sobota, 16 maja 2020

Warszawa jest smutna bez Ciebie. ( Tekst z dnia 16 maja 2020 roku.)



Po wczorajszym burzliwym dniu mam mieszane uczucia. Jest mi bardzo żal Warszawiaków, bo nawet jeśli Rafała Trzaskowskiego zastąpi inny polityk z PO, to już nie będzie to samo. Tak, jak Nowa Sól nie będzie już miała drugiego Wadima Tyszkiewicza. Bo tu nie chodzi o przynależność do partii, a o osobowość, o stabilność poglądów i umiejętność bycia częścią społeczności, a nie tylko władzą.
Kampania będzie krótka, pełna krętych dróg i zwalonych drzew na drodze. W tej sytuacji trzeba było postawić na najlepszego konia, a nie na jakiegoś kopciuszka, który stanie się księżniczką, jak Andrzej Duda. Rozumiem więc, że nie ma drugiego tak wyjątkowego polityka, polityka, który będzie umiał jeszcze zawalczyć startując z ostatniej pozycji.
Każdy wie, że Małgorzata Kidawa-Błońska nie była moją kandydatką. Wiem, że kilka feministek skreśli mnie z grona swoich znajomych zanim doczyta do końca ten list. W końcu doczekałyście się kandydatki kobiety na najwyższy urząd w Polsce. Ale tak, jak wartość AD nie powinna się opierać na tym, że ma rodzinę, tak my też nie powinniśmy na kogoś stawiać tylko dlatego, że jest kobietą i liczyć, że na tej podstawie zmobilizujemy kobiecy elektorat. Jest to zbyt duże uproszczenie i zakładanie, że kobiety nie myślą racjonalnie, a rządzi nimi wyłącznie solidarność płci. Tymczasem żaden ruch feministyczny, który walczy o równouprawnienie nie żąda, by w zawodach sportowych kobiety ścigały się z mężczyznami. Nie chce tu powiedzieć, że polityka, wybory to męska gra, a tylko to, że Polska to jeszcze nie jest kraj dla dobrych ludzi. Nikt bycia dobrym nie doceni. Poza tym, całą naszą historię nadstawiamy drugi policzek i dupę do bicia. Taką właśnie kampanie proponowała MKB, kampanię „przytul misia”. To się nie mogło udać. Nawiązując jeszcze raz do sportu...Polityka to połączenie szachów i boksu. I o ile w szachach MKB mogłaby wygrać z każdym, o tyle nigdy nie będzie bokserem. Nie chce tutaj powiedzieć, że kobiety nie powinny się pchać do polityki. Wręcz przeciwnie. Ale na dzień dzisiejszy nie widzę takiej bokserki, która mogłaby na równych zasadach przywalić tym naszym zadufanym w swojej męskości facetom. Albo inaczej, znam takie kobiety, ale one nie zajmują się polityką. Jest w tym wszystkim bardzo dużo winy w naszym tradycyjnym modelu wychowania, w którym od urodzenia dziewczynki nie traktuje się, jak człowieka i stawia na z góry spalonej pozycji. Odbiera im się atuty siły, przebojowości. Nie mogą być drapieżnikiem, a właśnie misiem do przytulania.
Kiedy w lutym rozpoczynaliśmy kampanię, na chwile uwierzyłam, że MKB znajdzie w sobie tę moc. Ale bardzo szybko przekonałam się, że to się po prostu nie może udać. Wiedziałam to już przed epidemią. Popierałam, bo w przeciwnym razie musiałabym popierać powietrze, bo w przestrzeni wyborczej nie było kandydata, na którego mogłabym z czystym sumieniem zagłosować.
Szybko zauważyłam, że MKB na trudne pytania odpowiada wymijająco, nie chcąc zrazić żadnego z elektoratów. Nie potrafiła jasno określić swojego stosunku do aborcji, LGBT, religii w szkołach, wychowania seksualnego, rozdziału kościoła od państwa. A samo zdobycie najwyższego urzędu przez kobietę nie oznacza, że kobietom w Polsce będzie lepiej i lżej żyć. Nie słyszałam, drogie feministki, ani jednego słowa na ten temat, jak MKB zamierza walczyć o prawa kobiet i jestem pewna, że jako kobieta żyjąca w sposób tradycyjny nie za bardzo docenia ten problem. A ja nie lubię stawiać na kota w worku. Musze wiedzieć, czego się mogę spodziewać. O tym, że kobiety powinny być równe mówi nawet Duda, tylko nic z tego nie wynika.
