niedziela, 15 marca 2020

Święte krowy w czasach próby. ( Tekst z dnia 15 marca 2020 roku)


W normalnym świecie, w czasach kryzysu, za wszelką cenę chroni się głowę państwa. Jest to po prostu racja stanu. Na przykład 11 września 2001 roku prezydent USA rządził krajem z pokładu samolotu, bo to było jedyne rozsądne i w miarę bezpieczne miejsce. Ale Polska PISowska nie jest normalna. Nasz Duduś nudzi się jak dziecko w deszczu i nie potrafi siedzieć w jednym miejscu. Dajcie chłopu jakieś zajęcie w sztabie kryzysowym. Podobno potrzeba ludzi do odbierania telefonów na infolinii. Niech nie lata po Polsce jak kurwa warszawska i niech nie przeszkadza ludziom w pracy.Druga rzecz charakterystyczna różniąca nasz PISowski skansen od reszty świata, to fakt, że wszędzie w momentach kryzysu politycy i służby zajmują się rozwiązywaniem problemów i poza krótkimi komunikatami unikają dziennikarzy jak ognia. Są po prostu bardzo zajęci. Nasi maja takie parcie na szkło, że po prostu nie wychodzą sprzed kamer.

Całe życie słyszałam, że opoka polskości, arka naszego przetrwania był w naszej tysiącletniej historii kościół katolicki. Że nas ratował i bronił, że po prostu w czasach próby stał zawsze za dobrem człowieka.
Teraz właśnie możemy się przekonać na własne oczy ile w tej teorii jest prawdy.
W związku z tym, mając dużo czasu na myślenie, poddaję w wątpliwość suwerenność swojej Ojczyzny. Czy my kiedykolwiek mieliśmy królów, premierów, prezydentów sejmy i rządy, czy po prostu zawsze rządził nami Watykan?
Czasy się oczywiście zmieniły, a dzisiejszy polski kościół katolicki w ogóle już nie słucha papieża. Przypomina raczej zakon krzyżacki podstępnie zaproszony do Polski, który się zerwał ze smyczy władz watykańskich i stanowi osobliwe państwo w państwie, którego nie obowiązują żadne prawa.
Rząd uzyskał właśnie nadzwyczajne kompetencje, mogą w zasadzie rozkazać obywatelom wszystko. Ale co to za rząd, który nie ma żadnego wpływu na działalność kościoła? W historii Polski nie było nikogo, kto by był prawdziwym władcą, żaden król, żadna partia nie potrafiła ujarzmić czarnego okupanta. Nawet Jaruzelski, nawet stan wojenny sobie z nimi nie poradził. Przecież także wtedy był zakaz zgromadzeń. Ludzie nie mogli nawet imienin wyprawiać. A w kościołach zaczęła odbywać się powszechna agitacja polityczna. Tak naprawdę to wtedy rozpoczął się mój rozwód z kościołem. Byłam w tamtych czasach bardzo wierząca i nagle odkryłam, że w kościele po prostu już boga nie ma, a ołtarz jest każdego dnia bezczeszczony przez wiece polityczne.
Wtedy był kryzys polityczny, a pozostawienie kościoła samemu sobie, było chyba największym i ostatnim błędem komunizmu, swoistym gwoździem do trumny. Ktoś powie, że to zasługa, że to wyszło na dobre. Ale już wtedy z ołtarza lała się nienawiść, a ludzie byli podburzani do czynnego nieposłuszeństwa. A potem kapłan za płomienne kazanie zbierał sutą tacę, a ginąć na barykadach szli zwyczajni ludzie, którzy go posłuchali. Oni nigdy swego życia nie narażali. Powiecie, że jednak Popiełuszko został zamordowany. No tak, ale też ubecja musiała po niego przyjść do kościoła.
