wtorek, 12 maja 2020

Pierdolnik w mózgu. ( Tekst z dnia 12 maja 2020 roku)



Nie, tytuł nie określa stanu polskiego państwa. Na to, co się dzieje w Polsce już dawno zabrakło słów w słowniku. Burdel, cyrk, tragikomedia, wszystko to są określenia za słabe. Nawet „ściek i szambo” nie robią już na nikim wrażenia. Pierdolnik w mózgu mam ja.
Nie oglądam PISowskiej telewizji, omijam z daleka ich prasę, nigdy w życiu ręka na pilocie nie omsknęła mi się na kanał Telewizji „Trwam”. Mimo to, nie mam pojęcia, co się w tej Polsce wyprawia.
Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, że Gowin w końcu podpisał ustawę kopertową, bo tak czy tak, jego chimeryczne zachowanie spowodowało odrzucenie pomysłów o zorganizowaniu czegoś, czego nawet nie potrafię nazwać. Jest to więc jakiś mikro-sukces opozycji. Ale w duchu, większość z nas trzymała w zeszłą sobotę kciuki, by Kaczyński „wyhuśtał” Gowina i ogłosił wybory na 23 maja. Bo, skoro poczuliśmy się przez Gowina zdradzenie, chcieliśmy, by ktoś mu zrobił to samo.
W sejmie, jest tylu, kurwa, prawników. Prawnik prawnika pogania. A żaden z nich nie zajmuje się dopasowywaniem przepisów do obowiązującego prawa, większość myśli, jak to prawo ominąć.
Ja nie jestem może biegła w paragrafach. Ale od marca słyszę, że największym przekrętem PISu w kwestii wyborów jest zmiana prawa wyborczego w czasie krótszym, niż pół roku od ustalonej daty głosowania. Teraz nagle mamy nową sytuację, wybory się nie odbyły i zarządzono nowe. Czy zgodnie z prawem, nie wiem. Ale przepis mówi, że trzeba je zorganizować w ciągu 60 dni od daty unieważnienia poprzedniego głosowania. Według mojej logiki laika w kwestiach prawnych, zasada ta mogłaby obowiązywać, gdybyśmy zachowali stary kodeks wyborczy. Tymczasem dziś zebrał się sejm, by znowelizować ten kodeks. Występuje tu jakaś sprzeczność. Bo jeśli zostanie zmieniony kodeks wyborczy, czy w tym przypadku wybory nie powinny się odbyć dopiero po pół roku? Czy nagle sytuacja unieważnienia wyborów sprawiła, że przepis o niezmienności kodeksu wyborczego na pół roku przed wyborami, przestała z jakiegoś powodu obowiązywać? Niech mi to ktoś wytłumaczy, bo mówiąc szczerze, po prostu już nie nadążam. I mam wrażenie, że PIS tak kręcił opozycją, że gotowa podpisać się pod ustawami łamiącymi prawo.
Mały, skromny Hitlerek, chory na władze człowiek...czy położywszy łapę na Polsce, czy w momencie, kiedy realnie to on będzie już prezydentem, premierem, prezesem TK i SN, kiedy wszystkie media będą chodziły na jego pasku, a żyć będą tylko ci, którym on pozwoli, czy poczuje się nasycony?
Nie wiem, ja tu widzę raczej scenariusz niemiecki. Z psychologicznego punktu widzenia, władza jest jak narkotyk. Niezależnie ile się jej ma, chce się więcej. Czy Kaczyński będąc już samodzielnym dyktatorem nie zechce stworzyć Polski od morza do morza? Czy napadniemy na Ukrainę, spacyfikujemy Litwę? Zostaniemy zbrodniarzami wojennymi noszącymi to piętno przez stulecia, jak Niemcy?
Dyktatorom zawsze się wydaje, że jak już władze uchwycą, będą ją trzymać w garści, to nic złego im się już stać nie może. Ale dyktatorzy przemijają pociągając za sobą wiernych sobie ludzi, którzy nie zdążyli obudzić się ze snu. I to jest ostrzeżenie dla Gowina...
Moje „nie wiem”, na tym się nie kończy. Nie wiem, co z tą epidemią? Bo jeśli skala zachorowań w Polsce jest tak minimalna, a przyrost chorych tak stabilny, oznacza to, że PIS doprowadził do ruiny gospodarkę tylko po to, by uniemożliwić kontrkandydatom Dudy prowadzenie kampanii wyborczej.
Jeszcze tydzień temu słyszałam, że wybory muszą odbyć się w maju, bo w przeciwnym razie zostanie złamana Konstytucja. A teraz kilka fikołków, i już na Konstytucje nikt się nie powołuje. Marszałek Witek może sobie zarządzić wybory, kiedy chce i w jakim chce trybie.
