę nie robi na nas wrażenia. Kiedy wybuchło Amber Gold, media zrobiły doskonałą robot pokazując zrozpaczonych ludzi, babcie na łożu śmierci, które straciły 300 tysięcy złotych odkładanych na luksusową trumnę. Dziś, wszelkie afery nie są łączone z indywidualnym tragediami ludzi, więc po prostu społeczeństwa nie obchodzą, a prawda jest taka, że nie mamy właściwych mediów, które docierały by do bolących ran i pokazywały je bez cenzury.
Kaczyński ma po prostu szczęście. Wszystko dzieje się jakby według z góry określonego planu. Widocznym jest, że przy marazmie opozycji, Duda wygra wybory, a PIS dokona planowanej katastrofy.
Z mojej strony mogę tylko apelować, by za wszelką cenę informować społeczeństwo o nowej planowanej twarzy Polski, która nie będzie tak radosna, jak się wszystkim zdaje. Że stanie się krajem biednym, zadupiem na końcu świata, smutnym skansenem, którego nikt już nie będzie chciał odwiedzać. Ja mogę tylko apelować do WAS: Nie zapominajcie o Banasiu! Być może nie jest to najważniejszy temat w kraju, ale jeden z niewielu, który może jeszcze ruszyć ludzkie sumienia, który obnaża prawdziwe intencje i prawdziwe oblicze PISu.



1 komentarz:

  1. Wilmo, dużo pracy kosztował Cię ten list. Dziękuję. Mam niestety "malutką" nadzieję, że jego treść dotrze do społeczeństwa i cokolwiek zmieni. Jednak nie ustawaj w wysiłkach, bo zapanuje niewyobrażalna zgoda na marazm i zaniechanie.

    OdpowiedzUsuń

Liżąc rany po bitwie. ( Tekst z dnia 30 czerwca 2020 roku.)

Pewnie się zastanawiacie, czy jestem zadowolona z wyniku wyborów, czy raczej zawiedziona... Odpowiedź nie jest przecież aż tak trudna. Je...