niedziela, 16 lutego 2020

O czym marzysz wyborco? ( Tekst z dnia 16 lutego 2020 roku)


...Można zrobić pokazowa konwencje wyborczą, kiedy się ma w ręku świeżutkie 2 miliardy złotych, co?
Ja, Drodzy Polacy coraz mnie rozumiem politykę. A może źle mówię, politykę rozumiem, dość łatwo interpretuję wydarzenia, ale nie rozumiem polityków, którzy nie potrafią w sposób jasny i prostu mówić do obywateli.
Po raz chyba setny obejrzałam dziś video z tak zwanych protestów puckich. Niestety, nie wpadło mi w ucho żadne wulgarne słowo. Zresztą, nad czym często boleję, KOD zawsze miał problem z dosadnym protestowaniem. Jeśli okrzyki Konstytucja, będziesz siedział, kłamcy, aferzyści i złodzieje, są dla kogoś wyrazami wulgarnymi, to które słowa nimi nie są? Owszem, było trochę przepychanek pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami, ale niczego więcej nie widziałam. Może ja jestem rzeczywiście głucha i poleciały jakieś chuje w kierunku tego człowieka, któremu się wydaje, że ma jakiś majestat? Mimo to, zupełnie nie potrafię zrozumieć, dlaczego porównuje się gest Lichockiej, ze spotkaniem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z grupą tych protestujących. Nie rozumiem tego, że cała prawa Polaka krzyczy, że powinna za coś przeprosić. Po pierwsze, przyszła post factum. Nie ma takiego filmu, na którym osobiście by gwizdała, krzyczała lub choćby po cichy używała słów wulgarnych. Przyszła, przywitała się z potencjalnymi wyborcami, podziękowała, ale tak naprawdę nie wiadomo, czy za protest, czy za ciepłe przyjecie własnej osoby. Reszta jest zwyczajną manipulacją. Co innego pani Lichocka, która osobiście środkowy palec pokazała w kierunku opozycji i osobiście krzyczała „pajace” do posłów Rzeczpospolitej, którzy też posiadają jakiś majestat. I niestety tłumaczyła się w sposób urągający naszej inteligencji, a to, co posłowie PISu uznają za przeprosiny, było tylko wymijającą próbą uratowania własnej dupy. Bo myślę, że kariera posłanki Lichockiej właśnie się skończyła. Porównywanie tych dwóch sytuacji jest po prostu kuriozalne. Dlaczego politycy strony demokratycznej tego ludziom nie tłumaczą?, nie wiem!
To może PIS niech przegłosuje uchwałę, która w ogóle zabroni spotkań z wyborcami kandydatów na prezydenta...
Jeśli chodzi o wczorajszą konwencję, to trochę jestem zawiedziona. PIS robił przed nią tyle szumu, zapowiadał jakieś niezwykłe wydarzenia, że oczekiwałam, iż Andrzej Duda wyląduje na scenę helikopterem, albo F16, albo chociaż założy kostium Supermena i uniesie się nas sala za pomocą gromkiej, chóralnej modlitwy .
Niestety, a może i stety, poza wielką ilością zwiezionych klakierów, samo wydarzenie nie zrobiło wielkiego wrażenia.
Przemówienia nudne, raczej bałwochwalcze, bez nowych programów i obietnic.
Muszę przyznać, że Andrzej Duda jest dobrym mówcą, bo tak długo nawijać o niczym, nie każdy potrafi.
Myślę, że w dużej mierze retorykę kampanijną PISu pokrzyżowała kandydatka Koalicji Obywatelskiej. Wobec jej pojednawczych haseł, PIS musiał odłożyć na bok strategię zwalczania wymyślonego wroga, atakowania go za wszelką cenę, strategię zemsty i wymierzania ludowej sprawiedliwości. Wobec MKB łagodzącej konflikty, atakowanie gejów, genderów, emigrantów, łysych, nauczycieli, prawników, czy jakich tam jeszcze do tej pory sobie PIS wrogów wymyślił, od razu rzucałoby się w oczy.
Ale oczywiście, zakamuflowanych przytyków w kierunku niektórych grup społecznych nie zabrakło. Mało kto zauważył, że Jarosław Kaczyński robiąc cnotę z posiadania przez „wymarzonego kandydata”, żony, posunął się do drwiny z wyborców Biedronia.