Wcale nie jestem pewna, że pod koniec czerwca sytuacja zmieni się na tyle, by można było uczciwie i bezpiecznie zagłosować, pomijając te wszystkie fakty, że od lutego mamy taki galimatias, że już chyba nikt nie wie, co jest zgodne z prawem, a co nie. A ja widzę tylko tyle, że w tym bałaganie, mogę być po raz trzeci w ciągu pół roku pozbawiona praw wyborczych. Nie wiem bowiem, czy sumienie pozwoli mi zagłosować korespondencyjnie używając wydrukowanych na zlecenie Sasina z pominięciem PKW szmaciarskich kart wyborczych, na szmaciarskim papierze w niemieckiej drukarni.
W tej chwili, z powodu pandemii przyglądamy się baczniej całemu światu. Każdy kraj daje jakąś tarczę osłonową gospodarce, taką na jaką go stać. Wiele krajów dało specjalne premie lekarzom, pielęgniarkom, ratownikom medycznym i innym osobom zaangażowanym w walkę z pandemią. Nie słyszałam, by w jakimkolwiek kraju oprócz Polski, mówiło się w tym czasie o nagrodach dla polityków i urzędników. Nikt nie wyrzuca milionów na karty do głosowania, którymi sobie potem można dupę podetrzeć w momencie, kiedy brakuje maseczek i rękawiczek.
Kiedy zaczął się koszmar covid-19, Lewandowski dał milion na walkę z chorobą. Dołożyło się WOŚP, Pani Kulczyk dostarczała środki ochrony osobistej dla lekarzy. Podobnie było na świecie. Artyści organizowali akcje charytatywne, piłkarze zrzekli się części wynagrodzeń. A prezydent Duda w tym samym czasie kupił sobie luksusowy apartament za milion.
I ja tak siedzę i od kilku tygodni się zastanawiam, z jakiego bagna wyrastają moje korzenie? Chce mi się płakać i chce mi się śmiać, kiedy marszałek pyta Państwowa Komisje Wyborcza, czy jest w stanie zorganizować wybory za 3 dni... To tak, jakby mnie ktoś zapytał, czy w niedzielę urodzę dziecko, chociaż seksu nie było.
Nie potrafię pogodzić się z faktem, że Polski po prostu już nie ma. Kiedy o niej myślę, nie czuję już motyli w brzuchy, nie odwiedzają mnie wspomnienia z dzieciństwa. Nie widzę drogi obrośniętej głogiem, ćwiartki chleba i homogenizowanego serka zjadanego po drodze ze szkoły, nie widzę mleczu z którego wyplataliśmy wianki, fiołków w parku, szumu nocnego miasta. Widzę już tylko ramę obrazu, w której jest pustka. Nie ma już nawet czarnej dziury.
Ktoś mi się zapytał ostatnio: Co ja o sobie myślę? Że kim ja jestem? Miał chyba na myśli to, że się stale wymądrzam.
Kim ja się czuję dzisiaj? Czuję się przegrana i bezsilna. Czuję się ośmieszona za swoją dobrą wolę, za patriotyzm i wierność zasadom. Jestem w gronie ludzi zasługujących na pogardę, którą PISowska Polska obdarowuje nas każdego dnia. Jestem kimś, kto od 5 lat próbuje nalać wodę do dziurawego naczynia. I chociaż nie moja to wina, że naczynie jest dziurawe, i tak czuję się winna.



2 komentarze:

  1. Wilmo, dziękuję Ci, że się w końcu pokazałaś i taki dogłębny list napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tęskniłem za Twoim spojrzeniem na świat i Polskę. Prawda nie wygrywa natychmiast ona jest tym na czym ludzie mogą się oprzeć i zawsze do niej wrócić. Mam podobne odczucia jak Ty ale o to właśnie chodzi złej stronie mocy. Zasiać w nas zwątpienie, bezsilność i bezsens tego co robimy. Wystarczy przecież połknąć tabletkę MultiBinga i stać się wyznawcą PiS a wszystkie wątpliwości i cały ten moralny ból minie. Jeśli przestaniemy bronić prawdy, kłamstwo stanie się prawdą bo prawdziwa prawda przestanie istnieć.

    OdpowiedzUsuń

Halo, halo, to my- chamska hołota... ( Tekst z dnia 5 czerwca 2020 roku)

Na początek bardzo WAS wszystkich przepraszam. Przeglądając swojego bloga z żalem stwierdziłam, że od kilku tygodni moje posty są po prost...