Dodatkowo, po wyborze MKB na kandydatkę byłam zawiedziona tym, że pomimo odejścia Schetyny i nowego rozdania w PO, nie są w stanie postawić na kogoś młodego. To było jasne, że po zwycięstwie MKB zostalibyśmy w tym samym miejscu, nie zrobilibyśmy ani jednego kroku ku nowoczesności myślenia, ku europejskiej mentalności.
W kampanii liczy się nie tylko treść przekazu, ale także forma. Na słynnej debacie w TVP, kiedy Kaczyński z Gowinem właśnie zaorywali majowe wybory, MKB była jedyną kandydatka, która na pytania odpowiadała z kartki. I to był chyba koniec moich nadziei na cokolwiek. Wiedziałam, że albo stanie się to, co się stało wczoraj, albo PO stanie się pośmiewiskiem osiągając wynik wyborczy w granicy błędu statystycznego.
Rafał Trzaskowski to jest zupełnie inna marka. I to jest mój kandydat. Ma moje poglądy. Jest liberałem z odchyleniem na lewo. Ale dla mnie najważniejsze jest to, że zna takie słowa, jak „tak” lub „nie”! Jest jedynym politykiem, który nie lawiruje i odpowiada na pytania, nawet czyniąc siebie odmieńcem w swojej własnej partii. I chociaż bardzo żałuję Warszawy uważam, że powinniśmy od razu postawić na niego. Mielibyśmy zwycięstwo w garści, a teraz może nam już po prostu nie wystarczyć czasu.
Wiele osób ma pretensję o formę w jakiej MKB zrezygnowała z kandydowania. A ja uważam, że właśnie teraz zachowała się, jak należy. Zachowała się tak po raz drugi. Najpierw wzywając do bojkotu bezprawnych wyborów i teraz, płacąc cenę za swoją odwagę. Wyszła sama i wzięła odpowiedzialność na siebie, bo to jest jej odpowiedzialność ale nie wina i nie błąd. Odeszła stając twarzą w twarz ze swoimi notowaniami, którymi życie ukarało ją za uczciwość. A co powinna waszym zdanie zrobić, kłamać, napisać na tt, że odchodzi z powodu złego stany zdrowia albo z powodów rodzinnych? Odwrócić się do nas plecami, obrazić się? Nie, wszystko jej można zarzucić, ale ma klasę. I widząc, że jej osoba jest obciążeniem dla partii i że to może być złe dla Polski, usunęła się w cień. Trzeba być wielkim człowiekiem, by tak się zachować w takiej chwili.
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Wczorajszy dzień sprawił, że znowu mi się chce... Chociaż mam mieszane uczucia także dlatego, że gdzieś wewnątrz siebie pogodziłam się już z myślą, iż Duda znowu wygra. Przeżyłam w ciągu ostatniego roku wiele politycznych zawodów. Przegrane wybory do PE, przegrane do sejmu, zabieranie kolejnych przyczółków wolności przez PIS i brak reakcji na kłamstwa. Długo pracowałam nad sobą, by widmo kolejnej porażki nie bolało aż tak bardzo. Dlatego cholernie się boję tej nadziei. Ale nadzieja nie jest czymś od nas zależnym, ona po prostu przychodzi i nas ogarnia i do mnie wczoraj wróciła. Nie potrafię zamknąć przed nią drzwi i pozostawić na progu, chociaż wiem, że kiedyś mnie to zabije. Nie potrafię odwrócić głowy i powiedzieć, że już mnie Polska nie obchodzi.
Musimy walczyć o każdy głos.
Nie zgadzam się z tymi, którzy mają pretensje do Rafała, że zostawił Warszawę i oddał ją w ręce PISu. Nie można mieć pretensji do niego, jak nie można mieć pretensji do żołnierza, który opuszcza świeżo poślubioną żonę i jedzie na front. Jeśli nie uratujemy Polski, to i Warszawę stracimy. Musimy sobie to uświadomić, że nasza Ojczyzna wisi na włosku nad przepaścią. Jeśli jej nie podamy ręki, zginie i każda dłoń ma tu znaczenie.
Życzmy więc opozycji, by kandydaci przez nią wystawieni uzbierali tyle głosów, by złożyć to jakoś do kupy w drugiej turze i by AD został już tylko żelazny elektorat, te 30-32 %/ A Rafałowi osobiście życzę, byśmy mu mogli po wyborach zaśpiewać taką starą piosenkę, której on pewnie nie zna z powodu wieku” Warszawa jest smutna bez Ciebie”.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Bądźcie nasza nadzieją. ( Tekst z dnia 11 sierpnia 2020 roku)

  Nie będę dziś pisać o Białorusi. To oczywiście temat dnia. Życzę Białorusinom, by wreszcie odzyskali pełnię wolności. Myślę tak nie tylk...