Nie do końca także wyszedł prezydentowi ton z konsolidacją narodu. Bo przecież ( cytat) wszyscy śpiewamy Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy. MY!, Nie ja!, Tylko MY! No właśnie... W PISowskim myśleniu jest zawsze jakieś ale. Bo przecież, są w Polsce ludzie niezadowoleni. Czyli, że ci MY! To jednak nie są wszyscy, tylko ci, którzy na nas głosują. Ci niezadowoleni, to komuchy, którym zabraliśmy emerytury, którym one się po prostu nie należały. No cóż panie Duda, sugeruje Pan, że ci niezadowoleni, czyli ci, którzy głosują na innych lub na pana gwiżdżą, to nie są wartościowi i mądrzy Polacy, a sama postkomuna. Po raz kolejny zastosował pan odpowiedzialność zbiorową. Osądził pan ich bez sadu!. Bo im się nie należało, nawet jeśli byli sekretarką w wojsku, albo zwykłym policjantem kierującym ruchem drogowym. Bo pan do funkcjonowania państwa nie potrzebuje „ nadzwyczajnej kast”, szczególnie tej niezależnej. Pan wyręcza sądy i uwalnia je od kłopotliwych sytuacji.., wie, kogo ułaskawić wbrew prawu, a kogo zaprzysiąc łamiąc Konstytucję. I teraz ci niezadowoleni, na plecach których pan zastosował waszą pisowska sprawiedliwość, tylko oni na pana gwiżdżą, ale oni są źli, więc nie są Polakami, nie należą do MY! Dla nich jest pan katem, a nie zbawcą.
Mściwy elektorat aż piszczy z zachwytu, panie Duda!
Tym bardziej, że w ramach tych otwartych ramion do całego społeczeństwa, pan Morawiecki twierdzi, że jeśli zagłosujemy na innego kandydata, to już Polski nie będzie. A pani Szydło w ramach walki z mową nienawiści nabijała się z prezydenta Komorowskiego. Nawet wielu waszych zwolenników, którzy tak licznie przybyli na konwencję, musiało „pocałować klamkę”. Myśleliście, że stojąc na zimnie będą na ulicy pod niebiosa wychwalać waszego kandydata? Otóż nie, szybko się przekonali, że kandydat nawet nie wyjdzie im uścisnąć dłoni. Szybko pojawiły się głosy, że nie to im obiecano, że lepiej by zostali u szwagra na imieninach, że są pewnie tym gorszym sortem. Padały nawet słowa hańba!, a przecież to byli wasi wyborcy.
W sumie to bardzo mdła była ta konwencja, chwalić się nie ma czym, jeśli chodzi o zasługi prezydenta, na nowy socjal nie ma kasy, Kidawa-Błońska wytrąciła wam oręż z reki i nie mogliście szczuć jednych Polaków na drugich, co zawsze dawało najlepsze efekty. A nad Warszawą cały czas roztaczał się smród pogardy środkowego palca posłanki Lichockiej.
Jedyne, co można było zobaczyć, to rozmach w wydawaniu publicznych pieniędzy, a i tak nie starczyło na kubek ciepłej herbaty dla tych, którzy stali na zewnątrz.
Łatwo jest rzucać się kasą, kiedy się samemu sobie właśnie przyznało 2 miliardy. Bo to, że to są to pieniądze na kampanie, nie ulega wątpliwości. Każda partia ma pewną ograniczą pule pieniędzy, którą wolno jest jej wydać, więc część wyborczych faktur musi podpisać Kurski, by w papierach się wszystko zgadzał. Bo byście przegrali, gdyby nie te dodatkowe środki.
Jeśli nasuwają mi się jakieś refleksje, to chyba tylko na temat tej ogromnej ilości konfetti. Zastanawiam się, który oddział policji nie wyruszył pilnować porządku i łapać przestępców, tylko to konfetti wycinał.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Łaskawy lichwiarz. ( Tekst z dnia kwietnia 2020 roku)

Dziś będzie, mam nadzieję krótko. Przynajmniej, jak na moje możliwości. Ale pierdolnięty premier z drugą spasioną bankową gnidą, doprowad...