Teraz mamy do czynienie z zupełnie innym kryzysem. Wtedy kościół zasiał w ludziach wirusa nienawiści i podziału, ale dla mądrych ludzi ten wirus nie był zaraźliwy. Dziś kościół nie potrafi jednoznacznie podporządkować się zarządzeniom stanu epidemicznego i zakazowi zgromadzeń. Pierwszym odruchem hierarchów było zwiększenie liczby mszy, a nie ich ograniczenie. Cała Polska nawołuje do pozostania w domu, a kościół woła swoje owieczki: Nie macie co robić, nie idziecie do szkoły, do roboty, chodźcie tu chodźcie owieczki kochane, do kościółka, gdzie w wilgotnym, chłodnym i ciemnym pomieszczeniu świetnie przechowują się wszelkie zarazki. Wprowadzono wiele restrykcji, zabrano prawo do dowolnego przemieszczania się, zamknięto granicę, a większość polityków opozycji, nawet tych bardzo wierzących błaga kościół katolicki o czasowe zawieszenie działalności publicznej. Niestety, bezskutecznie. Nic dziwnego skoro wiceminister przedkłada sobie szpital duchowy nad medycynę. Inny buc kościelny widzi dużo większe zagrożenie w gender, niż w śmiercionośnym wirusie. Żaden z naszych „superbohaterów” ani premier, ani prezydent nie ma tyle odwagi, by po prostu zamknąć kościoły. A może po prostu nie ma takiej władzy...
Po tygodniu walki okazało się, że jedynym na co stać kościół, to danie dyspensy tym wszystkim, którzy boją się wychodzić z domu i nie pojawią się na niedzielnej mszy... Szczyt kurwa łaski dla kraju ogarniętego epidemią.
Ale być może niektóre babcie i niektórzy dziadkowie posłuchali by tego przesłania wiedząc, że nie popełnią śmiertelnego grzechu... Tylko tyle, że zaraz potem w telewizji występuje Terlikowski oburzony takim postawieniem sprawy.
Politycy!, łapy precz od eucharystii. Msza święta jest najważniejsza, bo tam walczymy o życie wieczne, a tylko ono jest prawdziwe i nigdy się nie kończy” To mówi ojciec pięciorga dzieci, któremu ja za taką wypowiedź od razu odebrała bym prawa rodzicielskie. Bo zawsze może się zdarzyć, że taki psychopata zakochany w „tamtym świecie”, potruje te swoje dzieci, by jak najszybciej powiększyły grono aniołków. Po co będą się tułać tu ze swoim całkowicie nieważnym doczesnym życiem.
Inny nawiedzony nawołuje do oporu społecznego, jeśli władza pozamyka kościoły. Ludzie? Gdzie my żyjemy?
Kasa i złoto tak bardzo zaślepiają te czarne kurwy, że nawet zabiły w nich instynkt samozachowawczy, bo przecież sami mogą się zarazić od swoich owieczek. Albo mogą mieć spory ubytek w parafianach, jeśli nadal będą namawiać ludzi do wizyt w kościele. A może sobie przekalkulowali, że więcej chorych to więcej pogrzebów i więcej szybkiej kasy niż z tacki. Nie wiem, nie rozumiem. Dlaczego ciągle w tym kraju hodujemy święte krowy, dlaczego niektórzy mogą być ponad prawem nawet jeśli działają na szkodę społeczeństwa? Dlaczego nie ma nad nimi żadnej władzy? Czy nadal będziecie mi wmawiać, że kościół zawsze staje na wysokości zadania w czasie próby, a w czasie epidemii WY musicie sobie leczyć duszę w zatłoczonych kościołach?



1 komentarz:

  1. Coś nie widzę komentarzy. Wystraszyłaś Wilmo kandydatów do nieba, pokazując "władzę" czarnoty!

    OdpowiedzUsuń

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie...Co to będzie? ( Tekst z dnia 3 lipca 2020 roku.

Wiecie o czym marzę każdego dnia? Marzę tym, że przyjdzie taka chwila, kiedy będę już mogła napisać pożegnalny list do cykora, że to, od cz...